Współczucie wobec siebie i obraz ciała

Autor Christina Chwyl | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny

Niestety, często mamy do czynienia z szeroką przepaścią pomiędzy tym, co wydarza się w laboratorium badawczym, a tym, co zachodzi na froncie klinicznej. Z jednej strony badacze muszą zwracać uwagę na bezpośrednie doświadczenia klinicystów związane z klientami. Z drugiej, klinicyści zyskują na wiedzy o klinicznie istotnych badaniach. Mamy nadzieję, ten przegląd ostatnich badań pomoże poprawić ci swoją pracę z wysoce podatnymi na wstyd i samokrytycznymi klientami.

Kluczowe terminy

Wskaźnik masy ciała (body mass index, BMI). stosunek masy ciała do wzrostu, w którym dzielimy wagę osoby wyrażoną w kilogramach przez wysokość ciała w metrach podniesioną do kwadratu.Elastyczność obrazu ciała (body image flexibility). Zdolność do akceptowania negatywnych myśli lub uczuć związanych z własnym ciałem. Przyjmowanie ich z otwartością, pozostając zaangażowanym w ważne cele lub wartości.

Współczucie wobec siebie (self-compassion). Kristin Neff definiuje współczucie wobec siebie jako tendencję do reagowania na osobiste zmagania i rozczarowania z życzliwością zamiast krytyki, uważnością zamiast bycia porwanym przez myśli i uczucia oraz z człowieczeństwem zamiast uczuciami odizolowania.

Jedzenie intuicyjne (intuitive eating). Spożywanie posiłków zgodnie z pojawiającymi się przesłankami psychologicznymi – jedzenie, gdy jest się głodnym, a zaprzestawanie, gdy pojawia się uczucie sytości.

 

Raport z badania

Ogólnie osoby z wyższą wagą w stosunku do wzrostu są bardziej skłonne cierpieć z powodu obrazu własnego ciała i odżywiania. Oznacza to, że występują u nich częściej obawy związane z wagą, z sylwetką lub dotyczące ograniczeń żywieniowych. Sama elastyczność obrazu ciała jest u nich obniżona. W tym badaniu dr Allison Kelly i in. sprawdziły, czy praktykowanie współczucia wobec siebie może sprzyjać występowaniu zdrowych myśli i zachowań u młodych kobiet z wyższym wskaźnikiem masy ciała. Jak zakładano, wyższe BMI wiązało się z większym cierpieniem powiązanym z postrzeganiem odżywiania się oraz obrazu ciała, a także z obniżoną elastycznością obrazu własnego ciała. Jednakże, ten związek okazał się występować jedynie u osób z niskim lub umiarkowanym poziomem współczucia wobec siebie. W przypadku osób z wysokim poziomem współczucia wobec siebie, wskaźnik BMI nie miał wpływu na zachowania związane z odżywianiem się, na obraz ciała, czy elastyczność obrazu ciała.

Dr Kelly i in. sprawdziły następnie, jak wahania poziomu współczucia wobec siebie wpływają na obraz ciała i zachowania związane z odżywianiem. Każdego dnia przez tydzień studentki college’u informowały, w jakim stopniu traktowały siebie ze współczuciem, ograniczały swoje jedzenie, jadły w sposób intuicyjny, doceniały swoje ciało i czuły się zadowolone lub niezadowolone z jego powodu. Badaczki odkryły, że ogólny poziom współczucia wobec siebie nie tylko wspierał zdrowsze postrzeganie odżywiania, czy własnego ciała, ale codzienne zmiany we współczuciu wobec siebie samej przekładały się na codzienne wahania w zachowaniach związanych z odżywianiem się oraz na obraz własnego ciała.

 

Kliniczne wnioski

Pomaganie młodym klientkom w pielęgnowaniu współczucia wobec siebie może być pomocne w zmniejszaniu problemów związanych z odżywianiem się i wspierać pozytywny, elastyczny obraz ciała. Mimo że pierwsze badanie koncentrowało się na pomocnej roli współczucia wobec siebie u osób z wyższym wskaźnikiem BMI, wyniki drugiego badania sugerują, że współczucie skierowane ku sobie może być także pomocne w zapobieganiu zaburzonemu odżywianiu się u młodych kobiet z niskimi wskaźnikami BMI. Badania, na które się tutaj powołuję, dotyczą młodych, głównie białych kobiet. Nie jest jasne, czy współczucie skierowane ku sobie jest pomocne dla osób starszych, mężczyzn, osób nieidentyfikujących się z jedną z dwóch głównych płci czy osób z innych grup etnicznych.

