Praca ze wspomnieniami w ACT

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

 

Tak jak przy każdym trudnym wewnętrznym doświadczeniu, chcemy dowiedzieć się najpierw, w jaki sposób te wspomnienia stają się problematyczne dla klienta (pomijając oczywisty ich aspekt, że są nieprzyjemne). Chcemy dowiedzieć się, jakim ważnym aspektom życia tej osoby stają te wspomnienia na drodze. Technicznie ujmując temat – chcemy poznać funkcję tych wspomnień, ich wpływ na zachowanie klienta.

Wiedza na ten temat pozwoli nam

  • motywować klienta, aby uczył się umiejętności związanych z defuzją i akceptacją, aby radzić sobie z tymi wspomnieniami,
  • dostarczyć sensownego wyjaśnienia dla naszej pracy.

W związku z tym chcemy zadać klientowi te fundamentalne dla terapii pytania – gdyby te wspomnienia nie były już dla ciebie problemem:

  • Co przestałabyś robić lub zaczęłabyś robić, czego byś robiła więcej lub mniej?
  • Jak byś inaczej traktował siebie, innych, życie, świat?
  • Jakie cele byś realizowała?
  • Jakie aktywności byś rozpoczął lub wznowił?
  • Z jakimi osobami, miejscami, wydarzeniami, aktywnościami, wyzwaniami byś zacieśniła kontakt, nawiązała go, gdzie byś spędzała czas lub do czego byś wróciła – zamiast unikać, rezygnować lub wycofywać się?

 

Istnieje wiele opcji

Jest wiele, wiele sposobów, na jakie możemy w ramach modelu ACT pracować z bolesnymi wspomnieniami. Jak ze wszystkim w ACT, warto być kreatywnym i elastycznym w ramach stosowanych metod, zatem adaptuj je i modyfikuj, aby w efekcie wyszło coś skrojonego na miarę klienta.

Warto dmuchać na zimne – jeśli podejrzewasz, że dana metoda lub technika może nie przynieść rezultatów, zdecyduj się na inną.

 

Przykładowe sposoby pracy

Opuszczenie kotwicy / poszerzenie pola świadomości. Potężny pierwszy krok w ramach pracy z silnym wpływem wspomnień. Naciśnij stopami mocno na podłogę (lub skorzystaj z innej strategii zakotwiczania np. oddychania przeponowego), zauważaj obecność wspomnienia, ale także swoje ciało, a oprócz tego zauważaj, co widzisz, słyszysz, dotykasz, smakujesz, czujesz nosem itd.

Dostrzeganie i nazywanie. „Zauważam…”, „Mam wspomnienie na temat tego, że…” Musi być to nazywanie nieoceniające. Idealne by było, aby nazywanie lokowało wspomnienie w ramach jakiejś szerszej historycznej narracji np. „wspomnienie wojny, wspomnienie molestowania seksualnego w dzieciństwie, wspomnienie ojca znęcającego się nade mną.”

Nowa narracja wokół wspomnienia. Nadanie sensu lub szukanie sensu i znaczenia w jego ramach np. Co to wspomnienie mówi ci na temat tego, co jest dla Ciebie naprawdę ważne?

Ja jako kontekst. Obserwowanie wspomnień w „przestrzeni” obserwującego ja.

„Nadaj kształt” wspomnieniu. Wyobraź sobie je jako przedmiot – jego kształt, kolor, rozmiar, temperaturę, ruch, wagę itd. Zlokalizuj je w ciele lub „połóż” ją gdzieś w pokoju.

Akceptacja. „Siedzenie z” wspomnieniem i tworzenie miejsca dla niego, jak i dla myśli i uczuć, które mu towarzyszą.

Liście na strumieniu (lub podobne). Kładzenie wizualnych wspomnień na liściach (lub na chmurach na niebie itd.)

Uważny ruch fizyczny. Szczególnie pomocne, gdy klienci „zastygają” lub przyjmują postawy powiązane z „wyłączeniem się” lub „odcinaniem”. W obecności wspomnienia praktykuj uważne rozciąganie się, chodzenie, picie, poruszanie się, zmianę postaw, poruszanie głową lub ramionami, uderzanie stopą o ziemie, ściskanie razem nadgarstków itd.

Troska o siebie. Uznanie obecności wspomnienia oraz tego, jak bolesne ono jest. Uprawomocnienie i zaakceptowanie wspomnienia oraz bólu emocjonalnego, który mu towarzyszy. Praktykowanie życzliwości wobec siebie poprzez słowa, czyny, gesty, wyobrażenia oraz wewnętrzny dialog, a także defuzja od nieczułego sposobu rozmawiania ze sobą, zwłaszcza wywołujących wstyd ocen na swój temat .

Dekonstrukcja wspomnienia. Uważne zauważanie, nazywanie i uznawanie obecności różnorodnych „elementów” wspomnienia, wliczając w to wyobrażenia, dźwięki, zapach, smak, dotyk zawarty „wewnątrz” wspomnienia, a także różnorodne uczucia, emocje, myśli, wrażenia cielesne oraz zmiany w postawie ciała, które pojawiają się w związku ze wspomnieniem. Po kontakcie z każdym „elementem” kieruj w stronę akceptacji.

Pisanie. Spisz to wspomnienie – szczegółowy, skupiony na zmysłach, krok po kroku opis tego, co się wydarzyło. Spisz wspomnienie i przeprowadź rescripting. Napisz na temat różnorodnych sposobów, na jaki rozwinęłaś się wskutek wydarzeń zawartych we wspomnieniu. Napisz do siebie list z przyszłości, który opisuje, jak wróciłaś do siebie po traumie i sprawiłaś, że prowadzisz dobre życie.

Dotyk. Praktykuj uważny, życzliwy dotyk skierowany do siebie w obecności wspomnienia np. przytulenie siebie, położenie dłoni na sercu lub w miejscu bólu, masowanie skroni.

Opisywanie wspomnienia. Przeprowadzenie narracji z traumatycznych wydarzeń, zachowując szczegóły związane z emocjami i zmysłami, nie oceniając ich.

Wyobrażeniowy rescriptingWyobraź sobie dorosłą wersję siebie wracającą w czasie, aby pomóc młodszej wersji siebie ze wspomnienia. Dorosła wersja siebie może pocieszać, próbować ukoić, wesprzeć, doradzić, zainterweniować, uratować, pomóc młodszej wersji siebie zrozumieć, co stało się i dlaczego.

Połączenie między ciałem a wspomnieniami. Eksploruj uważnie, co dzieje się w różnych częściach ciała w obecności wspomnienia – w sferze wrażeń, postawy, działań, ruchów, uczuć. Eksperymentuj z nowymi reakcjami na te fizyczne zdarzenia np. czuły dotyk, okazanie troski, ruch fizyczny, inny rytm oddechu itd.

Poszerzanie wspomnienia. Włącz pozytywne lub neutralne wydarzenia, które wydarzyły się natychmiast przed lub po i przejdź ponownie przez wspomnienie, włączywszy te wydarzenia (ze szczególnym naciskiem na mocne strony klientki).

Sztuka. Rysowanie, malowanie, rzeźbienie wspomnienia.

Ekspozycja z wykorzystaniem wyobrażonego ekranu TV lub komputera. Najbezpieczniej zostawić to na późniejszą fazę terapii, po wykorzystaniu innych technik. Zwizualizuj swe wspomnienie wyświetlane na ekranie i pobaw się nim trochę – zbliż lub oddal jego poszczególne części, zmień kontrast i kolor, ostrość i jasność, głośność i dźwięki, dostrzegaj tło, dodaj nieoceniające, odnoszące się do faktów napisy, spójrz na obraz jak reżyser i zauważaj takie szczegóły, jak cienie, oświetlenie, kolory, powierzchnię przedmiotów.

 

Wspomnienia a flashbacki

Możemy myśleć o flashbackach jako o ekstremalnym poziomie fuzji z danym wspomnieniem. Klient staje się tak bardzo złączony ze wspomnieniem, że traci prawie lub zupełnie poczucie tego, że to powtórka z przeszłości. Jest niewiele lub zero poczucia „ja” zauważającego wspomnienie. Zamiast tego to tak, jakby wydarzenie zachodziło w rzeczywistości, właśnie tu i teraz. Jakiekolwiek poczucie „ja” znika, jakiekolwiek poczucie historycznej narracji z tym związane staje się nieobecne.

