Jak samouszkadzanie się wpływa na zmiany w czuciu się?

Autor Joe Franklin
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

 

Franklin, J. (2014). How does self-injury change feelings? The Fact Sheet Series, Cornell Research Program on Self-Injury and Recovery. Cornell University, Ithaca, NY.

Tekst przeznaczony jest dla każdego zainteresowanego zrozumieniem pozornie paradoksalnego zjawiska tego, jak samouszkadzanie się zmienia to, jak ktoś się czuje. Zawiera:

  • Wpływ samouszkadzania na stan emocjonalny
  • Jak i dlaczego takie zachowania poprawiają czyjś stan emocjonalny
  • Wyjaśnienie neurologicznego nachodzenia się między bólem fizycznym i emocjonalnym

 

Jak stan emocjonalny zmienia się pod wpływem samouszkadzania?

Większość osób stara się, jak tylko może, aby unikać bólu i działań czy doświadczeń związanych z nim. Ewolucyjnie patrząc, ma to sens: ból wiąże się z uszczerbkiem na zdrowiu i potencjalną śmiercią, zatem instynktowne omijanie bólu jest kluczowe dla przetrwania gatunku. Dlaczego zatem aż tyle osób angażuje się w zachowania wywołujące właśnie uczucie bólu – w tym samouszkadzanie się?

Co zaskakujące, mimo bólu fizycznego, wiele osób angażujących się w samouszkadzanie zgłasza, że dzięki temu czują się emocjonalnie lepiej:

  • Takie działania często zdarzją się, kiedy ktoś czuje bardzo silne emocje, co każe podejrzewać, że niektórzy polegają na samouszkadzaniu, aby radzić sobie ze złym samopoczuciem.
  • Wielu ludzi zgłasza, że samouszkadzanie zarówno redukuje niechciane uczucia, jak i podwyższa poziom tych chcianych.
  • Wnioski badawcze wysnute z raportów własnych uczestników są potwierdzane przez badania biologiczne, pokazujące, że ból może podwyższać poziom wskaźników fizjologicznych dobrych uczuć i redukować poziom fizjologicznych wskaźników złych uczuć.

Skrótowo mówiąc, badania z ostatniej dekady pokazują, że samouszkadzanie może naprawdę sprawić, że ludzie zaczną czuć się lepiej. Odkrycie to nie wydaje się jednak pasować do ewolucyjnego punktu widzenia, iż ludzie powinni zawsze starać się unikać bólu. Z drugiej strony taki punkt widzenia pomaga wyjaśnić, dlaczego tak wiele osób to robi. Co prowadzi nas do nawet bardziej zagadkowego pytania: jak coś fizycznie bolesnego jako uszkodzenie własnego ciała może istotnie sprawiać, że ktoś zaczyna czuć się lepiej?

 

Jak samouszkadzanie się sprawia, że ktoś czuje się lepiej?

Jednym z potencjalnych wyjaśnień dla tego, czemu samouszkadzanie sprawia, że ktoś czuje się lepiej, jest „ulga równoważąca ból” (pain offset relief). To zjawisko odkrywano, zapominano i odkrywano ponownie kilka razy w ciągu ostatnich 100 lat, ale tylko ostatnio odniesiono je do rozumienia samouszkadzania się. Działa w taki sposób:

Włączenie bólu (pain onset). Kiedy nóż, ogień lub podobny bodziec kontaktuje się ze skórą, wywołuje to ból. Wiele osób zakłada, że osoby angażujące się w takie czynności albo nie czują bólu, albo „lubią ból”, jakby miały inny układ nerwowy. Niedawna badania laboratoryjnie sugerują, że nie jest tak. W ramach kilku procedur związanych z wywoływaniem bólu (od zimna, ciepła i ciśnienia) okazało się, że osoby angażujące się w samouszkadzanie są w stanie wytrzymać więcej bólu niż inni, ale wciąż czują go i jest on dla nich nieprzyjemny.

Równoważenie bólu (pain offset) lub usunięcie/redukcja jego. Jak tylko cokolwiek wywołującego ból zostanie usunięte lub nawet lekko zredukowane (czyli jak tylko ból zostanie zrównoważony), efektem będzie czucie się wiele lepiej. Co ważne, to zrównoważenie go nie sprawia po prostu, że ktoś wraca do punktu wyjścia. Zamiast tego wyciąga ich to wiele wyżej, w bardziej przyjemne miejsce zwane „ulgą”. Jest to znane jako „ulga równoważąca ból”.

 

Niedawne badanie na temat równoważenia bólu pokazuje, że ból sam z siebie nie sprawia, że ktoś czuje się lepiej, natomiast coś na temat usunięcia go już tak.

To ważne, ponieważ nauka pokazuje, że osoby nie mają osobnego układu nerwowego „lubiącego ból”. Wynika z tego też, że samouszkadzanie nie jest po prostu odwróceniem uwagi od nieprzyjemnych emocji i myśli – jest coś w samym usunięciu bólu fizycznego, co sprowadza z siebie poczucie ulgi. Wreszcie, oznacza to, że samouszkodzenia mogą równocześnie (i niezależnie od siebie) zmniejszać natężenie złych emocji i podwyższać te dobre.

 

Kto doświadcza równoważenia bólu?

Wielu badaczy zajmujących się samouszkadzaniem się początkowo zakładało, że równoważenie bólu będzie czymś doświadczanym tylko przez osoby samouszkadzające się lub odznaczające się ryzykiem takich zachowań. Ku zaskoczeniu, ulga równoważąca ból okazuje się praktycznie uniwersalnym zjawiskiem, będącym udziałem  niemalże wszystkich żywych stworzeń, a nie nienormalną psychiczną czy biologiczną cechą, która predysponuje niektóre osoby do zwracania się przeciw sobie. Ponownie, te badania pokazują, że osoby dokonujące takich aktów nie mają inaczej ukształtowanego systemu nerwowego, mającego „lubić ból”. Osoby angażujące się w samouszkadzanie podpinają się pod naturalny i potężny mechanizm niosący ulgę, do którego ma dostęp każdy człowiek (i nie tylko ludzie).

 

Dlaczego równoważenie bólu wpływa na samouszkadzanie się?

Instynkt unikania bólu w znaczącym stopniu poprawia szanse na ewolucyjne przetrwanie jednostek czy gatunków. Jeśli to miałoby być prawdą, to dlaczego natura wbudowała tę przyjemną konsekwencję odczuwania bólu, którą nazywamy ulgą równoważącą ból? Jest kilka możliwych odpowiedzi na to, ale tutaj skupimy się na „nachodzeniu się neuronowym” (neural overlap).

Wiele osób zakłada, że konkretne obszary mózgu są odpowiedzialne za konkretne zjawiska psychiczne. Wbrew temu założeniu, niedawne przeglądy wskazują, że mózg nie ma wyspecjalizowanych obszarów dla konkretnych (np. strach, szczęście) lub nawet ogólnych psychicznych zjawisk (np. myśli, emocji, wspomnień). Typowe korowe (przetwarzające) obszary mózgu zajmują się wieloma (aż do dziewięciu!) zadaniami jednocześnie. Te badania wskazują, że dokładnie ten sam obszar mózgu może odgrywać ważną rolę w szerokim zakresie fizycznych i psychicznych procesów.

 

Tak, ale co to ma do samouszkadzania się?

Jednym z najczęstszych powodów uszkadzania siebie jest redukcja bólu emocjonalnego. Może tak być dlatego, że ulga po bólu fizycznym, która zachodzi po akcie samouszkadzania, skłania mózg w popadnięcie w drugą ulgę – emocjonalną! Dzieje się tak w wyniku „nachodzenia się neuronowego” między bólem fizycznym i emocjonalnym (zwłaszcza w obszarach zwanych przednim zakrętem kory obręczy oraz przednią wyspą). Badania na ten temat pokazały, że mózg nie jest tak naprawdę w stanie rozróżnić między „czuciem się zranionym” fizycznie a „czuciem się zranionym” emocjonalnie. Z tego względu osoby bardziej wrażliwe na ból fizyczny są bardziej wrażliwe na ból emocjonalny oraz na ulgę w obliczu bólu. Oznacza to także, że czucie redukcji fizycznego bólu, takiego jak ulga po samouszkadzaniu się (czyli równoważenie bólu) może być rozumiane przez mózg także jako redukcja bólu emocjonalnego.  Pomaga to zrozumieć sens takich zachowań:

  • Ból emocjonalny dla wielu osób jest trudny do zredukowania lub wyłączenia – wymaga ogromnego wysiłku, zasobów i energii.
  • W kontraście do niego, ból fizyczny jest prosty do wyłączenia: zwykłe odstawienie noża od skóry prowadzi do zmniejszenia bólu.
  • Z racji typowego nachodzenia się neuronalnego, owe „równoważenie bólu fizycznego” może przypadkowo zmienić aktywność w niektórych obszarach związanych z bólem emocjonalnym. Wskutek tego równoważenie bólu fizycznego będzie redukować ból emocjonalny i skutkować ulgą.

Podsumowując, niedawne badania nad równoważeniem bólu fizycznego odpowiadają w prawdopodobny sposób na pytanie „Jak samouszkadzanie zmienia uczucia?” Prace na ten temat sugerują, że:

  • Ból sam z siebie nie sprawia, że ktoś czuje się lepiej, ale równoważenie bólu już tak.
  • Osoby angażujące się w samouszkadzanie się nie mają inaczej działającego układu nerwowego, który cieszy się bólem – zamiast tego działa u nich naturalny mechanizm niosący ulgę, który posiada każdy człowiek, a może nawet każdy gatunek.
  • Równoważenie bólu może zachodzić wskutek neuronalnego nachodzenia się między fizyczną a emocjonalną ulgą od bólu.

Źródła

1 Klonsky, E. D. (2007).The functions of deliberate self-injury: A review of the evidence. Clinical Psychology Review, 27(2), 226-239.

2 Nock, M. K., & Prinstein, M. J. (2004). A functional approach to the assessment of self-mutilative behavior. Journal of Consulting and Clinical Psychology, 72(5), 885.

3 Klonsky, E. D. (2009).The functions of self-injury in young adults who cut themselves: Clarifying the evidence for affect-regulation. Psychiatry Research, 166(2), 260-268.

4 Franklin, J. C., Hessel, E.T., Aaron, R. V., Arthur, M. S., Heilbron, N., & Prinstein, M. J. (2010).The functions of nonsuicidal self-injury: Support for cognitive–affective regula[1]tion and opponent processes from a novel psychophysiological paradigm. Journal of Abnormal Psychology, 119(4), 850.

5 Franklin, J. C., Puzia, M. E., Lee, K. M., Lee, G. E., Hanna, E. K., Spring, V. L., & Prinstein, M. J. (2013).The nature of pain offset relief in nonsuicidal self-injury: A laboratory study. Clinical Psychological Science, 1(2), 110-119.

6 Franklin, J. C., Hessel, E.T., & Prinstein, M. J. (2011). Clarifying the role of pain tolerance in suicidal capability. Psychiatry Research, 189(3), 362-367.

7 Franklin, J. C., Aaron, R. V., Arthur, M. S., Shorkey, S. P., & Prinstein, M. J. (2012). Nonsuicidal self-injury and diminished pain perception: The role of emotion dysregulation. Comprehensive Psychiatry, 53(6), 691-700.

8 Hooley, J. M., Ho, D.T., Slater, J., & Lockshin, A. (2010). Pain perception and nonsuicidal self-injury: A laboratory investigation. Personality Disorders: Theory, Research, and Treatment, 1(3), 170.

9 Hooley, J. M., & St. Germain, S. A. (in press). Nonsuicidal self-injury, pain, and self-criticism: Does changing self-worth change pain endurance in people who engage in self[1]injury?. Clinical Psychological Science, 2167702613509372.

10 Anderson, M. L. (2010). Neural reuse: A fundamental organizational principle of the brain. Behavioral and Brain Sciences, 33(04), 245-266.

11 Lindquist, K. A.,Wager,T. D., Kober, H., Bliss-Moreau, E., & Barrett, L. F. (2012).The brain basis of emotion: A meta-analytic review. Behavioral and Brain Sciences, 35(03), 121-143.

12 Eisenberger, N. I. (2012).The pain of social disconnection: Examining the shared neural underpinnings of physical and social pain. Nature Reviews Neuroscience, 13(6), 421-434.

13 Eisenberger, N. I., Jarcho, J. M., Lieberman, M. D., & Naliboff, B. D. (2006). An experimental study of shared sensitivity to physical pain and social rejection. Pain, 126(1), 132-138.

Atypowe, ciężkie samouszkadzanie się. Jak rozumieć je i leczyć cz. 1

Autor Barent W. Walsh
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

 

Walsh, B. W. (2019). Atypical, Severe Self-Injury. Nonsuicidal Self-Injury: Advances in Research and Practice.
Wstęp

Zdecydowana większość publikacji na temat NSSI (nonsuicidal self-injury, samouszkodzenia bez intencji samobójczej) skupiła się na powszechnych przejawach tych zachowań, wliczając do cięcie się, drapanie, ścieranie, przypalanie lub uderzanie się. Zachowania te zwykle lokalizują się albo na kończynach, albo na brzuchu. Oprócz tego większość z tych zachowań, badanych zarówno w szerokiej populacji (np. Whitlock et al., 2011), jak i klinicznej (np. Washburn, Juzwin, Styer, & Aldridge, 2010), nie wymaga uwagi lekarskiej. Z kolei jeśli chodzi o atypowe, ciężkie NSSI, literatura na ten temat jest niewielka. Przykładowo, Buser i współpracownicy (2017) przeprowadzili badanie nad 102 studentami, których „nieintencjonalnie ciężkie NSSI” wiązało się z „uzależniającymi właściwościami” tego zachowania. W kontraście do populacji opisanej przez Busera et al., przejawy NSSI brane pod uwagę w tym rozdziale są intencjonalnie bardziej ciężkie, a nie przez przypadek. Inny niedawny raport (Ammerman et al., 2018) zgłasza, że w próbce 957 studentów poważność samouszkadzania w ramach NSSI wiązała się z wiekiem pierwszego zajścia (przed 12 r.ż.). Warto zwrócić uwagę na to odkrycie.

Głównym tematem tego rozdziału będzie przegląd bardziej ekstremalnych zachowań NSSI, jakie przeważnie napotyka się w warunkach klinicznych. Zachowania te zostaną przeanalizowane, zaproponuję także sposoby terapii. Oprócz tego będę argumentować za traktowaniem atypowych, poważnych NSSI jako osobnego rodzaju zachowywania się, innego od powszechnych, odznaczających się niską śmiertelnością form NSSI. Będę także odróżniać atypowe NSSI, mimo swej ciężkości, od prób samobójczych.

 

Trzy podtypy atypowych, poważnych NSSI

Definujemy trzy rodzaje atypowych, poważnych NSSI. Należą do nich:

  • NSSI wymagające uwagi medycznej np. szwów, sklejenia, obandażowania, odkażenia
  • NSSI zadane nietypowym obszarom ciała: twarzy, oczom, piersiom i genitaliom
  • Połknięcie ciała obcego

Skąd traktowanie tych trzech rodzajów zachowania jako „atypowe i ciężkie”? Po pierwsze, większość obrażeń związanych z NSSI nie wymaga uwagi medycznej. Kiedy ktoś zadaje sobie rany w sposób wymagający uwagi medycznej, takie zachowanie nie tylko jest czymś rzadkim, ale także czymś sugerującym wyższy poziom stresu. Pomyśl o czasie – być może w dzieciństwie – kiedy coś stało ci się przez przypadek, kiedy rana ta wymagała interwencji lekarskiej, choćby zszycia. A teraz wyobraź sobie osobę, która celowo zadaje sobie ranę wymagającą zużycia 10 lub 100 szwów. Albo wyobraź sobie osoby celowo połykające przedmiot wymagający interwencji endoskopowej. To nie jest radykalny sposób myślenia założyć, że tacy ludzie muszą przeżywać bardzo głęboki stres. Ilość obrażeń można uznawać – niczym równanie – za proporcjonalną do intensywności i stopnia przeżywanego stresu oraz braku umiejętności radzenia sobie z nim.

Po drugie, umiejscowienie NSSI ma znaczenie. Większość osób samouszkadzających się skupia się na nadgarstkach, przedramionach, ramionach, nogach lub brzuchu (przegląd, zob. Klonsky, 2007; Nock, 2010). Mało kto z kolei uszkadza się na twarzy. Jako ludzie prezentujemy innym w pierwszej kolejności właśnie swoją twarz. Rozpoznajemy się po twarzach, nie po dłoniach, stopach czy ramionach. Korzystamy też z wyrazów twarzy, aby wykrywać emocje oraz komunikować się niewerbalnie. Kiedy ktoś celowo zadaje sobie tam obrażenia, sugerować to będzie alarmujący poziom braku więzi społecznej. Tacy ludzie wydają się myśleć takie rzeczy jak „Nie obchodzi mnie, jak wyglądam lub jak wpływam na innych” oraz „Jestem gotów stracić twarz przed innymi.”

Uszkadzanie oczu jest nawet bardziej alarmujące. Oczy są bardzo wrażliwymi narządami. Umożliwiają widzenie, rzecz o fundamentalnej funkcji. Obrażenia zadane oczom nie mają gwarancji pełnego uleczenia, osoba więc ryzykuje stałą niepełnosprawność. Osoby celowo uszkadzające oczy na ogół będą, w rzeczy samej, w ciężkim kryzysie. Na jego najbardziej ekstremalnym końcu będziemy mieć osoby, które wyłupiają sobie oczy, przeważnie w ramach problemów psychotycznych (Walsh & Rosen, 1988). Na szczęście NSSI związane z oczami są bardzo rzadkie. Grossman (2001) rozpoznał tylko 90 zgłoszonych przypadków samouszkadzania oczu, licząc aż od końca dziewiętnastego wieku.

Podobnie niepokojące jest uszkadzanie piersi (u kobiet) lub genitaliów (u wszystkich płci). Na szczęście i to zachowanie wydaje się być dość rzadkie. Przykładowo, Grossman odnotowuje tylko „115 przypadków męskiego samookaleczenia genitaliów w ramach danych angielskich, niemieckich i japońskich, liczonych od końca dziewiętnastego wieku” (Grossman, 2001, p. 53). Istnieje wiele powodów, dla których uszkadzanie piersi i genitaliów jest szczególnie niepokojące. Po pierwsze, te miejsca są pełne zakończeń nerwowych. Osoby celowo uszkadzające je wydają się mieć bardzo niezwykłą relację z bólem fizycznym, wykraczając poza typową osobę prezentującą NSSI. Częstokroć osoby takie zaprzeczają odczuwaniu bólu w momencie samego czynu. Może być to z racji znieczulenia na ból wskutek powtarzających się NSSI, może także wiązać się z wyższym progiem bólu. Oprócz tego, kiedy klinicyści natrafiają na osoby dokonujące uszkodzeń piersi lub genitaliów, powinni uważnie prześledzić obecność PTSD i/lub dekompensacji psychotycznych. Te obszary ciała mają także w oczywisty sposób znaczenie tak w realnym świecie, jak i symbolicznym w relacji do seksualności. W moim doświadczeniu klinicznym, nie jest rzadkie, że takie osoby zgłaszają „karanie” ich organów seksualnych za wcześniejsze „zaangażowanie” w seksualnie przemocowe, traumatyczne doświadczenia lub wskutek omamów nakazujących na temat „grzesznych” aspektów seksualności.

Połknięcie ciała obcego (PCO) to szczególnie zastanawiająca forma NSSI. Wiąże się z celowym połknięciem niejadalnych przedmiotów, takich jak śrubki, gwoździe, fragmenty plastiku, monety, kamyki, żyletki, szczoteczki do zębów, narzędzia, sztućce (przegląd zob. Walsh, 2012; Poynter, Hunter, Coverdale, & Kampinsky,  2011). PCO mogą być trudne do kategoryzacji – czy to przykład zachowań samobójczych, NSSI czy jakiegoś innego rodzaju samouszkadzania? Ja uważam je za rodzaj atypowego, ciężkiego NSSI, jako że:

  • Wiąże się zachowaniem intencjonalnie autodestrukcyjnym, choć większość osób przeczy intencjom samobójczym
  • Spójnie z takimi raportami, bardzo niewiele osób umiera od PCO
  • Jakkolwiek nie jest to zachowanie samobójcze, to jednak odznacza się alarmującym potencjałem do zadania obrażeń fizycznych – wiele wyższym niż z częstymi, mało śmiertelnymi NSSI
  • Podobnie do innych NSSI, skutkuje bezpośrednim uszkodzeniem ciała, przeważnie zapaleniem błony śluzowej żołądka, zapalenie przełyku, refluksem, a wiele rzadziej zatkaniem, perforacją, zapaleniem otrzewnej i in. (American Society for Gastrointestinal Endoscopy, 2002). W niektórych przypadkach natomiast obrażenia mogą być natomiast mikroskopowe.

Mimo tych podobieństw z NSSI, PCO różni się od innych rodzajów NSSI tym, że uszkodzenie ciała nie jest od razu widoczne dla sprawcy lub innych. To zdecydowanie odmienna sytuacja od wszystkich innych rodzajów samouszkodzeń, jako że uszkodzenia na kończynach czy na innych obszarach ciała stają się ewidentne natychmiastowo. Przy PCO samo zachowanie może nie znajdować się w polu świadomej uwagi przez godziny, dni a nawet tygodnie. Mimo wszystko, PCO spełnia kryteria samouszkodzeń podanych w Walsh (2017): to „intencjonalne, niezagrażające życiu, wywołane przez siebie uszkodzenie ciała… natury nieakceptowanej społecznie, wykonywanej celem obniżenia poziomu stresu psychicznego i/lub aby wywołać zmianę u innych.”

 

Badania prezentuje wyniki na temat atypowego NSSI

Walsh i Doerfler (2016) przebadali próbę kliniczną odznaczającą się szerokim zakresem autodestrukcyjnych i ryzykownych zachowań, w tym atypowych ciężkich NSSI. Próbka składała się z 467 dorosłych mężczyzn i kobiet, żyjących w domach intensywnej opieki społecznej oraz domach w ramach programów opiekuńczych. Domy te były zarządzane przez The Bridge, agencji pomocy w stanie Massachusetts. Zebrano informacje na temat 28 kategorii ryzyka (zachodzących albo w ciągu ostatnich sześciu miesięcy lub w ciągu całego życia), odnoszących się do:

  • Autodestrukcyjne zachowania, wliczając w to myśli samobójcze, plany, działania; atypowe ciężkie NSSI; powszechne NSSI o niskiej śmiertelności; nadużywanie substancji; podejmowanie ryzykownych zachowań; nawracające rezygnowanie z zażywania leków psychotropowych
  • Zdrowia fizycznego i długowieczności, wliczając w to radzenie sobie i ograniczanie poważnych chorób medycznych; wyzwania związane z mobilnością fizyczną; niemożność unikania zagrożeń
  • Trauma, wliczając w to fizyczne i/lub seksualne nadużycia w trakcie dzieciństwa oraz niedawne fizyczne i/lub seksualne nadużycia
  • Bezpieczeństwo publiczne, wliczając w to przemoc wobec innych; problematyczne zachowania seksualne; podpalenia; nieuzasadnione telefony na policję; inne nielegalne zachowania

Poniższe 5 z 28 kategorii ryzyka wyłoniło się jako znacząco związane ryzykownymi zachowaniami (zdecydowanie powyżej średniej 2,4 na osobę):

  • Atypowe samouszkodzenia – 380%
  • Niedawne fizyczne i/lub seksualne – 345%
  • Działania samobójcze – 340%
  • Konieczność fizycznego unieruchomienia – 320%
  • Nieuzasadnione telefony na policję – 320%

Każdy z pięciu powyższych wskaźników ryzyka osiągał częstość ponad trzykrotnie wyższą niż ogólna średnia dla całej populacji. Ponadto, atypowe ciężkie NSSI było na miejscu pierwszym, notując 380% ryzykownych zachowań niż średnia. Te badania wskazują, że osoby z atypowym, ciężkim NSSI z pewnym prawdopodobieństwem mogą odznaczać się wiązką zachowań wysokiego ryzyka. W związku z tym, atypowe samouszkadzanie się może być istotnym markerem dla poważnych psychopatologii i związanych z tym problemów klinicznych.

Wnioski te są wspierane przez inne badanie Homa i in. (nieopublikowane analizy danych), którzy dokonali dodatkowej analizy zbioru danych otrzymanych od The Bridge. Zgłosili następująco:

… zarówno tycząca się całego życia, jak i niedawna historia atypowego NSSI wiązała się z istotnym statystycznie podwyższonym ryzykiem samobójczych myśli i zachowań. Dane sugerują, że osoby z historią atypowego NSSI mogą przynależeć do grupy odznaczającej się poważnym poziomem psychopatologii i aktualnym ryzykiem samobójstwa. Może zatem z klinicznego punktu widzenia być pomocne, aby sprawdzić, w jakie rodzaje NSSI angażuje się klient, oraz aby rozważyć przyporządkowanie osób z historią atypowego NSSI jako przynależącą do podgrupy wysokiego ryzyka.” (Hom et al., nieopublikowane analizy danych, 2017).

 

Funkcje pełnione przez atypowe, ciężkie NSSI

Powszechnie akceptowana strategia analizowania funkcji NSSI została zaproponowana w ramach czterokomponentowego modelu Nocka i Prinsteina (2004). W tabeli 1 znajdują się jako części modelu pozytywne i negatywne intrapersonalne funkcje oraz pozytywne i negatywne interpersonalne funkcje. Jako że nie istnieją badania atypowego ciężkiego NSSI, które miałyby określać ich funkcje szczegółowo, zawartość tabel 1, 2 i 3 pochodzi z mojego własnego doświadczenia klinicznego. Jako takie, należy je widzieć jako pewnego rodzaju kliniczna spekulacja. Zauważ, że funkcje w tabeli 1 odnoszą się do samouszkodzeń wiążących się z obrażeniami wymagającymi uwagi medycznej. Tabela 2 odnosi się do nietypowych obszarów ciała, tabela 2 do połknięcia ciała obcego.

 

Tabela I. Funkcje atypowych NSSI wymagające uwagi medycznej

 

Pozytywne intrapersonalne wzmocnienia

 

Negatywne intrapersonalne wzmocnienia
„Zasługuję na poważne obrażenia. Powierzchowne cięcia nie załatwiają sprawy. Te są dla mięczaków.”

„Zadawanie sobie bólu i obrażeń daje mi tak pozytywną ulgę.”

„Ból to świetne uczucie.”

„Czuję się podjarany lub jak na haju, kiedy zadaję sobie poważniejsze obrażenia”

„Muszę ciąć głębiej, aby ulżyło mi po tak intensywnym emocjonalnym stresie.”

„Powierzchowne obrażenia nie działają.”

 

Zauważ, że w tabeli 1 wszystkie wzmocnienia pochodzą z intrapersonalnej dziedziny. Wszystkie podane cytaty pochodzą od klientów z The Bridge. To bardzo rzadkie, w ramach osobistych obserwacji klinicznych, aby NSSI wymagające interwencji klinicznej były wzmacniane społecznie czy przez otoczenie. Osoby dokonują takich działań z powodu głębokiego emocjonalnego stresu, z którym absolutnie sobie nie radzą – inne osoby będą przed takim widokiem uciekać.

Tabela 2 przedstawia spekulacje na temat atypowych NSSI wiążących się z nietypowymi obszarami ciała. Tutaj ich funkcje będą się rozkładać i na intrapersonalne sfery, i na interpersonalne. Podane cytaty są niezmienione i pochodzą od klientów zadających sobie takie obrażenia.

 

Tabela 2. Funkcje atypowych NSSI wobec nietypowych obszarów ciała

 

Pozytywne intrapersonalne wzmocnienia

 

Negatywne intrapersonalne wzmocnienia
Twarz: „Zasługuję na oszpecenie twarzy.”

„Jestem już obrzydliwa, czemu jeszcze tego nie nasilić?”

Narządy seksualne: „Wiem, że to brzmi dziwnie, ale uszkadzanie moich genitaliów mnie czasem kręci.”

Oczy: „Te głosy są tak głośne i wymagające. Muszę się ich słuchać.”

Narządy seksualne: „Wiem, że to szalone, ale kiedy ranię sobie genitalia, to czuję ulgę od poczucia winy i wstydu na temat bycia ofiarą.”

„Muszę uszkodzić sobie genitalia, aby poczuć ulgę.”

Pozytywne interpersonalne wzmocnienia

 

Negatywne interpersonalne wzmocnienia
Twarz: „Ludzie będą mnie unikać. Preferuję izolację społeczną.”

Narządy seksualne: „Ludzie nie będą chcieć uprawiać ze mną seksu, ponieważ będę oszpecona, nieatrakcyjna.”

 

Tabela 3 odnosi się do połknięcia ciała obcego (PCO). Funkcje prezentowane w tej tabelce pochodzą z jakościowego badania (Walsh, & Perry, 2012). W ramach badania przeprowadzono wywiady z dziewięcioma osobami, które zgłaszały nawracające PCO i przebywały w szpitalach lub zakładach penitencjarnych. Osoby zostały zapytane „Co daje ci PCO?” Odpowiedzi w tabeli 3 są cytowane słowo w słowo.

 

Tabela 3. Funkcje PCO dla dziewięciu osób

 

Pozytywne intrapersonalne wzmocnienia

 

Negatywne intrapersonalne wzmocnienia
„Abym miał w brzuchu wrażenie najedzenia się.” „Poczucie ulgi.”

„Myślałem, że bateria wybuchnie i zabije mnie.”

„Tak samo jak cięcie się.”

Pozytywne interpersonalne wzmocnienia

 

Negatywne interpersonalne wzmocnienia
„Lubię lekarza na oddziale, wygląda słodko.”

„Lubię narzędzia medyczne.”

„Lubię tu ludzi i mam niezły haj po lekach znieczulających, jakie mi podają.”

„Chcę mieć kontrolę nad tokiem mojego leczenia.”

„To jak granie w rosyjską ruletkę i danie Bogu prosto w twarz z liścia.”

„Nie chcę być, gdzie jestem, chcę być w prawdziwym szpitalu.”

„Kiedy połykam różne przedmioty, przenoszą mnie na bardziej sensowny oddział.”

„Chcę mieć coś ostrego zatkanego w moim odbycie, aby kiedy ktoś będzie próbować mnie zgwałcić, to pokroi sobie chuja na kawałki.”

 

Co jest najbardziej uderzające jeśli chodzi o funkcje PCO dla tych osób, to że wzmocnienia społeczne były wiele ważniejsze niż te wewnętrzne. To zdecydowanie odmienne od innych badań nad samouszkodzeniami (Klonsky, 2007; Nock, 2010), gdzie główną motywacją PCO była regulacja wewnętrznego afektu. Tylko dwoje z dziewięciu cytowanych pacjentów wskazuje regulację afektu za powód dla PCO, a i dla nich miały one wartość drugorzędną.

Najczęstszym wyjaśnieniem u powyższych pacjentów było to, że angażowali się w PCO, aby przeniesiono ich z oddziałów psychiatrycznych lub cel więziennych do szpitali. Niektórych przypadkach starali się o transfer, ponieważ uznawali kadrę medyczną za bardziej opiekuńczą i troskliwą. Wiele z tych osób wyraziło chęć ucieczki z oddziałów psychiatrycznych lub celi z racji przedłużających się konfliktów interpersonalnych z kadrą i innymi pacjentami lub więźniami. Inni pacjenci mówili, że podobają się narzędzia medyczne lub znieczulenie podawane przed endoskopią.

Osoby pracujące z atypowym poważnym NSSI mogą skorzystać z modelu uwzględniającego cztery funkcje, aby dobrze rozumieć zachowania pacjentów i projektować adekwatne rodzaje terapii, co prowadzi nas do następnego tematu.

 

Czym jest poznawanie siebie? Praktyka uważnego stawiania pytań w Radykalnie Otwartej Dialektycznej Terapii Behawioralnej (RO DBT)

Autor Jason Luoma | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny

Wszyscy mamy ślepe punkty.

Wszyscy wprowadzamy nieświadome zniekształcenia wobec sytuacji będących naszym udziałem. Wiedza o samym sobie jest ograniczona w przypadku każdego człowieka. Oznacza to, że mamy jeszcze wiele do odkrycia na temat nas samych.

Gdy cofam się do chwil, kiedy byłem młodym mężczyzną, jestem zdumiony ilością takich ślepych punktów w moim życiu. Miałem bardzo małe pojęcie o tym, jak postrzegali mnie inni, gdy nawiązywałem z nimi w kontakt. Często zdarzało mi się budzić grozę, wykorzystując milczenie i odcinanie się w celu uzyskania kontroli nad interakcją. Otrzymywałem bardzo mało bezpośredniej informacji zwrotnej o tym, jak wpływałem te osoby, co nie może dziwić, zważywszy na moje zachowanie. Były też momenty, gdy otrzymywałem informację zwrotną, ale ją ignorowałem. Pozostawałem nieświadomy tych ślepych punktów.

W chwilach, gdy wracam myślami do młodszej wersji siebie, marzę o tym, aby miał on narzędzia niezbędne do tego, by dowiedzieć się więcej na swój temat. Mogłoby mi to oszczędzić wielu lat bólu i wielu popsutych relacji. W szczególności pragnąłbym, aby ta młodsza wersja mnie była nauczona sposobów na lepsze poznanie siebie (self-inquiry). Ta umiejętność wprowadziłaby wiele zmian w moim życiu.

Dlaczego poznawanie siebie? By poznać odpowiedź na to pytanie, musimy przyjrzeć się temu, czym ono jest i jak umożliwia nam naukę o naszych ślepych punktach.

 

Czym jest poznawanie siebie?

Poznawanie siebie jest kluczową praktyką w nowej terapii opartej na dowodach naukowych, która nosi nazwę Radykalnie Otwarta Dialektyczna Terapia Behawioralna (Radically Open Dialectical Behavior Therapy, RO DBT). To terapia stworzona dla osób cechujących się nadmierną kontrolą, czyli takich, których zachowanie opiera się na przesadnej samokontroli lub powściągliwości. Praktyka poznawania siebie może być jednak pomocna dla każdego, kto chce dowiedzieć się więcej na swój temat.

Samopoznanie to rodzaj praktyki uważności, w której stawiasz trafne pytania na swój temat, by odnaleźć swoją „krawędź”. Krawędź (edge) to część ciebie, która pozostaje nieznana. Innymi słowy, jest to sfera, w której możesz nauczyć się czegoś na swój temat. Poprzez udanie się w kierunku swojej krawędzi, poznawanie siebie pomaga nam w nowy sposób rozumieć nasze doświadczenia, wprowadzać nowe zachowania i odkrywać nasze ślepe punkty. Dobre wieści są takie, że zawsze pozostają ślepe punkty do odkrycia.