Badania, na które się powołuję, można przeczytać tutaj i tutaj.

Teraz i wtedy: Używanie ram czasowych przy elastycznej, współczującej zmianie

Autor Jenna LeJeune | Źródło
Polska wersja Paweł Dyberny

Jednym z kluczowych procesów w terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) jest “ja-jako-kontekst” lub elastyczne zmienianie perspektywy, jak wolimy go nazywać. Podczas pracy z osobami cierpiącymi z powodu przewlekłego wstydu i samokrytycyzmu, elastyczne zmienianie perspektywy jest kluczowe przy pomaganiu w rozwijaniu bardziej współczującej perspektywy wobec siebie i innych. Ideą przyświecającą tej pracy jest pomaganie ludziom w widzeniu siebie jako świadomej osoby, z którą mogą mieć taką samą relację, jaką mogą mieć w kontaktach z innymi. Gdy zaczną dostrzegać siebie jako kogoś, z kim mają jakiś rodzaj stosunków, będą mogli też skontaktować się z własnymi wartościami na temat posiadanych relacji i odnieść je do samego siebie.

Myśl o relacji z samym sobą jest często czymś nowym dla klientów. Na pytanie: „Jaki rodzaj relacji chcesz mieć z samym sobą lub samą sobą?” klienci często reagują zmieszaniem lub jest to dla nich momentem olśnienia. Mogą to być sygnały, że wstępujecie na nowe terytorium, gdzie może zajść nowe uczenie się.

Teoria ram relacyjnych (RFT), czyli teoria języka i poznania, która stanowi podłoże dla ACT, daje bardzo pomocne wskazówki, jak wykorzystywać ramowanie deiktyczne tak, by ułatwiać zmianę perspektywy w pracy z klientami. RFT uczy o tym, że istnieją rożne rodzaje sposobów na zmianę perspektywy i zależnie od tego, z którego skorzystamy, będzie to służyć jako kontekstualna wskazówka odnosząca się naszej zdolności do zmiany i komunikowania perspektywy.

Do tych ram zmiany perspektywy zaliczamy:

  • Osobę – ja/ty oraz my/oni, one
  • Miejsce – tu/tam
  • Czas – teraz/wtedy

W dzisiejszym wpisie chciałabym pomówić o tym, jak korzystać z ramowania czasowego (tj. teraz/wtedy) jako sposobu ułatwiania elastycznej zmiany perspektywy.

Ramy czasowe mogą pomóc osobie w przeniesieniu się w inny czas, by skontaktować się ze skonceptualizowaną przeszłością lub przyszłością. Gdy dana osoba postrzega siebie jako kogoś, kto istnieje/istniał w innym kontekście, ma możliwość praktyki nawiązywania więzi z tym „ja” w bardziej elastyczny i potencjalnie bardziej współczujący sposób. Na przykład, postrzeganie siebie jako młodszego, bardziej podatnego na zranienie dziecka lub mądrzejszą, bardziej doświadczoną starszą osobę może umożliwić danemu klientowi, który zazwyczaj reaguje w zdecydowanie krytycznie lub zawstydzająco, potraktowanie pozostałych wersji „ja” w inny sposób. Pojawia się tutaj sposobność, aby poćwiczyć traktowanie podatnego na zranienie dziecka z czułością lub przyjąć mądrość i łagodność od bardziej doświadczonego „ja,” które może istnieć w skonceptualizowanej przyszłości.

 

Zmiana perspektywy w praktyce

Poniżej znajduje się przykład rozmowy, podczas której terapeuta wykorzystuje ramy czasowe, by pomóc klientce praktykować bardziej elastyczne i współczujące zmienianie perspektywy:

Klientka: W trakcie takich nocy, takich jak ta, odczuwam niesamowitą samotność i pustkę, jak gdybym wypełzała z własnej skóry. Nie jestem w stanie tego znieść. Jedyny sposób, który pozwala mi przestać się tak czuć, to cięcie się.

Terapeuta: W tych momentach odnosisz wrażenie, że nie ma niczego, co ci pomoże, nic nie może tego złagodzić. Jednak cięcie się sprawia, że czujesz się lepiej tylko przez chwilę.

Klientka: Potem, jak to zrobię, czuję się tak okropnie, bo wiem, że to jest złe. Nienawidzę czuć się taka słaba i nieszczęsna.