Opuszczenie kotwicy /poszerzenie pola świadomości będzie bardzo dobrym pierwszym krokiem i w obliczu flashbacków, i przytłaczających wspomnień:

Naciśnij stopami mocno na podłogę (albo skorzystaj z innej strategii zakotwiczania jak oddychanie przeponowe lub rozciąganie się) i… zauważ wspomnienie… i… także zauważaj swoje ciało… i… także zauważaj, co widzisz… słyszysz… dotykasz… smakujesz… czujesz węchem… i co robisz… itd.

 

Wspomnienia a ruch

Uważny fizyczny ruch także jest dobrym punktem do startu w obliczu flashbacków i przytłaczających wspomnień. Jest szczególnie pożyteczny, kiedy klient „zastyga” lub przyjmuje postawy związane z „wyłączeniem się” lub „odcięciem się”.

W obecności wspomnienia praktykuj uważne rozciąganie się, uważne chodzenie, uważne picie, uważne poruszanie się, uważne zmienianie pozy, uważne uderzanie stopą o podłogę, uważne przyciskanie nadgarstków do siebie itd.

Te ćwiczenia oczywiście nachodzą lub łatwo prowadzą w stronę opuszczania kotwicy / poszerzania pola świadomości.

 

Zauważanie i nazywanie

Tak jak przy jakimkolwiek trudnym prywatnym przeżyciu, Zauważanie i nazywanie stanowić będzie zazwyczaj pierwsze kroki w stronę defuzji czy akceptacji.

„Zauważam wspomnienie X”, „Mam teraz wspomnienie związane z tym X”, „Oto wspomnienie na temat X”, „Mój umysł przypomina mi o X”, „Oto kolejny flashback wracający do X”.

Ważne: nazywanie wspomnienia musi być nieoceniające. Idealnie by było, gdyby nazywanie danego wspomnienia lokowało je w pewnej historycznej narracji np. „wspomnienie wojny”, „wspomnienie molestowania seksualnego w dzieciństwie”, ”wspomnienie, jak mój ojciec mnie bił” (w kontraście do oceniającego nazywania, takiego jak „wspomnienie na temat tego skurwysyna rujnującego moje życie”).

Spojrzenie emocjom pod maskę

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

 

Co spoczywa pod danym uczuciem?

Często pomocne jest, aby korzystać z metafory „powierzchni i głębi” w kontakcie z pewnymi uczuciami, wrażeniami, emocjami. Ma to zwłaszcza znaczenie w wypadku złości i odrętwienia.

Złość jest zazwyczaj (ale nie zawsze) emocją drugiego rzędu – reakcją na bardziej bolesną pierwszorzędną emocję, jak wstyd, poczucie winy, zawstydzenie, strach itd. Z kolei odrętwienie zazwyczaj oznacza dysocjacyjną reakcję na jakąś bolesną emocję pierwszego rzędu.

Jest zatem z klinicznego punktu widzenia użyteczne, aby mówić o złości i odrętwieniu jako „będącymi na powierzchni” – i by „wybrać się na eksplorację”, aby zobaczyć, czy jest coś „głębiej” lub „pod nimi.”

 

Eksploracja

Pamiętaj, eksplorujemy. Zachęcam w związku z tym do „ciekawości i otwartości”, jako że nie wiemy tak naprawdę, na co trafimy.  Często pomocne jest powiedzenie o tym prosto z mostu – na przykład coś takiego:

„Możemy po prostu trafić na więcej odrętwienia” albo „Trafimy zwyczajnie na więcej złości.” Wyruszając z tego punktu, korzystam z wielu metod opisanych poniżej.

 

Pierwsze kroki podczas eksploracji

Pierwszym krokiem podczas „eksplorowania” jest dowolna emocja, uczucie, wrażenie fizyczne, które znajdziemy „na powierzchni”. Możemy spytać klientów:

  • Gdzie znajduje się ona w ciele?
  • Jaki ma rozmiar, kształt, zarys, temperaturę?
  • Czy jest „na powierzchni”, czy „głębiej w środku”?
  • Czy porusza się lub czy jest nieruchoma?
  • Czy w jakikolwiek sposób zmienia się, czy zmienia swoją lokalizację?
  • Czy są jakieś skupienia ciepła lub zimna, wibracje, pulsowanie?
  • Na skali od 0 do 10, jak silna jest teraz?
  • Jak byś nazwała tę emocje/to uczucie?

 

Akceptacja

Możemy potem przejść dalej w stronę akceptacji czegokolwiek, co napotkamy „na powierzchni”. Pozwalamy temu wrażeniu być w chwili obecnej bez walki z naszej strony, a także bez pozwalania mu, by kontrolowało nasze działania.

Możemy:

  • Oddychać jego kierunku,
  • Robić na nie miejsce,
  • Delikatnie je trzymać,
  • Pozwalać mu być tutaj,
  • Pozwalać mu przychodzić, zostawać i odchodzić w swoim własnym czasie.

Możemy skorzystać z jakiejkolwiek techniki akceptacji, jaka nam pasuje, wliczając w to „nadanie kształtu”, gdzie wyobrażamy sobie impuls jako obiekt fizyczny w ciele – jaki ma kształt, kolor, powierzchnię, temperaturę, wagę itd.?

 

Dalsza eksploracja

Możemy następnie eksplorować dalej – aby zobaczyć, czy jest coś „pod” lub „głębiej” lub „kryjącego się poniżej” złości czy odrętwienia lub innych „emocji z powierzchni”.

Możemy zaprosić klientkę, aby eksplorować z ciekawością, aby „delikatnie obierać jej warstwy”, by „zobaczyć, czy jest coś poniżej”, aby „siedzieć z nią i zobaczyć, czy coś wynurzy się na powierzchnię”.

Złość i odrętwienie mogą być porównane do twardej warstwy ochronnej lub pełnej zbroi albo kamizelki kuloodpornej – i możemy zapraszać klientów do „delikatnego ściągania” tego.

 

Ja jako kontekst

Podczas tego rodzaju pracy może być użyteczne, aby wprowadzić pracę opartą na procesie ja jako kontekstu. Możemy spytać klienta, aby ten skorzystał z obserwującej części ciebie, aby uczynić krok do tyłu i obserwować cokolwiek, co pojawi się, wynurzy, wyjdzie z głębszych warstw itd.

Możemy dołączyć tego rodzaju wypowiedź: „I zobacz – twoje uczucia i wrażenia zmieniają się cały czas, są ich warstwy na warstwie. Ciągle zmieniają się i przechodzą jedna w drugą. Ale ta jest część ciebie, która zauważa, nie zmienia się, jest zawsze tutaj, jest zawsze dostępna – jest w stanie zauważać każdą zmianę, jaka zachodzi.”

 

Troska o siebie

Częstokroć tym, co „wynurza się z głębi” złości lub odrętwienia, będzie bardzo bolesna emocja – wstyd, wina, smutek, strach, samotność itd. W takich sytuacjach pomocna jest praca z troską o siebie.

Możemy pomóc naszym klientom, aby realizować jakąkolwiek lub wszystkie propozycje z następujących:

  • Uznać obecność bólu
  • Uprawomocnić ból
  • Zrobić na ból miejsce
  • Zejść z haczyka ostrego samokrytycyzmu
  • Traktować się życzliwie
  • Doświadczyć więzi z innymi.

Opuszczanie kotwicy

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Fragment rozdziału 10 z drugiej edycji ACT Made Simple

 

Narzędzie mindfulness spełniające wiele funkcji

Opuszczanie kotwicy to prosta, lecz potężna technika nawiązywania kontaktu z chwilą obecną. Jej celem jest pomóc klientom stać się „w pełni obecnymi”, zaangażować się w to, co robią, odzyskać kontrolę nad ich działaniami oraz skupić uwagę na tym, co jest tu i teraz najistotniejsze. Dla wielu osób, w porównaniu do innych technik, odznaczać się będzie wysoką skutecznością oraz prostotą przyswojenia. Mam w związku z tym nadzieję, że będziemy ją widzieć wiele częściej niż obecnie w rozmaitych protokołach ACT.