Nasza krawędź objawia się zazwyczaj w sytuacjach, w których czujemy się niekomfortowo. Odnajdujemy ją, gdy walczymy z jakimś uczuciem lub gdy rozmyślamy o problemie. Jest także obecna w chwilach obrony lub odrzucania informacji zwrotnej i krytycyzmu, a także wtedy, gdy zbyt szybko godzimy się na tę informację zwrotną czy krytykę ze strony innych ludzi. Krawędź jest często wyczuwalna w naszym ciele. Objawia się jako ucisk w klatce piersiowej, przyspieszone oddychanie, motyle w brzuchu, zaciskanie pięści, odrętwienie czy chęć odejścia.

Praktyka poznawania siebie może nam pomóc postrzegać te sytuacje w kategorii szans rozwojowych zamiast problemów. Zdarzenia, w których poziom stresu psychologicznego wzrasta, często sygnalizują nam, że nie spełniliśmy określonych oczekiwań, lub że któreś przekonanie jest wystawiane na próbę. Może to wynikać również z czyjejś informacji zwrotnej, czy z faktu, że jeden z naszych celów nie został zrealizowany. Poznawanie siebie umożliwia wykorzystanie tych szans do nauki. Możemy wtedy reagować bardziej adaptacyjnie wobec nieustannie zmieniających się życiowych okoliczności.

Poznawanie siebie wiąże się ze zwróceniem się w kierunku naszego stresu psychologicznego z intencją, by czerpać z niego naukę. Wymaga ono od nas poszukiwania naszej „krawędzi” – tego, co jest nam nieznane, i zadawania sobie trafnych, umożliwiających naukę pytań. Kluczowe pytanie brzmi:

Czego potrzebuję
w tej sytuacji lub w obliczu tego doświadczenia,
by czegoś się tu nauczyć?

 

Kluczowe zasady obowiązujące w poznawaniu siebie

  • Aby móc się rozwijać, poznawanie siebie wymaga gotowości do odważnego wystawienia na próbę naszych przekonań i wyobrażeń na temat tego, co jest prawdziwe.
  • W poznawaniu siebie przyjmuje się założenie, że “nie postrzegamy świata takim, jaki jest, lecz przez pryzmat tego, jacy my jesteśmy.” W związku z tym, poznawanie siebie koncentruje się na poszukiwaniu prawdy zamiast na jej osiąganiu. Należy sobie zdawać sprawę z faktu, iż każde nowe zrozumienie jest ograniczone, zwodnicze i potencjalnie nieobiektywne.
  • Poznawanie siebie wiąże się z braniem odpowiedzialności za nasze przekonania, wybory i wyobrażenia, zamiast obwiniać za nie innych lub cały świat dookoła. Zamiast natychmiastowego uruchamiania mechanizmów obronnych, obejmuje ono także gotowość do kwestionowania samych siebie, gdy jesteśmy wystawieni na próbę lub czujemy się zagrożeni.
  • Poznawanie siebie to zwracanie się w kierunku i uczenie się z tych doświadczeń, których mamy ochotę unikać, odrzucać lub z takich, które są dla nas wyzwaniem.

 

Wskazówki, jak ćwiczyć poznawanie siebie

Skup się na znalezieniu właściwych pytań, a nie odpowiedzi. Kusząca jest myśl, by wykorzystywać poznawanie siebie jako środek do rozwiązywania problemów. Kłóci się to jednak z ideą tej praktyki. Jeśli złapiesz się na tym, że naprawdę pragniesz dotrzeć do odpowiedzi, zamiast poszukiwać dobrych pytań, zastanów się:

  • Co to pragnienie poszukiwania odpowiedzi komunikuje mi na mój temat?
  • Co obawiam się, że się stanie, jeśli na chwilę odłożę na bok wszelkie próby znajdywania odpowiedzi w tej sytuacji?
  • Czy możliwym jest wyciągnięcie pewnej osobistej lekcji z tej potrzeby poszukiwania odpowiedzi?

Niech praktyka będzie krótka i trwa nie dłużej niż 5 minut. Poznawanie siebie nie jest formą rozpamiętywania czy rozwiązywania problemów. Gdy czujesz, że chciałbyś lub chciałabyś poświęcić więcej czasu jakiemuś tematowi, „odwieś” go po 5 minutach i wróć do niego następnego dnia. Jeśli zdarza ci się regularnie przekraczać 5 minut, tu też możesz skorzystać z poznawania siebie, zadając sobie pytania:

  • Skąd bierze się we mnie potrzeba, by angażować się w tak długie praktyki poznawania siebie?
  • Czy możliwe jest, że nie otwieram się na znajdywanie swojej krawędzi i zamiast tego poszukuję odpowiedzi?
  • Czy stosuję poznawanie siebie w celu regulowania emocji, obwiniania siebie, usprawiedliwiania moich problemów lub ich rozwiązywania?

Prowadź dziennik poznawania siebie. Notowanie w trakcie praktyki jest bardziej pomocne niż wykonywanie ćwiczeń wyłącznie w głowie. Dziennik służy jako pisemne przypomnienie o regularnym praktykowaniu.

Ucz się przyjmować zdrowe poczucie zwątpienia w siebie. Poznawanie siebie wiąże się z celowym wątpieniem w siebie w służbie dalszego procesu uczenia się. Zdrowe poczucie zwątpienia w siebie wymaga od nas stawiania sobie pytań zamiast surowej oceny, unikania sytuacji lub załamywania się.

 

Poznawanie siebie i ujawnianie się

Poznawanie siebie często pojawia się w parze z publicznym „ujawnianiem się” (outing yourself).

Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się zauważyć, że czasami inni ludzie wiedzą o tobie rzeczy, o których nie miałeś lub nie miałaś pojęcia? Ujawniając się, wykorzystujemy fakt, że inni posiadają inną perspektywę i mogą dostrzegać rzeczy, które nam samym umykają.

Ujawnianie się związane jest z dzieleniem się z innymi osobami własnymi spostrzeżeniami lub interpretacjami, które pojawiły się dzięki poznawaniu siebie. Takie podejście może być bardzo pomocne w zrozumieniu naszych „ślepych punktów”. Dzieląc się naszym wewnętrznym doświadczeniem z innymi, szczególnie z osobami, którym ufamy lub tymi, do których chcemy się zbliżyć, możemy uzyskać od nich informację zwrotną. Może ona przyjąć formę uprawomocnienia naszego doświadczenia lub wiązać się z wytłumaczeniem, jak ich doświadczenie różni się od naszego.

Ujawnianie się może być także pomocne, kiedy samopoznanie odsłania te nasze części, którymi możemy czuć się zawstydzeni, albo coś, czego pragniemy nie przyjmować do wiadomości. Dzięki ujawnianiu się odważnie wychodzimy naprzeciw tendencjom, by ukrywać te rzeczy, które wcale nie potrzebują pozostawać w ukryciu. Jako że elementem ujawniania się jest odważne dzielenie się z zaufanymi osobami wrażliwymi informacjami, może też często zbliżać do siebie ludzi. Ponadto, ujawnianie się w obliczu nieuzasadnionego wstydu lub skrępowania to informacja dla mózgu, że tak naprawdę nie ma się czego wstydzić. Natomiast ukrywanie tych rzeczy informuje mózg, że coś jest z nami nie tak. W związku z tym, ujawnianie się może być pomocne w łagodzeniu nadmiernego wstydu.

 

Jak uczyć się poznawania siebie?

Główny sposób nauki poznawania siebie to podjęcie procesu w RO DBT z wykwalifikowanym terapeutą. Gdy sam lub sama nim jesteś, możesz podjąć trening RO DBT. Dodatkowo, poniżej znajdziesz inne źródła na temat tej praktyki:

Uczenie się nawiązywania więzi: ACT + FAP dla klientów z problemami z bliskością

Autor Benjamin Schoendorff | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny

 

Włączenie do plemienia było warunkiem przetrwania we wcześniejszych etapach ludzkiej historii. W konsekwencji nasi przodkowie rozwinęli w sobie niezwykłą wrażliwość na zagrożenie związane z odrzuceniem przez grupę. Ta wrażliwość na społeczne wykluczenie towarzyszy nam po dziś dzień. Jednakże wielu z nas nie posiada już takich silnych więzi społecznych zbliżonych do tych, które istniały w plemionach. Poza tym jesteśmy w stanie kontaktować się też z innymi grupami ludzi. W związku z tymi uwarunkowaniami każdy człowiek, którego spotykamy, może stanowić tak źródło pocieszenia i poczucia bezpieczeństwa, jak i zwiastować zagrożenie związane z wykluczeniem społecznym.

Głębokie więzi, stanowiące ważną część samopoczucia, zależą od naszej zdolności do nawiązywania intymnego kontaktu. Zdrowe, bliskie relacje bazują na autentyczności, trosce i wzajemnym uprawomocnianiu doświadczenia drugiej osoby.

W swojej książce The Essential Guide to the ACT Matrix: A Step-By-Step Approach to Using the ACT Matrix Model in Clinical Practice psycholodzy kliniczni Benjamin Schoendorff i Kevin Polk definiują relację opartą na bliskości jako “taką, w ramach której jesteś głównie wzmacniany i rzadko karany za dzielenie się tym, co myślisz i czujesz. W zamian za to głównie wzmacniasz oraz rzadko karzesz drugą osobę za robienie tego samego (Cordova i Scott, 2001).”

Nawet u klientów z poważnymi problemami powiązanymi z intymnością psychoterapia jest z natury procesem opartym na bliskości, grawitującym wokół szczegółów dotyczących życia prywatnego. To stwarza szansę nawiązania więzi, w ramach której klienci czują się bezpieczni, by dzielić się swoimi najbardziej osobistymi myślami i uczuciami bez lęku przed odrzuceniem. Dotyczy to także tych klientów, którzy nigdy go nie doświadczyli. Bezpieczeństwo w takim rozumieniu jest jednym z warunków umożliwiających ludziom tworzenie głębokich więzi i może stanowić podłoże dla zdrowych ludzkich relacji poza gabinetem terapeutycznym.

Następujące wskazówki, zaczerpnięte z tej książki, zapewniają ramy do pracy z klientami, którzy mają problemy z komunikacją opartą na bliskości.

 

Twórz wyraźny kontekst oparty na bliskości

Pamiętaj o tym, że relacja oparta na bliskości skupia się na wzmacnianiu, a rzadko kiedy na karaniu innych za to, co myślą i czują. Tworzenie wyraźnie intymnego kontekstu w gabinecie wymaga uosabiania tego podejścia w interakcjach pomiędzy terapeutą i klientami. Zobowiązanie się do tego, by wzmacniać i rzadko karać klientów za to, co myślą i czują, jest bardzo silnym sposobem pomagania im w nauce nawiązywania intymnych więzi. Ten rodzaj nawiązywania więzi będzie również wymagał od klienta, by i ten głównie wzmacniał i rzadko karał ciebie za dzielenie się tym, co ty z kolei myślisz i czujesz. To także będzie pogłębiało jego zdolność uczenia się umiejętności potrzebnych do budowania zdrowych relacji opartych na bliskości.

Możesz zacząć od powiedzenia klientom, że aby pomagać im tworzyć i pielęgnować relacje, na których im zależy, jesteś gotów zadbać o przestrzeń dla ich wszystkich myśli i uczuć. Przypomnij im, że doświadczane w codziennym życiu trudności prawdopodobnie będą pojawiały się na sesjach. Zdarzenia te będą stwarzały im cenne okazje do zauważania i autentycznego dzielenia się tym, co myślą i czują. Dzięki temu będą uczyć się budować upragnione relacje w bezpiecznych granicach towarzyszących przymierzu terapeutycznemu. Kiedy już zaczną kształtować i pielęgnować utęsknione poza gabinetem, będą czerpać z umiejętności nabytych dzięki doświadczeniom związanych z nawiązywaniem więzi pojawiających się podczas sesji.

 

Nabierz wprawy w zauważaniu procesu nawiązywania bliskich więzi

Gdy zaangażujesz się w pracę skoncentrowaną na relacji w trakcie sesji, pozostawaj uważny na doświadczenie i procesy nawiązywania bliskich więzi. Pracuj nad swoją zdolnością zauważania i maksymalizowania okazji do zachęcania klientów, by ci właśnie to praktykowali.

Wykonywanie tego rodzaju pracy oznacza, że jako klinicyści musimy mieć także odwagę, by angażować się w bliską więź z klientem. Ponadto musimy pozostawać świadomi wewnętrznych przeszkód, które mogą pojawiać się i stawać na drodze do troski i darzenia klienta taką ilością ciepła, która pomoże stworzyć autentyczną i wspierającą relację.

Takie podejście odzwierciedla postawę obecną w psychoterapii opartej na analizie funkcjonalnej (FAP), w której uważa się, że świadomość, odwaga i miłość są kluczowymi procesami zarówno w samej intymniej więzi, jak i zmianie terapeutycznej (Tsai i in., 2009).

 

Skoncentruj swoją pracę podczas sesji na naukę poprzez doświadczanie odbywające się w chwili obecnej

Jest duża różnica pomiędzy mówieniem o robieniu czegoś a robieniem tego. Z tego powodu terapia koncentrująca się na życiu klientów poza sesjami może tylko w ograniczonym stopniu pomagać im uczyć się nowych umiejętności pomocnych w bliskich kontaktach.

Terapia jest środowiskiem do nauki. Nauka nowego zachowania może odbywać się wyłącznie w bieżącym momencie. Wymaga ona również praktyki. Bez skoncentrowania się na nauce w chwili obecnej podczas sesji terapeutycznej pojawia się ryzyko – terapia może stać się miejscem ćwiczenia rozmów o różnych rzeczach zamiast trenowania nowego, pomocnego w odblokowywaniu się w innych kontekstach zachowania.

Ludzie idą zazwyczaj na terapię, ponieważ chcą nauczyć się, jak lepiej radzić sobie w różnych sytuacjach. W ramach pomocy klientom w nabywaniu nowych umiejętności, niezwykle pomoce jest dawanie im jasnych instrukcji i zapraszanie klientów do praktyki nowych zachowań podczas sesji. Jednakże nie każdy, kto podejmuje terapię, jest skłonny podążać za tymi instrukcjami i próbować nowych zachowań. Prawdę mówiąc, dla niektórych zasady mogą być jawnie awersyjne. Problemy niektórych klientów mogą wynikać ze sposobu, w jaki reagują na instrukcje. Miej świadomość, że może to prowadzić do tego, że klient utknie i dojdzie do ograniczenia postępów w terapii.

Aby dowiedzieć się więcej o ACT, FAP, matrycy i pomaganiu klientom z problemami związanymi z bliskością, sprawdź książkę The Essential Guide to the ACT Matrix.

Bibliografia

Cordova, J. V., & Scott, R. L. (2001). Intimacy: A behavioral interpretation. Behavior Analyst 24(1): 75–86.

Tsai, M., Kohlenberg, R. J., Kanter, J. W., Kohlenberg, B., Follette, W. C., & Callaghan, G. M. (Eds.). (2009). A Guide to functional analytic psychotherapy: Awareness, courage, love, and behaviorism. New York: Springer.

Zachowania istotne klinicznie i pięć zasad psychoterapii opartej na analizie funkcjonalnej

Autor Benjamin Schoendorff | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny

 

Psychoterapia oparta na analizie funkcjonalnej (functional analytic psychotherapy, FAP) koncentruje się w dużej mierze na relacji terapeutycznej i zachowaniach interpersonalnych, pojawiających się podczas sesji. Terapeuci FAP przywiązują szczególną uwagę do identyfikowania zachowań istotnych klinicznie – zachowań mających miejsce w trakcie sesji i stanowiące albo przykład problematycznego zachowania, jakie pojawia się w życiu klienta (zwane CRB1, od clinically relevant behaviors), albo zachowania z życia klienta, które uległo poprawie (CRB2). Są one albo zachowaniami “oddalającymi”, albo “zbliżającymi”, w które klienci angażują się w trakcie sesji.

To, co czyni CRB istotnymi w pracy klinicznej, to fakt, że pełnią one te same funkcje, co docelowe zachowania z codziennego życia. Na przykład, jeśli klientka opisuje, jak unikała zapytania szefa o podwyżkę, to unikanie zapytania szefa nie jest klinicznie istotnym zachowaniem, gdyż nie doszło do niego w trakcie sesji. Jeżeli unika ona rozmowy z tobą na temat jej problemów finansowych oraz tego, jak mogą one wpływać na jej zdolność do opłacania terapii, to stanowiłoby to już przykład zachowania istotnego klinicznie. Ilustruje ono zachowanie z codziennego życia, w którym klientka nie pyta szefa o podwyżkę.

Zachowanie jest klinicznie istotne, gdy spełnia tę samą funkcję zarówno podczas sesji, jak i poza nią. Sama forma (objaw, zewnętrzny przejaw) zachowania niekoniecznie będzie wyglądać podobnie. Pieniądze nie są tematem dyskusji, który powodowałby, że unikanie pojawiające się w czasie sesji czyni je CRB. Dotyczy to czegoś, co znajduje się u podłoża, mianowicie trudności w dbaniu o to, by potrzeby klientki były zaspokajane na sesji i poza gabinetem. Matryca ACT, opracowana przez psychologów klinicznych Benjamina Schoendorffa i Kevina Polka, pomaga klientom zauważać ich problematyczne zachowania (oddalanie się od wartościowego życia) oraz te zachowania, które uległy poprawie (zbliżanie się doń). Bierze pod uwagę także wewnętrzne doświadczenia, które mogą te zachowania wywoływać.

Identyfikowanie poniższych zasad od razu, gdy pojawiają się w trakcie sesji, stwarza okazję, by nawiązać kontakt z przykładami problematycznego zachowania w bieżącej chwili. Dzięki temu można z nimi pracować w czasie rzeczywistym. Wymienione pięć zasad (Tsai i in., 2009) wyznacza stopniowy proces pracy z CRB z w ramach modelu FAP skupiającego się na odwadze, świadomości i miłości (awareness, courage and love; ACL).

 

Zasada 1: Zauważaj CRB

Ta zasada związana jest ze świadomością. Uświadamiając sobie CRB klienta możesz pomóc mu w obserwowaniu jego zachowań. W ramach stosowania matrycy ACT psycholog kliniczny pytałby w ramach tej zasady klientów, czy dane zachowanie jest bardziej ruchem zbliżającym czy oddalającym do ich wartości oraz czy to zachowanie pojawia się poza sesją.

 

Zasada 2: Wywołuj CRB

Ta zasada wiąże się z odwagą. Możesz pomóc klientom wywołać CRB w gabinecie zapraszając ich do angażowania się w zachowanie, które jest dla nich trudne. Rzadko kiedy znalezienie ich wymaga to wysiłku, gdyż CRB potrafi pojawić się w naturalnym toku terapii w jej trakcie: podczas ustalania stawek, omawiania planu sesji, polecania zadań do wykonania pomiędzy sesjami, kończenia procesu terapeutycznego itd.

 

Zasada 3: Podchodź warunkowo wobec CRB i naturalnie wzmacniaj CRB2, czyli zachowania z codziennego życia, które uległy poprawie

Ta zasada dotyczy miłości, ponieważ wzmacnianie zachowania, gdy klienci zbliżają się do swoich celów (i właśnie z tego powodu dochodzi do wzmocnienia) jest częścią tego, jak rozumiana jest miłość (w modelu ACL – Awareness, Courage and Love – przyp. tłumacza). Gdy klienci angażują się w problematyczne zachowania, można je wtedy próbować powstrzymać lub podjąć próbę wpłynięcia na część ich zachowania w taki sposób, by mogło ono stać się krokiem zbliżającym do tego, co sugerowałyby ich wartości.

Powstrzymywanie zachowań może być odbierane przez klientów jako awersyjne, więc pamiętaj o pytaniu ich o zgodę, będąc przy tym możliwie najbardziej łagodnym lub łagodną. W zamian za to zaoferuj alternatywne zachowanie zbliżające, w które klient lub klientka może się zaangażować.

Gdy klienci angażują się w zachowania, które wpływają na poprawę ich życia, możesz wzmacniać w nich te zachowania poprzez informowanie ich o tym, jak się czujesz, gdy widzisz ich postępy.

 

Zasada 4: Obserwuj wpływ twojego zachowania na klientów

To zasada związana ze świadomością, ponieważ wymaga bycia uważnym na to, jak oddziałujemy na klientów. Każdy reaguje w inny sposób i to, co może stanowić wzmocnienie dla jednego klienta, dla innego będzie formą kary. Określenie, czy dane zachowanie było wzmacniające dla klienta lub klientki, jest możliwe na podstawie tego, czy będzie angażował lub angażowała się w nie częściej po próbie wzmocnienia – nie tylko w krótkiej, ale także długiej perspektywie. Technicznie rzecz ujmując, możesz dowiedzieć się, czy wzmocnienie było efektywne, poprzez obserwację, czy ilość zachowania docelowego uległa wzrostowi. Dobrym pomysłem może być tutaj zapytanie klientów, jak w ich ocenie przedstawia się ich sytuacja.

Innym sposobem pracy z tą zasadą jest proszenie klientów, by dzielili się tym, za co są wdzięczni pod koniec każdej sesji. Wyrażanie wdzięczności przez ciebie może bardziej wzmacniać zachowania, które uległy poprawie. Z kolei wdzięczność wyrażana ze strony klienta może dać ci wgląd w to, czy dane twoje zachowanie przynosi określony skutek.

Dodatkowo, pytając klientów, jak to wygląda z ich perspektywy, modelujesz świadomość tego, jak każdy na siebie oddziałuje. Jest to umiejętność, która może jedynie pomóc klientom w ich interakcjach interpersonalnych.

 

Zasada 5: Zapewnij funkcjonalne uzasadnienia i promuj generalizację

Mamy tutaj do czynienia z zasadą opartą na świadomości i odwadze. Matryca ACT jest idealnym narzędziem do praktykowania analizy funkcjonalnej: identyfikacji zmiennych poprzedzających, zachowania i konsekwencji.

Jej elastyczność umożliwia określenie, czy istotna zmienna poprzedzająca zachowanie jest zdarzeniem ze świata pięciu zmysłów, jak w tradycyjnej analizie zachowania, czy prywatnym, wewnętrznym zdarzeniem, takim jak myśl lub emocja.

Podobnie, zachowanie może być zarówno obserwowalnym krokiem zbliżającym lub oddalającym lub też zachowaniem utajonym, takim jak ruminowanie.

Konsekwencją może być zachowanie zbliżające lub oddalające, ale także to, co zachodzi w środowisku po tym, jak klienci zaangażują się w ruch zbliżający lub oddalający.

Aby dowiedzieć się więcej o psychoterapii opartej na analizie funkcjonalnej i matrycy, sprawdźcie książkę The Essential Guide to the ACT Matrix.

 

Źródła

Tsai, M., Kohlenberg, R. J., Kanter, J. W., Kohlenberg, B., Follette, W. C., & Callaghan, G. M. (Eds.). (2009). A Guide to functional analytic psychotherapy: Awareness, courage, love, and behaviorism. New York: Springer.

Poza wglądem: Łączenie psychoanalizy z terapią akceptacji i zaangażowania

Autorzy Morton Kissen, Debra Kissen | Źródło
Polska wersja Bartosz Kleszcz

 

Rozdział pochodzący z Kissen, M., Kissen, D. (2014). Beyond Insight: Combining Psychoanalysis with Acceptance and Commitment Therapy. Mindfulness, Acceptance, and the Psychodynamic Evolution: Bringing Values Into Treatment Planning and Enhancing Psychodynamic Work with Buddhist Psychology, 211.

Ten rozdział jest wynikiem rozmów między dwojgiem terapeutów: psychoanalitycznego oraz stosującej terapię akceptacji i zaangażowania (odtąd „ACT”, czytane jako jedno słowo act). Analizujemy, z naszej własnej perspektywy, psychoanalityczną koncepcję wglądu oraz jego relację z efektami terapii. Czy wgląd pełni jakąś rolę w ACT, a jeśli tak, jaki wkład do niej może mieć? Przyglądamy się pod różnym kątem studiom przypadków i celom terapii. Porównujemy następnie ogólne sposoby interwencji w ramach obu modeli. Na koniec oferujemy syntetyczne widzenie obu podejść, skupiając się na ich zaskakującym dopasowaniu do siebie, czego efektem może być wzmocnienie jakości pracy terapeutycznej z różnorodnymi grupami pacjentów.

 

Psychoanalityczna koncepcja wglądu

Historycznie patrząc, w psychoanalizie koncepcja wglądu łączyła się z rozumieniem nieświadomych konfliktów, fantazji lub impulsów u podłoża zachowań będących symptomami klinicznymi. Wgląd związany być także ze strategią korzystania z interpretacji jako interwencji. Jej użyteczność jest jednak wysoce kontrowersyjnym tematem. Istnieją tacy psychoanalitycy, którzy uznają wartość wyłącznie interpretacyjnego i polegającego na wglądzie podejścia, ale także tacy, którzy skupiają się na różnorodnych werbalnych i niewerbalnych niuansach relacji analitycznej jako czynnika wywołującego zmianę terapeutyczną.

 

Podejścia psychoanalityczne podkreślające wartość relacji terapeutycznej

Strachey (1934) oraz Loewald (1960) podkreślili wagę relacji terapeutycznej jako czynnika wywołującego zmianę terapeutyczną, co ostatecznie przyczyniło się do wzrostu zainteresowania uzdrawiającym potencjałem interakcyjnych i intersubiektywnych aspektów sytuacji psychoanalitycznej także w czasach bliższym współczesności. Następujący po nich teoretycy – tacy jak Kohut (1997), Mitchell (1988, 1997), Ogden (1994, 2010), Stolorow, Branchaft oraz Atwood (1987) oraz Levenson (1972, 2001) – wzbogacili te relacyjne i intersubiektywne czynniki o znaczące teoretyczne i kliniczne spostrzeżenia. Intuicyjnie patrząc, zarówno wgląd i czynniki relacyjne wydają się być ważnymi komponentami składającymi się na wyniki terapii, jakkolwiek doświadczenie kliniczne pokazuje, że żadne z nich nie jest wystarczające samo z siebie. Greenberg (2012) pisze: „Ostatnimi laty analitycy pracujący w ramach różnych tradycji teoretycznych odsunęli się od zainteresowania odkrywaniem represjonowanych treści psychicznych, skłaniając się do skupienia nad tym, jak ludzie myślą” (s. 280).

 

Unikanie doświadczania i elastyczność psychologiczna

Podstawowym celem ACT jest wspierać rozwój elastyczności psychologicznej i zachowań spójnych z kluczowymi wartościami danej osoby. Próby unikania doświadczania pełnią odwrotną rolę, wiążąc się z rozwojem sztywności psychicznej oraz brakiem witalności w życiu (Bach i Moran, 2008). Unikanie doświadczania jest próbą unikania, ucieczki lub zmiany sposobu przejawiania się lub częstotliwości myśli, uczuć, wspomnień, wrażeń fizycznych albo innych wewnętrznych przeżyć (Hayes, Strosahl i Wilson, 1999). Z perspektywy ACT unikanie doświadczania eliminuje bolesne doświadczenia wewnętrzne, ale dzieje się to dużym kosztem. Przykładowo, nieśmiała lub czująca lęk społeczny osoba może wypijać przesadne ilości alkoholu celem obniżenia lęku na spotkaniach czy imprezach, ale wpada w sidła uzależnienia. Osoba czująca lęk przed bliskością w związkach może kompulsywnie korzystać z pornografii celem znalezienia seksualnego ujścia, ale kosztem rozwoju autentycznej więzi ludzkiej. Osoba obawiająca się głębi w relacjach może ograniczyć swoją aktywność do seryjnego randkowania i szybkich numerków, ale traci przez to różnego rodzaju międzyludzkie okazje, jakie stwarza otwartość i na ryzyko zranienia, i na możliwe zaangażowanie się. W każdym z tych przykładów wgląd w dynamikę schematów u podłoża unikania jest konieczny, ale z całą pewnością potrzebne jest więcej. Elastyczność psychologiczna możne rozwijać się przez działanie – przez udział w spotkaniach bez korzyści płynących z nietrzeźwości, przez ograniczanie lub skracanie korzystania z pornografii, a także przez danie sobie dłuższego czasu na wzajemne poznanie się.

 

Defuzja od wewnętrznej „werbalnej gadaniny” oraz koncepcji Ja

Zjawisko wewnętrznej „werbalnej gadaniny”, występujące u wszystkich ludzi, zostało podjęte przez Hayesa i Smitha (2005). Zjawisko to odnosi się do tendencji umysłu, aby podtrzymywać ciągle trwający komentarz, często skupiający się na ruminacjach na temat przeszłości lub lęków odnośnie przyszłości, niejednokroć oceniający z natury. Podczas warsztatu ACT, w którym brało udział oboje autorów, uczestnicy wzięli udział w ćwiczeniu, gdzie dobrali się w pary i chodzili przez korytarze na zewnątrz sali, dzieląc się w turach spostrzeżeniami i myślami, jakie przechodzą im przez głowę podczas przechadzki. Rolą drugiej osoby było obserwować i słuchać. Doświadczenie to wyraźnie naświetliło, jakie ilości nieprzerwanego werbalnego komentarza produkowane są podczas dwudziestominutowej drogi. Wiele z opisowych aspektów Ja – zwanego w ACT „skonceptualizowanym Ja” lub „Ja jako koncepcją” – może być uznanych właśnie za taką werbalną gadaninę.

Hayes i Smith (2005) są autorami techniki bazującej na wczesnych pracach Titchenera (1916), którą nazwali „Mleko, mleko, mleko.” W ćwiczeniu tym pacjent i terapeuta precyzują pewną ilość wyrazów o opisowym, zwykle samooceniającym charakterze, które pacjent następnie powtarza raz po raz tak szybko, jak tylko potrafi (Hayes i Smith, 2005, s. 72). W efekcie pacjent zaczyna odnosić się do tych słów w sposób niedosłowny, zmieniając je w relatywnie pozbawione znaczenia słowa. Z perspektywy ACT ten proces deliteralizacji nazywa się defuzją. Defuzja jest procesem, który może być wykorzystany, aby obniżyć pilność czy stopień wiary w myśli oraz negatywny wpływ sztywnych poglądów takich jak „Jestem niekompetentną, nieczułą, egoistyczną osobą.”

 

Obniżanie tendencji do fuzji poprzez uważność

Odpowiednikiem defuzji jest fuzja. Fuzja to spojenie werbalnych symboli oraz elementów otoczenia w jedno, prowadząc sztywnego wzoru reakcji bazującego na zasadach i poleceniach zamiast na rzeczywistym doświadczeniu. Bach i Moran (2008) jasno opisują ten proces: „Fuzja zachodzi, kiedy ludzie kierują się dosłowną treścią swych myśli zamiast bezpośredniego doświadczania świata. Reakcja na treści w fuzji to jak reagowanie na opisy czegoś niż na to, do czego te opisy się odnoszą” (s.97). Zatem osoba, która traktuje myśl „Coś ze mną nie tak” zbyt dosłownie (czyli jest w fuzji z nią) może smutnieć lub popaść w depresję, może odrzucać potencjalnie witalne okazje, jakie prezentują okoliczności, albo odsiewać wspomnienia na temat takich wymian otoczeniem, w ramach których uzyskała od innych pozytywną reakcję. Nie ma żadnej wątpliwości, że eksploracja, co historycznie doprowadziło do powstania takiej koncepcji Ja może być pomocne, ale przynajmniej jakiś zakres defuzji potrzebny jest, aby zoptymalizować wyniki terapii. Następujący opis uważności w służbie życia w zgodzie z wartościami ujmuje zalety defuzji: „Aby żyć w zgodzie z wartościami, czy możesz wyłącznie odnotowywać pojawiające się myśli, uczucia i wrażenia, i niezależnie od nich iść do przodu?” (Bach i Moran, 2008, s. 293). Z punktu widzenia ACT wprowadzenie uważności stanowi istotny aspekt ułatwiający przejście od fuzji do defuzji u klienta.

 

Wartości i wybór na rzecz witalnego życia

Jasność na temat wartości jest nieodłącznym aspektem ACT. Jednym ze sposobów na nawiązywanie kontaktu z najgłębszymi wartościami jest przykład podany przez Hayesa i Smitha (2005), gdzie pacjent wyobraża sobie swój własny pogrzeb i to, co mogłoby być powiedziane w epitafium – jeśli miałby żyć tak, jak żył dotąd. Pacjent kontrastuje następnie to z tym, co byłoby potencjalnie powiedziane, gdyby zaangażował się i żył w zgodzie z własnymi wartościami. To interesujący, egzystencjalny sposób na poprowadzenie umysłu z dala od niekończącej się wewnętrznej gadaniny, a w stronę własnych podstawowych wartości – na rzecz których można podjąć działanie w tym czasie, który jeszcze pozostał.

Wybór jest w ACT rozumiany jako działanie. Mamy wolność do wyboru, czy przełamywać stare, komfortowe i unikowe schematy – i czy odważnie zastąpić je jakimś samodzielnie wybranym nowym podejściem. Te kwestie znajdują się w samym sercu modelu terapeutycznego ACT. Następujący cytat dobrze ujmuje centralność działania w kwestii własnych wartości:

„Możesz mówić tyle, ile tylko ci się podoba, ale jeśli czegoś z tym nie zrobisz, to życie samo się nie ożywi. To, co eksplorowaliśmy w tej książce, jest ważne, ale po tej eksploracji przychodzi pytanie – co z tym zrobisz? Jeśli wiesz, gdzie chcesz iść i nie idziesz tam, wówczas wiedza nie zmienia wiele. ACT jest w pełni nastawiony na działanie. Aby uczynić zmiany w swoim życiu – trzeba działać. (…) Jakie działania podejmiesz, aby osiągnąć swoje cele? Aby kierować się w stronę ustaloną przez twój własny kompas wartości, w stronę twojego pierwszego celu – co potrzebujesz uczynić?” (Hayes i Smith, 2005, s.182).

Wszystkie podejścia terapeutyczne (wliczając w to psychoanalizę) pracują na rzecz namacalnych, mierzalnych zmian i zaangażowania się w działanie, ale ACT bezsprzecznie stawia to na czele. Przykładowo, pacjent muszący sztywno zażywać trzygodzinnych pryszniców, aby czuć się czysto, jako ktoś wolny od zarazków, musi ujrzeć, jakie jego osobiste wartości i cele odchodzą na dalszy plan z racji tych marnujących czas nawyków i rytuałów. Następnie, jeśli chce to zmienić, musi aktywnie zaangażować się w obniżenie nasilenia tych wysoce zrytualizowanych zachowań. Może to stać się stopniowo, może poprzez ograniczenie się do dwugodzinnych kąpieli, potem jednogodzinnej, a ostatecznie piętnastominutowej, zyskując ostatecznie więcej czasu i zasobów psychicznych, aby zaangażować się w życie zgodne z wartościami.