Terapeuta: Wydaje się, że naprawdę utknęłaś. W tych chwilach odczuwasz pustkę i samotność, ale kiedy zrobisz tę jedną rzecz, o której wiesz, że choć trochę pomaga, ganisz siebie za bycie zbyt słabą. To naprawdę trudne. Od jak dawna ten schemat zachowania się utrzymuje?

(Terapeuta rozpoczyna ćwiczenie poprzez budowania poczucia ciągłości pomiędzy dzisiejszym „ja” i jego wcześniejszą wersją.)

Klientka: No więc, zaczęłam ciąć się około 5 lat temu.

Terapeuta: Czy wtedy pojawiły się uczucia samotności i pustki? Czy może pamiętasz czasy, gdy czułaś się samotna i pusta już przed tym?

(Samouszkodzenie się jest rozwiązaniem, ale ból, który klientka próbuje rozwiązać poprzez samouszkadzanie się pojawił się wcześniej.)

Klientka: O nie, czuję się tak, od kiedy byłam małym dzieckiem. Robiłam wtedy inne rzeczy, takie jak objadanie się. Gdy byłam naprawdę młoda, pamiętam jak zwijałam się w kłębek pod kołdrą na moim łóżku i udawałam, że jestem w wyimaginowanym świecie. Zatracałam się wtedy w tamtym świecie.

Terapeuta: Ile miałaś wtedy lat, gdy leżałaś pod kołdrą, próbując uciec do innego świata?

(Terapeuta szuka kontaktu z konkretnym, żywym obrazem, co pomoże w tym, by ćwiczenie było bardziej doświadczalne.)

Klientka: Nie wiem. Może 6 czy 7.

Terapeuta: Wow, więc cierpisz z tego powodu przez tak długi czas? Zastanawiam się czy byłabyś gotowa wykonać krótkie ćwiczenie ze mną, żeby, być może, z innej perspektywy przyjrzeć się temu, co się tobie dzieje?

Klientka: Pewnie.

Terapeuta: OK. Jeśli jesteś gotowa, czy możesz zamknąć oczy? (Klientka zamyka oczy.) Poczuj stopy spoczywające na podłodze. Podążaj za naturalnym rytmem swojego oddychania, za wdechem i wydechem. (Pauza.) Teraz chcę abyś sobie wyobraziła, że jesteś tam, na swoim łóżku, biorąc wdech i wydech. (Pauza.) Teraz poproszę cię, abyś wyobraziła sobie, że znajdujesz się na łóżku w swojej sypialni z lat dziecięcych i jesteś sobą w wieku 6 lat. Przyjrzyj się swoim dłoniom i zaobserwuj, jak wyglądają. Zobacz, co masz na sobie będąc 6-letnią wersją siebie. Poczuj swoje włosy. Zwróć uwagę na pościel na swoim łóżku. Jak czujesz się siedząc na nim? Jest twarde czy miękkie? Jaki zapach unosi się w pokoju? Jakie światło w nim pada? Zobacz także, gdy tak siedzisz na łóżku, czy wokół pojawiają się jakieś dźwięki. Jesteś tam? Czy wyobrażasz to sobie? (Terapeuta używa pierwszej osoby liczby pojedynczej i określeń w czasie teraźniejszym, by nakierować klientkę, aby ta przyjęła perspektywę bycia dzieckiem.)

Klientka: Tak.

Terapeuta: OK. Teraz zobacz, czy możesz poczuć, jak to jest być tą 6-latką i odczuwać taką samotność. Nie wiesz, co masz zrobić. Masz zaledwie 6 lat. Jesteś tutaj, ten mały przedszkolak na łóżku, w swoim pokoju, całkiem samotna, w poczuciu głębokiej pustki i przerażenia. Jak to jest być tą małą dziewczynką?

Klientka: Czuję się naprawdę przytłoczona i przestraszona.

Terapueta: Tak. Chcesz po prostu schować się pod kołdrą i uciec do swojego wyimaginowanego świata. [Klientka kiwa głową.]