Podczas mojej pracy sugeruję opuszczanie kotwicy jako pierwszą formalną umiejętność dla osób, które zmagają się z:

  • Rozregulowaniem emocjonalnym
  • Obniżonym lub nadmiernym pobudzeniem
  • Dysocjacją
  • Przytłaczającymi emocjami
  • Impulsywnym zachowaniem
  • Kompulsywnym zachowaniem
  • Ekstremalnym poziomem fuzji
  • Flashbackami
  • Atakami paniki

Oprócz tego uważam to za dobrą technikę dla każdego klienta i klientki, którzy zainteresowani są uważnością lub którzy chcą stać się lepsi w schodzeniu z haczyka trudnych myśli i uczuć. To także świetny wybór jako pierwszy krok w stronę rozwijania gotowości, kiedy przejdziemy już przez kreatywny brak nadziei i osoba uzyska wgląd na temat sensowności zaprzestania wewnętrznej walki.

 

Wprowadzanie opuszczania kotwicy

Metafora burzy emocjonalnej (Harris, 2007) stanowi dobry sposób na wprowadzenie klientom tej techniki. W transkrypcji sesji poniżej mamy klienta przytłoczonego lękiem. Terapeuta spytał właśnie „Gdzie czujesz ten lęk najwyraźniej?”

Klient: Wszędzie! Kipi wszędzie tutaj. (wskazuje na klatkę piersiową i brzuch)

Terapeuta: Zatem jest bardziej intensywny w klatce piersiowej i brzuchu. A co się dzieje teraz w twojej głowie?

Klient: Jest okropnie. Wszystko się kręci. (Kręci palcem wokół skroni)

Terapeuta: Więc mamy tutaj te kręcące się w głowie myśli, te krążące w ciele uczucia. Tak jakby w środku ciebie wybuchła emocjonalna burza. I kiedy ona cię zmiata z powierzchni, nie ma żadnej skutecznej rzeczy, jaką mógłbyś zrobić. Jesteś na łasce żywiołu, prawda?

Klient: Absolutna prawda!

Terapeuta: Załóżmy więc, że jak tylko ta burza wybucha i łapie cię na pełnym morzu, że twój statek zawija do portu. Co by miało w takiej sytuacji najwyższy priorytet?

Klient: Przywiązać go do czegoś, tak mi się wydaje.

Terapeuta: Właśnie tak. Zacumować czy opuścić kotwicę tak szybko, jak to tylko możliwe. I tak samo jest z nami. Kiedy wybucha emocjonalna burza, pierwsza rzeczą, jaką musimy zrobić, to opuścić kotwicę. I oczywiście nie sprawi to, że sztorm zniknie – kotwice nie kontrolują pogody – ale będzie ona utrzymywać nas w stabilnej pozycji, póki sztorm nie przejdzie.

Praktyczna wskazówka. To ważne, aby wspomnieć, że łódź zbliża się lub że jest już w porcie. Łódź na otwartym morzu nie będzie opuszczać kotwicy, będzie próbować utrzymać się na falach.

W ACT chcemy być elastyczni pod względem stosowanych metafor i zawsze dostrajać je i zmieniać tak, by pasowały do klientów. W 2016 miałem przywilej, aby (przy wsparciu wielu osób) stać się autorem protokołu ACT napisanego dla Światowej Organizacji Zdrowia, celem wykorzystania go w obozach dla uchodźców na całym świecie (Epping-Jordan et al., 2016). Zakładając powszechność zaburzeń związanych z traumami oraz rozregulowaniem emocjonalnym w tej populacji uczyniłem opuszczanie kotwicy pierwszym ćwiczeniem mindfulness w protokole. Jednakże pierwsze dwa kraje, gdzie go używano, to Syria i Uganda, z których żaden nie ma dużego związku kulturowego z łodziami i żeglowaniem. Zmieniłem więc metaforę na „uziemianie”, w takiej formie:

Wyobraź sobie, że jesteś wysoko na drzewie, na najwyższych gałęziach, kiedy nagle rozpoczyna się burza. Potrząsa tobą potężny wicher, a ty w desperacji próbujesz się trzymać gałęzi, aby tylko nie spaść. Co musisz uczynić? Oczywiście nie chcesz pozostać tak wśród gałęzi. Chcesz zejść na ziemię tak szybko, jak to możliwe. Zejście na nią nie zatrzyma burzy, ale jest najbardziej bezpiecznym miejscem, gdzie możesz się znaleźć. Oprócz tego, jeśli zostaniesz wysoko na drzewie, nie będziesz w stanie zrobić nic użytecznego. Przykładowo, jeśli u stóp drzewa znajduje się twoje małe dziecko, nie będziesz w stanie zrobić nic, co by przełożyło się na ochronę lub ukojenie dla niego, póki burza nie minie. Naszym celem będzie tutaj spróbować się w pewien sposób „uziemić”, kiedy wewnątrz nas rozpętuje się emocjonalna burza. Niezależnie od tego, z czego ta burza się składa – ze złości, smutku, strachu, winy, beznadziei – im wcześniej będziemy mogli się uziemić, tym lepiej.

 

Trzy etapy opuszczania kotwicy

Wszystkie ćwiczenia bazujące na opuszczaniu kotwicy przechodzą przez powtarzające się trzy kroki:

  • Uznaj obecność twojego przeżycia
  • Nawiąż kontakt z ciałem
  • Nawiąż kontakt ze światem

Uznaj obecność twojego przeżycia. Celem tutaj jest po prostu uznać, że jakiekolwiek myśli, emocje, wspomnienia, wrażenia, impulsy są obecne. Często pomocne jest ująć to w słowa (po cichu lub na głos), przykładowo, „Oto smutek”, „Zauważam bolesne wspomnienia”, „Mam uczucie złości.”

Nawiąż kontakt z ciałem. Celem tutaj jest powrócić do poczucia samokontroli, skupiając się na tym, nad czym masz najwięcej kontroli, kiedy trudne myśli i emocje są obecne – na twoich fizycznych działaniach. Poruszaj się, rozciągaj, zmień postawę ciała, siedź prosto, wstań, chodź, zmień rytm oddychania, wyprostuj kręgosłup, wciśnij stopy w zmienię itd. Te rzeczy pomagają ludziom szybko odzyskać kontrolę nad materialnym aspektem ich ciała, co stanowi rewelacyjny pierwszy krok przy jakimkolwiek skutecznym działaniu.

Nawiąż kontakt ze światem. Celem tego etapu jest poszerzyć świadomość: zauważyć, gdzie jesteś, co robisz, co możesz zobaczyć, dotknąć, posmakować, powąchać. Celem nie jest odwrócić uwagę od myśli i emocji, ale uznając ich obecność zauważyć, co jeszcze jest obecnego oprócz nich.

 

Jakie są wskazania wobec wprowadzania opuszczania kotwicy?

Mamy trzy główne sytuacje, kiedy będziemy chcieli wprowadzić ten materiał do pracy:

 

  1. Klient chce nauczyć się prostego ćwiczenia mindfulness (które mogłoby służyć jako baza dla defuzji, akceptacji, kontaktu z chwilą obecną czy ja jako kontekstu).
  2. Klient jest w takiej fuzji, że nie jest w stanie zaangażować się czy uczestniczyć w sesji.
  3. Klient jest przytłoczony emocjonalnie, zachowuje się impulsywnie, kompulsywnie lub dysocjuje.

Opuszczanie kotwicy: Dlaczego nie warto trzymać się sztywno skryptu?

Kiedy będziesz wykonywać te ćwiczenia na sobie lub z klientem, proszę nie trzymaj się sztywno skryptu. Jest gazylion, bazylion (a może nawet tryzylion!) możliwych wariacji tego podanego poniżej, więc okaż proszę elastyczność i kreatywność. Przykładowo, jeśli klient odczuwa przewlekły ból, który nasila się podczas nacisku stóp na ziemię, wówczas nie proś go, aby naciskał stopami na ziemię! Zamiast tego poproś, aby delikatnie kiwnął głową, poruszał palcami u stóp, postukał placami lub powzruszał ramionami.

 

Przed ćwiczeniem

W idealnym scenariuszu zanim rozpoczniesz ćwiczenie klient już opowie ci o elementach swojej emocjonalnej burzy: o myślach, uczuciach, emocjach i wspomnieniach, z jakimi się zmaga. Jeśli tak będzie, będziesz w stanie odnieść się konkretnie do nich, na przykład „Mamy tutaj pojawiające się bardzo bolesne wspomnienie i dużo smutku oraz dużo złości.” Ale jeśli klient jest zbyt zestresowany, aby mówić, albo nie jest w stanie lub nie chce powiedzieć, jakie myśli i uczucia są obecne, wówczas możesz odnosić się do nich w niekonkretny sposób, mówiąc o bólu, braku komfortu, zranieniu, czymś trudnym, trudnych myślach i emocjach lub nawet o burzy emocjonalnej. (Takie frazy w skrypcie podane są jednoczesnymi kursywą i pogrubieniem, jako że będziemy jeszcze o nich później mówić.)