 

Ja jako proces i Ja jako kontekst

Eksploracja konstruktów ACT – Ja jako procesu oraz Ja jako kontekstu – może wspomóc przejście od sztywności wiecznego martwienia się i kompulsywnego unikania do nowszych, bardziej elastycznych nawyków (Duhigg, 2012). Ja jako proces to przychodzenie i odchodzenie zjawisk w ludzkim umyśle – proces myśli, uczuć, wspomnień, wrażeń fizycznych wyłaniających się w świadomości. Ja jako kontekst to punkt obserwacyjny, z którego te zjawiska (Ja jako procesu) są obserwowane. Bardziej uważne, akceptujące spojrzenie pozwala pacjentowi ostrożnie i z taktem zastępować stare, rytualistyczne i sztywne zwyczaje takimi działaniami, które umożliwiają więź z własnymi wartościami. Oczywiście tylko pacjent ma prawo określać swoje cele i planować zaangażowanie w taki a taki tok działania. Czasem jedyne, co terapeuta może zrobić, to tworzyć na to miejsce i trzymać potem kciuki, aby nowoodkryta gotowość przełożyła się na podjęcie ryzyka do zmiany. Hayes i Smith (2005) kończą wspólną książkę pisząc:

„Życie jest wyborem. Wybór tu nie polega na tym, czy doświadczać bólu, czy nie. Polega na tym, czy prowadzić życie zgodne z wartościami, przepełnione sensem – czy nie. (…) Wszyscy już cierpieliśmy wystarczająco. Warto wyjść z głowy i zacząć żyć.” (s. 198).

 

Gotowość do podjęcia ryzyka na doświadczenie czegoś nieprzyjemnego

Hayes i Smith (2005), gdy piszą o „gotowości” do wystawienia się na lęk i ryzyko związane podjęciem się czegoś, co ktoś ceni, korzystają z metafory „skakania”. Nawet dosłowne skakanie może wymagać znaczącej odwagi – jak czytamy we wspomnieniach koszykarza Billa Russella (1980), który jako chłopiec odkrył lęk związany z osiągnięciem pułapu powyżej obręczy kosza (co działo się, nim slamdunki stały się czymś częstym). Oczywiście sam Russell poradził sobie z lękiem i został jedną z największych gwiazd w historii koszykówki. Przeciętna osoba także potrzebuje zwykle rozwinąć w sobie odwagę, aby metaforycznie podjąć ryzyko skoku ponad ich próg unikania w jakiejś cenionej przez nich kwestii. Sławny jest pewien analityczny przykład, gdzie pacjentka Michaela Balinta (1968) odrzekła, że nigdy dotąd nie miała odwagi porzucić bezpieczeństwa oferowanego przez ziemię i zrobić salta. Odpowiedział: „To może teraz?” i na co ona zeszła z kanapy i wykonała niemalże perfekcyjne salto.

 

Zastosowanie obu modeli do studium przypadku: podobieństwa i różnice

 

Zastosowanie kliniczne 1

Karolina musiała przejść przez złożony rytuał przygotowywania sobie jedzenia w określony z góry sposób, włączania telewizji i układania się pod pościelami, aby móc sobie zapewnić relaksujące doświadczenie posiłku. Następnie musiała zapłacić za przyjemne doświadczenie wypróżniając treści żołądka przez brutalne prowokowanie wymiotów. Robiła to często, a jej twarz stała się kredowobiała i coraz bardziej przypominała ducha. Jej historia życia ujawniała kilka tematów, które wydawały się mieć związek z bulimiczną nietolerancją na przyjemności jedzenia. Jej mama umarła po przewlekłej chorobie, kiedy Karolina miała 5 lat. Nie miała nigdy okazji, aby przejść odpowiednią żałobę. W dniu śmierci mamy przypomina sobie powrót do domu po przyjemnym dniu zabawy z koleżanką. Tłum żałobników zebrał się w jej domu. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego są tak smutni, a w pamięci wyrył się szczególnie obraz pochmurnych twarzy reagujących na jej radość i nieświadomość tragicznego wydarzenia, które niedawno zaszło. Wspomnienie te stało się metaforą jej przerażenia wobec radości jedzenia, którego cierpliwą eksploracją miała się zająć terapia. Niedługo później Karolina została wysłana, aby żyć z babcią od strony mamy, kiedy jej tata z kolei starał się poradzić sobie ze smutkiem i poczuciem utraty. Po roku poznał nową kobietę i ponownie się ożenił, zamieszkując z nią w domu dziecięcych lat Karoliny. Ona sama w tym okresie także wróciła, aby zamieszkać razem z nimi. W międzyczasie rozwinęły się u niej pewne kompulsywne schematy jedzenia i zaczęła przybierać na wadze. Macocha dość intruzywnie zwracała uwagę na ten problem, ale nie przynosiło to dużego efektu. Oprócz tego macocha miała w planach odmalowanie mieszkania i rozpoczęła remont. Karolina, prawdopodobnie trafnie, wyczuła, że wraz ze zmianami w wystroju mieszkania wymazywana była obecność jej mamy. Zaczęła czuć odrazę wobec ojca za pasywną zgodę na ten proces, a mniej świadomie za rozpoczęcie tego także wobec macochy. Wyglądało na to, że zmiany te zachodziły dla Karoliny zbyt szybko, jednak oczywiście nie miała żadnego sposobu na spowolnienie ich. Jej potrzeba kontroli nad jakimiś aspektami życia w coraz większym stopniu wyrażała się przez walkę z macochą nad przejadaniem się i tyciem. W okresie nastoletniości kontynuowała napadowe jedzenie i rozpoczęła swoje bulimiczne rytuały.

Podczas terapii Karoliny (którą rozpoczęła w wieku 22 lat) terapeuta wstępnie przewlekał interpretacje na temat faktu, że nie miała ona okazji do przejścia pełnej żałoby nad stratą mamy (zarówno wskutek ekstremalnie młodego wieku, jak i dość szybkiego ponownego małżeństwa ojca), z nastawieniem skupionym bardziej na tu i teraz oraz potrzebie unikania przyjemności płynących z jedzenia. Karolina raz po raz naciskała, że czuje beznadzieję i że zawsze będzie bulimiczką, a terapeuta odpowiadał, że niekoniecznie tak może być. Karolina zwracała uwagę, że przez swoje objadanie się obawiała się coraz bardziej tycia, a terapeuta reagował dostrzegając jej rzeczywisty przestrach związany z przyjemnościami jedzenia. Terapeuta raz po raz zwracał także uwagę, że Karolina bała się pozytywnego uczucia nadziei, która dla niej subiektywnie niosła poczucie zagrożenia. Karolina pytała, jak takie uczucie jak nadzieja w ogóle mogą być straszne, a terapeuta odpowiadał, że tego rodzaju uczucia mogą separować ją od jej naturalnej matki. W rzeczy samej, jej macocha odznaczała się różnymi kompetentnymi czy w inny sposób atrakcyjnymi cechami, która dla Karoliny niosły poczucie zagrożenia i potrzebowała ich unikać.

Stopniowo, Karolina zaczynała zauważać, że nadzieja jest możliwa i zaczęła czuć się bliżej swej macochy. Jednocześnie zaczęła redukować (aż wreszcie zrezygnowała zupełnie) z jej objawów bulimicznych. Podjęła się studiów podyplomowych w wysoko wyspecjalizowanej sferze i zaczęła randkować z młodym mężczyzną z mniejszą ilością problemów niż młodzi mężczyźni, z którymi umawiała się dotąd. Zwieńczyła proces nauki sukcesem i rozpoczęła karierę, z której czerpała satysfakcję. Udało się jej zakończyć terapię, z życiem w miarę na właściwym torze.

Karolina z perspektywy analitycznej. Karolina przejawiała pewien wstręt wobec takiego doświadczania jedzenia, które niosłoby przyjemność i mało komplikacji. Patrząc analitycznie, czuła, że potrzebuje karać się za takie przyjemności, czyniąc akt jedzenia czymś nieprzyjemnym. Karolina potrzebowała przejść proces żałoby i zaakceptować obecność macochy jako takiej, która niesie zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Jak tylko to uczyniła, była w stanie odseparować się od matki i nie utożsamiać się z nią aż w takim stopniu przez jej bolesne zaburzenia odżywiania. Mogła już zinternalizować niektóre kompetencje i matki, i macochy, i połączyć efektywnie z jej własnymi możliwościami i talentami.

Karolina z perspektywy ACT. Patrząc okiem ACT widzimy, że Karolina przejawia sztywny, nieelastyczny schemat unikania poprzez poleganie na kompulsywnych objawach bulimicznych. Potrzebne jej było rozpoznanie myśli na temat bycia głęboko niezadowoloną i uszkodzoną osobą (z którymi była w fuzji) i uważne zaakceptowanie jej uczuć smutku, straty i beznadziei. Potrzebowała także zaakceptować możliwość tego, że jest w niej siła, aby uczynić grunt pod defuzję od tych wewnętrznych przeżyć i aby wprowadzić zmiany w jej zachowaniu. Musiała przyswoić sobie pełniejsze, bardziej ciągłe, a mniej poszatkowane poczucie Ja, w ramach którego jest też miejsce na te bardziej witalne aspekty życia. Skorzystała z pomocy w określeniu, jakie wartości będą częściami składowymi przejścia od li tylko przetrwania i dryfowania na wodach strachu, lęku i depresji – w efekcie poświęcając własne życie – do akceptacji lęku związanego z życiem wartym przeżycia. Przez stopniowe angażowanie się w rezygnację z zachowań unikowych związanych z jej bulimicznymi objawami była w stanie zrobić miejsce na takie życie, które ma pełniejszy wymiar i które daje więcej satysfakcji.

 

Zastosowanie kliniczne 2

Następny pacjent, który będzie konceptualizowany z dwóch perspektyw, to czterdziestodziewięcioletnia kobieta imieniem Irena, która po serii nieudanych relacji prowadziła życie singielki. Po latach zmagań i wątpienia w siebie wyszła za mąż tuż przed pięćdziesiątymi urodzinami. Po intensywnej, ambiwalentnej i nieświadomie wrogiej relacji z jej bardzo zależną i kontrolującą mamą, stworzenie udanego, intymnego związku można widzieć jako czyn wysoce odważny.

Irena była jedynym dzieckiem, a gdy jej ociec umarł była jeszcze w wieku niemowlęcym. Ma bardzo niewiele wspomnień z nim związanych, w czym nie pomogła jej emocjonalnie niewybaczająca matka. Wyłącznie z ociąganiem i oporem dzieliła się z córką pamiątkami po ojcu oraz anegdotami z jego życia. Mimo siły Ireny, ambiwalentne przywiązanie do matki niezdolnej do radosnego dzielenia i dbania o potencjał rozwojowy córki wywierało wpływ na Irenę od okresu dzieciństwa, przez nastoletniość aż do dorosłości. Wskutek zdystansowania matki Irena często czuła się pozbawiona wsparcia i miała jej wiele za złe. Przyblokowała i opóźniła rozwój swej asertywności oraz tożsamości seksualnej. Przewlekłe zmagała się z brakiem poczucia wpływu na swoje życie oraz z deficytem siły mentalnej. Nie była w stanie wyprowadzić się z matczynego domu aż do trzydziestki i prowadziła życie singielki, jak wspomniano wcześniej, aż do czterdziestego dziewiątego roku życia. Wyprowadzka oczywiście także wymagała od niej znaczącej odwagi. Reakcje jej mamy na nadchodzący ślub były kolejnymi przykładami braku wsparcia czy twórczego podejścia do sprawy – temat przewijający się przez życie Ireny. Gdy wybrały się razem na zakupy ślubne, ewidentny przez cały dzień stał się brak werwy i pozytywnych emocji u matki. Po wecie za wetem wobec sukni ślubnych, które były „zbyt drogie”, z oporem zgodziła się na zakup takiej, która kosztowała trzydzieści pięć dolarów. Irena skończyła eskapadę z potwornie gorzkim posmakiem. Była wściekła na niemożliwość uzyskania od matki jakiejś dozy celebracyjnego entuzjazmu, który towarzyszyłby radosnym przeżyciom córki.

Terapeutyczna eksploracja tematu uczyniła bezsprzecznie jednoznacznym, że ten brak radości w reakcji na osiągnięcia i sukcesy był charakterystyczny dla reakcji matki przez całe życie Ireny. Lojalność Ireny i potrzeba bronienia matki przed pozytywnymi emocjami córki w związku z jej życiowymi postępami opadły na tyle, aby dopiąć do końca plany małżeńskie. Jakkolwiek wciąż miała nadzieję, że jej matka w jakikolwiek sposób wyrazi radość, nie doczekawszy się jej przywitała ten fakt już ze świadomością, jak ograniczona jest jej matka w tej kwestii. Odważnie szła do przodu ze ślubem i przepracowała własną gorzką odrazę wobec braku matczynego ciepła dla niej. Musiała jednakże stale podtrzymywać eksplorację swych sfrustrowanych oczekiwań wobec pozytywnej emocjonalności matki. Trudno było jej zaakceptować, że ona sama mogła przeżyć coś bardzo pozytywnego, a i tak jej matka mogła pozostawać zagłębiona w swym smutnym i dalekim od szczodrości wewnętrznym świecie. Małżeństwo stało się kanwą dla zbierania następnych przeżyć zorientowanych wokół separacji i indywiduacji (podobnie jak jej wcześniejsze doświadczenie wyprowadzki), gdzie Irena musiała zmagać się z nieświadomymi i świadomymi uczuciami braku lojalności wobec matki. Długotrwały schemat lojalności i ochrony wobec matki opadł już na tyle, że stało się to możliwe.

Małżeństwo, jak każde inne, poprzetykane było różnymi trudnościami i rozczarowaniami, ale ogólnie uznawała je za szczęśliwe i udane. Irena potrzymała bliską więź z mamą – ta ostatecznie zaczęłą wymagać umieszczenia w zakładzie opiekuńczym. Irena, jak zazwyczaj, stanęła na wysokości zadania i często ją odwiedzała. Nadzorowała opiekę nad nią, tak jak była do tego przyzwyczajona. Jednocześnie czuła niechęć w związku z robieniem tego dla osoby, która dała jej emocjonalnie tak niewiele w przeciągu jej życia.

Irena z perspektywy analitycznej.  Potrzeba ochrony i troski wobec starzejącego się rodzica jest trudna w większości przypadków, ale szczególnie wobec rodzica, który był tak odrzucający i który wniósł tak niewiele. Z perspektywy analitycznej jest to interesujące, jak lojalne i troskliwe mogą pozostać dzieci pomimo takiego stopnia deprywacji i odrzucenia. W rzeczy samej, czasami wydaje się, że – paradoksalnie – im większe rozczarowania, tym większa troska. Nawet absorbujące radosne czy celebracyjne wyrazy afektu często odkładane są na później lub sabotowane, aby nie tworzyć poczucia zazdrości lub separacji-indywiduacji wobec deprywującego rodzica.

Niektórzy analitycy patrzą na to z edypalnego punktu widzenia. Zygmunt Freud (1916) oraz Schafer (1984) mówią o ludziach „zniszczonych przez sukces.” Schafer (1984) zwraca uwagę na podążanie za porażką i idealizacją nieszczęścia u niektórych pacjentów, jednocześnie kładąc nacisk na to, że nie są to koniecznie zjawiska masochistyczne. Zdawać by się mogło, że potrzeba sabotowania siebie i własnych osiągnięć jest dość rozpowszechniona w ramach praktyki klinicznej. Irena wielokroć wybierała źle – i być może brakło jej tutaj szczęścia – sabotując swe życzenie prowadzenia szczęśliwie zamężnego życia, zanim nie spotkała wreszcie odpowiedniego mężczyzny, gotowego na kochający i zaangażowany związek. Tematyka „szczęśliwego trafu” w związkach jest z analitycznej perspektywy interesująca.  Wielu pacjentów wydaje się tworzyć jakiś zakres swych nieszczęśliwych trafów przez nieświadomie motywowane wybory i działania. Irena mogła bać się separacji od wrogo-ambiwalentnego przywiązania do matki. Jak piszą Wallerstein i Blakeslee (1995), pierwszym zadaniem dobrego małżeństwa jest separacja psychiczna od rodziny pochodzenia. Irena przyzwyczaiła się do lojalnej ochrony matki przed osiągnięciami córki. Bardzo nieprzyjemna wyprawa do suknię ślubną ujmuje dość jednoznacznie, skąd rozwinęła się w niej taka potrzeba.

Irena z perspektywy ACT. Z perspektywy ACT możemy zobaczyć, że Irena przez lata żyła w fuzji z koncepcjami na swój temat, które stanowiły psychicznie materiał nie do zniesienia np. koncepcją tego, że jest złą córką, i które narastały, kiedy tylko zbliżała się do separacji od matki. Nigdy nie była w stanie dokonać pełnej defuzji od idei złej córki i podtrzymać bardziej ciągłego poczucia Ja. Wolała przyjąć wysoce uległą postawę wobec matki lub angażować się w życie w istocie nieodpowiednich czy niedostępnych mężczyzn. Mimo cenienia udanych relacji, często nie dążyła do nich – albo pozostawała w nieudanych – wskutek ekstremalnego lęku przed przejęciem kontroli. Doświadczała zatem braku witalności i radości, częściowo z racji rygorystycznej i nieelastycznej potrzeby zaspokajania cudzych potrzeb. Ale w miarę stopniowego rozwoju samoświadomości i jasności na temat tego, że zaangażowany i kochający związek jest elementem jej własnego systemu wartości, zaczęła być też w stanie asertywnie kroczyć w tym kierunku. Irena mogła wykonać metaforyczny skok i podjąć ryzyko zamążpójścia, mimo braku dopingu i radości ze strony matki. Zredukowała potrzebę unikania takich przeżyć, stała się bardziej elastyczna na temat tego, jak wchodzić w kontakt z wartościami i zaczęła ich realizację. Zaspokojenie jej matki nigdy nie byłoby możliwe. Musiała to zaakceptować i iść do przodu ze swoim życiem.

 

Synteza ACT i terapii psychodynamicznej

Dwa te modele na pierwszy rzut oka wydają się różne od siebie. Terapia akceptacji i zaangażowania wywodzi się z behawioryzmu i teorii uczenia się oraz warunkowania klasycznego. Należy jednakże do odgałęzienia zwanego „trzecią falą” behawioryzmu (Bach i Moran, 2008), które odchodzi od mechanistycznych założeń i hipotetycznych konstruktów „drugiej fali” poznawczo-behawioralnego paradygmatu (CBT; np. Beck, Rush, Shaw i Emery, 1979). Funkcjonalny kontekstualizm zakorzeniony jest w filozofii kontekstualnej, podobnej do tej kierującej relacyjną terapią psychodynamiczną (relational psychodynamic therapy, np. Wachtel, 2008). Ściślej ujmując, ACT zakorzeniony jest w funkcjonalnym, kontekstualnym rozumieniu ludzkiego języka i poznania – teorii ram relacyjnych (RFT, relational frame theory, np. Hayes, Barnes-Holmes i Roche, 2001). Z tej perspektywy, zamiast skupiać się na tym, jak zachowanie się objawia, nacisk kładziony jest na funkcję tych zachowań i na kontekst, w jakim one zachodzą, wliczając w to analizę stanów psychicznych. Przykładem zastosowania klinicznego takiego podejścia jest to, co piszą Bach i Moran (2008):

„Dla osoby lękliwej społecznie, lęk jest kontekstem, w którym ta osoba unika społecznych sytuacji. Zamiast zakładać, że ta osoba musi obniżyć poziom swych lękowych myśli i uczuć zanim rozpocznie swe życie społeczne, może zamiast tego wejść w interakcję z innymi nawet kiedy te lękowe myśli i uczucia są obecne. Kiedy celem terapii jest elastyczność psychologiczna, być może to życie warte przeżycia staje się celem klinicznym, a nie redukcja pewnych objawów” (s. 34-35).

 

Terapia akceptacji i zaangażowania eliminuje ideę „pustego organizmu”

Pierwszo- i drugofalowe podejścia behawioralne są podejściami mechanicystycznymi, które rozumieją ludzki umysł jako pusty ekran, na którym odciskają się nadchodzące doświadczenia. Podejście ACT odchodzi znacząco od takich idei pustego organizmu. ACT jest podejściem opartym o bezpośrednie doświadczenie, które konceptualizuje ludzi jako mających myśli i emocje w taki sposób, że sens można poznać tylko w ramach specyficznej sytuacji (kontekstu), w której te osoby się znajdują. Ten pogląd jest spójny z koncepcją „emocjonalnego mózgu” (Ledoux, 1998). Częścią tej koncepcji jest zagadnienie inteligencji emocjonalnej pochodzącej z kory przedczołowej, ciała migdałowatego oraz innych, dotąd niepoznanych części mózgu. Jeśli już odwoływać się zatem do jakiegoś rozumienia człowieka, to ACT widzi ludzki organizm jako byt z natury z nad wyraz pełnym umysłem. Mimo tego nacisk w terapii kładziony jest jednakże na rozwoju związanych z wartościami schematów działania – a nie na korygowaniu treści czyjegoś umysłu. W toku terapii relacja wobec samych tych treści będzie się zmieniać z poziomu fuzji do defuzji, jeśli tylko służyć będzie wybranym przez klienta celom. W istocie, uważność zmienia czyjąś relację z językowymi formułkami oraz koncepcjami na swój własny temat, a także wspiera akceptację bolesnych myśli i uczuć. Klient nabywa umiejętności obdarzania ich uwagą świadomą przejściowości tych przeżyć, jak i przyjmowania poczucia „bycia” w tych momentach, w których jest od nich wolny. Leczące moce medytacji i uważności są doskonale udokumentowane w literaturze naukowej (Kabat-Zinn, 1991; Gerbarg, Wallace i Brown, 2011; Kissen i Kissen-Kohn, 2009). Uważność wspiera przejście w stronę tu i teraz, z dala od nadmiernego rozmyślania i przejmowania się związanego z przeszłą bolesną traumę. Pozwala pracować z dynamicznym materiałem psychicznym z perspektywy defuzji – co umożliwia spoglądanie „na” traumę”, zamiast „okiem” traumy, dając pole do pracy w sposób bardziej bezpieczny i efektywny.

 

Nacisk na „tu i teraz”

Interesującą różnicę między dwoma modelami widać w prawie wyłącznym skupieniu się na aktualnym doświadczeniu u terapeutów ACT oraz w eksploracji – ze strony analityków – aktualnych interakcji przeniesienia i przeciwprzeniesienia jako replik różnych aspektów traumatycznych doświadczeń. We współczesnej analizie jednak główny nacisk także kładziony jest na tu i teraz jako na sercu działania terapeutycznego i potencjału do zmiany. Z relacyjnej lub intersubiektywnej perspektywy internalizacja terapeuty i jego lub jej nieszkodliwej, dającej miejsce obecności może mieć leczniczy wpływ. Interpretacje mogą wciąż mieć swój użytek, ale nie stanowią one jedynych dróg zmiany w ramach terapii. Zamiana zachodzi w chwili obecnej, tak jak w ACT.

 

Spojrzenie na mechanizmy obronne

Analitycy zainteresowani są historią relacji z obiektem swych pacjentów, ponieważ daje to wejrzenie w strukturę ich charakteru, w osobiste style i preferowane sposoby przyjmowania obron. Historycznie patrząc, wyparcie uważano za ogólny mechanizm obronny, z którego z kolei wywodził się zbiór różnych innych technik obronnych (A. Freud, 1936). Terapeuci zorientowani na ACT, z drugiej strony, widzą unikanie jako główny manewr obronny, prowadzący do sztywności oraz utraty energii życiowych oraz witalności. To spójne ze współczesnych relacyjnym psychodynamicznym naciskiem na dysocjację jako główny mechanizm obronny. Oba modele wydają się być zgodne z tym, że niewidoczne lub niezauważone afekty – wskutek postaw obronnych – prowadzą do nieprzyjemnych, nieprzewidzianych konsekwencji. Analitycy, zwłaszcza ci pracujący wedle orientacji klasycznych lub w nurcie psychologii ego, dostrzegają różnorodność mechanizmów obronnych u swych klientów, wliczając w to unikanie. Neurotyczny styl charakteru (Shapiro 1965) charakteryzują tak tradycyjna lista mechanizmów obronnych zaproponowanych przez Annę Freud (1946), jak i inne (np. wyparcie, reakcja upozorowana, intelektualizacja, racjonalizacja, minimalizacja, podział na przedziały ego (compartmentalization)rozpoczynanie i wycofywanie się (doing and undoing) i tak dalej), podczas gdy zaburzenia bardziej poważne lub borderline przejawiają się z przez bardziej prymitywne mechanizmy (np. zaprzeczenie, projekcyjną identyfikację, rozszczepienie i idealizację). Oczywiście bardziej prymitywne mechanizmy można znaleźć także u lepiej funkcjonujących pacjentów – i vice versa. Każdy z nich występuje na kontinuum i może mieć zarówno wysoce adaptacyjne, jak i bardzo problematyczne aspekty. Zatem identyfikacja projekcyjna może być rodzajem empatii, idealizacja rodzajem miłości, zaprzeczenie rodzajem (oby tymczasowego) radzenia sobie z wywołującymi wysoki lęk warunkami, a rozszczepienie rodzajem (znów, oby tymczasowego) sposobu na rozpracowanie wysoko bolesnych i przyjemnych aspektów danego doświadczenia. Wiele konfliktów u w zasadzie zadowolonych z siebie par wiąże się z użyciem takich słów jak „zawsze” i „nigdy”, które wiążą się z tymczasowym rodzajem rozszczepienia, a które może być skorygowane i przekroczone przez następującą po tym dyskusję.

 

Zabawa

Idea prowadzonych ćwiczeń może wydawać się być sztuczna – lub niezbyt efektywna – dla niektórych analityków, ale dla innych już niekoniecznie. Jako że elastyczność jest z perspektywy ACT wartością samą w sobie, zaprasza się terapeutów do korzystania z „technik” w sposób kreatywny, zamiast dosłownego odtwarzania ich ze źródeł pisanych. Większość analityków zdaje sobie sprawę, że tworzenie metaforycznego placu zabaw może nieść swoje korzyści i może utrzymać proces terapeutyczny żywym i barwnym. Oczywiście, zależnie od ich przeciwprzeniesienia, mogą być w stanie żywo się bawić z danym rodzajem pacjentów bardziej niż z innym. Oprócz tego, niektórzy analitycy i klienci ze swej natury mogą być bardziej skorzy do takich zabaw niż inni. Tak samo będzie się to tyczyć terapeutów ACT, jak i ich pacjentów.

 

Przeszłe doświadczenia i ich wpływ na teraźniejszość

ACT cechuje się relatywnym brakiem uwagi poświęconym temu, jak przeszłe doświadczenia kształtują aktualne unikanie doświadczania. To zaprzecza psychoanalitycznej ciekawości związanej z historiami z życia klienta. Takie historie stają się źródłem motywów przenikających proces leczenia i niejednokroć prowadzą do wglądów w pewne podobieństwa między aktualnymi samoszkodzącymi schematami a przeszłymi doświadczenia ze znaczącymi osobami. Pewna kobieta mądrze zauważyła, że potrzebowała przemienić każdego w jej aktualnym życiu w osobę kochającą tak bezwarunkowo jak jej ojciec. Ta dynamika skutkowała nierealistycznymi oczekiwaniami wobec jej męża, a wgląd w te oczekiwania je obniżył i doprowadził do bardziej realistycznego dostrzeżenia możliwości partnera. Radość płynąca z realnie dostępnych aspektów związku, połączona z akceptacją okazjonalnie bolesnych źródeł frustracji, może przełożyć się na trwały, szczęśliwy, zaangażowany związek. Oba modele doceniają taki przejaw miłości, ale droga do tego, aby klient do niego dotarł, różni się między podejściami. Terapeuci ACT chcą pomóc swym klientom w defuzji od koncepcji na temat Ja (które mogą wiązać się z przeszłymi doświadczeniami) poprzez doświadczenie ciągłości Ja i rdzenności jego poczucia. Psychoanalitycy mogą wątpić, że defuzja będzie w stanie zajść bez eksploracji traumatycznych, bolesnych i nieświadomych korzeni tych uczuć – albo wglądowo i interpretacyjnie, jak to zrozumie Blum (1979), albo empatycznie, intersubiektywnie i interpersonalnie, jak to rozumieją Kohut (1979), Ogden (1994, 2001) i Mitchell (1988, 1997).

 

Wartości stanowią centralny element pracy terapeutycznej w obu modelach

Oba modele traktują schematy związane z wartościami jako centralny element pracy terapeutycznej. W jej ramach analizuje się wartości pacjenta pod kątem tego, jaki rodzaj ryzyka należy podjąć, gdzie obniżyć korzystanie z danych sposobów unikania (np. wyparcia, zaprzeczenia), kiedy ich wielkim kosztem staje się utrata witalności w życiu.

Pacjent z fobią wobec zaangażowania może pozwalać sobie angażować się w serie seksualnych związków i znajomości, które nie prowadzą nigdy do intymnego, długoterminowego przywiązania. Uczucia intymności i zależności są dla takiej osoby czymś, czego należy unikać za wszelką cenę, szczególnie jeśli zachodzą w kontekście bliskiej relacji.

W takim wypadku analityk będzie we wglądowy i interpretacyjny sposób eksplorować, jak straszliwie bliskość i zależność wyglądała w relacji rodziców klienta, dostrzegając podobieństwo w stosunku do unikania zaangażowania i związków. Terapeuta ACT może robić to samo, nie przeznaczając wiele czasu na historyczne podobieństwa i negatywne echa małżeństwa rodziców w teraźniejszości klienta. Oba modele będą jednakże zdecydowanie pracować nad obniżeniem tendencji do obronności i unikania. Obu terapeutów będzie trzymać kciuki za odwagę do podjęcia ryzyka zaangażowania się w coś głębiej. Oczywiście, jeśli koniec końców okaże się, że wartością klienta nie jest zaangażowanie się, a preferuje zamiast tego spędzić życie samodzielnie (przynajmniej w kwestii małżeństwa czy wspólnego mieszkania), obu terapeutów będzie musiało – najpewniej z ociąganiem – zrezygnować z takiego kierunku pracy.

Wartości terapeuty stanowią też oczywiście istotny przeciwprzeniesieniowy czynnik. Niektórzy terapeuci cenią wielce małżeństwo lub przynajmniej wspólne zamieszkiwanie. Jeden terapeuta w typowy dla siebie sposób wspierał w znalezieniu mężczyzny swoje stawiające na karierę, lecz w życiu prywatnym samotne pacjentki – wypełniał im mianowicie profile w ogłoszeniach dla singli. Tak jak rodzic czujący potrzebę wykonania pracy domowej za dziecko, tak ten przejawiał najpewniej zbyt silne współzależne przywiązanie do klienta. Zaczął stwarzać im możliwości, zamiast wzmacniać ich siłę, by te osoby działały na własną rękę. Jednak w obu modelach to właśnie wartości klienta, a nie terapeuty, mają znaczenie, jeśli chodzi o kierunek pracy. Aby wszystko zaczęło się kręcić, metaforycznie rzecz ujmując, terapeuta musi być świadkiem, jak klient angażuje swoje prawdziwe Ja czy wybrane wartości i wykonuje „skok”, by je zrealizować.

 

Konkluzja i przyszłe kierunki

Wgląd – choć niekoniecznie poprzez interpretacyjną pracę na nieświadomych procesach – znajdziemy w samym sercu i podejścia psychodynamicznego, i ACT.

Model ACT porusza się w znacznym stopniu w obszarze tu i teraz, starając się wydajnie pielęgnować poczucie żywotności oraz mniejszej sztywności w życiu klienta. Korzysta się z kreatywnych i bardzo namacalnych metafor, aby skupić uwagę klienta na starych sposobach unikania bólu, pochłaniających część nieprzyjemnej energii, ale kosztem prowadzenia życia pełnego wartości. Zaprasza klienta do uważnego doświadczania swego bólu podczas podejmowania ryzyka związanego zaangażowaniem się w to, co ta osoba ceni. Taka postawa przekłada się na systematyczne realizowanie celów terapeutycznych. Podejście analityczne, przynajmniej z aktualnej perspektywy, działa przez wspieranie wglądu w sposób interpretacyjny, empatyczny i intersubiektywny. Terapia powinna pomieścić świat pacjenta w bezpiecznym środowisku i metaforycznym placu zabaw na tak długo, jak to konieczne, aby mogła zajść zmiana na wystarczająco przepełnionym miłością i odpowiednio funkcjonującym poziomie.

Jakkolwiek osoba może nigdy nie wyzbyć się bolesnych przeżyć, to oba nurty są spójne w tym, że może prowadzić życie w bardziej żywotny i naładowany sposób za pośrednictwem tego rodzaju integrującej pracy.

Rezygnacja z koncepcji umysłu jako maszyny. ACT dla lekarzy, pielęgniarek i innych specjalistów medycznych

Autorzy Patricia Robinson, Debra A. Gould, Kirk Strosahl | Źródło

Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Tekst ten daje okazję, aby przyjrzeć się nowym sposobom rozumienia i radzenia sobie z ludzkim cierpieniem – takim, jakie można napotkać w ramach praktyki medycznej. Mamy nadzieję, że rzucimy nowe światło na rolę zmiany w zachowaniu, prawdopodobnie różniące się od twoich aktualnych poglądów na ten temat. Zaczniemy od krótkiej historii podejść behawioralnych, obejmującej ponad 100 lat, a następnie porównamy tradycyjne biomedyczne podejście z nowym, kontekstualnym poglądem na to, czym jest cierpienie i zmiana.

 

Krótka historia stosunku podejść behawioralnych do cierpienia

Zacznijmy od przeglądu sposobów ujęcia cierpienia psychicznego w teorię w świecie zachodu w przeciągu ostatniego wieku. Na początku dwudziestego wieku zwolennicy psychoanalizy sugerowali, że cierpienie jest efektem nierozwiązanych nieświadomych konfliktów i pragnień o nieakceptowalnym społecznie charakterze. Na bazie tego rozwijali powiązane z tym punktem widzenia procedury, takie jak wolne skojarzenia oraz interpretacje snów, aby pomóc tym nieświadomym treściom wyłonić się. Ich słownik zawierał takie terminy jak id, ego, super ego, przeniesienie oraz przeciwprzeniesienie, mające opisać dynamiczne interakcje między świadomymi i nieświadomymi procesami. Jakkolwiek koncepcje te w luźny sposób odnosiły się do naukowych odkryć, to wymagały jednak dużej ilości czasu, aby w ogóle się ich nauczyć i by z nich skorzystać. W związku z tym nie stały się dostępne dla większości pacjentów, zwłaszcza tych trafiających do ośrodków pomocy medycznej.