Terapeuta: W porządku. Zatem teraz poproszę cię, abyś wyobraziła sobie, że stoisz przed swoim domem z dzieciństwa, ale jesteś w swoim obecnym wieku. Masz na sobie to ubranie, co teraz i jesteś taka, jak w tej chwili. Zaczynasz wchodzić do swojego domu i kierujesz się do sypialni z lat dziecięcych. Otwierasz drzwi i widzisz tę małą, 6-letnią dziewczynkę, która wygląda dokładnie tak, jak ty. Widzisz, że jest przestraszona i przytłoczona. Wygląda jak gdyby płakała. Zobacz, co czujesz, mogąc popatrzeć na tę małą dziewczynkę, tego małego przedszkolaka. Jakie uczucia pojawiają się, gdy na nią patrzysz?

Klientka: Smutno mi z jej powodu. Chcę ją przytulić.

Terapeuta: Ok. Idź i zrób to. Zobacz, jak to jest podejść do tej małej, przygnębionej dziewczynki, która jest taka samotna i przytulić ją.

Klientka: Czuję się z tym dobrze.

Terapeuta: Tak, czujesz się z tym dobrze. Ok. Przytulasz teraz tę małą dziewczynkę i wyobraź sobie, że jakimś sposobem wnika ona w twoją klatkę piersiową. Ponownie staje się częścią ciebie. Bo jest częścią ciebie. Trzymasz ją w swoim sercu. [Pauza] A teraz, ponownie zwróć uwagę, jak stopy spoczywają na podłodze. Zwróć uwagę na ciało ułożone na krześle. Zobacz, czy możesz dostrzec oczyma wyobraźni to, co pojawi się, gdy otworzysz swoje oczy. Gdy tylko będziesz gotowa, możesz to zrobić.

Jak ilustruje powyższy przykład, korzystanie z ram czasowych w tego typu doświadczalnych ćwiczeniach może być efektywnym sposobem, by pomóc w wywoływaniu bardziej elastycznych reakcji na cierpienie powodowane wstydem i krytyką. Ćwiczenia te często przyjmują formę przenoszenia siebie w czasie, korzystając z takiego ramowania jako kluczowego narzędzia do wchodzenia w kontakt z  przeszłymi zdarzeniami i przeszłymi wersjami siebie. W chwili, gdy osoba wejdzie w wyobrażony kontakt z innym „ja,” może przyjrzeć się sobie w inny sposób. Bardziej współczująca reakcja pojawia się w tutaj naturalnie, nie jest to czymś nadzwyczajnym. Kontynuując pracę nad procesem ja-jako-kontekstu, bardziej życzliwe odniesienie się do „ja” pod postacią niewinnego dziecka lub mądrzejszego, bardziej życzliwego, starszego „ja” z przyszłości”, może być z łatwością odniesione do poczucia „ja” w teraźniejszości.

To normalne, że takie ćwiczenie, jak to powyżej, może zająć więcej czasu, a klientka może potrzebować więcej wsparcia, by przyjąć współczującą perspektywę. W przypadku klientów żywiących większą nienawiść wobec siebie, powszechne jest także to, że mogą zareagować na „dziecięce ja” z pogardą, obrzydzeniem lub ochotą, by unikać dziecka. Jeśli tak się stanie, może zajść potrzeba, by zmodyfikować to ćwiczenie w taki sposób, że to terapeuta odwiedza w nim dziecko. To dostarcza okazji, aby terapeuta bezpośrednio modelował współczującą i pełną troski reakcję. Ewentualnie, klientka może potrzebować dodatkowego czasu na aktywowanie swojej życzliwości choćby przez odpowiednie ćwiczenie medytacyjne, zanim wróci do podobnego ćwiczenia. Tego typu ćwiczenia mogą być powtarzane na pewnej liczbie sesji, z różnymi wspomnieniami i innymi bodźcami wyzwalającymi wstyd w takim celu, aby nowy repertuar związany ze zmianą perspektywy mógł ulec uogólnieniu.

Kiedy klient reaguje negatywnie na troskę wobec siebie

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

 

Antoni skrzywił się z grymasem. Wielki, muskularny policjant, skrzyżował ręce mocno na piersi. „Nie wciskaj mi tego hipisowskiego gówna!” warknął. Żona Antoniego, Kasia, namawiała go na spotkanie ze mną, a on miał o to pretensje. Kilka tygodni wcześniej dziecko Antoniego, Zosia, zmarło na zespół nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS). On i Kasia byli zdruzgotani, ale oboje w różny sposób radzili sobie z żałobą.