Pozwól sobie na dobre dziesięć sekund przerwy między poleceniami i nadaj swemu głosowi życzliwą i kojącą jakość. Aby klient mógł w jak największym stopniu skorzystać z tego, powinno się samodzielnie modelować wszystkie zachowania (np. dociskanie stóp do ziemi, ściskanie razem opuszków palców). Dzięki temu klient będzie się mniej przejmować niecodziennymi zachowaniami i będziesz budować z nim więź: jesteśmy w tym razem, jesteśmy drużyną. Absolutnie rekomenduję przeczytanie sobie tego skryptu zawczasu na głos i odegranie ćwiczenia, taką próbę generalną w postaci słownej i w formie działań. Ale jeśli nie możesz lub nie planujesz tego, przynajmniej aktywnie przećwicz to w głowie.

 

Przebieg ćwiczenia

Widzę, że pojawia się u ciebie teraz w tej chwili dużo emocjonalnego bólu. Widzę, jak bardzo z nim się zmagasz, jak trudny jest dla ciebie. I naprawdę chcę pomóc tobie lepiej sobie z nim radzić. Czy to byłoby w porządku, abyś podążał za moimi instrukcjami? Nie musisz nic mówić, jeśli nie będziesz chciał, a zarazem jeśli masz ochotę, to możesz podczas tego mówić.

Dobrze. Po pierwsze, poświeć chwilę, aby przyznać, że właśnie teraz pojawiają się u ciebie pojawiają się trudne myśli i uczucia.

I jednocześnie, zobacz czy możesz wcisnąć stopy mocno w podłogę. Wciskaj je mocno (terapeuta także naciska mocno swoimi) … Tyle. Poczuj grunt pod sobą.

Teraz wychyl się trochę do przodu i wyprostuj plecy (terapeuta mówiąc to sam wykonuje te działania) … Poczuj siedzenie pod sobą, zwróć uwagę, jak plecy wspierają twoją posturę.

Teraz powoli ściśnij razem opuszki palców, a robiąc to delikatnie poruszaj łokciami i barkami (terapeuta sam wykonuje te działania mówiąc to).

Poczuj, jak poruszają się ramiona, począwszy od palców, aż po górną część pleców.

Poświęć chwilę, aby przyznać, że w tym momencie pojawia się wiele bólu, z którym aktualnie się zmagasz … Nie prosiłeś o niego … ale oto on … i jest on dla ciebie wyzwaniem, i to trudne przeżycie, ich chcesz, aby poszedł sobie, a mimo tego nie odchodzi …

Po cichu powiedz sobie, jaki jest to rodzaj bólu … Przykładowo, powiedz do siebie Oto smutek lub Oto lęk lub Oto bolesne wspomnienie. (Jeśli terapeuta wie, jaki to rodzaj bólu, może konkretnie wspomnieć właśnie o nim.)

Teraz zauważaj, że są tutaj obecne różne bolesne myśli i uczucia, ale także, że jest tutaj wokół tego bólu ciało – trzymające go, zawierające go w sobie. I jest to ciało, którym możesz poruszać i które możesz kontrolować. Wyprostuj znów plecy i zauważaj teraz całe swoje ciało – dłonie, stopy, ramiona, nogi. (terapeuta wyprostowuje plecy) Delikatnie poruszaj nimi i poczuj, jak się ruszają … Dobrze się rozciągnij (terapeuta rozciąga się) … Zauważ, jak mięśnie się rozciągają … Wciśnij stopy w ziemię i poczuj podłogę (terapeuta naciska stopami na ziemię).

Teraz także rozejrzyj się wokół – do góry, na dół, na boki – (terapeuta rozgląda się wokół) i zauważ pięć rzeczy, jakie możesz zobaczyć.

I oprócz tego zauważ trzy czy cztery rzeczy, jakie możesz usłyszeć – dźwięki dochodzące ode mnie lub z pokoju wokół.

I także zauważ siebie i mnie (terapeuta wskazuje zarówno na siebie, jak i na klienta) pracujących wspólnie, jako drużyna.

Zatem zauważaj, że są tutaj obecne różne trudne myśli i uczucia, z którymi się zmagasz, i jednocześnie, zauważ, że jesteś w stanie dostrzec swoje ciało w fotelu … I delikatnie poruszaj tym ciałem, rozciągnij się (terapeuta porusza się, rozciąga) … I tylko tyle, przejmij kontrolę nad ramionami i nogami.

I oprócz tego dostrzegaj elementy pokoju wokół siebie (terapeuta rozgląda się po pokoju).

I także zauważ siebie i mnie (terapeuta wskazuje zarówno na siebie, jak i na klienta) pracujących wspólnie, jako drużyna.

Terapeuta kontynuuje ten cykl w ramach ćwiczenia – uznawania obecności wewnętrznych doświadczeń, powracania do ciała, angażowania się w kontakt ze światem – póki klient nie będzie ustabilizowany, co może zostać oznajmione przez niewerbalne reakcje (np. wyraz twarzy, pozycję ciała, kontakt wzrokowy) lub przez werbalne reakcje (np. gotowość do mówienia, zadawanie lub odpowiadanie na pytania, nazywanie myśli i emocji), które informują o zaangażowaniu. Terapeuta kończy ćwiczenie prostym pytaniem, takim jak:

 

  • Czy zauważasz jakąkolwiek różnicę? Czy jest jakiś haczyk, na który próbowały łapać cię myśli i emocje, stał się mniejszy? Czy czujesz się przez nie mniej „zmieciony” czy „rozstawiany po kątach”?
  • Czy jest ci łatwiej zaangażować się w kontakt ze mną, być obecnym, skupić się na tym, co mówię i co tu robimy?
  • Czy teraz masz lepszą kontrolę nad swoimi działaniami – nad tym, co robisz z rękami, nogami, co mówisz? Sprawdź sam, poruszaj ramionami i nogami, rozciągnij się (terapeuta porusza się i rozciąga, zachęcając klienta do kopiowania jego zachowania). Czy masz teraz więcej kontroli nad tym, co robisz?

Praktyczna rada. Zauważ, że w ramach wszystkich tych pytań terapeuta nigdy nie pyta, czy ból się zmniejszył lub czy klient „czuje się lepiej.” Zadawanie tego rodzaju pytań wysłałoby niewłaściwy przekaz: że celem tego ćwiczenia jest pozbywać się czy redukować ból emocjonalny. Oczywiście, to często się zdarza, ale w ACT to dodatek, a nie główny cel interwencji.

Czy zauważyłeś lub zauważyłaś w skrypcie frazy pogrubione i kursywą? Te są wariacje na temat polecenia „Zauważaj swe bolesne myśli i uczucia.” To duża (i bardzo ważna) różnica między uziemiającymi ćwiczeniami w ACT a prawie wszystkimi innymi modelami. W praktycznie wszystkich innych modelach terapii nie odnajdziesz tego systematycznego powracania do zauważania i uznania obecności bolesnych wewnętrznych przeżyć. A dlaczego miałoby to stanowić problem? Ponieważ jeśli raz po raz nie uda ci się uznać obecności bólu, ćwiczenia te z dużym prawdopodobieństwem zaczną służyć jako techniki odwracania uwagi, a nie uważności – klienci prawie zawsze będą używać ich, aby uciekać przed bolesnymi myślami i uczuciami lub by unikać ich, aby tylko poczuć mniej stresu czy lęku. (A w rzeczy samej, w niektórych modelach terapii stanowi to główny cel takich uziemiających technik.) Pamiętaj: odwracanie uwagi to dokładne przeciwieństwo uważności.

 

Jak długo ma trwać opuszczanie kotwicy?

Celem tej techniki jest pomóc klientowi osiągnąć „pełną obecność”, zaangażować się w to, co robi, odzyskać kontrolę nad swoimi działaniami oraz przekierować uwagę na to, co najważniejsze tu i teraz. W związku z tym ćwiczenie to będzie trwać tak długo, jak będzie to konieczne, aby to osiągnąć. Zwykle starczy minuta do trzech, ale miewałem takie osoby, które wskutek emocjonalnego przytłoczenia i dysocjacji wymagały od dziesięciu do piętnastu minut. Z kolei po drugiej stronie tego wymiaru, kiedy klient tylko delikatnie „dryfuje”, dziesięć sekund może wystarczyć.