W miarę rozwoju procedur mających zająć się problemami psychicznymi, swoje owoce zaczęło ujawniać podejście behawioralne. Behawioryści uznali za swój cel przewidywać i wpływać na ludzkie zachowanie (Watson, 1913). W ciągu wieku z rzeki szkół behawioralnych wyłoniły się trzy podstawowe nurty. Pierwsi behawioryści skupiali się na obserwacji i modyfikacji ludzkiego zachowania lub obserwowalnych działań (Wolpe, 1958). Wdrażali zasady wywiedzione z naukowych, laboratoryjnych badań, wliczając do tego zakresu te nad warunkowaniem sprawczym i klasycznym, wygaszaniem, przeciw-warunkowaniem oraz rozkładami wzmacniania. Behawioryści wprawdzie zwracali uwagę na ważność roli myślenia w problemach psychicznych, ale unikali prób przewidywania lub wpływu na język i poznanie, jako że bezpośrednia obserwacja tych zjawisk nie była możliwa.

Gdy komputery zaczęły grać ważną rolę, naukowcy zainspirowali się tym, tworząc porównania umysłu do potężnego komputera, mogącego przetworzyć ogromne ilości informacji i na ich bazie podejmować decyzje. Model taki działał dobrze jako sposób na wyjaśnienie, jak ludzkie zdolności poznawcze sprzyjają rozwiązywaniu problemów w materialnym świecie. Wydawał się też obiecujący do wyjaśniania, jak zdolności poznawcze ludzi mogą być wykorzystane w sferze problematycznych sposobów myślenia i czucia. Poznawczo-behawioralni teoretycy wiedli prym w drugim nurcie behawioryzmu, zakładając, że przyczyną cierpienia psychicznego były zaburzone, nieracjonalne sposoby myślenia oraz słabo rozwinięte umiejętności rozwiązywania problemów, składające się razem na autosabotujące zachowania (zob. np. Beck, 1995; D’Zurilla i Nezu, 1999; Ellis, 2001). Celem terapii poznawczo-behawioralnej (CBT) było nauczyć pacjentów, jak usuwać błędy myślenia i rozwijać umiejętności radzenia sobie z problematycznymi sytuacjami, zakładając, że zredukuje lub wyeliminuje to szkodliwe sposoby funkcjonowania.

Terapie CBT były pierwszymi, które sprawdzono w dużych, dobrze kontrolowanych metodologicznie badaniach klinicznych. Typowe badanie najpierw precyzowało charakter interwencji w szczegółowym protokole terapeutycznym. Następnie taki protokół był wykorzystywany także przez innych badaczy w badaniach replikacyjnych. Terapeuci prowadzący te interwencje przechodzili intensywny trening mający zapewnić wierność procedurom, a skuteczność była porównywana z grupami kontrolnymi – albo z typowymi sposobami radzenia sobie z takim problemem (TAU, treatment as usual), albo z listą czekającą na wprowadzenie jakiejkolwiek interwencji (waitlist control). Tego rodzaju badania nad CBT prowadzono przy wielu różnych problemach – depresji, atakach paniki, zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych, fobiach społecznych.  Główną zmienną mierzoną przy większości badań klinicznych nad CBT była zazwyczaj redukcja objawów danego zaburzenia psychicznego. Jakkolwiek badania wskazywały na to, że terapie CBT redukowały objawy związane z danym zaburzeniem, to dowody na to, że te protokoły zmniejszały ilość nieprawidłowych, negatywnych myśli były miałkie lub żadne. Niestety, badania te rzadko mierzyły też poziom funkcjonowania pacjentów lub ich jakość życia, więc nie możemy na ich podstawie jednoznacznie określić, jak CBT wpływa na codzienne funkcjonowanie takich osób. Nie zaobserwowaliśmy żadnej poprawy terapii CBT od połowy lat 90., co wskazuje, że tradycyjne CBT weszło w okres zastoju pod względem tego, co może zaoferować. Brak obserwowalnej poprawy wyników w CBT oraz konieczność nauczenia się przy pracy z każdym zaburzeniem skomplikowanych protokołów terapeutycznych zainspirowała do poszukiwania prostszych, transdiagnostycznych podejść, które mogłyby zarazem być tak skuteczne, jak terapie CBT.

Można dostrzec pewną ironię w tym, że trzeci i zarazem najnowszy nurt behawioryzmu wyłania się z powrotu do prac B.F. Skinnera (1950) i tradycji znanej jako analiza zachowania. W jednej z ostatnich swych prac Skinner (1989) spekulował, że ludzki język oraz myślenie działają pod wpływem tych samych zasad uczenia się i wzmocnień jak obserwowalne zachowanie. Podejrzewał też, że ludzki „umysł” wchodzi w interakcję ze środowiskiem w dużej mierze tak samo, jak czyni to właśnie obserwowalne zachowanie. Jakkolwiek tradycyjni analitycy zachowania odrzucali taki tok myślenia, mała grupa badaczy znana jako „radykalni behawioryści” rozpoczęła weryfikację tego pomysłu w laboratorium. W ciągu ostatnich kilkunastu lat naukowcy na całym świecie badali owoce tych weryfikacji – behawioralny analityczny model języka zwany teorią ram relacyjnych (RFT, relational frame theory) oraz zastosowanie RFT w szerokim zakresie problemów psychicznych (Blackledge, 2003; Hayes, Barnes-Holmes, & Roche, 2001).

RFT opisało procesy, za pomocą których rozwijamy myślenie, wiążemy emocjonalne pobudzenie z myślami i wspomnienia, a także rozwijamy zasady kierujące naszych zachowaniem jako odpowiedzi na wyobrażone wydarzenia (np. „Popełnienie błędu.”) lub powiązane z tymi zdarzeniami konsekwencje (np. „Bycie wyśmianym, ukaraną itp.”). Możemy wywodzić zasady uczące nas, jak unikać bolesnych wydarzeń, sytuacji lub interakcji („Nie popełniaj błędów, a nikt cię nie wyśmieje”), a także takie, które umożliwią przetrwanie intensywnego cierpienia, celem realizowania czegoś cennego („Przetrwam studia medyczne, ponieważ kieruje mną misja poprawy ludzkiego zdrowia, co uświęca rezygnację z innych, natychmiastowo nagradzających działań.”)

Można odnotować kilka ważnych i o szerokim zakresie klinicznych implikacji badań RFT:

  • Po pierwsze, to język i myślenie kontroluje ludzkie zachowanie, a społecznie mediowane zasady zakopane wewnątrz języka są jego „systemem operacyjnym”. Rozumiemy przez to to, że ludzkie zachowanie rządzone jest przez procesy językowe, które często funkcjonują poza świadomością. Twoi pacjenci przechodzą społeczne warunkowanie, uczące ich walczyć z życiowymi problemami na konkretne sposoby. Zachodzi u nich bardzo podstawowe podobieństwo w tym, jak reagują na życiowe problemy np. nie myśl o cukrzycy i nie będziesz się stresować, a jeśli nie stresujesz się, wówczas dobrze ci idzie.
  • Po drugie, jak zobaczymy niżej w tekście, społecznie przekazywane zasady mają tendencję do nadmiernie częstego, niewrażliwego na sytuację stosowania, niezależnie od rodzaju problemu. Niestety, niektóre z problemów mogą wskutek takiego radzenia sobie paradoksalnie znacząco się pogłębić. Jako że zasady te zagnieżdżone są w języku, łatwo po prostu przyjąć je za pewnik i nigdy nie sprawdzać, jak funkcjonują w rzeczywistości.
  • Po trzecie, co nie zaskakuje, zachowanie, które w taki sposób jest regulowane przez zasady, nie jest korygowane przez bezpośrednie konsekwencje. Osoby będą realizować niepomocne zasady, mimo miażdżących rezultatów, częstokroć nasilając realizowanie tych sposobów działania w obliczu negatywnych rezultatów. Pacjent, który przecierpiał lata przemocy domowej, może nalegać, że „jeśli będę bardzo ostrożna, nie zezłoszczę męża i dzięki temu nie będzie stosować wobec mnie przemocy”.
  • Po czwarte, za pośrednictwem symbolicznego języka, pacjenci mogą (i będą) bardzo szybko porównywać ciebie z innymi specjalistami zdrowia psychicznego, z którymi dotychczas się zetknęli, mimo tego, że ledwo cię znają. Pacjent doświadczający przewlekłego bólu będzie święcie przekonany, że w głębi duszy chcesz za niego podjąć decyzję na temat obniżenia stosowania opiatów, niezależnie od tego, co otwarcie deklarujesz.

Podsumowując ten wstęp, chcemy jasno podkreślić, że trzeci nurt behawioryzmu skupia się na procesach tworzących cierpienie ludzkie, zamiast na konkretnych objawach zaburzeń psychicznych. Istnieje nieskończona różnorodność sposobów, na które ludzie mogą wyrażać swe cierpienie. Stosując tutaj analogię medyczną, są to fenotypy cierpienia. W nowym behawioryzmie interesują nas bardziej genotypowe procesy tworzące wszystkie te przejawy cierpienia, ponieważ właśnie to pozwoli nam mieć wiele dalej idący wpływ na życie pacjentów. Kiedy masz je na oku, nie potrzebujesz całej godziny (ani nawet 15 minut), aby nawiązać z pacjentem taką rozmowę, która będzie wspierać szybką i długotrwałą zmianę (a właśnie to nazywamy PRAWDZIWĄ zmianą w zachowaniu). Co więcej, te pryncypia ACT mogą być stosowane tak przy poprawie funkcjonowania pacjentów, jak i w twoim życiu – przy podchodzeniu do egzaminów medycznych, obniżaniu poziomu stresu lub podwyższaniu satysfakcji z pracy.

 

Cierpienie ludzkie: Dwie konkurujące perspektywy

Kierujemy teraz naszą uwagę na zasadniczą kwestię, którą każdy praktyk medyczny będzie poruszać, świadomie lub nie. Kiedy widzisz pacjenta, który w jakiś sposób cierpi, jak to wyjaśnisz? Czy myślisz, że cierpienie jest nienormalnym stanem istnienia, które musi być za wszelką cenę wyregulowane? Czy widzisz cierpienie jako nieodłączną część egzystencji ludzkiej? Postawa, którą przyjmujesz, będzie wpływać na to, co mówisz pacjentom, oraz co robisz, aby im pomóc. Ujmując temat z grubsza, możemy wydzielić dwie przeciwne perspektywy, które przybliżymy poniżej.

 

Podejście biomedyczne

W ramach podejścia biomedycznego dużą uwagę przykłada się do formy przejawiania się objawów i tematów narzekań pacjenta. Bazując na ilości i poważności objawów, stawia się „diagnozę”, nieraz na temat jakiegoś rodzaju procesu chorobowego lub syndromu u podstaw tego zjawiska. Zakłada się, że objawy sygnalizują istnienie jakiegoś źródłowego procesu chorobowego, w związku z czym trafne rozpoznanie i pomiar ciężkości objawów jest absolutnie kluczowy. Przykładowo, temperatura 40 stopni Celsjusza z całą pewnością sugeruje, że z ciałem pacjenta coś jest nie tak. Poszukując dalszych objawów, specjalista zdrowotny może przeprowadzić diagnozę różnicową, docierając do nazwania procesu chorobowego oraz powiązanego z tym sposobu leczenia. To podejście zakłada, że choroba stanowi zaburzenie naturalnej homeostazy ciała, a celem leczenia jest zarządzać lub leczyć ten psujący stabilny obraz proces. Zatem aby dotrzeć do diagnozy depresji, osoba prowadząca leczenie zlicza ilość objawów, ich nasilenie oraz wpływ, a następnie wybiera jedną z dostępnego zakresu diagnoz zaburzeń nastroju.

U swego sedna, model biomedyczny zakorzeniony jest w dwóch osobnych filozofiach: redukcjonizmie oraz mechanicyzmie. Redukcjonizm sugeruje, że możemy lepiej poznać coś, jeśli rozłożymy to na drobne relacje przyczynowo-skutkowe. Aby zrozumieć, co wpływa na raka, musimy odkryć procesy prowadzące do formowania się nowotworu. Mechanicyzm zakłada, że relacje przyczynowo-skutkowe zakorzenione są w świecie fizycznym i mają mniej lub bardziej automatyczny charakter. Badając przyczyny raka zakłada się, że patogeneza zachodzi przez serię działań o charakterze przyczyny i skutku, które niechybnie zaburzają zdolność ciała do unicestwiania szkodliwych komórek.

Mechanicystyczny model aplikowany jest często i z sukcesami w sferze częstych problemów fizycznych (np. antybiotyki mające eliminować bakterie powodujące zapalenie płuc). Takie podejście jest także pomocne przy rozwiązywaniu wielu problemów w świecie wokół,  choćby założenie klimatyzacji będzie eliminować problem spania w bardzo gorącym pokoju. Kiedy stosujemy mechanicyzm do cierpienia psychicznego, takie podejście sugeruje już, że coś w ciele jest „zepsute” i należy je naprawić. Jedna z popularnych mechanicystycznych teorii depresji zakłada, że stanowi ona skutek nieprawidłowości w wychwycie serotoniny w szczelinie synaptycznej. Przepisanie leków „naprawia” te części mózgu, na temat których zakłada się, że szwankują. Jest to spójne z ideą depresji jako choroby. Strategie te biorą się z założenia, że możemy „poznać” depresję lepiej, jeśli tylko przebadany jej neurochemiczne części składowe, rozpoznamy niedziałające fragmenty i skorzystamy z interwencji medycznej, aby poprawić odstępstwo od normy.

 

Podejście kontekstualne

Podejście kontekstualne, często zwane “funkcjonalnym kontekstualizmem”, zajmuje się funkcją, a nie formą przejawiania się objawów lub tematów narzekania pacjentów. Kontekstualna ocena depresji skupiałaby się na tym, jak depresyjne zachowania pacjenta wchodzą w reakcje z jego środowiskiem. Przykładowo, zamiast skupiać się na zmęczeniu jako “objawie” depresji, skupialibyśmy się na tym, jaką funkcję pełni w życiu pacjenta. Czy pacjent uznaje zmęczenie jako “powód” unikania? Czy wtedy unika działań mogących podwyższyć poziom energii i poprawić nastrój, takich jak ćwiczenia fizycznych, spotkania, uczestnictwo w życiu wspólnoty religijnej itd.? Jakie skutki ma dla tej osoby unikanie tych działań? Czy nastrój i energia wzrastają, czy może efektem jest silniejsze poczucie izolacji oraz pogłębienie się kłopotów? Tendencja do traktowania wrażeń somatycznych oraz emocji jako usprawiedliwienia dla danego zachowania jest częsta wśród ludzi. Zaczyna to stanowić problem, kiedy odciąga ich to od tego, na czym danej osobie zależy, zamiast prowadzić w stronę czegoś ważnego i sensownego.

W podejściu kontekstualnym skupiamy się na interakcjach, jakie pacjent ma ze swymi wewnętrznymi (psychicznymi) i zewnętrznymi (środowiskowymi) kontekstami. Przy depresji specjalista zdrowia psychicznego będzie wspierać pacjenta w tym, by ten poszerzył swoją perspektywę na temat „zmęczenia jako powodu” podczas podejmowania codziennych czynności. Specjalista może poprosić o wzięcie pod uwagę krótko- oraz długoterminowych konsekwencji korzystania z poziomu zmęczenia jako „przyzwalacza do działania”. Oprócz tego może też zwracać uwagę na wartość aktywnego, nastawionego na drogę „ku” czemuś podejścia do planowania działań (np. „Kiedy byłeś najbardziej dumny z tego, jak toczyło się twoje życie, i jak wyglądał wtedy przebieg dnia?”). Nacisk w podejściu kontekstualnym stawiany jest na wsparcie w rozwijaniu nowej relacji z problematycznym przeżyciem psychicznym (takim jak zasady obiecujące jedno, a zsyłające drugie), a także w rozwoju zdolności do angażowania się w takie zachowania, które prowadzą „ku” czemuś, zastępując unikanie w roli głównego motywatora.

Jak można zauważyć na krótkim przykładzie depresji, podejście kontekstualne zakłada, że cierpienie ludzkie wywodzi się ze zwykłych procesów mentalnych. Nie są one niczym odbiegającym od normy, a  raczej należy rozumieć je jako po prostu nie wspierające w danej sytuacji najlepszych interesów danej osoby. W następnej sekcji przyjrzymy się codziennym przyczynom cierpienia oraz temu, jak manifestują się w języku używanym przez pacjentów. Póki co, ważnym jest, aby pamiętać, że kluczowym założeniem teorii kontekstualnej jest to, że pacjent nie jest „popsuty”, a raczej że utknął w pułapce sztywnych schematów zachowania, blokujących realizowanie się w bardziej sensowny sposób. Z powodów, które wyjaśnimy później, pacjent nie „rejestruje” tych negatywnych konsekwencji i nie uczy się reagować w bardziej efektywny sposób. To problem, z którym specjaliści zdrowia psychicznego i somatycznego stykają się każdego dnia – pacjent, który doświadczył zawału i wciąż pali, czy taki, który nadmiarowo pijąc zgłasza się po raz trzeci z poważnymi bólami brzucha. Są to przykłady cierpienia wymagające, aby wyjść poza podejście mechanicystyczne. Uznajemy (i liczymy, że i ciebie on przekona), że model kontekstualny będzie stanowić nowatorskie i potężne narzędzie pracy w kontekstach opieki medycznej wobec tych pacjentów, którzy odznaczają się bardziej złożonymi problemami, takich jak diabetyków, którym brakuje umiejętności radzenia sobie z własnymi objawami, a także pacjentów doświadczających przewlekłego bólu, przygnębionych licznymi problemami zdrowotnymi.

 

Ból i cierpienie

W ACT oraz w innych kontekstualnych podejściach do zmiany zachowania, widzimy różnicę między bólem a cierpieniem. Ból jest zawsze częścią życia. Starzejemy się, nasze ciała pogarszają swój stan w miarę upływu czasu, a w toku życia przeżywamy liczne pozytywne i negatywne źródła stresu. Ból, złamane serce i potknięcia są wpisane w nasz los, ale – jeśli tylko przyjmie się właściwą perspektywę – mogą stanowić bogate źródło mądrości oraz rozwoju.

Jakkolwiek ból jest częścią kondycji ludzkiej, cierpienie jest opcjonalne. Cierpienie jest unikalnie ludzką cechą, która bierze swój początek w naszej zdolności o oceniania, kategoryzacji, porównywania i przewidywania. Jako dzieci uczymy się rozróżniać „dobre” od „złego” – i unikać tej drugiej dziedziny. Kryteria oceniania, kategoryzacji, porównywania i przewidywania mogą być dość arbitralne, a także niespójne z tym, czego nasze bezpośrednie doświadczenie (np. zmysły oraz przeżycia z tu i teraz) może próbować nas nauczyć. Przykładowo, lekcja ze strony świata, że popełnianie błędów jest złe, może prowadzić do zawężenia poszukiwań nowych rozwiązań wobec starych problemów. Zamiast tego zachęci do krycia się, aby przypadkiem nie dosięgnął nas lęk przed krytyką z zewnątrz – kiedy przecież eksploracja i popełnianie większej ilości zauważanych przez nas błędów mogłyby działać zdecydowanie lepiej.

Jako ludzie stale otrzymujemy zaproszenie do cierpienia. To wyróżnienie wątpliwej wartości być jedynym gatunkiem, które jest w stanie doświadczyć czegoś pozytywnego, wypełnić to negatywnymi jakościami i przemienić w okazję do trwogi. Wyobraź sobie, że jesteś na wakacjach życia z dobrymi znajomymi. Spoglądasz w ocean, bawi się rewelacyjna dyskusja z nimi. Może jesz coś przesmacznego, a zachód słońca zniewala… I WTEDY twój umysł myśli “Gdyby tylko mój brat (siostra/mama/tata) był wciąż żywy i mógłby też to widzieć.” Bum! Oto ból. Ból życia i utraty kogoś… W takiej sytuacji cierpienie dołączy do ciebie, kiedy w reakcji na ból zaczniesz zmagać się, starać natychmiast przestać te rzeczy myśleć i czuć. Wrócisz wtedy do pokoju, z dala od innych, tracąc okazję na pogłębienie więzi, pociągniesz głębiej z butelki, aby się znieczulić. Cierpienie stanie się przewlekłe w naszym życiu, kiedy zorganizujemy nasze zachowanie wokół kontrolowania i unikania naturalnego, czystego bólu, które życie ma dla nas w zanadrzu. Znów, to dokładnie to, co widzimy na co dzień w ramach praktyki medycznej: pacjent narkotyzujący się, aby unikać traumatycznych wspomnień, ktoś akceptujący nieobecne życie z racji nadużywania leków, byle tylko nie czuć bólu pleców, objadająca się osoba, byle tylko skompensować czucie się samotnie itd.

Kiedy próby kontroli lub eliminacji własnego bólu stają się naszym priorytetem, tracimy z oczu widok na to, czym jest prowadzenie witalnego, przepełnionego sensem życia. Stanowi to sedno sztywności psychicznej. Bez umiejętności koniecznych do przeżycia bólu zaczynamy wprowadzać w życie strategie bazujące na unikaniu, byle tylko unikać lub choć mieć poziom cierpienia pod kontrolą, a w miarę jak wzrasta sztywność reakcji, tym silniej wzrasta też cierpienie. Oto co rozumiemy poprzez „utknięcie”. Alternatywa, elastyczność psychologiczna, stanowi zaproszenie do podejścia świadomego, akceptującego tak czy inaczej przychodzący do naszego życia ból, umożliwiając podejmowanie cennych dla nas działań.

 

Zasada destrukcyjnej normalności

Spojrzymy teraz na cierpienie systematycznie, biorąc pod uwagę jego części składowe. Ludzie, kiedy zostaną postawieni przed jakimś rodzajem bolesnych uwarunkowań, nie zachowują się w losowy sposób. Uczy się nas od dzieciństwa, abyśmy podchodzili do bólu w pewien konkretny sposób. Bardzo szybko dowiadujemy się, że negatywne emocje należy wyeliminować lub, w najgorszym wypadku, trzymać pod kontrolą – nie dlatego, że są szkodliwe, ale dlatego, że mają emocjonalny wpływ na innych. Głównym powodem, dla którego chcemy, aby pacjent przestał już płakać w pokoju, gdzie go przyjmujemy (pomijając strach przed spóźnieniem się na następny punkt w terminarzu) jest to, że płacz wywołuje w nas niekomfortowe odczucia. Czujemy się zmuszeni coś zrobić, aby „pomóc pacjentowi czuć się lepiej (czyli aby przestał płakać)”. Kulturowo, programowanie to skutkuje wielce destrukcyjnym społecznym mitem, który nazywamy zasadą destrukcyjnej normalności. Wedle tej zasady zdrowe osoby mają nie mieć negatywnych doświadczeń psychicznych (zwłaszcza takich, które wyrażają innym), a jeśli mają, to przecież mogą je kontrolować, kiedy tylko się pojawią. Z mechanicystycznej perspektywy, możemy niechcący pomagać naszym pacjentom pomagać realizować kulturowe oczekiwania wobec tego, co jest normalne, zachęcając ich do kontrolowania i/lub redukcji doświadczeń psychicznych.

Idea, że czucie się źle jest dla ciebie złe, jest często połączona z następną kulturową zasadą, spójną z mechanicystyczną perspektywą: aby wymyślić, jak przestać czuć się źle, trzeba wymyślić, co wywołuje te uczucia (negatywne myśli, traumatyczne wspomnienia, osobista historia) i wyeliminować tę przyczynę. Osoby realizujące te zasady znajdują się na prostej drodze w kierunku cierpienia, na co wskazują dwie poparte naukowymi danymi prawdy:

  • Różnorodne badania pokazały, że próby tłamszenia, kontroli lub eliminacji negatywnych emocji, myśli, wspomnień lub wrażeń mogą tworzyć efekt „odbicia”, związany z wysokim poziomem stresu (Wegner et al., 1987),
  • Ludzie do każdego momentu sprowadzają całą swą dotychczasową historię uczenia się, a uczenie się to nie jest w stanie być odczynione. To nie jest możliwe mieć pod kontrolą lub wyeliminować własną historię uczenia się. Ludzki układ nerwowy prowadzi tylko w jedną stronę: od teraźniejszego punktu w stronę przyszłości. Wspomnienia nie mogą być usunięte, negatywne myśli nie mogą być oduczone, uwarunkowane emocjonalne reakcje nie mogą być usunięte.

 

TEAMS: Model umożliwiający eksplorację cierpienia w kontekstualny sposób

Akronim TEAMS pomoże tobie korzystać z kontekstualnej perspektywy, gdy będziesz przechodzić przez kluczowe elementy aktywności psychicznej. Po angielsku elementy te to

  • T (Thoughts). Myśli.
  • E (Emotions). Emocje.
  • A (Associations). Asocjacje.
  • M (Memories). Wspomnienia.
  • S (Sensations). Wrażenia.

Po krótce przyjrzymy się dwóm metaforom – umysłu jako maszyny oraz umysłu jako kontekstu. Dzięki temu wyjaśnimy różnice między podejściem mechanicystycznym oraz kontekstualnym, a następnie wprowadzimy cię do kontekstualnego rozumienia każdego z elementu TEAMS. Jedna uwaga: nie sugerujemy, że mechanicyzm jest zły, a kontekstualizm dobry. Zapraszamy cię zamiast tego do dodania ACT, kontekstualnego podejścia do cierpienia, jako elementu twojej troski o pacjentów. Wierzymy, że zmiana ta wypłaci natychmiastową dywidendę!

Model umysłu jako maszyny. To podejście sugeruje bezpośrednie strategie kontroli celem redukcji przejawów cierpienia. Motyw kierujący nami jest pełen troski, a procedura realizacji odznacza się tutaj wysoką systematycznością. Podchodzimy do umysłu tak, jak byśmy podchodzi do komputera, wyciągając zepsuty dysk twardy (czy negatywne myśli) lub dodając więcej pamięci (czy powstrzymując wychwyt serotoniny). Podejście to zachęca nas do skupieniu się na realizowaniu zasad leczenia, a kiedy łączysię to z presją ograniczonych w czasie interakcji, taka postawa może uczynić nas mniej wrażliwymi na bezpośrednie doświadczenie kontaktu z pacjentem i mniej elastycznymi w podejściu do niego. Przykładowo, możemy być zdziwieni trudnościami pacjenta w generowaniu pozytywnych myśli lub informacją o braku poprawy w reakcji na antydepresant. Podejście mechanicystyczne sugeruje, że jest bezpośredni powód tych nieoczekiwanych rezultatów. Pacjent nie odnotowujący większej ilości pozytywnych myśli może wówczas zacząć być widziany jako „dystymiczny” lub „niepróbujący”, a pacjent nie reagujący na antydepresanty może być traktowany jako „oporny na leczenie” lub „potrzebujący wzmocnionej dawki”. W praktyce jednak tak sformułowany powód może nie zmienić wiele pod względem poprowadzienia leczenia do przodu.

 

Model umysłu jako kontekstu. Istnieją trzy elementy kontekstualnej teorii, które liczą się przy pracy z pacjentami.

  • Po pierwsze, to co „prawdziwe” rozumie się przez pryzmat tego, co działa dla pacjenta. Oznacza to, że nie ma żadnej pojedynczej ścieżki, którą ludzkie muszą przebyć, aby żyć zdrowo i być spełnionym – negatywne myśli nie muszą odejść, a leki nie muszą usunąć objawów, zanim nie zaczniemy prowadzić dobrego życia.
  • Po drugie, nie jesteśmy w stanie oddzielić pacjenta od dwóch głównych kontekstów, z którymi wchodzi on w interakcję: od zewnętrznego środowiska oraz od środowiska wewnątrz – świata między uszami. Oba te konteksty reagują z pacjentem i wywierają na niego wpływ. Jeśli chodzi o świat wewnątrz, umysł może tutaj być rozumiany jak miska zupy, pełna różnorodnych składników. Każdy składnik ma swój własny kontekst, wliczając w to historię i zakres, w którym wpływa na funkcjonowanie pacjenta w danym momencie. Możliwe jest, aby dana osoba sama zaczęła nieść tę miskę, zamiast być niesioną przez nią. A gdy ktoś bierze miskę we własne ręce, nowe możliwości podejmowania decyzji na temat własnego działania w świecie stają się nie tylko możliwe, ale nawet prawdopodobne.
  • Po trzecie, jako druga (lub następna) osoba w pokoju diagnostycznym, uczestniczysz w wewnętrznych lub zewnętrznych kontekstach, a pacjent uczestniczy w twoich. Często mówimy coś takiego „Jest nas tutaj czworo, ty, ja, twój umysł oraz mój umysł!”

Rzucimy teraz okiem na każdy element TEAMS – myśli, emocje, asocjacje, wspomnienia i wrażenia w ciele – z perspektywy kontekstualnej.

 

Myśli

Myśli rozpoczynają swą działalność wcześnie w życiu, wraz z nabywaniem zdolności językowych. Bardzo młode, prewerbalne dzieci nie są w stanie korzystać ze słów i odznaczają się bardzo ograniczonymi umiejętnościami symbolicznymi. Nabywanie zdolności słownych oraz wiedzy o ich znaczeniu, stymulowane najpierw przez rodziców, opiera się wstępnie na kontakcie z obiektami. „Oto pies, powiedz „pies”, co to takiego?”, pyta rodzic, wskazując na zdjęcie psa i sygnalizując „Powiedz „pies”, jak przeliterujesz „pies”?”. Otrzymujemy wzmocnienie za uczenie się danego dźwięku, obrazkowej reprezentacji, przeliterowania, a także kategorii (np. czworonogi, zwierzątka domowe) oraz ocen („pies to najlepszy przyjaciel człowieka”, „psy są groźne”). Nasza zdolność do kształtowania relacji między bodźcami rozwija się szybko, więc nie mija wiele czasu, nim nie zaczniemy stosować tej umiejętności do tworzenia już takich relacji, które mają charakter arbitralny i nie są uczone bezpośrednio, choćby że „psy są groźne, więc nie można ufać właścicielom psów.” Wkrótce pewne zestawy słów, w wybranych kontekstach, zaczynają mieć większy wpływ na zachowanie niż nasze bezpośrednie, wydarzające się w danym momencie doświadczenie. Jest tak dlatego, ponieważ uczymy się widzieć świat przez pryzmat języka. Dzielimy rzeczy na części, kategoryzujemy, oceniamy i porównujemy, przewidujemy i oczekujemy. Wszystkie te operacje odbywają się na poziomie myśli, a jako że to stale włączony proces, mamy tendencję do wchodzenia w bardzo zażyłą relację z naszą maszynką słowną.

Kiedy rozumiemy ten proces rozwojowy, zaczynamy także rozumieć, dlaczego pacjenci mogą nie być świadomi, że ich myśli i zasady życiowe są po prostu myślami. Rozumiejąc ten proces kontekstualnie, nie musimy zakładać, że te myśli trzeba zmienić, aby poprawić swe życie. Zamiast tego pomagamy w tym w tym, aby w ich obecności ktoś mógł stać się bardziej obecnym i świadomym tego , że te myśli są właśnie wyłącznie myślami, a nie Najświętszą Prawdą. Wspieramy także rozwój umiejętności podejmowania takich działań, które w indywidualnym kontekście tej osoby przynoszą dobre skutki. Przykładowo, możemy zachęcić sfrustrowanego rodzica syna z ADHD, aby być świadomym i akceptującym wobec takich pojawiających myśli jak „Nie jest dobrym rodzicem”, a zarazem aby w jej obecności rodzic mógł zachować się odpowiednio wobec dziecka np. dotknąć ramienia, nakłonić doo kontaktu wzrokowego, poprosić o jakąś pojedyczną rzecz i poprosić dzieko, aby to powtórzyło. Podtrzymany przez dłuży czas kontakt ze specjalistą zdrowia psychicznego korzystającego z kontekstualnej perspektywy umożliwia pacjentowi podniesienie umiejętności w dziedzinie pracy z własnymi myślami. Dzięki takiej pracy będzie korzystać z nich, kiedy to skuteczne w jego kontekście, a tylko troskliwie „trzymać je w polu uwagi”, gdy słuchanie ich będzie nieskuteczne.

 

Emocje

Łaciński źródłosłów słowa “emocja” oznacza dosłownie „ruch”. Rolą emocji jest pełnić motywator dla zachowania, a wiemy, że towarzyszą nam od pierwszych chwil życia. Tworzą zarówno pozytywne (np. szczęście), jak i negatywne (np. smutek czy złość) stany wewnętrzne. Tak jak myśli, przychodzą i odchodzą, z momentu na moment, przez większość naszego życia.

Jakkolwiek emocje mają wartość związaną z przetrwaniem, nasze kulturowe uczenie się może sprawić, że ich bezpośrednie przeżywanie stanie się zagrażające. Nasi rodzice oraz uczniowie mogą nie mieć wystarczającej wiedzy na temat emocji. Nie są w stanie modelować akceptacji, zamiast tego nalegając na kontrolę: „Przestań płakać albo dam ci dobry powód do płaczu”, „Dlaczego nie możesz być uśmiechnięta, tak jak ja?”. Jako że my jako dzieci nie jesteśmy w stanie bezpośrednio zaobserwować, jak dobrze nasi starsi wzorcowi opiekunowie tłamszą lub kontrolują swe emocje, większość z nas wywnioskowuje z języka, którego używają, że są oni w tym wiele lepsi – przez co począwszy gdzieś od wieku 7 lat możemy zacząć sekretnie podejrzewać, że coś z nami nie tak, że nasze emocje czynią w nas w jakiś sposób defektami. Nasza kultura hołubi racjonalne, dedukcyjne rozumowanie, traktując intuicję, inspirację, emocje i podobne niewerbalne przeżycia z podejrzliwością. Ironia brzmi następująco: emocje nigdy nie są w błędzie. Rozwijały się przez eony, aby stawać się naszym najbardziej podstawowym „systemem sygnalizacji”. Emocje mówią nam, że dzieje się coś bardzo ważnego w świecie tuż przed naszym nosem oraz czy to coś „działa” na naszą korzyść. To system oparty na języku tworzy cierpienie – w nim w końcu jesteśmy uczeni naszą sygnalizację ignorować.

Inteligencja emocjonalna to zakres, w którym jest się w stanie angażować w działania zgodne z wartościami w kontekście trudnych emocji oraz emocjonalnie naładowanych myśli (Ciarrochi, Forgas, & Mayer, 2006; Ciarrochi & Mayer, 2007). Specjaliści zdrowia psychicznego i somatycznego mogą odgrywać centralną rolą w nauce „inteligencji emocjonalnej”, jeśli tylko będą skupiać się mniej na werbalnych rozterkach klienta, a w większym stopniu na kształtowaniu akceptacji emocjonalnych doświadczeń oraz zdolności do zachowywania się na sposób spójny z wartościami. Weźmy choćby nastoletnią pacjentkę, która szuka pomocy, jako że boli ją głowa. Chwilę później wyjaśnia, że złości się na rodzinę, ponieważ wciąż traktują ją „jak dziecko”. Jej doświadczenie złości to element jej sygnalizacji, a uważna osoba może pomóc jej zwrócić uwagę na ten sygnał i wykorzystać go, aby inspirować do takiego działania, które lepiej dla niej zadziała np. do rozpoczęcia rozmowy z rodzicami na temat ograniczeń w wychodzeniu oraz dostępie do telefonu i komputera, zamiast skupiania się na wybuchach złości.