Słowo ostrzeżenia: korzystanie z opuszczania kotwicy, aby powstrzymać klienta przed płaczem, odwrócić uwagę od uczuć lub aby zmienić temat, ponieważ nie czujesz się komfortowo stanowiłoby poważne zaprzepaszczenie celów tej metody.

Możemy oczywiście powtarzać te ćwiczenia tak często, jak myślimy, że się przyda. Przykładowo, podczas pracy z raz po raz dysocjującymi klientami albo doświadczającymi flashbacków, możemy opuszczać kotwicę wiele razy na sesję. Typowo w miarę upływu sesji możemy te ćwiczenia czynić krótszymi i krótszymi, jako że klient będzie reagować na nie szybciej. Z drugiej strony możemy też stopniowo rozbudowywać te proste ćwiczenia, poszerzając je i wprowadzając inne kluczowe procesy. Przykładowo, możemy bez problemu wprowadzić tematykę troski o siebie.

 

Jak pomożemy klientom określić korzyści płynące ze ćwiczenia?

Po zakończeniu ćwiczenia dobrym pomysłem będzie pomóc nawiązać kontakt z korzyściami płynącymi z niego. Oto kilka przydatnych pytań:

 

  • Jak mogłoby to być pomocne poza gabinetem?
  • Kiedy i gdzie doświadczasz burz emocjonalnych? Jak może ci to ćwiczenie pomóc w tych sytuacjach?
  • Kiedy i gdzie możesz to zastosować? Z kim, podczas robienia czego?
  • Jak może ci to pomóc z XYZ (gdzie XYZ to problemy lub cele behawioralne klienta)?

Jak tylko klient uzna opuszczanie kotwicy za użyteczne poza pokojem terapeutycznym lub jako mające odniesienie do jego celów behawioralnych, możemy wówczas spytać „Czy byłbyś gotów ćwiczyć to między sesjami?” Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, możemy przejść do „Kiedy i gdzie będziesz praktykować?”, „Jak długo?”, „Jak często?” i tak dalej.

Praktyczna wskazówka. Załóżmy, że spytasz klienta, jak może być to pomocne, a ten odpowie czymś w rodzaju „Relaksuje mnie to”, „Sprawia to, że czuję mniej lęku” lub „Odwraca to uwagę od moich uczuć.” Jeśli tak, możemy powiedzieć „Cóż, to na pewno miły dodatek, kiedy się to wydarzy – więc ciesz się tym, gdy to się wydarzy – ale nie jest to jednak cel ćwiczenia. Czy możemy poświęcić chwilę na wyjaśnienie prawdziwego celu tego ćwiczenia?” Wówczas powtórz z klientem ćwiczenie z odpychaniem od siebie kartki jako metafory zmagania emocjonalnego. (Jest także w pierwszych rozdziałach „Zrozumieć ACT”, czyli I ed. ACT Made Simple, wydanej po polsku. – BK)

 

Kiedy i jak mamy to stosować?

Opuszczanie kotwicy jest jedną z najbardziej wszechstronnych umiejętności ACT. Czy zauważyłeś lub zauważyłaś już, jak dobrze nakłada się na cały model elastyczności psychologicznej? Uznanie faktu obecności własnych wewnętrznych przeżyć stanowi pierwszy pomocny krok w tym, aby nauczyć się, jak otwierać się na doświadczenia. Powrót do ciała stanowi pierwszy pomocny krok w przygotowaniu do robienia tego, co ma sens. Zaangażowanie się w kontakt ze światem uczy, jak być obecnym. Zatem w ramach tego prostego ćwiczenia tworzysz grunt pod wszystkie kluczowe procesy ACT. Czyni to opuszczanie kotwicy świetnym rodzajem interwencji przy wielu różnych problemach. Przyjrzyjmy się szybko niektórym z wielu jego zastosowań.

 

Opuszczanie kotwicy, kiedy pogoda ma się dobrze

Możesz ćwiczyć opuszczanie kotwicy w dowolnym momencie, w dowolnym miejscu, w ramach dowolnej czynności – nawet kiedy emocjonalny pejzaż ma się doskonale. W końcu nawet podczas ciepłego i słonecznego dnia łódź może podryfować dokądś z przystani, jeśli tylko nie zacumujesz jej dobrze. I wszyscy ludzie każdego dnia „dryfują” – w trakcie błądzenia po myślach nasza uwaga dryfuje z dala od rzeczy, którymi planowaliśmy się zająć. Zatem w ramach pracy własnej warto zachęcać klientów do ćwiczenia opuszczania kotwicy w ciągu dnia. Możesz to ująć tak:

Terapeuta: W ciągu dnia, w dowolnym momencie, w którym zdasz sobie sprawę z tego, że „dryfujesz” – gdy wiesz, że siedzisz w swojej głowie wśród myśli i uczuć, nie skupiając się lub nie angażując w nic, co planowałeś – opuść kotwicę. Zrób dziesięciosekundową wersję tego, co praktykowaliśmy tutaj: uznaj obecność jakichkolwiek myśli i emocji, jakie uchwyciły twoją uwagę, następnie wróć do ciała i przejmij kontrolę, a następnie dostrzeż świat wokół – gdzie jesteś, co robisz. A potem skup się ponownie gdziekolwiek tam, gdzie jest to potrzebne, abyś mógł robić to, co chcesz zrobić.

(Terapeuta krótko przedyskutowuje ten temat z klientem, a następnie sugeruje jeszcze coś poniżej.)

Terapeuta: Dobrze jest także praktykować w ramach tych wszystkich trudnych, ale nie stanowiących zbyt dużego wyzwania sytuacji, jakie będą pojawiać się w ciągu dnia – wiesz, kiedy utkniesz w kolejce lub korku lub gdy spóźniasz się gdzieś, czy kiedy dzieciom zajmuje wieczność, aby się przygotować, czy kiedy zrobiłeś coś głupiego, co przysięgałeś sobie już wiele razy, że nie zrobisz, czy gdy ktoś nieostrożnie powie coś, co cię zdenerwuje. Jeśli będziesz często ćwiczyć to, gdy lęk czy złość będą na średnim poziomie, to przygotuje to cię lepiej na czas, gdy rozpęta się solidna burza. I oczywiście jeśli nie będziesz ćwiczyć tego regularnie, nie będziesz w stanie skorzystać z tego wtedy, kiedy najbardziej będziesz tego potrzebować.

 

Okaż kreatywność

Pierwszym krokiem do opuszczenia kotwicy jest uznanie, że myśli i uczucia są obecne, czy to ekstremalnie bolesnego rodzaju, średnio nieprzyjemne, dość neutralne, całkiem przyjemne lub nawet uczucie odrętwienia.

Po tym kroku następne dwa to już pełna samowola. Aby pomóc klientom odzyskać kontrolę nad ciałem, możesz zaprosić ich do uważnego wypicia szklanki wody, wstania i przejścia się po pokoju, zjedzenia czegoś, rozciągnięcia się, zmiany pozycji ciała, pokręcenia kciukami, poruszania głową, sięgnięcia po coś (np. książkę, długopis, jakiś ozdobnik) i o eksplorowanie tej powierzchni palcami, dotknięcia krzesła pod sobą, delikatnego położenia dłoni na sercu (co może przemienić opuszczanie kotwicy w piękne ćwiczenie na temat troski o siebie), przejechania językiem o zębach i tak dalej.

Aby pomóc zaangażować się w kontakt ze światem, możesz poprosić o zauważanie czegokolwiek, co ci mogą usłyszeć, zobaczyć, dotknąć, posmakować, powąchać, o obserwację oddychania, siedzenia, uczucia łez w oczach czy płynących po policzkach, powietrza na twarzy, wyprostowanego kręgosłupa, ustawienia ciała, dźwięku klimatyzacji i tak dalej.

Więc bądź kreatywny. Improwizuj ile wlezie, tak długo, jak raz po raz po raz będziesz wracać do uznania obecności myśli i uczuć w danym momencie. Dlaczego to tak istotne? Ponieważ chcemy, aby klient nauczył się, że może reagować elastycznie nawet na najtrudniejsze myśli i uczucia. Może uważnie uznać ich obecność, przejąć kontrolę nad własnymi działaniami i skupić swą uwagę na tym, co ma najgłębszy sens.