 

Asocjacje

Asocjacje stanowią formy operacji psychicznych, które

  • zbierają razem doświadczenia dzielące wspólne cechy, często łącząc coś, co dzieje się aktualnie (np. myśl, emocję, wrażenie) z czymś, co wydarzyło się kiedyś (np. wspomnieniem),
  • organizują życia psychiczne np. systematyzują różne, stymulowane przez otoczenie przeżycia w zasady np. „Zbieraj dobre oceny i przełoży się to na dobre życie”, czy też zasady wywnioskowane z własnych przeżyć np. „Nie mów innym, że się boisz, albo pomyślą, że jesteś niekompetentna.”

Na bardzo wczesnym etapie uczymy się znajdować pewne ramy odniesienia dla naszych doświadczeń. Uczymy się ram porównawczych, które stosujemy tak do naszego zewnętrznego środowiska („To krzesło jest większe niż tamto.”), jak i do wewnętrznego („Czuję się gorzej niż wczoraj.”, „Ona jest mądrzejsza ode mnie.”). Mamy także ramy uczące nas szukać podobieństw i różnic, przykładowo w relacji do innych specjalistów („Jestem lekarzem, ty pielęgniarką.), grup etnicznych, religijnych lub społecznych („Głosuję na partię X, ty także.”). Łączymy te ramy ze sobą, dzięki czemu z jednej strony mocą swego myślenia rozwiązujemy pewne problemy, ale z drugiej samo to z siebie tworzy inne, nowe – w końcu możemy wykorzystać z równym powodzeniem własne myślenie, aby stygmatyzować, krzewić uprzedzenia i stereotypy. Asocjacje i różne sposoby ramowania mogą wywoływać bardzo silne reakcje tak w pozytywną, jak i negatywną stronę. W społecznym kontekście osoba będąca obywatelem jakiegoś państwa może czuć wystrzał patriotyzmu, słuchając hymnu swego kraju. W praktyce klinicznej z kolei pacjent zorientowany bardzo somatycznie, którego ramy odniesienia mówią mu, że ty jesteś „dokładnie taką samą osobą jak inni lekarze, którzy chcą spędzić cały boży czas tego świata nad tym, aby wymyślić, co powoduje moje nudności, zawroty i ból”, może wywoływać w tobie uczucie frustracji, a to z kolei może wpłynąć na jakość twojej pracy. Z kontekstualnego punktu widzenia, asocjacje działają jako „wyzwalacze” pewnych myśli, emocji, wspomnień, wrażeń, zachowania oraz jako sposoby organizacji czy ujmowania psychicznych przeżyć w ramy.

Mówiliśmy już o metaforze umysłu jako miski z zupą. Asocjacje to taki zagęszczacz. Sprawiają, że poszczególne rzeczy łączą się ze sobą, dzięki słowom sugerującym relacje: jeśli-to, teraz-wtedy, lepiej-gorzej, ja-ty. To właśnie nasza zdolność do tworzenia asocjacji i formowania ram odniesienia znajduje u samych podstaw tworzenia werbalnych, sztywnych zasad i działania na ich podstawie. Jak tylko pewne asocjacje połączą się z pewnymi wydarzeniami, nie jest już możliwe odwrócenie ich. Pojawianie się wyuczonych asocjacji nie jest w stanie być wyplenione, można tylko je przyjąć takie, jakimi są. Przykładowo, żołnierz wracający z wojny, gdzie bomby przy drogach były czymś częstym, może nauczyć się akceptować, ale już nie „usunąć” doświadczenie strachu, kiedy widzi przy drodze worek śmieci. Pacjent, który wywiódł sobie ramy czy zasady takie jak “Jeśli czuję ból, to lekarz powinien mi coś na niego przepisać” może dodać do tej zasady „Może lekarz może pomóc mi lepiej radzić sobie z bólem”, ale już nie usunąć ją. Niektóre z zasad pomagają nam (np. „Nie przechodź na czerwonym świetle.”), a inne sprawiają, że człowiek utknie w sabotujących historiach na własny temat (np. „Popełnianie błędów jest złe, a ja popełniłem ich już tyle, że już nic z tego nie wyjdzie.”)

 

Wspomnienia

Wspominanie to operacja psychiczna, która umożliwia nam wyciągnięcie do tu i teraz fragmentów naszych przeszłych doświadczeń. Wspomnienia często wywołują asocjacje, skutkując dużą ilością myśli, uczuć i wrażeń w ciele. Przypominając sobie coś, możemy ponownie doświadczyć jakiegoś aspektu przeszłości, mimo tego, że już dawno minął. Kontekstualnie parząc, naturalnym aspektem bycia człowiekiem jest różnorodne, czasem świadome, a czasem nieświadome przeżywanie wspomnień na wiele sposobów (jako historii, obrazów, zapachów itd.). Kiedy wspomnienia niosą ból, tendencją będzie unikać myślenia o nich oraz wystrzegać się sytuacji mogących je włączyć. Weteran wojenny może zaciągać zasłony, aby tylko nie widzieć samochodów wywołujących wspomnienia wybuchających bomb. Jednakże wspomnienia te już były obecne w trakcie odcinania się i mogą stać się wiele bardziej intruzywne, jeśli tylko osoba skupi się na unikaniu ich. Oprócz tego odcięcie widoku może też odciąć od okazji, aby dostrzec coś na temat pogodnego życia, choćby jakiejś przyjaznej wymiany zdań między dwojgiem mijających się na ulicy osób. To unikanie wspomnień, a nie wspomnienia same z siebie, skutkuje toksycznością w życiu.

 

Wrażenia z ciała

Jakkolwiek “wrażenia” są w akronimie ostatnie, zazwyczaj w relacjach pacjentów pojawiają się jako pierwsze. Na wrażenia składają się wszystkie zmysły, pojedynczo lub w różnych kombinacjach. W trakcie wizyt medycznych możemy usłyszeć różne spontaniczne opisy wrażeń zmysłowych, takie jak „Moje plecy palą mnie żywym ogniem” lub „Moja głowa jest jak młot pneumatyczny”. Wrażenia mieszczą w sobie także somatyczny efekt aktywności psychicznej, jak gdy pacjent w depresji narzeka na ból głowy, brzucha, zmęczenie itd. Oczywiście, korzystamy z naszych zmysłów także podczas praktykowania medycyny – “Ta grudka pod skórą jest twarda i ruchoma” czy „To ucho jest zatkane woskowiną.”

Wrażenia to bardzo interesujący składnik zupy, jako że wszystkie dzieją się na bieżąco. W każdym momencie ludzkiego ciała mieścimy w sobie nieskończoność uderzeń, zaswędzeń, gulgnięć czy innych zjawisk. A nasz ujmujący w ramy odniesienia język zwraca na nie uwagę i nadaje im znaczenie. W podejściu kontekstualnym wrażenia stają się problematyczne dopiero wtedy, gdy oceniamy je w wysoce prowokujący reakcję sposób (np. „Moje serce bije jak szalone, nie powinno tak być, coś musi dziać się źle, być może to zawał, mój ojciec tak umarł, muszę pędzić do szpitala.”) lub gdy zaczynamy korzystać z autosabotujących strategii, byle tylko uniknąć czucia (np. „Muszę walnąć sobie kielona, aby zrzucić z siebie ten lęk.”) Wrażenia i nasze oceny tychże mogą prowokować tak do uzasadnionego, jak i do nieuzasadnionego korzystania z usług medycznych. Nieraz jest tak, że te wrażenia sprzedają nam bilet do kolejki do drzwi lekarza. W związku z rozpowszechnieniem problemów w tej sferze, lekarze, pielęgniarki i inni specjaliści zdrowotni są w dobrej pozycji, aby pomagać pacjentom odpowiednio dostroić się do swych wrażeń i korzystać z nich tak, by ci mogli zakotwiczyć się z nimi w tu i teraz.

 

Więc… co wprowadza ACT do programu zmiany zachowania?

ACT, stanowiący kontekstualne podejście do cierpienia ludzkiego, nie próbuje wyleczyć pacjentów z ich objawów, ale stara się poprawić ich zdolność do spójnego poszukiwania sposobów na życie pełne sensu, niezależnie od wyzwań życiowych – fizycznych, psychicznych lub obu jednocześnie. Dane naukowe wskazują na zdolność ACT do poprawy jakości życia u pacjentów z cukrzycą (Gregg, Callaghan, Hayes, & Glenn-Lawson, 2007), palaczy (Gifford, Kohlenberg, Hayes, Antonuccio, Piasecki, et al., 2004), osób z przewlekłym bólem (McCracken & Eccleston, 2003; Dahl, Wilson, & Nilsson, 2004), doświadczających niekontrolowanych napadów padaczkowych (Lundgren, Dahl, Yardi, & Melin, 2008), problemów zdrowia psychicznego często obserwowanych w kontekście medycznym, wliczając w to depresję (Zettle & Hayes, 1986), uzależnienia od opiatów (Hayes, Wilson, Gifford, Bissett, Piasecki, et al., 2004) czy lęk (Hayes, Luoma, Bond, Masuda, & Lillis, 2006). ACT uczy pacjentów

  • uznać obecność i zaakceptować pojawianie się stresujących TEAMSów,
  • jasno określić, jak brzmiałaby spójna z ich wartościami odpowiedź na te niechciane doświadczenia,
  • podjąć spójne z wartościami działanie.

Zamiast wspierać kulturowo ukształtowane mniemanie, że „dobrze życie” oznacza życie bez objawów, ACT sugeruje, aby lekarze, pielęgniarki i inni specjaliści zdrowotni normalizowali te stresujące przeżycia – aby uczyli, że rolą pacjentów jest potraktować te objawy jako sygnały i jak w ich obecności iść do przodu w życiu. Jako specjalista masz dobre warunki, aby zakorzeniać u pacjentów ów potężny i leczący przekaz, który umożliwia długoterminowo prowadzenie życie pełnego sensu.

 

Podsumowanie

Poruszyliśmy tutaj wiele wątków. Przyjrzyjmy się podstawom:

  • Zważywszy na brak systematycznych popraw skuteczności w ramach terapii poznawczo-behawioralnej, psychologowie zaczęli eksplorować nowe strategie zmiany zachowania.
  • Teoria ram relacyjnych prezentuje nam behawioralno-analityczny model ludzkiego języka.
  • Kiedy podejście biomedyczne sugeruje, żebyśmy patrzeli na „przejaw” narzekań czy objawów pacjenta, podejście kontekstualne prosi nas o to, aby spojrzeć na funkcję objawów lub sposób, w jaki objawy wpływają na życie tej osoby.
  • Podejście kontekstualne zachęca nas, byśmy analizowali interakcję pacjenta z jego wewnętrznym (psychicznym) lub zewnętrznym (środowiskowym) kontekstem.
  • Ból, normalna część życia, różni się od cierpienia. To drugie może być rozumiane jako dodatkowa porcja bólu i zmagania, biorąca się z naszej umiejętności oceniania, kategoryzowania, porównywania, przewidywania itd.
  • Zasada destrukcyjnej normalności jest częścią naszego kulturowego programowania. Sugeruje ona, że zdrowe osoby nie mają negatywnych doświadczeń psychicznych lub że jeśli je mają, to są je w stanie mieć pod kontrolą.
  • TEAMS (Myśli, Emocje, Asocjacje, Wspomnienia, Wrażenia) to akronim, który pomaga zwrócić uwagę na kluczowe aspekty funkcjonowania psychicznego, tak u pacjenta, jak u ciebie samego.
  • Jeśli zaczniesz myśleć o umyśle jako kontekście, a nie jako maszynie, to będziesz na dobrej drodze, aby nauczyć się i stosować nowe techniki tworzenia PRAWDZIWEJ zmiany w zachowaniu, tak u pacjenta, jak u ciebie samego.
  • ACT dostarcza nowych narzędzie do PRAWDZIWEJ zmiany w zachowaniu. To kontekstualne podejście do cierpienia psychicznego. Sugeruje, aby nie próbować leczyć pacjentów z ich objawów, ale aby pomóc im rozwijać umiejętność spójnego realizowania własnego sensu życia, niezależnie od wyzwań, psychicznych, fizycznych lub obu.

Terapia akceptacji i zaangażowania ACT w pracy z padaczką

Autor Bartosz Kleszcz

Artykuł powstał, aby pogłębić wiedzę na temat rozumienia padaczki oraz sposobów radzenia sobie z nią, który stanowi naukowo poparte wzmocnienie lub alternatywę wobec terapii medycznej, zwłaszcza dla osób, u których metody medyczne nie działają. Przechodzi przez opis psychologicznych konsekwencji padaczki, przez różne jej rozumienie w medycynie, aż do przedstawienia terapii i badań związanych z poprawą radzenia sobie z atakami epileptycznymi.

 

Obraz padaczki

Padaczka (lub epilepsja) zaczęła być uważana za chorobę stosunkowo niedawno, kiedy na początku XX. wieku firmy farmaceutyczne zaczęły upowszechniać ideę, że da się jej zapobiegać poprzez osłabienie reaktywności komórek nerwowych. Był to poważny zwrot w stosunku do poprzednich wieków, kiedy napady takie poczytywano tak wśród ludu, jak i uczonych (np. przez Dostojewskiego) jako objaw kontaktu z siłami wyższymi. Współcześnie podejrzewa się, że takie postaci jak Joanna d’Arc, św. Brygida Szwedzka lub Emmanuel Swedenborg – każda z nich silnie powiązana z religijną mistyką – doświadczali właśnie ataków padaczkowych.

Niezależnie od przyczyn epilepsji, można uważać ją za coś statystycznie dość częstego – przydarza się ona 4-7 dorosłym na 1000 i 5 na 1000 dzieci (Cull i Goldstein 1997), a pojedynczy napad może się przydarzyć każdemu. W ciągu życia szansa na wystąpienie objawów wynosi aż 90% (Engel 1989).

Cierpiący na padaczkę lub psychogenne napady rzekomopadaczkowe narażeni są na szeroki zakres problemów, od bezpośrednich konsekwencji w postaci wysokiego ryzyka urazów głowy, przez komplikacje zdrowotne i krótszy czas życia, aż do psychologicznych. Obserwuje się szczególną częstość występowania depresji – skutek obniżenia się jakości życia poprzez unikowe radzenie sobie z objawami, a także odcięcia od cennych sfer życia. Osoba wycofując się z miejsc i sytuacji, w których istnieje ryzyko wystąpienia napadu, ma pod kontrolą część swojego istnienia i czuje się trochę bezpieczniej, wolna od wypadków oraz antycypowanej cudzej oceny, ale nieuniknienie zmniejsza także swoje szanse na realizowanie się jako człowiek – na znalezienie pracy, tworzenie związku, założenie rodziny, zabawę, niezależne życie.

Jednym z dodatkowych czynników pogłębiających problemy może być także stygmatyzacja – zarówno z zewnątrz, jak i samodzielna, wskutek negatywnych przekonań na swój temat i identyfikacji się ze swoim stanem biologicznym (Johnson i in. 2004; Tomson i in. 2004; Wallace i Farrell 2004).

Wszystko to razem może tworzyć stabilną strukturę, w której osoba ogranicza swoje życie, aby niwelować lub ograniczać potencjalne objawy. Jednocześnie to ograniczenie się jest źródłem dodatkowego stresu, na który pierwszą reakcją będzie wola dalszego wycofania się. Nie dziwi zatem, że spośród różnych przewlekłych stanów medycznych u doświadczających chronicznej padaczki jakość życia jest jedną z najniższych (Cummins 1997).

 

Czysto biomedyczne podejście do padaczki

Zgodnie z tradycyjną definicją medyczną atak padaczkowy jest odpowiednikiem krótkiego zwarcia – uszkodzone komórki nerwowe wydzielają nieodpowiednie substancje na poziomie neurotransmiterów, co od czasu do czasu zaburza aktywność mózgu. Jako że jest to wyłącznie biologiczna perspektywa, spójną z taką teorią interwencją jest stosowanie niespecyficznych (czyli ogólnie oddziałujące na mózg) leków mających zmniejszyć reaktywność neuronów i nasilenie fali aktywacji przechodzącej przez mózg.

Wprowadza to istotną trudność związaną z czysto medycznym podejściem – żaden z leków przeciwepileptycznych nie namierza konkretnej przyczyny u podstaw padaczki. Zamiast tego oddziałuje na dużą część mózgu, także tą niedotkniętą urazem. Wskutek tego osoby korzystające z takich leków mogą doświadczać licznych skutków ubocznych: senności, utraty pamięci, trudności w koncentracji, wymiotów, zmęczenia, puchnięcia dziąseł, tycia, problemów emocjonalnych.  Niestety, oprócz popularnego migotania obrazu, czynnikami wywołującymi napady u wielu osób są właśnie senność, napięcie, zamartwianie się oraz nagłe zmiany poziomu emocji – dokładnie te rzeczy, które potrafią być skutkami ubocznymi leków przeciwkonwulsyjnych. Między innymi stąd 25 do 40% osób zażywających je nie jest w stanie w pełni opanować swoich objawów, co opisuje się jako padaczkę lekooporną (Kwan i Brodie 2000; Engel 1989).

 

Medycyna behawioralna w epilepsji

Wyłącznie biologiczne rozumienie człowieka nie jest jednak jedynym sposobem na zrozumienie epilepsji. W medycynie istnieje także podejście behawioralne (ang. behavior – zachowanie), które poszerza rozumienie tego, z czym konfrontuje się cierpiąca osoba. Wedle tego modelu epilepsję rozumie się jako kombinację własnych biologicznych predyspozycji ku padaczce z wewnętrznymi i zewnętrznymi czynnikami zachodzącymi w kontekście całego organizmu. Współdziałanie tych czynników zwiększa lub zmniejsza ryzyko zajścia ataku (Fenwick i  Brown 1989). Takie ujęcie stanowi bardziej holistyczne podejście do cierpienia ludzkiego.

Dla kontrastu, w czysto biologicznym modelu łatwo zacząć myśleć o sobie jako kimś uszkodzonym, mogącym wrócić do normalności tylko za pomocą dość inwazyjnych leków. Badania pokazują właśnie taki efekt – osoby otrzymujące wyłącznie biologicznie wyjaśnienie swoich problemów częściej myślą o swoim problemie jako przewlekłym i nieuleczalnym stanie, a patrzący przez takie okulary na innych zdiagnozowanych częściej widzą ich jako nieprzewidywalnych i groźnych (Deacon i Baird 2009; Read i in. 2006).

Z punktu widzenia medycyny behawioralnej nie wykluczamy organicznych przyczyn, ale patrzymy na nie szerzej – szukamy czynników, na które osoba może wpłynąć, aby lepiej radzić sobie ze swoim stanem. Nie jest to wyłącznie abstrakcyjne założenie. Lockard i Ward (1980) pokazali, że zależność między biologicznym podłożem a napadem padaczkowym nie jest przyczynowa. Innymi słowy, z dwóch istot mających taki sam układ źle działających neuronów w mózgu jedna może doświadczać ataków, a druga nie. Skąd to się bierze?

Badania kontynuowane przez Fenwicka i Browna (1989) na bliskich ludziom naczelnych pozwoliły zaobserwować aktywność nie jednej, a dwóch grup neuronów – pierwsza to w istocie te uszkodzone, ale są one otoczone komórkami zdrowymi, stanowiącymi grupę drugą. Mogą one przekazywać dalej albo źle działający, albo normalny sygnał. W obliczu nadchodzącej aktywacji pierwszej grupy komórek te biedne małpki, które pozostawały pasywne lub senne wobec nadchodzącego napadu, pozwalały swoim neuronom z pierwszej grupy rekrutować też zdrowe komórki, wskutek czego napad przeczesywał wkrótce obie półkule. Aktywne małpy miały podobny obraz neuronów z grupy pierwszej, ale ich aktywna reakcja uniemożliwiała przekazanie sygnału pochodzącego ze stosunkowo niewielkiego uszkodzonego obszaru dalej całemu mózgowi.

Senność, poddanie się, pasywność to kontekst do rozprzestrzeniania się szkodliwego bodźca po całym mózgu. Aktywna, świadoma postawa to zwrotny sygnał do mózgu, by nie poddać się padaczce.

Tak rozumiana zależność między zachowaniem a neurobiologią mózgu to wiele bardziej ludzkie podejście, ponieważ za relacje między dwiema grupami neuronów odpowiada będąca pod własną kontrolą postawa oraz uczenie się, które w ludzkim mózgu (porównując go z naczelnymi) jest wiele bardziej rozbudowane i podatne na głębokie zmiany.

Podejście medycyny behawioralnej oparte jest zatem na wzmocnieniu i usamodzielnieniu człowieka wobec reakcji własnego ciała. Ma szczególne znaczenie dla tych, które źle reagują na leki lub z różnych przyczyn chcą je ograniczyć albo uzupełnić o coś więcej. A czymś więcej, czyli zmianą zachowania i uczeniem się nowych sposobów radzenia sobie zajmuje się gałąź psychologii – psychoterapia behawioralna.

 

Psychoterapia ACT w epilepsji

Terapia akceptacji i zaangażowania ACT należy do nurtu terapii behawioralnych i odznacza się naukowymi dowodami na skuteczność w pracy z epilepsją.

W pierwszej części artykułu zostały opisane liczne trudności, z którymi zmagają się osoby doświadczające przewlekłych nawrotów. Silną ich częścią jest unikanie doświadczania, na które składa się nie tylko unikanie samej padaczki, ale także związane z tym lęk, myśli, uczucia, wspomnienia związane z samym jej ryzykiem – a to z kolei może też prowadzić do identyfikacji się z chorobą, przytłaczającego ogarnięcia tym swej uwagi (w każdym momencie przecież jesteśmy w stanie myśleć o tym) i w konsekwencji do zarzucenia planów na witalne, dobre życie.

ACT odpowiada na to kładąc nacisk na rozwój elastyczności psychologicznej, czyli aktywnej postawy wobec własnego życia w następujących sferach:

  • otwartości i swobody wobec wpływu myśli i uczuć, bez angażowania się w niepotrzebną walkę z nimi,
  • bycia obecnym lub obecną psychicznie tu i teraz,
  • angażowania się w to, co dla nas głęboko sensowne.

W ramach samej epilepsji proces terapeutyczny akceptacji i zaangażowania oznacza akceptację biologicznej predyspozycji do ataków wraz z lękiem, myślami i wspomnieniami z nimi związanymi oraz gotowość do podjęcia działań na rzecz czegoś dla nas cennego. Z tej perspektywy klient nie jest traktowany jak ktoś „zepsuty”, ale jako osoba, która utknęła w problematycznym miejscu i potrzebuje wsparcia w określeniu pozytywnego kierunku w życiu oraz treningu umiejętności radzenia sobie ze swoim wewnętrznym światem.

 

Dowody naukowe

Model naukowy ACT rozwija się na kilku poziomach, z których najważniejszy to podstawowe badania eksperymentalne nad tym, jak myślenie i kontekst wpływa na korzystną zmianę postaw. Ta wiedza jest łączona w jeden ogólny model terapeutyczny,  który psychoterapeuta dostosowuje do potrzeb danej osoby.

W dziedzinie epilepsji istnieją dwa badania ACT (Lundgren i in. 2006; Lundgren i in. 2008). Oba porównują skuteczność terapii akceptacji i zaangażowania z grupami kontrolnymi – albo z neutralną rozmową, gdzie psycholog okazuje tylko uwagę i zadaje ogólne pytania nt. choroby (jako ekwiwalent terapeutycznego placebo), albo z jogą, która sama z siebie także ma pozytywny wpływ na jakość życia i częstość napadów.

Czas terapii rozłożony był na początkową intensywną pracę i dodatkowe wzmacniające sesje po 6 i 12 miesiącach od zakończenia podstawowej części. Sumaryczna długość trwania nie była długa, terapie trwały łącznie 9-12 godzin – szansa na ograniczenie czasu trwania interwencji to mocna strona terapii behawioralnych.

Podstawowym miernikiem skuteczności były jakość życia, mierzona dwoma kwestionariuszami, oraz natężenie epilepsji, określone poprzez indeks ataków (seizure index) – pomnożenie ich ilości przez długość trwania, notowane przez rodziny, opiekunów lub pielęgniarki, a weryfikowane przez odczyt EEG. Indeks utrzymywał się stabilnie przez 3 miesiące, w trakcie których wykonywano comiesięczne pomiary, co pozwala wykluczyć wpływ innych losowych zmiennych.

 

Wyniki. Po interwencji ACT zaobserwowano znaczące zmiany. „Uczestnicy w grupie ACT po interwencji doświadczali średnio mniej niż jeden napad padaczki miesięcznie, bez żadnych zmian w grupie kontrolnej” (Lundgren i in. 2006). Odznaczali się też wyższą jakością życia. Także w porównaniu z jogą ACT odnotował statystycznie istotne (więc nieprzypadkowe) większe poprawy w jakości życia oraz mniej ataków w indeksie.

Silną stroną tych badań jest wykorzystanie innych miar niż same kwestionariusze – czas czy częstotliwość to wiele bardziej namacalne efekty niż subiektywna odpowiedź na pytanie na skali od 1 do 7.

Te proste wnioski pokazują siłę psychobiospołecznego podejścia do medycyny i szerzej do problemu ludzkiego cierpienia. ACT wkłada w dłonie cierpiących narzędzia do zmiany własnego życia na lepsze, a nie tylko czyni ich biernym odbiorcą usług medycznych, co nie zawsze i nie u wszystkich starcza, aby osiągnąć namacalną lub nieokupioną skutkami ubocznymi poprawę. Terapeuta ACT pomga pogłębiać rozumienie sensu i kierunku własnego życia oraz pokazuje sposoby na zakończenie wewnętrznej wojny ze swoją psychiką w nieinwazyjny biologicznie sposób. Aktywna, otwarta i uważna postawa przełożyła się w badaniu na inną relację zdrowych neuronów do zaburzonych sygnałów w mózgu – mniej napadów padaczkowych, wyższe zaangażowanie i wyższą jakość życia.

Jedną z ważnych zmiennych pozytywnie związanych z radzeniem sobie są dobre umiejętności społeczne (Dahl, 1992). Jakkolwiek ACT w tych badaniach nie był nakierowany na ich trening, to podczas sesji uczestnicy zachęcani byli do wyrażania uczuć i wartości oraz do przenoszenia tego na swoje życie. Podkreśla to istotny element grupy w poprawie zdrowia psychicznego – rodziny, znajomych, grupy wsparcia na żywo i na forach internetowych poświęconych epilepsji – oraz angażowania się w przełamanie własnego błędnego koła wiodącego z dala od innych ludzi.

 

Bibliografia

Cull, C., & Goldstein, L. H. (1997). The clinical psychologist’s handbook of epilepsy: assessment and management. Psychology Press.

Cummins, R. A. (1997). Assessing quality of life. Quality of life for people with disabilities: Models, research and practice2, 116-150.

Deacon, B. J., & Baird, G. L. (2009). The chemical imbalance explanation of depression: reducing blame at what cost?. Journal of Social and Clinical Psychology28(4), 415.

Engel, G. L. (1989). The need for a new medical model: a challenge for biomedicine. Holistic Medicine4(1), 37-53.

Fenwick, P. B. C., & Brown, S. W. (1989). Evoked and psychogenic epileptic seizures. Acta Neurologica Scandinavica80(6), 535-540.

Johnson, E. K., Jones, J. E., Seidenberg, M., & Hermann, B. P. (2004). The relative impact of anxiety, depression, and clinical seizure features on health‐related quality of life in epilepsy. Epilepsia45(5), 544-550.

Kwan, P., & Brodie, M. J. (2000). Early identification of refractory epilepsy. New England Journal of Medicine342(5), 314-319.

Lockard, J. S., & Ward J.A. (1980). Epilepsy: a window to brain mechanisms. Raven Press (ID).

Lundgren, T. (2004) A development and evaluation of an integrative health model in the treatment of epilepsy. Masters thesis, Department of psychology, University of Uppsala.

Lundgren, T., Dahl, J., Melin, L., & Kies, B. (2006). Evaluation of acceptance and commitment therapy for drug refractory epilepsy: a randomized controlled trial in South Africa—a pilot study. Epilepsia47(12), 2173-2179.

Lundgren, T., Dahl, J., Yardi, N., & Melin, L. (2008). Acceptance and commitment therapy and yoga for drug-refractory epilepsy: a randomized controlled trial. Epilepsy & Behavior13(1), 102-108.

Read, J., Haslam, N., Sayce, L., & Davies, E. (2006). Prejudice and schizophrenia: a review of the ‘mental illness is an illness like any other’approach. Acta Psychiatrica Scandinavica114(5), 303-318.

Tomson, T., Beghi, E., Sundqvist, A., & Johannessen, S. I. (2004). Medical risks in epilepsy: a review with focus on physical injuries, mortality, traffic accidents and their prevention. Epilepsy research60(1), 1-16.

Wallace, S. J., & Farrell, K. (2004). Epilepsy in Children, 2E. CRC Press.

Trening akceptacji i zaangażowania w miejscu pracy

Autor D.J. Moran | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny

Poniższy tekst jest tłumaczeniem artykułu naukowego Moran, D. J. (2015). Acceptance and Commitment Training in the workplace. Current Opinion in Psychology2, 26-31.

Abstrakt. Trening akceptacji i zaangażowania (ACTrening) ma na celu poprawę wydajności i redukowanie stresu pracowników poprzez wspieranie rozwoju elastyczności psychologicznej w miejscu pracy. Elastyczność psychologiczna to zdolność do bycia obecnym w bieżącej chwili, przy zachowaniu uważnej świadomości wobec myśli i emocji, angażując się w realizację celów opartych na wartościach. Na trening ACT  składa się sześć powiązanych ze sobą procesów, wyszczególnionych w terapii akceptacji i zaangażowania – kontaktowania się z obecną chwilą, akceptacji, defuzji, zmiany perspektywy, określania wartości i zaangażowanego działania. Trening ACT jest efektywny w środowiskach pracy. Ten artykuł ma na celu przyjrzenie się teorii związanej z treningiem ACT i elastycznością psychologiczną oraz przejrzenie literatury związanej z tym skutecznym podejściem konsultingowym.

Trening akceptacji i zaangażowania (ACTrening) [1] jest opartym na dowodach naukowych podejściem konsultingowym, mającym na celu poprawę wyników i redukowanie stresu w miejscu pracy. Trening ACT opiera się na zasadach obowiązujących w terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) [2], która jest jedną z terapii  poznawczo-behawioralnych i stanowi formę leczenia wielu zaburzeń psychicznych [3-18]. Model ACT, niezależnie od tego, czy zastosowany w klinice, czy w miejscu pracy, powoduje znaczącą zmianę zachowania i wpływa na poprawę elastyczności psychologicznej.

 

Definiowanie elastyczności psychologicznej

Elastyczność psychologiczna to zdolność do kontaktowania się z chwilą obecną będąc świadomym swoich myśli i emocji, bez podejmowania próby zmiany tych doświadczeń lub pozostawania pod ich niekorzystnym wpływem. W zależności od sytuacji, elastyczność psychologiczna wiąże się także z utrzymaniem lub zmianą zachowania tak, aby sprzyjało ono indywidualnym wartościom i celom [19-21]. Innymi słowy, osoby o większej elastyczności psychologicznej są bardziej skupione na „tu-i-teraz” oraz cechują się lepszym funkcjonowaniem w obliczu emocji [22]. Są także zmotywowane wewnętrznie, by osiągać ważne dla siebie cele. Ponadto, większa elastyczność psychologiczna wiąże się z gotowością do zmiany planu działania, gdy ten nie sprzyja wartościom, a także umożliwia bycie bardziej wytrwałym, gdy pojawiają się przeciwności losu, ale stawką jest coś istotnego. Organizacje i korporacje odnoszą korzyści, kiedy liderzy, menedżerowie i pracownicy linii produkcyjnej są elastyczni psychologicznie. Z badań wynika, że elastyczność psychologoczina i wpływający na nią trening ACT podnoszą wydajność pracy, satysfakcję z jej wykonywania, poprawiają zdrowie psychiczne, wpływają na wyniki treningu i skłaniają ku innowacyjności. Dodatkowo, za sprawą treningu ACT, obniżeniu ulega poziom stresu związany z pracą, absencja, wypalenie zawodowe i błędy popełniane w miejscu pracy [23].

 

Trening ACT: przegląd

Trening ACT opiera się na sześciu powiązanych ze sobą procesach, które wspierają rozwój elastyczności psychologicznej – kontaktowaniu się z obecną chwilą, akceptacji, defuzji, zmianie perspektywy, określaniu wartości i zaangażowanym działaniu. Procesy te zostaną zdefiniowane poniżej. Tradycyjny model ACT, przedstawiony w formie sześciokąta (na rysunku), reprezentuje sześć procesów oraz relacje między nimi, składające się na całość elastyczności psychologicznej [24].

Proces kontaktowania się z chwilą obecną jest zbieżny z głównymi założeniami treningu uważności, które zyskały ostatnio na popularności w środowiskach pracy. Bieżąca chwila to jedyny czas, w którym można zaangażować się w wybrane przez siebie zachowanie, na przykład w wydajne działanie w pracy. Jednakże ponad połowa czasu w pracy upływa większości ludzi na myśleniu o rzeczach niezwiązanych z tym, czym się aktualnie zajmują [25]. Umiejętność myślenia i posługiwania się językiem umożliwia ludziom rozpamiętywanie przeszłych zdarzeń, porównywanie obecnej sytuacji z ideałami, czy planowanie przyszłych działań i ich rezultatów. Wszystko to sprawia, że pracownicy odciągają swoją uwagę od tu i teraz. Pomimo tych efektów ubocznych, język stanowi potężne, wartościowe narzędzie, które pozwoliło nam na przetrwanie, a w miejscu pracy posługiwanie się nim jest niezbędne przy optymalizowaniu wydajności. Ma jednak pewną wadę. W ciągu dnia niektóre myśli potrafią wpływać na pracowników w taki sposób, że ci koncentrują się na rzeczach, które znajdują się poza ich obecnym wpływem. To, z kolei, obniża częstość takich działań, które są pod ich kontrolą. Wykonywanie ćwiczeń budujących umiejętności oparte na uważności ukierunkowuje pracowników na bycie obecnymi w tu i teraz, czyli na jedyny czas, gdy mogą podejmować efektywne kroki. Kontaktowanie się z bieżącą chwilą to niezbędna umiejętność, która przekłada się na produktywność, gdyż „teraz” to jedyny czas, w którym pracownicy mogą zajmować się zadaniami związanymi z pracą.

Umiejętności związane z akceptacją rozwijają elastyczność psychologiczną poprzez uczenie pracowników, jak zachowywać się efektywnie, nawet w obliczu takich emocji i doznań, które na ogół są oceniane jako stresujące [26]. Osoby uczestniczące w treningu ACT uczą się, że uczucia, pragnienia, wspomnienia i inne wewnętrzne psychologiczne przeżycia pojawiają się w sposób naturalny w trakcie dnia pracy. Co więcej, nie ma potrzeby eliminowania lub unikania tych doświadczeń. Podejście ACT sugeruje, że gotowość do kontaktowania się z psychologicznymi doświadczeniami jest zdrowsza i ostatecznie sprawia, że pracownik jest bardziej efektywny w swojej pracy. Próby unikania osobistych doświadczeń mogą tak naprawdę prowadzić do problematycznych zachowań [27-29].  Trening ACT pomaga kształtować gotowość doświadczania różnorodnych zdarzeń psychicznych tak, aby nie odwracały one uwagi pracownika od wykonywania swoich obowiązków. Weźmy za przykład właścicielkę firmy, która boryka się z znacznym lękiem związanym z publicznym przemawianiem. Jej lęk może wpłynąć na jej decyzje o odwołaniu ważnego przemówienia. Aby „ukoić swoje nerwy”, może na własną rękę wziąć leki lub nawet sięgnąć po te na receptę, które z kolei będą mogły wywrzeć szkodliwy wpływ na jej wystąpienie. Trening ACT tworzy inny kontekst dla „negatywnych” uczuć. Zaczynają one być odbierane jako mniej toksyczne. Nie zachodzi potrzeba unikania ich, aby podejmować odpowiednie działania w pracy.

Defuzja to umiejętność obserwowania własnych myśli – bez zezwalania im, by nami zarządzały. Natomiast do fuzji poznawczej dochodzi w momencie, gdy myśli wywierają nieelastyczny wpływ na działania człowieka [30]. Nie posiadamy pełnej kontroli nad treściami poznawczymi. U każdego pojawiają się czasem takie, które są bezproduktywne i niepomocne. Wyobraź sobie pracowniczkę na polu naftowym, u której pojawia się myśl: „Jest zbyt upalnie, bym nosiła mój kask! Nie założę go dzisiaj.” Jeśli u tej pracowniczki dojdzie do fuzji z treściami poznawczymi, może to ją skłonić, by zachowywała się w sposób zagrażający jej bezpieczeństwu. W trakcie treningu ACT pracownicy nabywają umiejętności defuzji, pomagających im uważnie obserwować niepomocne myśli i stwarzają szansę podejmowania produktywnych działań, nawet w obliczu poznawczych przeszkód. Trening ACT zachęca pracowników, by zauważali, że mogą angażować się w zachowania ukierunkowane na cel nawet wtedy, gdy pojawiają się te rozpraszające myśli. W trakcie treningu można poprosić pracownika, by uniósł prawą rękę nad swoją głową i powiedział na głos: „Nie mogę unieść mojej prawej ręki. Cokolwiek by się nie działo, nie mogę tego zrobić.” Ten prosty przykład ilustruje, że język nie posiada sam z siebie funkcji kontrolnych. Połączenie umiejętności defuzji i uważności oraz przeniesienie ich na grunt pracy może być pomocne dla wcześniej wspomnianej pracowniczki pola naftowego. Umiejętności te pozwalają jej zauważyć, gdy pojawia się ta automatyczna, szkodliwa myśl o niezakładaniu kasku. Może dzięki nim obserwować swój wewnętrzny monolog, jednocześnie zachowując się bezpiecznie w obecności tej myśli.

Zmiana perspektywy to kolejny proces w treningu ACT, który wspiera rozwój elastyczności psychologicznej [31]. Pracownicy uczą się dostrzegać, jak ich własna perspektywa na temat tego, kim są i jak siebie opisują, może wywierać czasami negatywny wpływ na ich działania. Na przykład, jeśli na trening obejmujący całe przedsiębiorstwo zaprosi się doświadczonego menedżera, ten może powiedzieć: „Ja tutaj jestem weteranem. Nie potrzebuję dodatkowego treningu, by wiedzieć, jak mam wykonywać swoją pracę!” Ten lider, wierząc w taki opis siebie, wpłynie negatywnie na własną elastyczność psychologiczną i przyszłą wydajność w pracy. W treningu ACT zaprasza się do tego, by „zrobić krok do tyłu” i zauważyć niepomocny konstrukt „Ja”, przyjmując szerszą perspektywę tego, kim jesteśmy. Osoby odbywające trening uczą się tego, że nie są swoimi rolami, tytułami, emocjami, doznaniami, myślami czy pragnieniami. To są po prostu doświadczenia, które miewamy. Taka perspektywa umożliwia pracownikowi zachowywać się bardziej elastycznie w obecności tych psychologicznych zdarzeń, które mogłyby zakłócać produktywność lub podnosić poziom stresu.

Określanie wartości w treningu ACT skłania pracowników, by przyjrzeli się temu, co nadaje znaczenie ich życiu i wyborom. Wartości odnoszą się do określonych werbalnie, wolno wybranych kierunków działania, które stanowią wzmocnienie do angażowania się w te osobiście istotne działania [32]. Na przykład, jeżeli dyrektor szpitala wyrazi szczerą motywację do zredukowania cierpienia w jego środowisku i uzna za swój cel zmianę zachowania w ramach wykonywanego przez siebie zawodu, to określa on w ten sposób swoje wartości. Łączy te werbalizacje ze swoimi zawodowymi wysiłkami. Model treningu ACT zakłada, że określenie zawodowych wartości może wzmocnić elastyczność psychologiczną w miejscu pracy. Trening ACT stwarza okazję, by pracownicy zbadali cele stojące za ich wyborami i wyrazili, czemu podejmują się takich, a nie innych, kroków. Określenie wartości pozwala im zgłębiać ich osobistą misję. Podejście obecne w ramach tego treningu pomaga zharmonizować misję osobistą z misją organizacji. Gdy ludzie mogą powiązać własne wartości z planem działalności firmy, prawdopodobnie wpłynie to na ich poziom motywacji do osiągania istotnych celów. Może to przekładać się na wytrwałość, gdy na drodze do ważnego celu pojawiają się przeszkody, a także na poziom skupienia się na zaangażowanym działaniu, dzięki umiejętności zmiany perspektywy, defuzji, akceptacji i uważności.

Zaangażowane działanie definiuje się jako mierzalne, ugruntowane w wartościach zachowanie. Trening ACT, w ramach celów wyznaczonych przez przedsiębiorstwo, łączy te zachowania z kluczowymi wskaźnikami wydajności. [1,21]. Aby móc zaobserwować efektywność pracownika i elastyczność psychologiczną, organizacja i pracownik muszą określić obiektywne zadania związane z pracą oraz ich oczekiwane rezultaty. Firmy zazwyczaj korzystają z kontraktów, by określać zadania wymagające realizacji. Wprowadzają listy zadań i opisy stanowisk, informując o działaniach, które muszą zostać podjęte w ramach wykonywanej pracy. Posiadanie klarownej „listy rzeczy do zrobienia” wspiera pracowników w osiąganiu sukcesów. Oznaką tego, że pracownik zachowuje się w sposób elastyczny i osiąga ostateczny cel, przyświecający treningowi ACT, jest efektywne realizowanie istotnych zadań z „listy rzeczy do zrobienia”. Ponadto, taki pracownik lepiej radzi sobie w obliczu stresu i czynników zakłócających pracę.

Te sześć kluczowych procesów, obecnych w treningu ACT, przeplata się wzajemnie. Dzięki temu pracownicy zyskują umiejętności pozwalające celowo angażować się w istotne działania, uważnie przy tym obserwując swoje myśli, narracje o sobie, emocje, doznania, mogące stać się przeszkodami na drodze do optymalnych osiągnięć. Liderzy rynkowi, zainteresowani zwiększeniem wydajności pracy, mogą czerpać korzyść z treningu ACT właśnie dzięki jego efektywności w poprawie elastyczności psychologicznej. Przed zaangażowaniem się weń warto zatem zapoznać się z dowodami, które pokazują, jak to podejście konsultingowe prowadzi do znaczących rezultatów na poziomie organizacji.

 

Przegląd badań o treningu ACT

Bond i Bunce [33] zbadali zachowanie operatorów call center w instytucji finansowej i odkryli, że wyższy poziom akceptacji pozwalał przewidzieć większe osiągi w pracy i lepsze zdrowie psychiczne. Operatorzy uzyskujący wyższe wyniki w mierzącym elastyczność psychologiczną kwestionariuszu AAQ popełniali na komputerze mniej błędów związanych z pracą. Pojawiła się także istotna statystycznie pozytywna korelacja pomiędzy akceptacją i satysfakcją z wykonywanej pracy. W replikacji badania [35] w innej instytucji finansowej ponownie okazało się, że wyższy poziom elastyczności psychologicznej pozwalał przewidzieć lepsze zdrowie psychiczne i większą wydajność przy zadaniu, do którego pracownicy byli świeżo przeszkoleni. To badanie sugeruje, że gdy podczas szkolenia, w którym wdrażana jest nową umiejętność, ci pracownicy, którzy nie rozpraszają się lub nie unikają frustracji związanych z krzywą postępów w nauce, osiągają lepsze wyniki szkolenia. Co więcej, z replikacji tej wynika, że elastyczność psychologiczna pracowników pozwala im łatwiej wychwytywać i reagować na okazje związane z celami. Gdy pracownicy przejdą trening ACT, stają się bardziej skłonni do podejmowania nowych inicjatyw przy wykonywaniu zadań związanych z pracą w porównaniu z tymi, którzy nie wzięli udziału w treningu. Na przykład, w jednym z badań [36] pracownicy służby zdrowia oczekiwali na szkolenie dotyczące farmakoterapii opartej na dowodach naukowych. Przed wzięciem udziału w szkoleniu jedna z grup otrzymała trening ACT, a druga uczestniczyła w edukacyjnym warsztacie kontrolnym. Następnie obie grupy wzięły udział w treningu z farmakoterapii. Grupa terapeutów, która przedtem uczestniczyła w treningu ACT, odnotowywała po trzymiesięcznym powtórnym pomiarze istotny statystycznie wzrost przekierowań do specjalistów stosujących farmakoterapię opartą na dowodach w stosunku do grupy kontrolnej. Innymi słowy, trening pracowników zachował się lepiej w głowach tych, którzy przeszli wcześniej przez trening ACT.

Ponadto, grupa po treningu ACT oceniała mogące utrudniać wprowadzanie najlepszych praktyk psychologiczne przeszkody jako mniej wiarygodne w porównaniu z grupą kontrolną, zarówno bezpośrednio po treningu i trzymiesięcznym powtórnym pomiarze. Zaobserwowano u niej także wyższą elastyczność psychologiczną. W podobnym badaniu [37] terapeuci, którzy przez 8 tygodni uczestniczyli w cotygodniowym 90-minutowym treningu ACT, byli bardziej skłonni przyjąć zalecenia z warsztatu edukacyjnego i kontynuować wykorzystanie nabytych umiejętności niż terapeuci, którzy nie uczestniczyli w treningach ACT. Trening Akceptacji i Zaangażowania pozwala zatem nie tylko wdrożyć nowe umiejętności do istniejącego już repertuaru, ale pomaga również je utrzymać.

Inny eksperyment w korporacyjnym call center [38] wykazał, że pracownicy z większą elastycznością psychologiczną uważali, że mają większą kontrolę nad wykonywaną pracą. Inaczej mówiąc, dostrzegali u siebie zdolność do wpływania na środowisko pracy, czyniąc je mniej zagrażającym i dającym więcej satysfakcji. Badacze zauważyli, że „dzięki takiemu postrzeganiu kontroli, ludzie doświadczali większej poprawy w absencji w pracy i zdrowiu psychicznym” (str. 652).

Podtrzymywanie elastyczności psychologiczną może także wpływać na wypalenie zawodowe pracowników. Wypalenie zawodowe jest reakcją na przewlekłe interpersonalne i emocjonalne stresory w pracy. Charakteryzuje je wyczerpanie, brak efektywności i cynizm [39]. Znaczącym predyktorem wypalenia zawodowego jest niższy poziom elastyczności psychologicznej [40]. W innym badaniu pracownicy sektora usług z większą elastycznością psychologiczną zgłaszali niższy poziom wyczerpania emocjonalnego pod koniec dnia pracy, a także przejawiali zdolność do zmniejszenia poziomu wyczerpania podczas bardziej stresujących dni [41]. Przedstawiciele sektora usług w tej próbce doświadczali stresu na poziomie interpersonalnym, gdy musieli rozpatrywać skargi klientów. Dodatkowo, musieli trzymać się protokołu, który określał, że w kontakcie z klientem, należy przejawiać pozytywne usposobienie pomimo odczuwanego stresu. Według badaczy, wyższa elastyczność psychologiczna „przenosi energię i uwagę z dala od intensywnej regulacji emocji… w kierunku innych, bardziej istotnych zawodowo i mniej obciążających psychologicznie zadań” (str. 1274). Inaczej mówiąc, elastyczność psychologiczna pracowników wpłynęła na akceptowanie interpersonalnego napięcia i emocji wokół frustracji związanych z pracą, jednocześnie utrzymując zaangażowanie w optymalną jakość świadczonych usług. Na szczęście, trening ACT umożliwia wzrost elastyczności psychologicznej wobec stresorów w miejscu pracy.

W badaniu z losowym doborem do próby (RCT), skupiającym się na zarządzaniu stresem u 90 pracowników w dużych mediach [42], uczestnicy byli losowo przypisywani do treningu ACT, do Programu Promocji Innowacji (Innovation Promotion Program; IPP), którego celem była pomoc pracownikom w zidentyfikowaniu i zmianie stresujących zdarzeń w pracy, lub do oczekującej grupy kontrolnej. Przez czternaście tygodni przeprowadzono trzy grupowe interwencje, po pół dnia każda. Grupa z treningiem ACT wykazała znacząco większą poprawę w ogólnej ocenie stresu i zdrowia psychicznego niż pozostałe grupy. Co ciekawe, mimo że w treningu ACT nie stawiano sobie innowacyjności jako możliwy rezultat, grupy IPP i treningu ACT jednakowo efektywnie wpłynęły na podniesienie skłonności do wynajdywania nowych sposobów na to, jak obniżyć ilość stresu w miejscu pracy. W innym badaniu przeprowadzono trzy trwające pół dnia treningi ACT dla pracowników rządowych. Odnotowano tu znaczący wzrost elastyczności psychologicznej i redukcję emocjonalnego wyczerpania w porównaniu z grupą kontrolną [43]. Dalsze badanie, sprawdzające jak trening ACT wpływa na zarządzanie stresem, wykazało istotny statystycznie efekt w poprawie zdrowia psychicznego dla tej próbki pracowników. Było szczególnie pomocne dla tych, którzy odczuwali głęboki stres [44].

Dodatkowe wyniki badań potwierdziły zasadność przeprowadzania treningu ACT w celu złagodzenia poziomu stresu u pracowników uniwersytetu [45], nauczycieli wczesnoszkolnej edukacji specjalnej [46] oraz u ludzi pracujących z osobami z diagnozą niepełnosprawności intelektualnej [47, 48]. Pracownicy służby zdrowia, którzy otrzymali sześć ACTowych konsultacji telefonicznych, zgłosili poprawę w radzeniu sobie z wypaleniem zawodowym i znaczne postępy w osobistych osiągnięciach. [49]. Z kolei menedżerowie średniego szczebla korzystający z opartej na ACT apki z powodzeniem radzili sobie ze stresem w środowisku pracy [50]. Wymienione tu interwencje pokazują, że trening ACT może być skutecznie wdrażany w miejscu pracy.

 

Bibliografia

  1. Moran DJ: ACT for leadership: using acceptance and commitment training to develop crisis-resilient change managers. Int J Behav Consult Ther 2010, 6:341-355.
  2. Hayes SC, Strosahl K, Wilson KG: Acceptance and Commitment Therapy: An Experiential Approach to Behavior Change. NY: Guilford Press; 1999.
  3. Hayes SC, Luoma J, Bond F, Masuda A, Lillis J: Acceptance and commitment therapy: model, processes, and outcomes. Behav Res Ther 1999, 44:1-25.
  4. Bricker JB, Mull K, Vilardaga R, Kientz JA, Mercer LD, Akioka K, Heffner JL: Randomized, controlled trial of a smartphone app for smoking cessation using Acceptance and Commitment Therapy. Drug Alcohol Depend 2014, 143:87-94 http://dx.doi.org/ 10.1016/j.drugalcdep.2014.07.006.
  5. Steiner JL, Bogusch L, Bigatti SM: Values-based action in fibromyalgia: results from a randomized pilot of acceptance and commitment therapy. Health Psychol Res 2013, 1:e34-e34.
  6. Clarke S, Kinston J, James K, Bolderston H, Remington B: Acceptance and commitment therapy group for treatment-resistant participants: a randomised controlled trial. J Context Behav Sci 2014, 3(3):179-188.
  7. Craske MG, Niles AN, Burklund LJ, Wolitzky-Taylor KB, Vilardaga J, Arch JJ, Lieberman MD: Randomized controlled trial of cognitive behavioral therapy and acceptance and commitment therapy for social phobia: outcomes and moderators. J Consult Clin Psych 2014, 82(6):1034-1048 http:// dx.doi.org/10.1037/a0037212.
  8. Brown FL, Whittingham K, Boyd RN, McKinlay L, Sofronoff K: Improving child and parenting outcomes following paediatric acquired brain injury: a randomised controlled trial of Stepping Stones Triple P plus acceptance and commitment therapy. J Child Psychol Psych 2014, 55:1172-1183.
  9. Whittingham K, Sanders M, McKinlay L, Boyd RN: Interventions to reduce behavioral problems in children with cerebral palsy: an RCT. Pediatrics 2014, 133:1-9.
  10. Trompetter HR, Bohlmeijer ET, Veehof MM, Schreurs KMG: Internet-based guided self-help intervention for chronic pain based on acceptance and commitment therapy: a randomized controlled trial. J Behav Med 2015, 38:66-80 http://dx.doi.org/ 10.1007/s10865-014-9579-0.
  11. Rafiee M, Sedrpoushan N, Abedi MR: The effect of acceptance and commitment therapy on reducing anxiety symptoms and body image dissatisfaction in obese women. J Social Issues Human 2014, 2:187-190.
  12. Hoseini SM, Rezaei AM, Azadi MM: Effectiveness of acceptance and commitment group therapy on the self-management of type 2 diabetes patients. J Clin Psychol [Iran] 2014, 5:55-64.
  13. Tamannaeifar S, Gharraee B, Birashk B, Habibi M: A comparative effectiveness of acceptance and commitment therapy and group cognitive therapy for major depressive disorder. Zahedan J Res Med Sci 2014, 16:29-31.
  14. Mojtabaie M, Gholamhosseini S: Effectiveness of acceptance and commitment therapy (ACT) to reduce the symptoms of anxiety in women with breast cancer. J Social Issues Human 2014, 4:522-527.
  15. Livheim F, Hayes L, Ghaderi A, Magnusdottir T, Ho¨ gfeldt A, Rowse J, Turner S, Hayes SC, Tengstro¨m A: The effectiveness of acceptance and commitment therapy for adolescent mental health: Swedish and Australian pilot outcomes. J Child Family Stud 2014 http://dx.doi.org/10.1007/s10826-014-9912-9.
  16. Katterman SN, Goldstein SP, Butryn ML, Forman EM, Lowe MR: Efficacy of an acceptance-based behavioral intervention for weight gain prevention in young adult women. J Context Behav Sci 2014, 3:45-50.
  17. Avdagic E, Morrissey SA, Boschen MJ: A randomised controlled trial of acceptance and commitment therapy and cognitive-behaviour therapy for generalised anxiety disorder. Behav Change 2014, 31:110-130.
  18. Villagra´ P, Ferna´ ndez P, Rodrı´guez F, Gonza´ lez A: Acceptance and commitment therapy vs. cognitive behavioural therapy in the treatment of substance use disorder with incarcerated women. J Clin Psychol 2014, 70:644-657.
  19. Gloster AT, Klotsche J, Chacker S, Hummel K, Hoyer J: Assessing psychological flexibility: what does it add above and beyond existing constructs? Psychol Assess 2011, 23:970-982.
  20. Hayes SC, Strosahl KD, Bunting K, Twohig M, Wilson K: A practical guide to acceptance and commitment therapy. In What is Acceptance and Commitment Therapy?. Edited by Hayes S, Strosahl K. New York: Springer; 2004:3-29.
  21. Moran DJ: Promoting psychological flexibility in clinical settings. Behav Anal Dentistry – Psicologia Odontoiatrica 2013:21-27.
  22. David S, Congleton C: Emotional agility: how effective leaders manage their negative thoughts and feelings. Harvard Bus Rev 2013, 91:125-128.
  23. Flaxman PE, Bond FW, Livheim F: The Mindful and Effective Employee: An Acceptance and Commitment Therapy Training Manual for Improving Well-Being and Performance. New Harbinger Publications; 2013.
  24. Bach P, Moran DJ: ACT in Practice: Case Conceptualization in Acceptance and Commitment Therapy. CA: New Harbinger Publications; 2008, .
  25. Killingsworth MA, Gilbert DT: A wandering mind is an unhappy mind. Science 2010, 330:932.
  26. Hayes SC, Wilson KG, Gifford EV, Follette VM, Strosahl K: Emotional avoidance and behavioral disorders: a functional dimensional approach to diagnosis and treatment. J Consult Clin Psych 1996, 64:1152-1168.
  27. Roemer L, Litz BT, Orsillo SM, Wagner AW: A preliminary investigation of the role of strategic withholding of emotions in PTSD. J Trauma Stress 2001, 14:149-156.
  28. Boeschen LE, Koss MP, Figuerdo AJ, Coan JA: Experiential avoidance and postraumatic stress disorder: a cognitive meditational model of rape recovery. J Aggress Maltreat Trauma 2001, 4:211-245.
  29. Polusny MA, Rosenthal MZ, Aban I, Follette VM: Experiential avoidance as a mediator of the effects of adolescent sexual victimization on negative adult outcomes. Violence Victims 2002, 19:109-120.
  30. Blackledge JT: Disrupting verbal processes: cognitive defusion in acceptance and commitment therapy and other mindfulness-based psychotherapies. Psychol Rec 2007, 57:555-577.
  31. Foody M, Barnes-Holmes Y, Barnes-Holmes D: The role of self in acceptance and commitment therapy. In The Self and Perspective Taking. Edited by McHugh L, Stewart I. NV: Context Press; 2012:125-142.
  32. Wilson KG, DuFrene T: Mindfulness for Two: An Acceptance and Commitment Therapy Approach to Mindfulness in Psychotherapy. Oakland, CA: New Harbinger; 2009,
  33. Bond FW, Bunce D: The role of acceptance and job control in mental health, job satisfaction and work performance. J Appl Psychol 2003, 88:1057-1067.
  34. Bond FW, Hayes SC, Baer RA, Carpenter KC, Guenole N, Orcutt HK, Waltz T, Zettle RD: Preliminary psychometric properties of the Acceptance and Action Questionnaire–II: a revised measure of psychological flexibility and acceptance. Behav Ther 2011, 42:676-688.
  35. Bond FW, Flaxman PE: The ability of psychological flexibility and job control to predict learning, job performance and mental health. J Org Behav Manage 2006, 26:113-130.
  36. Varra AA, Hayes SC, Roget N, Fisher G: A randomized control trial examining the effect of acceptance and commitment therapy on clinician willingness to use evidence-based pharmacotherapy. J Consult Clin Psych 2008, 76:449-458.
  37. Luoma JB, Hayes SC, Roget N, Fisher G, Padilla M, Bissett R, Kohlenberg BK, Holt C, Twohig MP: Augmenting continuing education with psychologically-focused group consultation: effects on adoption of group drug counseling. Psychother Theory Res Pract Train 2007, 44:463-469.
  38. Bond FW, Flaxman PE, Bunce D: The influence of psychological flexibility on work redesign: mediated moderation of a work reorganisation intervention. J Appl Psychol 2008, 93:645-654.
  39. Maslach C, Schaufeli WB, Leiter MP: Job burnout. Annu Rev Psychol 2001, 52:397-422.
  40. Vilardaga R, Luoma JB, Hayes SC, Pistorello J, Levin ME, Hildebrandt MJ, Kohlenberg B, Roget NA, Bond FW: Burnout among the addiction counseling workforce: the differential roles of mindfulness and values-based processes and work-site factors. J Subst Abuse Treat 2011, 40:323-335.
  41. Biron M, van Veldhoven MJPM: Emotional labor in service work: psychological flexibility and emotion regulation. Hum Relat 2012, 65:1259-1282.
  42. Bond FW, Bunce D: Mediators of change in emotion-focused and problem focused worksite stress management interventions. J Occup Health Psych 2000, 5:156-163.
  43. Lloyd J, Bond FW, Flaxman PE: Identifying psychological mechanisms underpinning a cognitive behavioural therapy intervention for emotional burnout. Work Stress 2013, 27: 181-199.
  44. Flaxman PE, Bond FW: Worksite stress management training: moderated effects and clinical significance. J Occup Health Psych 2010, 15:347-358.
  45. Hosseinaei A, Ahadi H, Fata L, Heidarei A, Mazaheri MM: Effects of group acceptance and commitment therapy (ACT)-based training on job stress and burnout. J Occup Health Psych 2013, 19:109-120.
  46. Biglan A, Layton GL, Backen Jones L, Hankins M, Rusby JC: The value of workshops on psychological flexibility for early childhood special education staff. Top Early Child Spec 2013, 32:196-210.
  47. Bethay S, Wilson KG, Schnetzer L, Nassar S: A controlled pilot evaluation of acceptance and commitment training for intellectual disability staff. Mindfulness 2013, 4:113-121.
  48. McConachie DAJ, McKenzie K, Morris PG, Walley RM: Acceptance and mindfulness-based stress management for support staff caring for individuals with intellectual disabilities. Res Dev Disabil 2014, 35:1216-1227.
  49. Luoma JB, Vilardaga JP: Improving therapist psychological flexibility while training acceptance and commitment therapy: a pilot study. Cogn Behav Ther 2013, 42:1-8.
  50. Ly KH, Asplund K, Andersson G: Stress management for middle managers via an acceptance and commitment-based smartphone application: a randomized controlled trial. Internet Interv 2014, 1:95-101.
  51. Bond FW, McHugh L, Moran DJ: Contextual behavioral science at work. Symposium at the Association for Contextual Behavioral Sciences Conference; Minneapolis, MN: 2014.
  52. Moran DJ: Building Safety Commitment. IL: Valued Living Books; 2013.
  53. Moran DJ: How a leader speaks: using Commitment-Based Leadership to deliver feedback to employees. J Appl Rad Behav Anal (AARBA Conference Proceedings) 2013:9-16.

Żegnajcie SUDsy – Ekspozycja nie na temat redukcji strachu… ale na temat nowego uczenia się i elastyczności

Autor Eric Morris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Ekspozycja jest jedną z najpotężniejszych i najskuteczniejszych metod, jakimi dysponują terapeuci, aby pomagać klientom, których życie jest ograniczone przez zmaganie się z lękiem i niepokojem. Jest to klasyczna metoda terapii behawioralnej, której stosowanie potwierdza ponad 40 lat badań.

Niezależnie od tego, jakie podejście do pracy z  treściami poznawczymi i wewnętrznymi doświadczeniami przyjmie terapeuta poznawczo-behawioralny, pomagając klientom z lękiem (podejście poznawcze, takie jak Beckowskie CBT lub kontekstualne, jak terapia akceptacji i zaangażowania), zwykle stosuje się ekspozycję.

Choć wydawać by się mogło, że powinniśmy wiedzieć, jak działa ekspozycja, ostatnie badania sugerują, że jest jeszcze wiele do odkrycia na temat najlepszych sposobów angażowania klientów w to podejście.

 

Czy habituacja ma znaczenie?

Wielu terapeutów zostało przeszkolonych w stosowaniu ekspozycji opartej na modelu habituacyjnym. Zazwyczaj prowadzi się sesje podczas których klient proszony jest o określenie poziomu swojego dystresu (przy użyciu skali SUDS – subiektywnych jednostek dystresu) w ramach ekspozycji w ciągu danej sesji. Ma to na celu zmniejszenie dystresu do końca trwającego spotkania (standardowe protokoły terapii sugerują co najmniej 50% redukcję dystresu, np. Foa i in., 2012). Monitorowane jest również zmniejszanie się dystresu pomiędzy sesjami. Uważa się, że proces ekspozycji przebiega pomyślnie, jeśli dystres został zredukowany (habituacja).

Nie ma jednak wielu dowodów na to, że habituacja jest procesem zmiany w ekspozycji. Na przykład stwierdzono, że:

1) ludzie nie muszą doświadczać redukcji dystresu podczas sesji, aby ekspozycja była skuteczna (np. Baker i in., 2010),

2) ludzie nie muszą doświadczać redukcji dystresu pomiędzy sesjami, aby ekspozycja była skuteczna (np. Prenoveau, Craske i in., 2013),

[Omówienie tych badań – zob. Craske i in., 2014].

Jeśli redukcja dystresu podczas sesji ekspozycyjnych wydaje się nieistotna dla rezultatu, to na czym zamiast tego powinien skupiać się terapeuta?

 

Nauka płynąca z nowych modeli ekspozycji

Współczesna literatura empiryczna dostarcza pewnych wskazówek, czerpiąc z perspektywy inhibicyjnego uczenia się oraz modelu elastyczności psychologicznej (opartego na teorii ram relacyjnych, która leży u podstaw ACT).

Model inhibicyjnego uczenia się zakłada, że uczenie się lęku podlega wygaszaniu, gdy ludzie uczestniczą w ekspozycji. Zamiast habituacji ludzie uczą się nowych skojarzeń z tym, czego się boją, a to nowe uczenie się hamuje stare uczenie się (takie jak lękowe reagowanie). Z tego modelu wynika, że celem terapii ekspozycyjnej jest maksymalizacja sposobów, w jakich to nowe uczenie się zachodzi. Można to osiągnąć poprzez:

1) Naruszanie oczekiwań klienta dotyczących tego, co się stanie podczas wykonywania ekspozycji (tzn. uczenie się jest skoncentrowane na tym, czy oczekiwany negatywny wynik wystąpił, czy nie, czy był tak „zły”, jak oczekiwano), oraz stopnia „zaskoczenia” klienta praktyką ekspozycji. W tym modelu wpływ na nowe uczenie się ma stopień rozbieżności między tym, czego klient się spodziewa, a tym, czego doświadcza. Sesje koncentrują się na tym celu, a nie na redukcji dystresu.

2) Zwiększanie niepewności związanej z uczeniem się poprzez okazjonalnie wzmacniane wygaszanie. Klient doświadcza okazjonalnych negatywnych rezultatów, takich jak odrzucenie społeczne w przypadku fobii społecznej, poprzez ćwiczenia „ataku wstydu” lub celowe robienie rzeczy, które wywołają krytykę ze strony innych. Może to wzmocnić inhibicyjne uczenie się, jeśli klient znajdzie się później w kontekstach, które mogą grozić nawrotem reakcji lękowych.

3) Usuwanie sygnałów bezpieczeństwa i zachowań zabezpieczających, ponieważ przeszkadzają one w nowym uczeniu się. Terapeuta zwraca uwagę na pojawianie się wszelkich nowych sygnałów bezpieczeństwa, takich jak uczenie się przez klienta, że redukcja dystresu w sposób wiarygodny następuje podczas ekspozycji.

4) Stosowanie zmiennej ekspozycji, gdzie ekspozycja wobec rzeczy z listy jest prowadzona w przypadkowej kolejności, bez względu na poziom dystresu lub jego redukcję – zwykle zaczynając od pozycji wywołującej najmniejszy lęk, aby uniknąć rezygnacji z terapii, i przez zróżnicowane okresy czasu (ponownie, za zgodą klienta).

5) Pogłębiona ekspozycja, w której łączy się wiele sygnałów (które wcześniej były używane oddzielnie podczas sesji ekspozycji), takich jak użycie ekspozycji in-vivo (np. skażenie „nieczystym” środowiskiem) i ekspozycji wyobrażeniowej (np. wyobrażenie sobie, że ktoś zachorował z powodu kontaktu ze skażonymi rękami klienta) jednocześnie ramach jednej sesji.

6) Prowadzenie ekspozycji w wielu kontekstach – kreatywne podejście do różnych okazji, w których można przeprowadzić ekspozycję, np. w samotności, w nieznanych miejscach, o różnych porach dnia lub w różnych dniach tygodnia. Zmniejsza to ryzyko, że nowe uczenie się będzie „związane z kontekstem” (zwiększając szansę na nawrót), tak jak w przypadku ekspozycji wykonywanych tylko w gabinecie terapeuty.

7) Poszerzanie kontaktu poprzez angażowanie się w etykietowanie afektu, gdzie terapeuta prosi klienta o określenie jego reakcji emocjonalnych, bez próby zmiany tych reakcji, w trakcie ekspozycji.

 

Model elastyczności psychologicznej

Model elastyczności psychologicznej kładzie nacisk na pomoc klientowi w uczeniu się, jak dążyć do życia opartego na wartościach, niezależnie od niepokoju, lęku i popędów (takich jak ucieczka lub unikanie). W tym modelu nacisk kładzie się na maksymalizację tych działań klienta, które mają osobiste znaczenie, niezależnie od tego, czy występują bodźce ograniczające życie, czy nie. Funkcje pełnione przez niepokój i lęk są transformowane poprzez doświadczanie ich w kontekście wartości, co pomaga na te doświadczenia reagować z otwartością, ciekawością i współczuciem. Połączenie z wartościami może oznaczać, że klient jest nagradzany za bycie w kontakcie z lękiem i niepokojem, w kontekście działania w osobiście znaczący sposób:

1) Zaangażowanie w ekspozycję jest wyraźnie powiązane z wartościami klienta, ze znaczącymi (powiązanymi z wartościami) działaniami wybranymi do sesji ekspozycyjnej. Tak więc istnieje wyraźny związek między bodźcami i zadaniami wybranymi na ekspozycję a życiem, jakie klient chce przeżywać.

2) Sesje ekspozycji odzwierciedlają podejście ACT: zamiast monitorowania ocen poziomu dystresu podczas ekspozycji (SUDS), klient proszony jest o określenie gotowości do przeżywania lęku i innych wewnętrznych doświadczeń (popędów, niechcianych myśli, uczuć) podczas wykonywania zadań związanych z ekspozycją. W ramach sesji ekspozycyjnych pracuje się nad zwiększeniem gotowości (np. poprzez stosowanie ćwiczeń związanych z akceptacją, defuzją, kontaktem z chwilą obecną i elastycznym przyjmowaniem perspektywy).

3) Nie ma znaczenia, czy zadanie w ramach ekspozycji jest łatwe czy trudne (w sensie poziomu dystresu). Chodzi raczej o to, jak bardzo klient jest otwarty i akceptujący na to, co pojawia się podczas ekspozycji.

4) Ekspozycja stanowi doskonałą okazję do doświadczalnego przećwiczenia umiejętności związanych z elastycznością psychologiczną, którą promuje ACT.