 

Więc co mam robić po opuszczeniu kotwicy?

Czasem klient zada jakąś wariację tego pytania. Odpowiedź będzie brzmieć mniej więcej tak:

Terapeuta: Dobre pytanie. Idea jest taka, że jak tylko zakotwiczysz się, to abyś zajął się czymś mającym przełożenie na twoje życie i jego jakość. Spytaj się, Czy robię coś teraz na rzecz dobrego życia? Jeśli odpowiedź jest negatywna, wówczas przestań robić cokolwiek, co robisz, i zrób coś na rzecz dobrego życia. Jeśli odpowiedź jest pozytywna – robisz coś na rzecz dobrego życia – wówczas obdarz to pełną uwagą i angażuj się w to dalej.

Klient: Co jeśli nie jestem w stanie wymyślić, co mam robić?

Terapeuta: Cóż, w ramach kilku najbliższych sesji poświęcimy dużą ilość czasu właśnie na ten temat – aby określić, jaką osobą chcesz być i jak chcesz prowadzić swoje życie, więc nie powinno to wkrótce nastręczać problemów, a jeśli jednak nastręczy, zajmiemy się tym.

Dlaczego (nie) pytać dlaczego?

Autor Matthieu Villatte | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny i Bartosz Kleszcz

Jeśli odbywaliście szkolenie w interwencjach opartych na uważności i akceptacji lub w terapiach trzeciej fali np. Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT), mogliście w pewnym momencie usłyszeć, że zadawanie klientom pytań rozpoczynających się od „Dlaczego…?” może nie być dobrym posunięciem.

I może potem ugryźliście się w język, gdy złapaliście się na tym, że to słowo pojawiło się podczas sesji lub przepraszaliście superwizora, gdy ten wysłuchiwał nagrań (Wiem, że pytanie „Dlaczego…?” nie powinno było paść!)? Jeśli brzmi to znajomo, pragnę zaproponować ci perspektywę, która prawdopodobnie wyda ci się bardziej elastyczna.

Po pierwsze, wyjaśnijmy sobie jedną istotną rzecz. ACT należy do podejść funkcjonalno-kontekstualnych.

Oznacza to, że podczas rozmowy klinicznej to, co powinniście powiedzieć, a czego nie powinniście mówić, zależy w pełni od celu (funkcji) związanego z kontekstem, czyli z określonym uwarunkowaniami, w których odbywa się rozmowa. Z tego powodu trudno o ogólne zasady, które mogą określać lub zakazywać konkretnych werbalnych posunięć niezależnie od kontekstu. Innymi słowy – to, czy pytanie „Dlaczego…?” stanowi dobry pomysł, zależy od określonego przez ciebie celu terapeutycznego. Dlaczego miałbyś lub miałabyś (nie) zadawać pytania z „Dlaczego…?”

Być może chęć zadania pytania rozpoczynającego się od „Dlaczego…?” wywodzi  się do sposobu, w jaki dzieci wyrażają ciekawość. Jeśli jesteście rodzicami, to wiecie, co mam na myśli. Dzieci są tak ciekawe świata, że chcą słyszeć wyjaśnienia dotyczące wszystkiego. Dlaczego słońce jest żółte? Dlaczego nie możemy latać, jak ptaki? A ciekawość i otwartość są przecież dwoma kamieniami węgielnymi postawy terapeuty w podejściach trzeciej fali. Zatem może jest sens zadawać pytanie „Dlaczego…?” podczas terapii?

Z drugiej strony dzieciaki pytają również „Dlaczego…?”, aby kwestionować zasady, które uznają za ograniczające i arbitralne Dlaczego mam myć zęby? Dlaczego mam iść do szkoły jeśli chcę pograć? Jednym z podstawowych celów w terapiach trzeciej fali pokroju ACT, osadzonych na fundamentach humanizmu, jest uwalnianie klientów wpływu arbitralnych zasad na ich zachowanie. Stąd może jest w tobie potrzeba, by pytać naszych klientów „Dlaczego…?”, gdy ci wydają się być ograniczeni przez arbitralne zasady?

Może zauważyliście już, że te dwa sposoby używania tego samego słowa tak naprawdę odzwierciedlają dwa rodzaje celów.

Pierwsze „Dlaczego…?” ma nam pomóc zrozumieć, jak funkcjonuje świat.

Drugie „Dlaczego…?” ma wyjaśnić, czemu służy dane działanie.

W terapiach trzeciej fali oba są istotnymi, lecz znacząco różniącymi się od siebie celami.

Rozumienie, jak coś działa w klinicznym kontekście, zazwyczaj prowadzi do większego uprawomocnienia, normalizacji i współczucia. Terapeuci zachęcają swoich klientów, by wzięli pod uwagę, jak przeszłe i obecne okoliczności wpływają na to, że czują i postępują w bolesny, problematyczny, ale również w pełni zrozumiały sposób.

Wyjaśnianie, czemu służą działania klientów, ma za zadanie kształtować ich umiejętności śledzenia (tracking skills) – zdolności zauważania konsekwencji ich działań oraz oceniania, czy te konsekwencje są zbieżne z ich celami. Terapeuci pomagają klientom przyjąć bardziej pragmatyczną perspektywę na życie. Dzięki temu klient będzie mógł angażować się w działania przynoszące satysfakcję, zamiast powtarzać wkoło te same wzorce zachowań.

Te dwa cele są fundamentalne dla terapii trzeciej fali. Z jednej strony, chcemy by klienci podchodzili do swoich doświadczeń psychologicznych naturalnej jako części ludzkiego życia (tak, nawet do tych bolesnych i dziwacznych rzeczy), a z drugiej strony chcemy, by umieli rozpoznać i robić to, co sprawia, że mogą przeżywać życie tak, jak tego pragną.

Stąd, w teorii, moglibyście zadawać pytania „Dlaczego…?” przez cały czas!

Rzecz jednak w tym, ze używanie pojedynczego słowa niosącego ze sobą tak różne znaczenia porafi wprawiać w zakłopotanie i czasami powodować, że proces terapeutyczny będzie zmierzać w niekorzystnym kierunku. Pytanie „Dlaczego…?” może powodować, że klient jeszcze bardziej utknie w swoich historiach, które wprawdzie mogą być prawdziwe, ale przeszkadzają we wdrażaniu pomocnych, czyniących pozytywną różnicę w życiu klienta rozwiązań. To właśnie dlatego trenerzy szkolący w terapiach trzeciej fali czasami przestrzegają przed zadawaniem pytania „Dlaczego…?”.

Czy znacie ACTowe powiedzenie, by nie podchodzić do zachodu słońca jak do problemu matematycznego, jeśli potrzebujesz kontemplacji? Zachodzi wtedy ryzyko nadmiernego analizowania i ruminacji na temat rzeczy, które i tak nie mogą ulec zmianie lub w sytuacjach, gdy nie byłoby to pomocne. Taka sytuacja może zajść przy nieumiejętnie zadanym pytaniu.

W jaki sposób można zatem uniknąć pułapek związanych z „Dlaczego…?” i nadal pomagać klientom w rozwijaniu troski o siebie oraz pragmatycznego myślenia? Oto kilka wskazówek, które możesz bez zawahania wprowadzić do swojej rozmowy klinicznej:

#1 Miej jasność co do tego, co chcesz osiągnąć ze swoim klientem w tym momencie. Czy chodzi o normalizację? O kształtowanie umiejętności śledzenia? Nie pytaj „Dlaczego…?” tylko po to, by się dowiedzieć dlaczego. Wiedz, po co stawiasz pytanie rozpoczynające się od „Dlaczego…?”

#2 Rozważ zastąpienie „Dlaczego…?” innymi, mniej dwuznacznymi terminami, które oddają to, co zamierzasz przekazać.

Jeśli chcesz wyjaśnić czemu ma służyć działanie, zapytaj

  • „W jakim celu?”
  • „Po co?”
  • „Na co liczysz, gdy będziesz ____”
  • „Jaka intencja kryje się za robieniem ____?”

Jeśli twoim celem jest zrozumienie i normalizacja, zapytaj

  • “Jak sądzisz, co może na ciebie wpływać, że chcesz zrobić ____?”
  • „Gdybyś spojrzał na to ze współczującej perspektywy, jak rozumiałbyś to, co czujesz właśnie teraz?”
  • „Czy pojawiają się teraz inne rzeczy w twoim życiu, może wynikające z twojej historii życia, które sprawiają ci trudność w robieniu tego, czego chcesz?”