5) Po sesji klient powinien być zachęcany do refleksji na temat gotowości i otwartości podczas ekspozycji, aby wzmocnić uczenie się oparte na doświadczaniu. Jeśli klient w trakcie ekspozycji zaczyna reagować w sposób sztywno oparty na regułach („np. muszę po prostu pozwolić temu uczuciu tam być i nie walczyć z nim”), wtedy terapeuta powinien zachęcać do większej ciekawości, rozumianej w świetle użyteczności (Terapeuta: „A jak to zadziałało w kontekście Twoich celów? Jak to działa w porównaniu z innymi rzeczami, które robisz?”).

 

Wnioski

Biorąc pod uwagę zalecenia z obu tych modeli ekspozycji, można zauważyć, że znaleźliśmy daleko od tradycyjnego, opartego na habituacji podejścia. Choć modele te różnią się od siebie teoretycznie (zob. omówienie Arch & Abramowitz, 2015), istnieją pewne podobieństwa.

Dla terapeutów ACT myślę, że te zalecenia mogą stanowić punkt wyjścia do tego, jak angażować klientów w taką ekspozycję, która maksymalizuje uczenie się i elastyczność. Będzie się to dziać poprzez:

  • Skupienie się na gotowości i zauważaniu doświadczenia lęku i niepokoju, bez pracy nad redukcją dystresu w ramach sesji lub pomiędzy sesjami.
  • Łączenie ekspozycji z „ostatecznymi konsekwencjami”, poprzez angażowanie klienta w podejście do ekspozycji w ramach inspiracji oferowanych przez wartości.
  • Wzmacnianie gotowości terapeuty i klienta do tego, by sesje ekspozycji charakteryzowały się zmiennością w natężeniu dystresu, bez kontrolowania tego lub unikania (oraz prowadzenie sesji, w których dystres może się zmieniać, wliczając doń momenty, gdy pozostaje wysoki pod koniec sesji).
  • Promowanie świadomości chwili obecnej i poszerzonego kontaktu poprzez etykietowanie afektu podczas ekspozycji.
  • Praca z klientem, aby był w kontakcie z tym, czego się obawia (in-vivo, wyobrażeniowo) w ramach otwartości na doświadczanie i odkrywanie.
  • Zachęcanie klienta do ciekawości w stosunku do tego, czego się uczy podczas ekspozycji, bez skupiania się na tym, że istnieje „właściwy” lub „ostateczny” pogląd, który należy przyjąć.
  • Odejście od stosowania hierarchii bodźców jako środków strukturyzacji ekspozycji.
  • Wprowadzenie większej zmienności do sesji ekspozycjnych pod względem jej złożoności (przy jednoczesnym upewnieniu się, że klient dobrowolnie decyduje się na zaangażowanie w ekspozycję).
  • Poszerzenie kontekstów, w których ekspozycja jest praktykowana, tak aby nowe uczenie się nie było związane z ograniczoną ilością sytuacji.

Jest to interesujący okres w prowadzeniu terapii ekspozycyjnej. Ze względu na zwiększone zainteresowanie empiryczne procesami, które wzmacniają uczenie się oraz odkrywanie nowych sposobów prowadzenia sesji, w konsekwencji skuteczność terapii może rosnąć. Te nowe sposoby prowadzenia ekspozycji zwiększają w sposób elastyczny i kreatywny możliwości pracy terapeuty i klienta.

 

Jak terapia akceptacji i zaangażowania (ACT) działa przy uzależnieniach?

Artykuł bazujący na metaanalizie 10 badań porównujących ACT z aktywnymi formami pracy z klientem.

 

Napisał Bartosz Kleszcz

 

Tytuł badania Lee, E. B., An, W., Levin, M. E., & Twohig, M. P. (2015). An initial meta-analysis of Acceptance and Commitment Therapy for treating substance use disorders. Drug & Alcohol Dependence155, 1-7.

 

Abstrakt

 

Wprowadzenie. W ciągu poprzedniej dekady wiele badań sprawdzało efektywność terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) przy zaburzeniach związanych z nadużywaniem substancji. Ta meta-analiza określiła ogólną wielkość efektu ACT w porównaniu z innymi sposobami leczenia (np. CBT, farmakoterapią, dwunastoma krokami, standardowym leczeniem) pod względem zmiennych istotnych dla nadużywania substancji.

 

Metoda. Zidentyfikowano 10 badań z losowym doborem do próby (RCT, randomized-control trial).

 

Wyniki. Udało się znaleźć istotny statystycznie, małej do średniej wielkości efekt wskazujący na wyższą skuteczność ACT w porównaniu z aktywnymi sposobami leczenia. Wyniki były porównywalne między różnymi badaniami przy rzucaniu palenia (k=5) oraz innych zaburzeń związanych z nadużywaniem substancji (k=5).

 

Wnioski. Bazując na tych wynikach, ACT wydaje się być obiecującą interwencją przy uzależnieniach.

 

Kontekst naukowy i wprowadzenie do ACT

Autorzy metaanalizy zwracają uwagę na liczne aktualne problemy w świecie terapii bazujących na dowodach:

  • Uzależnieni cierpią na liczne współwystępujące problemy zdrowotne.
  • Abstynencję osiąga się tylko u ok. 30-50% osób poddawanych leczeniu.
  • Wielkość efektu jest relatywnie niska (g = .30).
  • Nawroty są częste.
  • Zwłaszcza palacze cierpią na znacząco wyższy poziom nawrotów, współwystępowania chorób oraz na wyższą śmiertelność.

W związku z ograniczeniami dotychczasowych metod pracy o dowiedzionej skuteczności (terapii poznawczo-behawioralnej, dialogu motywującego, terapii par), rozwijane są nowsze metody leczenia, bazujące na filozofii trzeciej fali behawioryzmu – terapii akceptacji i zaangażowania (ACT), dialektycznej terapii behawioralnej (DBT) oraz profilaktyce nawrotów poprzez medytację mindfulness (MBRP).

Podczas terapii uzależnień ACT kładzie nacisk na dwie główne sfery:

  • Klient uczy się reagować na swoje życie wewnętrzne w bardziej funkcjonalny sposób. W razie pojawienia się chęci do spożycia substancji, zamiast słuchać się jej, klient ma uczynić uważny krok wstecz, robiąc miejsce na niewygodne lub prowadzące w złym kierunku odczucia. W ten sposób w obecności tych samych problematycznych bodźców – myśli, emocji, wrażeń w ciele – zaczyna odpowiadać na to w bardziej pomocny sposób.
  • Klient zdobywa lepszą wiedzę na temat samego siebie – sensu swojego życia, związanych z tym celów. Podczas terapii pracuje nad tym, aby zmienić te idee w konkretne działanie, spójne z wartościami, a niespójne z uzależnieniem lub nadużywaniem.

Więcej na temat ACT i trzeciej fali można dowiedzieć się w szerszym artykule.

Jeden z moich ulubionych cytatów z badań nad uzależnieniami tyczy się właśnie tej drugiej sfery. W RCT porównującym ACT i CBT u uzależnionych kobiet osadzonych w więzieniu autorzy entuzjastycznie, jak na przeważnie suche badania, podsumowują:

„W CBT terapeuta systematycznie stara się modyfikować zachowanie poprzez nauczanie odpowiednich umiejętności, identyfikację nastrojów i zmianę myślenia. Jest to po prostu aktywny, dyrektywny rodzaj terapii. Jednakże w ACT wspólna praca terapeuty i klienta skierowana jest na zwiększanie elastyczności psychologicznej, celem poczynienia witalnych życiowych kroków związanych z takimi wartościami, które będą bliskie tej osobie. Ta fundamentalna różnica między terapiami może być kluczem do zrozumienia efektów obserwowanych podczas leczenia ACT. Koniec końców, pracujemy z bardzo złożoną grupą ludzi: kobiet obracających się w społecznym kręgu więzienia, kobiet mających za sobą długą historię osobistych, rodzinnych i nawet terapeutycznych porażek.

 

Naszym zdaniem, stosowanie terapii takich jak ACT w więziennym kontekście stanowi terapeutyczną rewolucję, ponieważ trafia w sam środek między beznadzieją a aktywacją. (…) ACT nie ma na celu usunięcia objawów – próbuje natomiast pokazać, że wiele strategii, które klienci stosują, osiąga tak naprawdę efekt odwrotny do oczekiwanego. Być może po raz pierwszy w ich życiu, ACT nauczył te kobiety, jak określić swoje miejsce w życiu, dystansując się od otaczającego je społecznego kontekstu, a także jak pogłębić i wzbogacić kontakt z tu i teraz podczas ciągłego rozwoju.” (Lanza et al. 2014)

Ten przepiękny cytat kładzie nacisk na coś bardzo ważnego. Wielokroć na psychoterapię trafiają osoby, które same mają za sobą historię albo samodzielnego tłamszenia swego ja poprzez liczne unikowe i destrukcyjne dla zdrowia zachowania, albo też historię nacisku z zewnątrz. Na grupach AA przykleja im się łatkę alkoholików. W domu bezradna i wściekła rodzina próbuje wymóc siłą zmiany i kończy się to grą we wstyd i ukrywanie swojego picia aż do następnego wielkiego nawrotu. ACT pokazuje, że skuteczna, bazująca na dowodach terapia to coś więcej niż brak picia – jej sensem jest dobre, cenne życie, a droga ku temu wiedzie przez współpracę z klientem, a nie bycie następną osobą, która rozkazuje, jak żyć.

 

Pytania wzięte pod uwagę w metaanalizie

Jaki był czas abstynencji? Jedna z podstawowych zmiennych do wzięcia pod uwagę przy pracy z uzależnieniem.

Jaka była wielkość efektu pomiędzy modalnościami terapeutycznymi tuż po zakończeniu leczenia? Czy ACT jest przynajmniej „nie gorszy” (non-inferior) niż inne uznane czy popularne metody pracy z takim klientem?

Jaka była wielkość efektu jakiś czas po zakończeniu (tzw. follow-up)W tym wypadku badacze dysponowali zakresem 2-18 miesięcy, średnia długość pomiaru to M=7,3. Czasem interwencje działają tak długo, jak się je robi, aby potem skończyć się nawrotem. Często ich skuteczność spada z czasem, a czasami się podnosi. Jak jest w wypadku ACT?

Jak ACT wypada w porównaniu z CBT? Jeśli terapia jest tak samo dobra lub lepsza niż najpopularniejsza w świecie naukowych terapii CBT, wówczas to ważna informacja o jej skuteczności.

Czy między ACT w rzucaniu palenia i przy innych substancjach jest istotna statystycznie różnica? Czy jest coś charakterystycznego lub szczególnie trudnego w jakiejś konkretnej formie uzależnienia? Ilość badań pozwoliła porównać tylko rzucanie palenia z innymi uzależnieniami zebranymi razem.

 

Metoda doboru badań

Jeśli jesteś naukowcem i zastanawiasz nad tym, jak sprawić, aby twoje badania mogły być częścią międzynarodowego dialogu o skuteczności terapii, twoje przyszłe badanie, aby być uwzględnione w metaanalizach takich jak ta, powinno spełniać następujące wymogi.

 

Mieć losowy dobór do próby (RCT). Wyklucza to lub przynajmniej znacząco ogranicza preferencje badaczy, aby daną osobę przydzielić do danego rodzaju interwencji.

Wykorzystywać technologię ACT i jasno to określić. Jeśli stosujesz eklektyczną lub niedookreśloną metodę, wówczas trudno będzie to powiązać z konkretną technologią, a przez to i zgeneralizować wyniki na szerszy zakres wiedzy.

 

Porównywać ACT z przynajmniej jedną aktywną metodą leczenia np. chemiczna substancja wspomagająca rzucanie palenia, grupa AA, CBT lub inny rodzaj terapii. Badania porównujące aktywne modalności pozwalają stwierdzić czy w najmniej ekscytującym wypadku terapia jest „nie gorsza” (non-inferior), a w najlepszym czy mamy do czynienia z metodą oferującą wyższą skuteczność w stosunku do uznanych czy popularnych metod. Stosunkowo łatwo uzyskać solidny wynik porównując wyniki terapii z grupą, która przez ten czas nie otrzymała niczego. Na ostatniej konferencji PTTPB Pim Cuijpers, światowej klasy ekspert od metaanaliz, zwracał uwagę właśnie na ten punkt. Stosowanie jako grup porównawczych poczekalni (wait-list control) może powodować, że efekt terapii będzie sztucznie podwyższony, jako że w normalnych warunkach cierpiąca osoba pod nieobecność pomocy psychologicznej zazwyczaj szuka jakichś rozwiązań. Po dostaniu się na badanie, gdzie losowo przydzielono go do nieaktywnej próby, uczestnik jest aktywnie zniechęcany do szukania pomocy, kreując nierealistyczną ekologicznie sytuację badawczą i potencjalnie zwiększając rozpiętość między brakiem terapii a interwencją.

 

Podawać wyniki korzystając z psychologicznych, behawioralnych lub biologicznych miar związanych z nadużywaniem substancji np. ilość wydychanego CO u palaczy, deklarowana ilość wypalonych papierosów, poziom substancji w moczu, deklarowana ilość wypalonych papierosów, miary elastyczności psychologicznej w wersji dla nadużywających substancji itd. Zwłaszcza obiektywne biologiczne miary są ciekawe, ponieważ z innych metaaaliz wynika, że skuteczność zarówno grup badawczych, jak i kontrolnych znacząco się obniża, jeśli zamiast pytać osobę, ile wypaliła, sprawdza się poziom CO w wydychanym powietrzu. Może się to wiązać choćby ze wstydem, jaki pojawia się, kiedy mamy deklarować komukolwiek, że coś nam się nie udało. Okłamanie badacza jest bezpiecznym emocjonalnie i jednocześnie zaburzającym wyniki sposobem, aby tego wstydu uniknąć.

 

Pracować z populacją aktywnie poszukującą leczenia w związku ze swoim uzależnieniem. Bez tego trafią nam się osoby, które mogą już na starcie nie być zmotywowane do podjęcia pracy.

Z początkowej puli 70 badań wedle tych kryteriów pozostawiono 10 RCT. 5 tyczyło się rzucania palenia, a 5 z innych dziedzin – jedno związane z amfetaminą, dwa z opiatami i dwa z uzależnieniem od wielu substancji jednocześnie. Łączna próba to N=1386. Średnia ilość osób rezygnujących z terapii wyniosła 33,4%, co jest poniżej średniej w tego typu badaniach, być może przez wykorzystanie wyłącznie aktywnych grup.

 

Dane zebrane w meta-analizie

 

Tuż po zakończeniu interwencji obserwujemy mały i istotny statystycznie efekt faworyzujący ACT w stosunku do innych aktywnych modalności (g = .29, 95% CI = .08, .49, z = 2.76, p = .006, k = 6).

 

Podczas pomiaru follow-up, czyli jakiś czas po zakończeniu leczenia (zakres 2-18 miesięcy, M=7,3), obserwujemy istotny statystycznie efekt mieszący się między małym a średnim, faworyzujący ACT w stosunku do wszystkich innych badanych modalności (g = .43, 95%CI = .25, .61, z = 4.72, p < .001, k = 10).

 

W porównaniu z samym CBT różnica była mała i faworyzowała ACT, jednak była nieistotna statystycznie (g = .34, 95% CI = −.04, .71, z = 1.75, p = .08, k = 3). Uniemożliwia to wyciągnięcie wiążących wniosków do czasu większej ilości badań. Z drugiej strony do odpowiedniego p brakowało naprawdę niewiele i jedno dodatkowe badanie o podobnym wyniku zapewne pozwoliłoby przekroczyć to .05.

 

Po rozdzieleniu analizy ACT na uzależnienie od nikotyny oraz od innych substancji nie zaobserwowano różnic między kategoriami – w obu wypadkach w podobnym stopniu faworyzowany był ACT. Statystyki dla rzucania palenia (g= .42, 95%CI = .19, .64, z = 3.64, p < .001, k = 5) oraz dla innych substancji (g = .45, 95% CI = .15, .74,z = 2.95, p = .003, k = 5)

Statystyka fail safe N określa, ile publikacji wskazujących na zerowe wyniki musiałoby się pojawić, aby zniwelować zaobserwowane efekty do nieistotnych statystycznie. Innymi słowy, ile ukończonych hipotetycznych badań musiałoby trafić do szuflady, co jest znaczącym pytaniem w świecie publikowania głównie pozytywnych wyników. W tym wypadku byłoby to 46 badań – 4,6 razy więcej niż wykorzystano w analizie, co jest rozsądnym, choć nie zbijającym z nóg wynikiem.

 

Końcowe obserwacje i wnioski na przyszłość

Wiele badań odznacza się niską mocą, czyli ilością uczestników nie pozwalającą na wyciągnięcie wiążących wniosków zwłaszcza pomiędzy ACT i innymi modalnościami. Dopiero meta-analiza pozwoliła wziąć całość pod uwagę i dotrzeć do większej ilości istotnych statystycznie wyników.

Trudno powiedzieć, jaką ilość badań powinna zawierać

Różnica pomiędzy modalnościami tuż po zakończeniu obu interwencji wynosiła g =.29, natomiast podczas follow-up już g =.43. Oznacza to, że w miarę upływu czasu różnica między ACT a innymi terapiami zwiększyła się na korzyść ACT. W rzeczy samej, w literaturze ACT istnieje takie zjawisko jak sleeper effect. Oznacza to albo wzrost elastyczności psychologicznej w jakimś czasie po zakończeniu terapii, albo przynajmniej wolniejsze tracenie osiągniętych wyników w stosunku do innych metod pracy.

Stosunkowo niewiele badań (40%) stosowało analizę mediacyjną, by określić, czy zmiany na lepsze można było przypisać zmianom w elastyczności psychologicznej. Tylko 30% badań stosowało także miary jakości życia czy funkcjonowania psychospołecznego. Obie te miary są istotne z punktu widzenia ACT, aby określić, czy model elastyczności psychicznej rzeczywiście dobrze odzwierciedla ścieżki zmiany psychicznej i czy zmiany te przekładają się na coś więcej niż tylko redukcję problematycznych objawów.

 

Dodatek I: RCT ACT wykorzystane w tym badaniu

 

Rzucanie palenia

Bricker, J., Wyszynski, C., Comstock, B., & Heffner, J. L. (2013). Pilot randomized controlled trial of web-based acceptance and commitment therapy for smoking cessation. Nicotine & Tobacco Research15(10), 1756-1764.

Bricker, J. B., Bush, T., Zbikowski, S. M., Mercer, L. D., & Heffner, J. L. (2014). Randomized trial of telephone-delivered acceptance and commitment therapy versus cognitive behavioral therapy for smoking cessation: a pilot study. nicotine & tobacco research16(11), 1446-1454.

Bricker, J. B., Mull, K. E., Kientz, J. A., Vilardaga, R., Mercer, L. D., Akioka, K. J., & Heffner, J. L. (2014). Randomized, controlled pilot trial of a smartphone app for smoking cessation using acceptance and commitment therapy. Drug & Alcohol Dependence143, 87-94.

Gifford, E. V., Kohlenberg, B. S., Hayes, S. C., Antonuccio, D. O., Piasecki, M. M., Rasmussen-Hall, M. L., & Palm, K. M. (2004). Acceptance-based treatment for smoking cessation. Behavior therapy35(4), 689-705.

Gifford, E. V., Kohlenberg, B. S., Hayes, S. C., Pierson, H. M., Piasecki, M. P., Antonuccio, D. O., & Palm, K. M. (2011). Does acceptance and relationship focused behavior therapy contribute to bupropion outcomes? A randomized controlled trial of functional analytic psychotherapy and acceptance and commitment therapy for smoking cessation. Behavior therapy42(4), 700-715.

 

Inne substancje

Hayes, S. C., Wilson, K. G., Gifford, E. V., Bissett, R., Piasecki, M., Batten, S. V., … & Gregg, J. (2004). A preliminary trial of twelve-step facilitation and acceptance and commitment therapy with polysubstance-abusing methadone-maintained opiate addicts. Behavior therapy35(4), 667-688.

Luoma, J. B., Kohlenberg, B. S., Hayes, S. C., & Fletcher, L. (2012). Slow and steady wins the race: a randomized clinical trial of acceptance and commitment therapy targeting shame in substance use disorders. Journal of consulting and clinical psychology80(1), 43.

González-Menéndez, A., Fernández, P., Rodríguez, F., & Villagrá, P. (2014). Long-term outcomes of Acceptance and Commitment Therapy in drug-dependent female inmates: A randomized controlled trial. International Journal of Clinical and Health Psychology14(1), 18-27.

Smout, M. F., Longo, M., Harrison, S., Minniti, R., Wickes, W., & White, J. M. (2010). Psychosocial treatment for methamphetamine use disorders: a preliminary randomized controlled trial of cognitive behavior therapy and acceptance and commitment therapy. Substance abuse31(2), 98-107.

Stotts, A. L., Green, C., Masuda, A., Grabowski, J., Wilson, K., Northrup, T. F., … & Schmitz, J. M. (2012). A stage I pilot study of acceptance and commitment therapy for methadone detoxification. Drug & Alcohol Dependence125(3), 215-222.

 

Dodatek II: RCT ACT związane z uzależnieniami opublikowane już po wydaniu tej metaanalizy (stan na maj 2018)

Azkhosh, M., Farhoudianm, A., Saadati, H., Shoaee, F., & Lashani, L. (2016). Comparing Acceptance and Commitment Group Therapy and 12-steps Narcotics Anonymous in addict’s rehabilitation process: A randomized controlled trial. Iranian Journal of Psychiatry, 11, 244-249.

Bricker, J. B., Mull, K. E., McClure, J. B., Watson, N. L., & Heffner, J. L. (2017). Improving Quit Rates of Web‐Delivered Interventions for Smoking Cessation: Full Scale Randomized Trial of WebQuit. org versus Smokefree. gov. Addiction.

George, B. (2015). Efficacy of acceptance and mindful based relapse prevention program on emotion regulation difficulty among alcoholics in Kerala, India. Journal of Alcohol and Drug Dependence, 3:205.

Hashemi, J., & Nazemi, A. (2017). Effectivenes of Acceptance and Commitment Therapy (ACT) on Admission of Treatment Plan in Marijuana, Phencyclidine and Ketamine Abusers. Police Medicine, 6, 189-195.

Harvey, S. T., Henricksen, A., Bimler, D., & Dickson, D. (2017). Addressing Anger, Stress, and Alcohol-Related Difficulties in the Military: An ACT Intervention. Military Psychology29, 5, 464-476.

Savvides, S. N. (2014). Evaluating an acceptance and commitment therapy internet-based intervention for smoking cessation in young adults. (praca doktorska)

Thekiso, B., Murphy, P., Milnes. J., Lambe, K., Curtin, A., & Farren, C. K. (2015). Acceptance and Commitment Therapy in the treatment of alcohol use disorder and comorbid affective disorder: A pilot matched control trial. Behavior Therapy, 46, 717-728.

Villagrá P, Fernández P, Rodríguez F, González A. (2014). Acceptance and commitment therapy vs. cognitive behavioural therapy in the treatment of substance use disorder with incarcerated women. Journal of Clinical Psychology, 70, 644–657.

ACT w żałobie – kiedy ból nie odchodzi, a życie wydaje się nie mieć sensu

Autor Ray Owen | Źródło
Polska wersja Bartosz Kleszcz

Mąż Aliny – Piotr – umarł na raka prostaty 8 miesięcy temu. Opisuje tygodnie tuż po jego śmierci jako niejasną plamę, natomiast ostatnie miesiące jako ciągły cykl smutku i łez, odtwarzając w głowie ostatnie tygodnie, unikając czynności oraz osób przypominających o mężu i przywodzących przez to kolejne fale bólu i straty. Alina mówi, że nie wie już, po co w ogóle jeszcze tu jest, więc trudno znaleźć jej motywację do robienia czegokolwiek. A kiedy myśli o nadchodzących latach, zaczyna zastanawiać się, czy w ogóle warto.

 

Natura problemu

Każda osoba pracująca z żałobą rozpozna sytuację, w której znalazła się Alina (fikcyjna osoba, ale bazująca na tylu prawdziwych, jakie napotkałem). Problemy tego rodzaju są na tyle znajome, że wszyscy wypracowaliśmy sobie sposoby, jak do nich podejść, jak je rozumieć i jak próbować pomóc.

Mimo tego sprawy tego rodzaju są zawsze skomplikowane i warto przypomnieć sobie kilka przyczyn tego:

  • Taki ból emocjonalny jest bardzo intensywny, jest w pełni zrozumiały (może moglibyśmy nawet powiedzieć, że „zasłużony”) i wiemy, że najpewniej w najbliższym czasie nigdzie nie odejdzie .
  • Duża część osobistej tożsamości i celów w życiu mogły związane z umarłą osobą. Staje się to wówczas trudne, by dostrzec, jaki nowy cel wybrać.
  • I czasami własne straty mogą sprawiać, że ból naszych klientów krzywdzi także nas lub sprawia, że czujemy się bezradni w obliczu ich cierpienia.

Kiedy ktokolwiek wchodzi w stan żałoby, nie składa się na to wyłącznie powiązany z tym ból emocjonalny – smutek, złość, strach, poczucie winy. Także to, jak reagujemy na ból, może pogłębiać problem – od wycofania się, przez rozmyślanie nad przeszłością, zapracowywanie się, by nie myśleć, aż do korzystania z alkoholu i innych narkotyków, by stępić to cierpienie.

Mimo że dowolne z powyższych strategii mogą mieć pożądany efekt na krótką metę, nie tylko nie sprawiają, że coś poprawia się na dłuższą, ale też utrudniają podjęcie działań w kierunku tego „nowego życia”, o którym kierowani dobrymi intencjami bliscy zaczynają coraz częściej wspominać.

Co więcej, wszystko to odbywa się ze społeczeństwem w tle, które ma tendencję do patrzenia na cierpienie ludzkie jako na problem do rozwiązania, albo gorzej – jak na chorobę do wyleczenia lekami. W tym ujęciu żałoba jest pewnym sztywno ustalonym procesem lub stanem, z którego trzeba się wylizać.

 

Terapia akceptacji i zaangażowania – jeden ze sposobów na pomoc

Różne modele tego, jak wspierać żałobiące się osoby, będą odnosić się do tych kwestii na różne sposoby (lub czasem wcale).

Jednym z podejść jest psychologiczny model zwany terapią akceptacji i zaangażowania (lub ACT, czytany jako jedno słowo akt, nie osobne litery). Wedle tego modelu nie widzi się bólu, odpowiedzi na ból lub nawet (czasem niepomocnych) zachowań innych osób jako objawów, komplikacji i patologii, ale raczej jako fundamentalny element tego, jak ludzie uczą się na temat świata, starają się go zrozumieć i reagować na to. To zarówno nasze najmocniejsze strony, jak i największe słabości. W związku z tym ACT nie tyczy się tylko reakcji na żałobę, ale wszystkich form stresu i cierpienia.

ACT jest terapią „trzeciej fali” – u swego serca terapią behawioralną, która kładzie silny nacisk na akceptację, uważność, troskę i zachowania inspirowane wartościami. W ciągu około 20 lat, w których była na scenie, przeprowadzono tysiące badań naukowych na temat jej poszczególnych części oraz ponad 250 badań dużego kalibru (badania z losowym doborem do próby; randomized-control trial, RCT) publikowanych w czasopismach akademickich i pokazujących skuteczność w zaskakującym zakresie sytuacji. Wliczają się do tego typowe problemy związane ze zdrowiem psychicznym (lęk, depresja, stres postraumatyczny, omamy, urojenia, radzenie sobie z gniewem – obok wielu innych), radzenie sobie ze zdrowiem fizycznym (przewlekły ból, choroby nowotworowe, cukrzyca, inne przewlekłe lub długotrwałe trudności), ale także w sferach, które nie są zazwyczaj widziane jako problemy kliniczne, takie jak radzenie sobie ze stygmatyzacją i uprzedzeniem, uczenie się nowych umiejętności lub nawet wspieranie w wykorzystywaniu zasad BHP podczas budowy! Wszystkie szczegóły znajdziecie na głównej stronie ACT.

ACT widzi wiele z naszych trudności jako efekt prób kontroli, rzucenia wyzwania lub pozbycia się naturalnie istniejących myśli i uczuć, zamiast uczenia się, jak tworzyć dające spełnienie życie,  nawet mimo tego, że od czasu do czasu są one obecne. I to jest prawda dla nas wszystkich, nie tylko dla poszukujących pomocy.

By zawrócić ze ścieżki wewnętrznej walki, ACT zachęca nas, aby okazywać częściej trzy postawy: ŚWIADOMOŚĆ, OTWARTOŚĆ i ZAANGAŻOWANIE.

 

  • ŚWIADOMOŚĆ. Zdolność do zauważenia, co dzieje się zarówno wewnątrz naszych głów, serc i ciał, jak i świata wokół. To także rozwijanie w sobie zdolności, aby wracać do tu i teraz zamiast zatracania się w przeszłości lub przeszłości, czy bycia pod wpływem sztywnych zasad czy historii na swój temat. ACT jest w tej części podobny do podejść opartych na uważności (mindfulness).

 

  • OTWARTOŚĆ. Reagowanie na swe myśli i uczucia rozpoznając, czym one w swej istocie są (wyłącznie myślami i uczuciami), zamiast pozwalania im, aby kontrolowały wybory i działania. To gotowość, aby doświadczać ich, jeśli umożliwi to krok do przodu. To także rozwijanie umiejętności pozwalania im być takimi, jaki są, bez podejmowania niepomocnych kroków mających się ich pozbyć.

 

  • ZAANGAŻOWANIE. Aby mieć większą jasność na temat własnych wartości – tego, na czym nam zależy, jakimi osobami chcemy być na tym świecie (różne osoby będą cenić różne rzeczy – ja cenię „bycie pomocnym”, „bycie życzliwym”, „bycie ciekawskim”, „bycie kreatywnym”). A następnie aby bazować własne działania na nich właśnie, zamiast na (zrozumiałych) impulsach, by redukować niechciane myśli i emocje. Wreszcie, to znajdowanie sposobów na bycie zgodnymi z wartościami nawet kiedy warunki zmienią się – jak przy żałobie.

 

Jakkolwiek to są dokładnie te rzeczy, które ACT wspiera, to podejście to stawia też duży nacisk na to jak jest to realizowane:

 

  • Przez jasność tego, że to co jest źródłem trudności nie jest chorobą czy patologią, ale naturalną konsekwencją tego, jak funkcjonują nasze umysły.
  • Skoro tak, to ACT tyczy się tak samo terapeuty, jak klienta. Aby modelować zgodność z tym, terapeuta ACT będzie otwierać się przed klientem wiele częściej niż jest to w innych modelach terapii czy pomocy psychologicznej.
  • Mniejsze skupianie się na tym, co jest absolutnie „prawdziwe” dla tego klienta lub w świecie jako takim, a zamiast tego na tym, co działa w taki sposób, który skutkuje bardziej spełniającym życiem.
  • Aktywne robienie i doświadczanie rzeczy – podczas sesji i między nimi – zamiast tylko rozmawiania i słuchania.

 

Przykład

Jak zatem wyglądałoby podejście ACT przy pomocy Alinie, z którą zapoznaliśmy się na samym początku tekstu?

Cóż, pierwszą rzeczą jest to, że miałoby ono (oby) wiele wspólnego z jakąkolwiek inną efektywną formą pomocy i wsparcia psychologicznego – okazanie troski, szacunku, autentycznego zainteresowania się cudzym doświadczeniem i gotowością, by w odpowiedni sposób przyjąć cudzą historię.

Praktyk ACT może także poświęcić swój czas na:

  • Pomoc Alinie w zauważaniu w bardziej szczegółowy sposób myśli i uczuć, jakie się pojawiają, kiedy one się pojawiają i co robi, gdy się pojawią (np. unikanie widzenia się z innymi).
  • Pomoc w zrozumieniu, dlaczego w naturalny sposób reagujemy właśnie tak, choćby próbując redukować lub odsuwać się od silnych nieprzyjemnych emocji (zwie się to „unikanie doświadczania”). Nacisk na to, że nie jest to oznaka bycia „chorym” lub „popsutym”, ale też praca nad dostrzeżeniem, że takie unikanie może nie działać dla niej dobrze na dłuższą metę.
  • Zachęta, by nie zmagać się z myślami i emocjami, gdy się pojawiają, ale też by nie wdawać się w przedłużone ruminacje i rozmyślania, skoro to w niczym nie pomaga.
  • Pomoc w powracaniu do tu i teraz, kiedy jej umysł zaczyna spiralę w kierunku wspomnień, rezygnując jednocześnie z niepomocnych schematów supresji myśli lub potrzebowania ciągłego odwracania uwagi
  • Zauważanie obecności i wpływu sztywnych zasad kierujących zachowaniem oraz przekonań na swój temat, zwłaszcza tych, które definiują ją w roli (przykładowo) żony lub opiekunki.
  • Określenie najistotniejszych dla Aliny wartości i przyjrzenie się, jak wpłynęła na nie strata oraz ból z nią związany („wewnątrz swego bólu odnajdziesz własne wartości”).
  • Szukanie nowych sposobów bycia w zgodzie z wartościami w życiu, w którym nie ma już Piotra, nie popadając w ponaglanie jej czy przymus ruszenia do przodu. Zatem stopniowe rozwijanie poczucia kierunku i sensu osobne od konkretnych, straconych już ról, zachowując zarazem ciągłość tego, co miało sens, kiedy Piotr żył. Przykładowo, mogła ona cenić działanie w sposób troskliwy, lojalny, uczciwy.
  • Pomoc w zrozumieniu, że robiąc kroki do przodu będzie ze sobą nosić także wiele z jej trudnych myśli, wspomnień i uczuć – życie nie może czekać, aż wszystkie je rozwiąże (ponieważ nigdy nie są rozwiązane do końca).
  • Pomoc w rozwijaniu jakichkolwiek nowych umiejętności koniecznych, by realizować wszystko powyższe.

Czego bym chciał dla Aliny pod koniec naszej pracy? Aby jej wspomnienia i uczucia związane z Piotrem – zarówno te chciane, jak i niechciane – wciąż były z nią, ale by nie kontrolowały jej już w takim stopniu, oraz aby nie bała się ich już. I co najważniejsze, aby mogła zacząć doświadczać życia, które ma sens, spełnienie, przyjemność, nawet w obliczu jej żałoby.

Oczywiście terapia akceptacji i zaangażowania nie jest jedynym sposobem, aby pomóc komuś to osiągnąć.

Ale ja z całą pewnością odkryłem, że pośród różnych sposobów ten jest niesamowicie potężną drogą.

Pojawienie się badań nad terapią opartą na procesach: Powrót do korzeni

Autor Kelly Wilson | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Tłumaczenie rozdziału z: Wilson, K. G. (2019). The Rise of Process-Based Therapy Research: Returning to Our Roots. Forward to appear in Innovations in Acceptance and Commitment Therapy, M. Levin, J. Krafft, & M. Twohig (Eds.). Oakland, CA: New Harbinger Press.

Na pierwszy rzut oka książka ta wydaje się być eksploracją zastosowań konkretnego modelu terapeutycznego. Kryje się za tym jednak więcej niż może się wydawać. Zrozumienie wagi tej książki wymaga spojrzenia z historycznej perspektywy na to, jak dziedzina ta dotąd się rozwijała, a także na niektóre z sił wpływających na kształtowanie się toku tego rozwoju.

W latach 70. XX wieku National Institute of Mental Health (NIMH, amerykański NFZ będący jednocześnie największą instytucją grantową na świecie – BK) doświadczał coraz więcej presji, aby okazać ilościowe wyniki badań naukowych związanych ze skutecznością psychoterapii (efficacy, czyli skutecznością demonstrowaną w idealnych warunkach, w przeciwieństwie do effectiveness, gdzie bada się skuteczność w warunkach naturalnych – BK). Zaistniała presja prawna, aby przekształcić NIMH w pewnego rodzaju odpowiednik Food and Drug Administration (organ rządowy zajmujący się dopuszczaniem do obiegu w USA jedzenia oraz leków – BK) dla psychoterapii (Wolfe, komunikacja osobista, 1997). W ramach badań farmaceutycznych badania z losowym doborem do próby (RCT, randomized-control trial) są wykorzystywane, aby badać skuteczność (efficacy) różnorodnych leków służących leczeniu chorób. NIMH zaczął więc poszukiwać odpowiednika tego podejścia w metaforycznej analogii lek/choroba właśnie poprzez RCT stosowane do pomiaru skuteczności psychoterapii.

Przed latami 70. badania nad psychoterapią koncentrowały się głównie na terapii psychodynamicznej. Stosowany przez psychodynamicznych badaczy model oparty na procesach oraz historycznie ukształtowany rozwój tej dziedziny przez analizę narracyjną studiów przypadku nie dawał się jednak łatwo przekształcić w eksperymentalny model badań. Naukowcy psychodynamiczni po prostu nie pisali podań o takie granty, które wpasowałyby się w nowe eksperymentalne cele NIMH (zob. wspaniały rozdział Rosner, 2005), wskutek czego ich programy badawcze – z kilkoma wyjątkami – obumarły. Podobnie pierwsze dwie edycje psychiatrycznych Diagnostic and Statistical Manual (DSM; American Psychiatric Association [APA], 1952, 1968) cierpiały na notorycznie niską rzetelność (relibility; powtarzalność i stabilność pomiaru w czasie i pomiędzy badanymi – BK; e.g., Rosenhan, 1973).

Aby pójść do przodu w szukaniu psychoterapeutycznego ekwiwalentu farmaceutycznych RCT, naukowcy potrzebowali odpowiedników zarówno leku, jak i leczonej choroby. Publikacja DSM-III (APA, 1980) w 1980 zbiegła się z finansowymi priorytetami NIMH w do tego stopnia, że ostatecznie zmianie uległ obraz badań nad psychoterapią i psychopatologią. Nowy DSM-III, na ogół oczyszczony z psychodynamicznej teorii, dostarczył przynajmniej jakiejś ilości rzetelnie określalnych syndromów. Syndromy te widziano jako ścieżkę wiodącą do rozpoznania choroby psychicznej. W połowie lat 80. NIMH uległ procesowi decentralizacji i reorganizacji właśnie wokół tych syndromalnych klastrów, co z kolei przygotowało grunt pod współczesną erę RCT.  Wysoko wyspecjalizowane protokoły zaczęto traktować jako odpowiednich statycznych farmaceutycznych cząsteczek chemicznych, a syndromy DSM zaczęto traktować tak, jakby były prawdziwymi chorobami.

Ta zbieżność okoliczności wywarła ogromną presję selekcyjną na to, które teorie były faworyzowane poprzez przyznanie rządowych dolarów na badania. Oczywiście teorie biologiczne, związane z nowymi lekami farmaceutycznymi, prosperowały. Pośród teorii psychologicznych te, które dało się przenieść na obszar praktycznych zastosowań oraz gromadzenia dowodów, zaczęły pochłaniać zdecydowaną większość badawczych środków (Rosner, 2005). Odkładając na chwilę farmakoterapię na bok, dwie przepastne i często nachodzące na siebie postawy teoretyczne zaczęły dominować nad krajobrazem badawczym począwszy od połowy lat 80. aż po dziś dzień. Terapia poznawcza, terapia behawioralna i liczne kombinacje terapii poznawczo-behawioralnych generowały zdecydowanie więcej dowodów niż wszystkie pozostałe teorie razem wzięte. Tak opisuje w elokwentny sposób swe cele w Terapii poznawczej i zaburzeniach emocjonalnych Beck:

Nim zaczniemy oceniać psychoterapie, powinniśmy znaleźć rozróżnienie między systemem psychoterapii a zwykłym zbiorem technik. System psychoterapii dostarcza zarówno ram dla rozumienia zaburzeń psychologicznych, które ten zakłada, że leczy, jak i jasnego obrazu ogólnych zasad i konkretnych procedur terapii. Dobrze rozwinięty system dostarcza (a) wyczerpującej teorii lub modelu psychopatologii, jak i (b) szczegółowego opisu i przewodnika po technikach terapeutycznych związanych z tym modelem (1976, s. 278).

Beckowski (1976) model oparty na procesach podpowiada pewną ilość konkretnych sposobów empirycznej weryfikacji. Jeśli nietrafne dane poznawcze miałyby być głównym winnym, badania pomiarowe powinny być w stanie zebrać dane na temat rozpowszechnienia tego rodzaju patogennego myślenia, jak i możliwych do przeprowadzenia interwencji, aby te schematy myślenia zmienić. Beck sugerował eksperymentalne badania psychologiczne jako dodatkowy sposób na przetestowanie modelu opartego na procesach. Nie oferował jednak metody terapii dla konkretnych chorób psychiatrycznych. Zamiast tego zaoferował strategiczny dokument skupiony na opartym na procesach podejściu do rozumienia, prowadzenia i oceny skuteczności psychoterapii.

Także behawioryści wszystkich maści byli w dobrej pozycji, aby wkroczyć w świat wymagających eksperymentalnej weryfikacji świat badań nad psychoterapią. Większość behawiorystów albo była już jedną nogą w laboratorium, albo była szkolona przez ośrodki prowadzone przez naukowców głęboko zanurzonych w badaniach podstawowych. Więzi między laboratoriami badającymi podstawowe procesy behawioralne a kliniką miały wtedy już wiele czasu, aby dobrze się zakorzenić. Pierwsza publikacja na temat terapii ekspozycyjnej została opublikowana przez Mary Cover Jones w 1924. Jones, w owym czasie studentka, odwróciła sławny eksperyment nad małym Albertem, przeprowadzony przez Johna B. Watsona. Watson pokazał, że pieczołowicie dobrane pary bodźców w laboratorium były w stanie wytworzyć pełne lęku unikanie w obecności nieszkodliwych małych zwierzątek. Jones (1924), matka terapii behawioralnej, pokazała z kolei, że można te same zasady modyfikacji zachowania pokierować w kierunku odwrócenia lękliwego unikania. Dwadzieścia pięć lat później osoby pokroju Ogdena Lindsleya, Murraya Sidmana, Josepha Wolpe oraz Arnolda Lazarusa, by wymienić tylko kilku z tłumu, stworzyły podwaliny pod początki nowoczesnej stosowanej psychologii behawioralnej. Te teorie behawioralne, zrodzone w laboratorium, całkiem dobre pasowały do wymogów ilościowego określenia efektów, co przełożyło się na  postępujące sukcesy w kolekcjonowaniu grantów badawczych od NIMH. Ale jako że NIMH zorganizował się wokół terapii diagnoz psychiatrycznych, przyszło tym badaczom zapłacić pewną cenę. Zarówno od naukowców behawioralnych i poznawczych coraz częściej wymagano, aby skupiać swój projekt rozwoju terapii wokół konkretnych syndromów.

Mimo że książka ta nie jest na temat diagnozy lub klasyfikacji rodzajów cierpienia ludzkiego, stanowi ona jednak częściową odpowiedź na zgubne skutki trzech dekad organizacji nauk psychologicznych wokół klasyfikacji syndromalnej. DSM-III w rękach NIMH zawłaszczył sobie rozwój obiecujących terapii skupionych na procesach psychologicznych. Barry Wolfe, cytowany poniżej, jest źródłem studium przypadku wciskania psychologii w szablon leków na choroby psychiatryczne:

W krótkim czasie stało się praktycznie niemożliwym, aby otrzymać grant w sferze psychoterapii, zwłaszcza w rejonie badań nad ich wynikami, jeśli nie był on skupiony na DSM. Musieliśmy w istocie przekazywać potencjalnym grantobiorcom, których nie interesowały konkretne kategorie DSM, że będą musieli przesunąć nieco punkt skupienia ich badań. (…) Marsha Linehan rozpoczęła swój dwunastotygodniowy program badawczy nad terapią behawioralną skierowany dla, jak ona to określała, kobiet z tendencjami parasamobójczymi. Były to osoby, które dość często miały co najmniej pewne próby lub przynajmniej okazywały samobójcze gesty. Marsha Linehan była trenowana jako behawiorystka i jako taka nie darzyła kategorii diagnostycznych żadnym zainteresowaniem. Spotkaliśmy się z nią, znów około roku 1980, i powiedzieliśmy „Zobacz, te osoby bardzo przypominają Borderline, więc prawdopodobnie wyjdziesz na tym lepiej, jeśli zaczniesz nazywać je Borderlinami.” (Barry Wolfe, cytowany przez Rosner, 2005)

Ta reorganizacja wokół syndromów miała nadzwyczajny, błyskawiczny i szeroko zakrojony wpływ. W latach 90. wydziały poradnictwa psychologicznego, pracy społecznej i psychologii jako typowa oferta zaczęły szkolić jednoznacznie w ramach diagnoz DSM, a zwroty kosztów za profesjonalną opiekę coraz częściej wiązały się z tymi kategoriami diagnostycznymi. Podręczniki nad psychologią nie-normalności, sekcje badawcze National Institutes of Health (inna rządowa instytucja grantowa w USA – BK), organizacje zajmujące się profesjonalnymi i naukowymi specjalizacjami, nazwy naszych czasopism, nazwy i cele instrumentów pomiarowych oraz pola specjalizacji i subspecjalizacji naszych najlepszych i najbystrzejszych badaczy, wliczając w to ekspertów od psychopatologii eksperymentalnej oraz badań klinicznych, stawały się w coraz większym zakresie organizowane wokół syndromów DSM.

Imitowanie badań farmakologicznych nosi w sobie dwa założenia. Pierwsze – że psychospołeczne metody terapii to statyczne byty, pełniące w tej wstrętnej metaforze odpowiednik cząsteczek chemicznych. Drugie – że diagnozy reprezentują osobne chorobowe jednostki, tak jak rak, świnka czy odra, albo przynajmniej reprezentują markery ukrytych pod tymi objawami stanów chorobowych. Oba z tych założeń są głęboko problematyczne, nawet z punktu widzenia niektórych projektantów DSM. Podczas ostatniej z rewizji, liderzy oddziału specjalnego ds. DSM wyłożyli jasno ciągnącą przez dekady porażkę syndromalnych klasyfikacji w doprowadzeniu do rozpoznania jakiejkolwiek choroby:

Podczas ponad trzydziestu lat od czasu wprowadzenia kryteriów Feighnera przez Robina i Guze, które ostatecznie doprowadziły do powstania DSM-III, cel uprawomocnienia tych syndromów i odkrycia wspólny ich etiologii pozostał czymś znajdującym się na dalekim horyzoncie. (…) Nie udało się znaleźć ani jednego laboratoryjnego markera, który mógłby wiązać się w jednoznaczny sposób z jakimkolwiek z definiowanych przez DSM syndromów. (…) Badania epidemiologiczne i kliniczne ujawniły ekstremalnie wysoki poziom współwystępowania między zaburzeniami, poważając hipotezę, że syndromy te miałyby reprezentować oddzielne etiologie. (…) Jeśli chodzi o terapię, brak swoistości jest zasadą, zamiast być wyjątkiem. (…) Zmiana pozycji DSM-IV w realne byty, do tego stopnia, że uważa się je za równe chorobom, niesie w sobie większe prawdopodobieństwo zaburzenia interpretacji wyników badawczych, zamiast ułatwiać ich wyjaśnianie. (…) Wszystkie te ograniczenia aktualnego paradygmatu diagnostycznego wskazują na to, że badania skupione wyłącznie na dopieszczaniu zdefiniowanych przez DSM syndromów mogą nigdy nie doprowadzić do odkrycia etiologii u podstaw tych problemów. Aby mogło mieć to miejsce, być może dopiero będzie musiała nastąpić, nieznana nam jeszcze, zmiana paradygmatu. (Kupfer, First, & Regier, 2002, s. xviii–xix)

Niezależnie od intencji, zmiana paradygmatu nie nastąpiła wraz z opublikowaniem DSM-5 (APA, 2013). Zamiast tego DSM-5 przejawiał żałosną rzetelność w badaniach w terenie (field experiments), gdzie popularne diagnozy jak epizod depresyjny większy oscylowały w okolicy .28, spadając czasem aż do .13 (Regier i in., 2013). Mimo tego, zmiana paradygmatu być już na horyzoncie. Zmiana ta wiąże się z drugim z wadliwych założeń farmaceutycznej metafory RCT – iż sposoby interwencji psychospołecznej można uczynić czymś tak stabilnym jak cząsteczki chemiczne w testach farmaceutycznych. Nawet kiedy protokoły zostają bardzo konkretnie dookreślone, kiedy stosuje się je z wielką pieczołowitością pod względem sprawdzania zgodności dostarczonej interwencji z jej projektem (adherence), napotykamy problemy, które ukrywane są głęboko między zbitymi razem danymi badań nad wynikami terapii. Przykładowo, badania regularnie pokazują większą różnicę w efektach między terapeutami stosującymi tę samą metodą w tej samej grupie badawczej niż między porównywanymi grupami stosującymi osobne metody (Miller, Hubble, Chow i Seidel, 2013). Nawet kiedy jesteśmy w stanie wymusić bardzo dokładną zbieżność stosowanej interwencji z opisującym ją protokołem, nie jest to w żaden sposób na empirycznym gruncie jasne, że wpłynie to na poprawę wyników.

Istnieje wobec tego wszystkiego alternatywa. Możemy porzucić dwa krańce modelu chorobowego – syndromu jako choroby i podręcznika terapii jako testowanego związku chemicznego. Sugestia porzucenia DSM wywołuje czasem reakcję „Ale musimy polegać na czymś!” Jak się okazuje – mamy już coś. I to coś było obecne przez całą tę drogę, choć nie skupiało na sobie uwagi wielu z naszych najważniejszych instytucji edukacyjnych i badawczych. Tym czymś jest powrót do bliskiego przyjrzenia się procesom zmiany, a także uznanie, że terapeuta jest w każdej części elementem procesu terapii – a nie tylko statycznym pojemnikiem na stosowane protokoły. Właśnie taka szczegółowa analiza procesów zmiany, zarówno w klinice, jak w wypadku Becka, jak i w laboratorium, stworzonym w ramach tradycji behawioralnej, zaskutkowała powstaniem naszych najlepiej ugruntowanych metod terapii.

Dodatkowa zmiana, jaka zachodzi wraz z przejściem do RCT bazujących na protokołach i syndromach, to przejście w kierunku wysoce zagregowanych danych jako centrum uwagi wiedzy klinicznej. Projekty badań grupowych często jednak ukrywają istotną i interesującą różnorodność wyników. Tymczasem – oczywiście – nasze najlepiej ugruntowane badania mają swój rodowód właśnie w badaniach nad osobami, a nie grupami osób. Pochodzą z analizy reakcji jednej osoby na daną interwencję, a nie z analizy średniej reakcji grupy, która może zupełnie nie odzwierciedlać reakcji jakiejkolwiek osoby będącej częścią tej grupy. Współczesna moc obliczeniowa, metody zbierania i analizy danych oferują możliwości niedostępne w przeszłych dekadach (np. Kurz, Johnson, Kellum i Wilson, 2019). Może być tak, że jesteśmy właśnie świadkami zmiany tak istotnej jak ta, która zaszła w latach 80. Hoffmann i Hayes prezentują wizję tego, jak ma ta zmiana paradygmatu wyglądać:

Może stać się tak, że nauki kliniczne staną się świadkami upadku nazwanych terapii, definiowanych przez zbiór technologii, upadek szeroko pojętych szkół, a zamiast tego ujrzą rozwój testowalnych modeli terapii, rozwój badań nad mediacją i moderacją, wyłonienie się nowych sposobów diagnozy bazującej na analizie funkcjonalnej, przejście z podejść nomotetycznych w stronę idiograficznych, a także przejście w kierunku procesów psychologicznych pomagających wskazać podatne na zmianę elementy. Zmiany te mogą pomóc zintegrować czy zbudować mosty między różnymi orientacjami terapeutycznymi, uwarunkowaniami czy nawet kulturami. (2018, p. 37)

(…)

Zmiana ta nie jest na temat porzucenia czegokolwiek, czego już zdążyliśmy się nauczyć. Raczej jest ona przykładem rozległego, zorientowanego na proces rozwoju psychoterapii. Model ten reprezentuje mile widziany powrót do samych korzeni naszych najlepiej udowodnionych terapii. Skupiały się one właśnie na procesach zmiany, a nie na diagnozach. Oprócz tego, rozwój terapii bardziej skupiony na procesach daje możliwość także naukowcom skupionym wokół modeli psychodynamicznych i wspólnych czynników (common factors), którzy cierpieli wskutek dominacji aktualnego modelu chorób i protokołów RCT. Proces zawsze był w centrum ich uwagi. Ponowne zorientowanie się w stronę procesów będzie kierować te często skłócone ze sobą stronnictwa w stronę tej samej strategii badawczej. Możemy zacieśnić nasze więzi przez systematyczne, empiryczne testowanie odpowiedzi na pytanie kliniczne Gordona Paula (1969): „Jaki rodzaj terapii, dostarczany przez kogo, jest najbardziej skuteczny dla tej osoby z tym konkretnym problemem, w jakich okolicznościach i w jaki sposób?” (s. 44)

Era sztywnych protokołów połączonych ze paskudnymi diagnozami DSM dobiega swego końca. To bardzo dobre wieści. To dobre wieści dla progresywnych psychologicznych nauk, zarówno na poziomie badań podstawowych, jak i stosowanych, a ostateczne także dobre wieści dla wszystkich konsumentów stosowanej nauki.

 

Bibliografia

American Psychiatric Association. (1952). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (1st ed.). Washington, DC: Author.

American Psychiatric Association. (1968). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (2nd ed.). Washington, DC: Author.

American Psychiatric Association. (1980). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (3rd ed.). Arlington, VA: Author.

American Psychiatric Association. (2013). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (5th ed.). Arlington, VA: Author.

Beck, A. T. (1976). Cognitive therapy and the emotional disorders. New York, NY: Penguin.

Hofmann, S. G., & Hayes, S. C. (2018). The Future of Intervention Science: Process-Based Therapy. Clinical Psychological Science7, 37–50.

Jones, M. C. (1924). A laboratory study of fear. The case of Peter. Pedagogical Seminary31, 308–315.

Kupfer, D. J., First, M. B., & Regier, D. A. (2002). A research agenda for DSM-V. Arlington, VA: American Psychiatric Association.

Kurz, A. S., Johnson, Y., Kellum, K. K., & Wilson, K. G. (2019). How can process-based researchers bridge the gap between individuals and groups? Discover the dynamic p technique. Journal of Contextual Behavioral Science, 13, 60–65.

Miller, S. D., Hubble, M. A., Chow, D. L., & Seidel, J. A. (2013). The outcome of psychotherapy: Yesterday, today, and tomorrow. Psychotherapy, 50, 88–97.

Paul, G. L. (1969). Behavior modification research: Design and practice. In C. M. Franks (Ed.), Behavior therapy: Appraisal and status. New York, NY: McGraw-Hill.

Regier, D. A., Narrow, W. E., Clarke, D. E., Kraemer, H. C., Kuramoto, S. J., Kuhl, E. A., & Kupfer, D. J. (2013). DSM-5 field trials in the United States and Canada, Part II: Testretest reliability of selected categorical diagnoses. American Journal of Psychiatry170, 59–70.

Rosenhan, D. L. (1973). On being sane in insane places. Science, 179, 250–258.

Rosner, R. I. (2005). Psychotherapy research and the National Institute of Mental Health, 19481980. In W. E. Pickren, Jr., & S. F. Schneider (Eds.), Psychology and the National Institute of Mental Health: A historical analysis of science, practice, and policy (pp. 113– 150). Washington, D. C.: American Psychological Association.

 

Czy Steven Hayes opuścił ACT?

Napisał Bartosz Kleszcz

Czasem ze strony terapeutów CBT dochodzą do mnie zaskaujące informacje. Przykładem, na którym skupię się poniżej, jest pytanie zadane przez koleżankę uczestniczącą w szkoleniu na terapeutkę poznawczo-behawioralną, która od prominentnej osoby w tej szkole dowiedziała się, że „Steven Hayes opuścił ACT” i że uważa on, że czas ACT minął, porzucając ten nurt na rzecz Stefana Hofmanna i CBT opartego na procesach terapeutycznych. Trochę później jeszcze kilka osób potwierdziło, że nie jest to coś wyssanego z palca, jako że i na ich szkoleniach podawane im były takie wieści. Zadziwiłem się, ale może coś mi umknęło po drodze. Postanowiłem więc rozejrzeć się dokładniej.

Na oficjalnej liście mailingowej ACBS, gdzie Steven Hayes udziela się z dużą regularnością i jest dostępny dla wszystkich chcących mieć z nim bezpośredni kontakt, nie było jednak żadnych informacji o rozwodzie. Sprawdziłem w jego ostatniej książce „A Liberated Mind” (wówczas jeszcze niedostępnej po polsku, ale od niedawna możliwej do przeczytania jako „Umysł wyzwolony”). Termin „ACT” (jako osobne słowo, a nie część innego wyrazu) występuje tam 505 razy – to więcej niż ilość stron w książce. No ale być może Steven Hayes przechodzi ten rozwód czy nawet pogrzeb życiowego projektu z dużym trudem emocjonalnym i jest na etapie obsesyjnego rozpamiętywania lub sztywnego skupienia uwagi na obumarłej miłości. Spytałem go więc bezpośrednio, co sądzi o plotce, która krąży po Polsce wśród terapeutów CBT, przekazywanej im w czołowej szkole psychoterapii w kraju. Odpowiedź z 14 czerwca 2020, do wglądu na publicznym forum dla każdego członka ACBS, brzmiała następująco:

Trochę mi wstyd, że skupiamy się na głównej liście dyskusyjnej na temacie tego, co myśli Steve, ale plotka w Polsce, że mówię, że ACT już przebrzmiał jest (hm, jak by to ująć… nieprawdziwa. (Co pomyślałem w rzeczywistości to seria – jak by to ująć – bardziej dosadnych słów, ale tych lepiej nie cytować). (…)

 

ACT nigdy nie był na temat ACTu jako techniki. Jesteś w stanie znaleźć takie stanowisko u wszystkich czołowych naukowców i terapeutów ACT na przestrzeni kilku ostatnich dekad. ACT integruje zasady radykalnego behawioryzmu i teorii ram relacyjnych. Teoria ram relacyjnych integruje założenia kontekstualnych nauk o zachowaniu. Kontekstualne nauki o zachowaniu integrują nauki ewolucyjne oraz funkcjonalny kontekstualizm. A wszystko to transformuje oblicze samego behawioryzmu.

 

Chcemy “stworzyć nauki behawiorystyczne zachowujące swą wartość w obliczu wyzwań kondycji ludzkiej”. O to właśnie cała ta gra. Nigdy nie chodziło tutaj o wytworzenie zbioru technik. [które można używać i które można porzucić – przyp. B.K.]

 

Zawsze pisaliśmy o tym, że można uważać ACT za część tradycji CBT w szerokim rozumieniu tego słowa. (…) Nawet nie tylko procesy „trzeciej fali” wprowadzone w pierwszym podręczniku z 1999, ale też metodologiczne i strategiczne kwestie, za którymi stoimy od dekad, współcześnie zostały już prawie w całości zasymilowane przez mainstream wewnątrz CBT. Psychoterapia oparta na procesach pomaga to realizować. (…) Już w 1999 ACT był uznawany za część CBT.

 

PBCBT (process-based cognitive behavioral therapy) czy PBT (process-based therapy) to tylko litery. Esencją tych liter są procesy zmiany, analiza funkcjonalna oraz nauki ewolucyjne. To ma być groźne dla ACT?! To ma być zagrożenie dla CBS?! Nie wydaje mi się. Model elastyczności psychologicznej został zaprojektowany dokładnie dla tak wyglądającego świata.

 

ACT zawsze bazował na procesach. Ale też jesteśmy świadkami nowych rzeczy. Sen o analizie funkcjonalnej będącej w centrum idiograficznej aplikacji procesów zmiany jest wreszcie w naszym zasięgu. Dokonaliśmy postępów w ramach tego, jak spełniać to marzenie.

Czas ACT jest policzony. Czas ACT był policzony już w momencie pierwszego wymyślenia w latach 80., że ta terapia będzie nazywać się acceptance and commitment therapy, a nie comprehensive distancing. Jest tak dlatego, że jeśli przyjmuje się naukowe podejście do psychoterapii, to aktualny stan wiedzy nie będzie modlitewnikiem ani schronieniem dla szukającego ominpotencji ego, ale w zdrowym wydaniu ścianą do zderzeń z nowymi ideami. A przy zderzeniu aktualnej wiedzy z czymś nowym zachodzi jedna z dwóch rzeczy.

  1. Albo ta innowacyjna idea jest obracana w pył przez spójny wewnętrzne i zewnętrznie zastany już system, który wciąż wyjaśnia więcej wariancji lub jest łatwiejszy w aplikacji.
  2. Albo też ta nowa idea niszczy dotychczasową ścianę i sama staje się nową ścianą – a ją z kolei będą próbować naruszyć przyszli naukowcy.

Jeśli nauka działa, będziemy w związku z tym świadkami odchodzenia idei, które nas wychowywały, a pojawiania się nowych, bardziej dostosowanych do wyzwań rzeczywistości, ale też w jakimś stopniu odmiennych od tego, czym nasiąkaliśmy od lat. Jest to wpisane w naturę naukowości.

Dla mnie uczciwym przedstawieniem tematu będzie raczej coś w stylu: „Czas ACT jest policzony. Ale tak samo czas terapii poznawczo-behawioralnej, czas terapii schematów, dialektycznej terapii behawioralnej, radykalnie otwartej DBT, terapii skoncentrowanej na współczuciu czy czas ujednoliconego modelu.” Jeśli ktoś mówi, że ACT się skończył i nie dodaje do tego innych nurtów, przedstawia po prostu agresywny lub lękowy komunikat. Kiedy myślę o funkcji takiego komunikatu, przychodzi mi do głowy taki proces myślowy: „Ja jestem ok. Oni tam nie są ok. My tu mamy rację. Ich terapia jest tonącym statkiem. Jeśli chcesz mieć rację, to dobrze się składa – bo my ją mamy i jeśli tylko przyjmiesz nasze zdanie, też będziesz ją mieć. Wchodzisz w to? Jak dobrze, że jesteś na naszym szkoleniu, tu gdzie my mamy rację.” Po zastanowieniu się jestem jednak pewien, że to tylko moja ekstrapolacja, a wieści  na kursach CBT to zwyczajne niedbałe zapoznanie się z komunikatem Stevena Hayesa, któremu zależy, aby przerodzić zasady i metodologie kierujące ACT w szerszy, łączący różnych badaczy i terapeutów nurt psychoterapii opartej na procesach.

Rola psychoterapii i nauki opartej na procesach, czyli dlaczego warto znać swój nurt na wylot i zarazem na zawsze go porzucić

To wciąż praktyczne wiedzieć, że zapisuje się na kurs terapii schematów czy na kurs ACT, aby w jakiś przewidywalny sposób móc się rozeznać, jakich metod pracy oczekiwać. Trzeba też treściowo wiedzieć, czym się kierować, kiedy wysyła się klienta mającego trudności na terapii indywidualnej raczej na kurs MBSR, czy może na porozumienie bez przemocy, czy raczej na kurs umiejętności DBT, aby ten nauczył się pomocnych w swej sytuacji metod kontaktu z sobą i innymi.

Mam jednak taką fantazję – o ile byłoby praktyczniej, gdyby terapeuci myśleli w kategoriach tego, że mają problem nie z ACT, ale z pomocą, aby klient przyjmował swoje przeżycia takimi, jakie są, zauważał myśli jako myśli czy umiał ustalić, czym się kierować podejmując następny krok. O ile byłoby bardziej ekumeniczne uczyć się efektywnej regulacji emocji lub asertywnej komunikacji, a nie DBT. Jak łatwiej i efektywniej byłoby zachęcić terapeutów do rozwoju wiedzy na temat bezpiecznego przetwarzania traumatycznego przeżycia, a nie tej samej wiedzy schowanej za kilkoma rozstrzelonymi brandami. O ile bardziej efektywnie wykorzystywano by pieniądze z grantów, gdyby naukowcy badali nie nachodzące po tysiąckroć na inne nurty „nowe” podejście do terapii, a gotowość do przeżywania, porzucanie nieprzydatnych schematów lub metody stymulacji budowania indywidualnego sensu życia?

Jestem pewien, że wielu terapeutów nawet spoza behawioryzmu bez problemu będzie kibicować takiemu rozumieniu procesu terapeutycznego – procesu osobistego, dynamicznego, dostrojonego do aktualnej sytuacji klienta, wielowymiarowego na poziomie procesów zdrowienia, jak i przejawów zdrowia, a także opartego na coraz bardziej progresywnej metodologii. Warto nazwać takie rozumienie praktyki i nauki explicite, abyśmy wszyscy wiedzieli, gdzie stoimy oraz gdzie zmierzają czołowe osoby w CBT, stopniowo transformując obraz tego, co aktualne i nieaktualne na krajobrazie psychoterapii. Wówczas będziemy mogli świadomie wybrać, czy chcemy się do tego dołączyć, czy szukać własnego stylu pracy gdzie indziej. Dziejąca się na naszych oczach zmiana paradygmatu, która łączy terapeutów różnych szkół CBT, bierze to pod uwagę. Zmiana ta idzie mianowicie w dwóch kierunkach.

Idzie jak najdalej od:

  • Dziesiątek dwu-, trzy- i czteroliterowych skrótów nurtów terapeutycznych, fragmentaryzujących granty badawcze oraz funkcjonalnie nakładających się na siebie.
  • Badań i praktyki skupionej na redukcji objawów jako najważniejszym czy nawet jedynym mierniku sukcesu pracy terapeutycznej.
  • Sztywnych protokołów skrojonych na nomotetyczną, medyczną jednostkę diagnostyczną wg DSM.

Idzie jak najdalej w kierunku:

  • Uniwersalnej pracy na bezpośrednich procesach o dowiedzionej skuteczności w sprzyjaniu jakości życia, jak choćby akceptacji, regulacji emocji czy decentracji (żeby powymieniać konstrukty z różnych nurtów).
  • Badań mierzących mediatory zmiany terapeutycznej – zmienne o dowiedzionym wpływie na liczne mierniki zdrowia psychicznego.
  • Osobistego aplikowania tych uniwersalnych procesów tak, aby były jak najlepiej dostosowane do pracy z tą osobą przed nami tu i teraz, na bazie osobistej (czyt. idiograficznej) diagnozy kierowanej przez analizę funkcjonalną.

Wszystkie punkty powyżej są tak spójne nowym projektem terapii opartej na procesach, w którym siedzi mocno Steven Hayes, bez jakiegokolwiek odrzucania ACT. W końcu ACT jest jednak protoplastą transdiagnostyczności, analizy mediacyjnej w badaniach z losowym doborem do próby (RCT) czy wyjścia poza redukcję objawów w CBT – wszystko tematy poruszane od dekad przez Hayesa. Z drugiej strony idzie dalej niż ACT – przeformułowuje choćby to, czym jest analiza funkcjonalna (krytykując model ABC wyniesiony jeszcze z badań nad zwierzętami) czy pokazuje, że tylko ok. 1/3 zaobserwowanej wariancji ze wszystkich badań mediacyjnych mieści się w sześciu procesach elastyczności składających się na popularny hexaflex.

Przyszłość jest ekscytująca i jeśli chcemy się na nią załapać, potrzebujemy dużo ciekawości tak wobec nowinek w czasopismach naukowych, jak i wobec własnych obron i marzeń.

Łowienie metafor na sesji

Autor Niklas Törneke | Źródło
Polska wersja Bartosz Kleszcz

Prawie wszystkie szkoły psychoterapii zgadzają się co mocy metafor w dialogu terapeutycznym. Rozmaite modele terapeutyczne wykorzystują ich pakiet wobec różnorodnych problemów. Wiele z metafor pojawia się jednak spontanicznie, nawet bez świadomej decyzji, aby ująć coś w metaforyczny sposób. Terapeuci mogą skoncentrować rozmowę na tych spontanicznie użytych sformułowaniach, aby tworzyć lepsze przymierze między nimi a klientami i pracować nad konkretnymi, ważnymi dla klienta sferami życia.

Jedną z takich sfer będzie pomoc klientowi w odniesieniu jego zachowań w danych problematycznych sytuacjach do doświadczanych konsekwencji – co typowo zwie się analizą funkcjonalną lub ABC (antecedent-behavior-consequence, bodziec poprzedzający – zachowanie – konsekwencja).

Zatem jeśli klient opisuje swoją sytuację korzystając z jakiejś konwencjonalnej metafory, przykładowo mówiąc „Jestem pod ścianą. Nie wiem, co zrobić.„, terapeuta może uchwycić się tego bycia pod ścianą i spróbować rozwijać temat wraz z klientem. Można odpowiedzieć wielorako: „Powiedz mi więcej o tej ścianie!” lub „Jak rozpoznajesz, że to już ściana?” lub „W jakich sytuacjach ściana się zwykle pojawia?” Jeśli klient odpowie na tę interwencję „z wnętrza metafory”, to zarazem wzmocni to przymierze i pogłębi sam opis bodźców poprzedzających.

Aby skupić się następnie na tym, co w tej sytuacji robi klient, kolejnym krokiem może być spytanie: „Kiedy wyczuwasz ścianę, kiedy jesteś pod nią, co zwykle robisz?

A jeśli dialog będzie kontynuowany w ramach metafory, można pytać dalej o relację między tym, co klient robi, a rezultatami tego – o relację między zachowaniem a konsekwencją: „Zatem pojawia się ściana, próbujesz robić X, co dzieje się potem?

Są dwie fundamentalne rzeczy w tego rodzaju dialogu. Po pierwsze, terapeuta potrzebuje rozpoznać, że klient właśnie korzysta z metafory. Po drugie, musi mieć strategię, w jakim kierunku ją poprowadzić, tak jak w powyższym przykładzie analizy funkcjonalnej.