#3 W każdym przypadku wybieraj słowa, które wydają się dla ciebie odpowiednie, uwzględniając twoją intencję i styl rozmowy, zwracając jednocześnie uwagę na odpowiedzi klienta. Wówczas możesz ocenić, czy twoje zachowania werbalne są efektywne. Przykładowo, pytanie koncentrujące się na celu powinno kierować uwagę klienta na cele i konsekwencje działań. To może wydawać się oczywiste, ale treść klicznej rozmowy bywa często tak bogata, że możemy zgubić ślad tego, co zachodzi na poziomie procesu!

Analiza funkcjonalna

Autor Steven Hayes | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Klasyczna analiza funkcjonalna składa się z następujących elementów.

1. Określ za pośrednictwem ogólnego wywiadu potencjalnie istotne cechy danego klienta – jego lub jej zachowanie oraz wewnętrzny i zewnętrzny kontekst, w jakim zachodzi. Celem tego kroku jest po prostu zebrać dane, z których wyłonić się może zaczątek analizy. To, co dokładnie zachodzi w tym punkcie, związane będzie z filozoficznymi i teoretycznymi założeniami (zazwyczaj nie nazwanymi bezpośrednio) przyjmowanymi przez prowadzącego i nieformalnymi przed-sądami na temat danego przypadku. Bazuje też na wstępnych informacjach, wywiadach i tym podobnych.

2. Zorganizuj informacje ujęte w Kroku 1 w ramach wstępnej analizy problemów klienta, ujmując to w języku zasad behawioralnych. Celem tego jest wykrycie istotnych relacji przyczynowych, które mogłyby ulec zmianie. Proces analizy funkcjonalnej opisywano jako lejek (Hawkins, 1979) – otwór jest szeroki, ale następnie się zwęża. Krok 2 w analizie funkcjonalnej, ujmując to zgodnie z tradycją, wiąże się z zawężaniem tego, na czym opiera się wywiad diagnostyczny. Pewne cechy (np. rodzaje zachowania, czynniki motywacyjne, konteksty, w których zachodzi zachowanie) są wstępnie wybierane jako ważniejsze niż inne. Cechy szczególne przypadku są organizowane w kategorie. Zasady przewodzące temu procesowi są behawioralne, w liberalnym znaczeniu tego słowa, ale ze szczególnym naciskiem nie po prostu na zebranie objawów, ale na funkcję obserwowanych zjawisk – co dany czynnik robi lub na co wpływa w dynamicznym systemie.

3. Zbierz dodatkowe informacje, bazując na Kroku 2, i zakończ analizę konceptualną. W miarę tego, jak właściwości danego przypadku zbierają się w spójną całość, zbiera się także dodatkowe informacje ważne dla naszej analizy. Można wybrać lub tworzyć na tym etapie konkretne narzędzia diagnostyczne, aby przeanalizować lepiej konkretne cechy przypadku konceptualizowanego w Kroku 2. W ramach tego procesu analiza może być modyfikowana i doprecyzowana. Prowadzący analizę ma dotrzeć do stabilnej konceptualnej analizy relacji między działaniami klienta a kontekstem, w którym to działanie zachodzi, wejść w posiadanie danych z pomiaru kluczowych elementów tej analizy oraz przygotować procedury dalszego pomiaru, aby na bieżąco śledzić przebieg przypadku.

4. Zaprojektuj interwencję, bazując na Kroku 3. Jedną z czołowych cech oceny behawioralnej jest bliska więź co najmniej na konceptualnym poziomie (a często i empirycznie) między pomiarem a interwencją. Zasady behawioralne są explicite pragmatyczne – analiza znajduje potwierdzenie swej trafności zazwyczaj wtedy, gdy umożliwia przewidywanie i wpływ na trajektorię zachowania. Analiza funkcjonalna zwraca przez to często uwagę na konkretne wydarzenia w życiu klienta, które wprowadziły i/lub podtrzymują będący przedmiotem zainteresowania obu stron problem. Jeśli tymi zdarzeniami da się jakoś manipulować w praktycznym świecie pracy klinicznej, to szczegółowa analiza funkcjonalna często będzie sugerować konkretny rodzaj interwencji. W związku z tym w Kroku 4 projektuje się taki sposób pracy, który będzie logiczną kontynuacją Kroku 3.

5. Przeprowadź interwencję oraz oceń zmiany. Dla większości analityków zachowania pomiar nie jest czymś robionym tylko na początku interwencji, ale czymś trwającym podczas jej przebiegu. W związku z tym analiza funkcjonalna łączyć się z wracaniem raz po raz do określenia postępów klienta.

6. Jeśli efekt pracy jest nie do przyjęcia, wróć do Kroków 2 oraz 3. Jeśli interwencja nie działa, zwykle traktuje się to jako wskazówkę, że sama faza konceptualizacji analizy funkcjonalnej zawiera jakieś wady. W związku z tym porażka w dotarciu do pożądanych zmian prowadzi bezpośrednio do ponownego przyjrzenia się konceptualizacji, albo w postaci drobnych poprawek, albo czasami gruntownego przeformułowania analizy.

ACT i RFT są w pełni kompatybilne z tym podejściem. Wprawdzie RFT dostarcza ogólnej analizy funkcjonalnej zachowań sprawczych związanych z ramowaniem relacyjnym, a ACT ogólnej analizy funkcjonalnej niektórych z efektów ich wpływu, to część problemów klienta może wiązać się także z wpływem bezpośrednich zależności na zachowanie. Te wszystkie elementy trzeba połączyć w jedną pełną analizę funkcjonalną.

Czy klienci MUSZĄ rozmawiać na temat swojej traumy?

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Jeśli klient nie ma ochoty rozmawiać na temat traumatycznych wydarzeń z przeszłości, to nie powinno się go zmuszać. Jeśli terapeutka będzie próbować wymusić na nim to wbrew woli, może to łatwo doprowadzić do pogorszenia relacji terapeutycznej i/lub uczynić samą terapię czymś zagrażającym i niebezpiecznym z perspektywy klienta.

Pamiętaj: klient może wynieść ogromne korzyści ze stosowania ACT w codziennym życiu, nawet jeśli nigdy nie poruszy tematyki traumy podczas terapii.

Może także nauczyć się wszystkich kluczowych umiejętności ACT bez rozmawiania bezpośrednio o traumie. To bardzo dobre wieści, jako że niektórzy z klientów nie będą nawet tej traumy pamiętać.

 

Kiedy mówienie o traumie może być pomocne?

Rozmowa na temat traumy często będzie pomocna i uzdrawiająca dla wielu osób, pod następującymi warunkami:

 

  • Będzie prowadzona dobrowolnie, z gotowością ze strony klienta
  • Z dużą ilością troski, empatii i uprawomocnienia ze strony terapeuty
  • Połączy się ją z aktywnym rozwojem umiejętności psychologicznych

Ale nawet biorąc pod uwagę wszystkie te zalecenia, rozmowa o traumie nie zawsze będzie pomagać. Niektórzy odkryją, że samo poruszanie tematu jeszcze tylko pogorszy ich stan. Na szczęście dyskutowanie na temat traumatycznego doświadczenia zdecydowanie NIE jest konieczne dla poprawy stanu klienta – nie powinniśmy zatem nigdy zmuszać nikogo do poruszania tego tematu.

 

Rozmowa o traumie jako forma ekspozycji

Oczywiście, rozmowa o traumie może także działać jako forma interoceptywnej ekspozycji. Jej prosta definicja to „zorganizowany kontakt z zawężającymi repertuar bodźcami, celem zwiększenia elastyczności psychologicznej.”

„Zawężającymi repertuar” oznacza, że zachowanie w odpowiedzi na dany bodziec jest sztywne i nieelastyczne, ograniczając i zawężając zakres własnych reakcji. „Interoceptywna” oznacza odniesienie się do bodźców wewnątrz ciała: wspomnień, myśli, uczuć, impulsów, wrażeń itd.

Jeśli terapeutka chce efektywnie wykorzystać „rozmawianie na temat traumy” jako formę ekspozycji, powinna regularnie korzystać z procesów uważności w obliczu zawężających repertuar bodźców, które mogą się pojawiać podczas rozmowy z klientem.

Przykładowo, podczas rozmowy terapeutka będzie regularnie prosić klienta, aby zauważać (z ciekawością i otwartością) różnorodne trudne myśli, uczucia, emocje, wspomnienia, wrażenia, impulsy, obrazy, jakie pojawiają się – i jednocześnie pomagać będzie klientowi pozostać stabilnie zakorzenionym w tu i teraz. To jedno z wielu oblicz tego, co nazywamy uważnością. Tego rodzaju praca może wydarzyć się na dowolnym etapie terapii – na początku, w środku lub pod koniec.

W razie niechęci, daję swoim klientom wolną rękę w tym, aby wycofać się z rozmowy o traumie. Moje założenie jest takie, że kiedy klient będzie na to gotów, bez mojego przymuszania, to wtedy będzie dla niego właściwy czas. To decyzja klienta, a nie moja. Także podczas procesu odmowy możemy pomagać klientowi kształtować procesy związane z uważnością, nawet jeśli nie usłyszymy od niego wiele na temat samej historii doświadczeń.

Ustalenie planu sesji ACT

Autor Russ Harris | Źródło

Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

 

Ustrukturyzowanie sesji

Nie istnieje jedyna właściwa formuła lub struktura sesji ACT. Masz wolną rękę do stworzenia swojej własnej, robiąc ACT tak, jak będzie ci odpowiadać. Osobiście jestem bardzo elastyczny podczas mojej własnej praktyki. Wobec niektórych klientów są bardzo ustrukturyzowane, wobec innych – swobodnie płynące. Jednakże im bardziej klient jest chaotyczny, nieskoncentrowany, rozkojarzony, zdemotywowany lub im mocniej utknął, tym więcej struktury wprowadzam podczas sesji. Ten rodzaj klientów potrzebuje struktury – i tak samo potrzebuje jej terapeuta, jeśli tylko ma pracować z nimi efektywnie. Jeśli utkniesz w pracy z klientem, jeśli postęp nie przychodzi, wprowadzenie większej struktury powinno być pierwszym krokiem, jaki uczynisz.

 

Jeden z możliwych pomysłów na strukturę

Przeważnie korzystam z następującego formatu:

  • Rozpoczynam od krótkiego ćwiczenia mindfulness, trwającego do 5 minut, zwykle mniej. Nie nakładam na to dużego ciśnienia – jeśli klient nie ma na to ochoty, pomijam ten element.
  • Szybkie dopytanie na temat pracy własnej z ostatniej sesji i jakichkolwiek zmian spomiędzy naszych spotkań. Także zwykle do 5 minut. Jeśli były jakieś trudności, staje się to elementem planu naszej sesji.
  • Ustalenie planu sesji – zwykle do 5 minut.
  • Przejście przez tyle pozycji tego planu, ile możliwe, jeśli tylko to możliwe.
  • Zakończenie ustaleniem „pracy domowej” – zwykle do 5 minut.

Ważne. Nie jest to „oficjalne” lub „standardowe” ustrukturyzowanie sesji ACT. To po prostu pewien sposób robienia tego, a ja sam mam tendencję do bardzo swobodnego aplikowania powyższych elementów.

 

Ustalenie planu sesji

Niektórzy klienci będą bardzo skupieni, zmotywowani i przyjdą na każdą sesję z bardzo konkretnym planem tego, na czym chcą się skupić. To czyni naszą pracę wiele łatwiejszą. Jednakże nie jest tak w przypadku wielu osób korzystających z pomocy. Z tymi, którzy mają niejasne cele lub „nie mają pojęcia”, na czym chcą pracować, użyteczne jest spędzić kilka minut ustalając plan sesji. Ja docieram do tego punktu zwykle w okolicy dziesiątej minuty spotkania, po krótkim ćwiczeniu uważności oraz dowiedzeniu się, jak poszła praca własna oraz czy między sesjami zaszły jakieś zmiany. Czasem jednak przechodzę do tego na samym starcie.

Jasne ustalenie planu sesji będzie bardzo pomocne w pracy z tymi klientami, którzy po prostu chcą spuścić trochę pary, ruminować lub martwić się, czyli tych, którzy skupiają się na mówieniu o tym, co ich trapi, o problemach, uczuciach, tym jak złe jest życie i jak źle się czują – sesja po sesji, bez jasno określonego celu takiej rozmowy, bez żadnych znaczących zmian w zachowaniu między sesjami.

Podobnie dla klienta z wieloma problemami jednocześnie, który przeskakuje od problemu do problemu przez całą długość sesji, nie przechodząc nigdy do konstruktywnego planu działania.

Plan sesji często działa także dla klientów ze sfer korporacyjnych lub mundurowych, którzy mogą lubić strukturę oraz poczucie wydajności i przewidywalności, jaką ona wprowadza.

Oto przykładowy skrypt, który możesz dowolnie modyfikować:

Czy to w porządku dla ciebie, jeśli poświęcimy kilka minut na starcie każdej z sesji, aby za każdym razem ustalić jej plan? Aby wybrać jeden ważny problem lub sferę życia, którą moglibyśmy poprawić, uczynić głównym punktem naszej pracy podczas danej sesji?

Powód jest prosty: to czyni naszą pracę wiele bardziej wydajną. Jeśli mielibyśmy stawiać czoła kilku trudnym problemom jednocześnie, to byłoby bardzo trudne osiągnąć cokolwiek.”

Często klienci odpowiadają bardzo pozytywnie, ale jeśli brzmią niepewnie lub reagują negatywnie, musimy wyjaśnić, w jaki sposób ustalenie planu sesji uczyni je bardziej wydajnymi.

Przykładowo: „Jeśli mielibyśmy stawiać czoła kilku trudnym problemom jednocześnie, to byłoby to bardzo trudne cokolwiek osiągnąć. Czy możemy skupić się tylko na jednym z nich, by zostać z tym tematem na tyle długo, aż dotrzemy do jakiegoś konstruktywnego planu działania?

Albo: „Jeśli nie będziemy mieć jasnego planu na sesję – jeśli nie ustalimy jasno, co chcemy z niej wyciągnąć – wówczas jej efekt będzie prawdopodobnie podobny do ostatniej. Będziemy dużo rozmawiać, ale nie opuścisz tego miejsca z niczym praktycznym, co miałoby uczynić twoje życie lepszym.”

Jak tylko klient się zgodzi, ustalcie wspólnie treść planu. Możesz skorzystać z kwestionariusza „Tarcza do rzutek” i wybrać z niego jakąś sferę życia. Możesz także poprosić klienta, aby wybrać jeden problem, cel czy aspekt życia, na którym miałby się skupić, albo w niektórych wypadkach konkretną umiejętność, jaką chciałby rozwijać.

 

Priorytety

Zazwyczaj nadaję problemom na sesji następujący priorytet (ale oczywiście możesz swobodnie to modyfikować, jako że nie ma tutaj żadnego oficjalnego lub standardowego protokołu ACT).

 

  1. Zachowania samobójcze. Jeśli klient odznacza się ryzykiem samobójstwa, w oczywisty sposób musi to stać się nadrzędnym tematem sesji.
  2. Przeszkody w prowadzeniu terapii podczas samej sesji. Czy klient robi coś, co staje na drodze terapii, przykładowo okazuje tobie agresję, doświadcza poważnych dysocjacji?
  3. Kontynuacja zaangażowania z ostatniej sesji. Do czego klient się zobowiązał podczas ostatniej terapii? Czy to uczynił? Jeśli tak, to co zaszło, zarówno pod względem pozytywnych konsekwencji, jak i negatywnych? Zwykle poświęcam co najmniej 5 minut, aby przyjrzeć się temu, co zaszło między sesjami, zanim w ogóle przejdziemy do ustalania planu – przeważnie po otwierającym ćwiczeniu mindfulness. Jeśli zaszły tutaj jakieś trudności, ustalamy wspólnie, że stanie się to częścią planu.
  4. Przeszkody do pozytywnych zmian między sesjami. Jeśli klient nie zrealizował tego, co ustaliliście, co jego lub ją przed tym powstrzymało? Przejdź przez jakieś narzędzie diagnostyczne ACT, aby rozpoznać przeszkody i na nie odpowiedzieć.
  5. Główny temat na dziś. Jeśli zostanie na to czas po powyższych punktach.
  6. Dodatkowe tematy na dziś. Jeśli i na nie zostanie czas.