Kasia zwracała się do przyjaciół i rodziny, wyrażała swoje uczucia, pozwalała sobie na płacz i przede wszystkim dbała o siebie. W przeciwieństwie do niej Antoni odcinał się od wszystkich i spędzał każdy wieczór przed telewizorem, niewiele mówiąc oraz pijąc. Kiedy Kasia próbowała porozmawiać z nim o ich stracie, bólu serca i cierpieniu, Antoni wpadał w złość i zamykał się w sobie.

Pomimo swojej niechęci do mnie, Antoni bardzo troszczył się o Kasię i chciał, aby wszystko było lepiej. Szybko zauważył, że jego zachowanie było w dużej mierze próbą ucieczki od bólu. Kochał swoją pracę, a w ciągu dnia oddawał się jej bez reszty i przeważnie zapominał o swojej stracie. Ale nie w domu. Wszystko tam przypominało mu o małej Zosieńce, a zwłaszcza jego żona. A z tymi przypomnieniami przyszedł ból, jakiego nigdy nie znał. Picie, odmawianie rozmowy, siedzenie przed telewizorem: te zachowania dały mu trochę ulgi od tego strasznego bólu, ale kosztem jego relacji z żoną.

„Jestem pieprzonym dupkiem” – powiedział. „Powinienem być tam dla niej, ale nie jestem. To jest po prostu, to jest po prostu… nie chcę, kurwa, o tym myśleć. To jest zbyt, to jest po prostu zbyt…ah, jestem taki kurewsko słaby. Jestem żałosny.”

„Jesteś całkiem dobry w karceniu samego siebie,” powiedziałem.

 „Tak, cóż, zasługuję na to, prawda?”

 „I czy to całe karcenie siebie pomaga ci poradzić sobie z sytuacją?”

 „Co o tym myślisz?” zapytał sarkastycznie. „Oczywiście, że nie”.

 „Więc” powiedziałem, „biorąc pod uwagę, że to tak naprawdę nie pomaga, czy byłbyś otwarty, aby spróbować czegoś innego?”

 Antoni spojrzał na mnie podejrzliwie. „Na przykład czego?”

 „Na przykład bycia życzliwym dla siebie”.

 „Nie wciskaj mi tego hipisowskiego gówna!” warknął.

 „Wiesz, to dość powszechna reakcja” – powiedziałem. „Wielu ludzi czuje się niekomfortowo z tym pomysłem.  Zastanawiam się tylko, czy jeśli zadam ci pytanie, dasz mi szczerą odpowiedź?”.

 Wzruszył ramionami. „Jasne.”

 „Ok. Załóżmy, że podróżujesz z przyjacielem. Jest to trudna i niebezpieczna podróż, a wszelkiego rodzaju straszne rzeczy ciągle się dzieją. Naprawdę walczysz o to, by dalej iść.”

 Antoni przesunął się niewygodnie na swoim krześle.

 „Teraz,” kontynuowałem, „kiedy dalej podróżujesz, jakiego rodzaju przyjaciela chcesz mieć przy sobie – przyjaciela, który mówi: 'Ach, zamknij się! Przestań jęczeć. Przestań być takim słabeuszem. Zaciśnij zęby i radź sobie, ty duży mięczaku!”? Czy może chcesz przyjaciela, który mówi: „To jest prawdziwe gówno. Ale jesteśmy w tym razem. Wspieram cię i jestem z tobą na każdym kroku.”

 Antoni oczyścił gardło. „Cóż, oczywiście to drugie,” powiedział.

„Więc, jakim przyjacielem jesteś dla siebie?” zapytałem. „Jesteś bardziej jak ten pierwszy czy drugi?”

Powyżej znajduje się zredagowany fragment When Life Hits Hard, mojej nowej książki samopomocowej na temat terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) dotyczącej żalu i straty. Współczucie dla samego siebie – uznanie, że odczuwasz ból i zrobienie czegoś miłego i troskliwego, aby złagodzić swoje cierpienie – jest główną częścią modelu ACT i potężną interwencją w przypadku każdej formy poczucia straty. Niestety, wiele osób początkowo odrzuca, a nawet kwestionuje współczucie dla samego siebie. Mogą uważać, że jest to słodkie, górnolotne, fantazyjne, new age’owe, hipisowskie lub wzruszające. Niektórzy postrzegają je jako psychobełkot lub praktykę religijną. Inni uważają to za groźne lub wywołujące niepokój. Mężczyźni mogą postrzegać je jako „zniewieściałe” lub „niemęskie”. A – pomijając płeć – wielu ludzi postrzega to jako „słabość”, „miękkość”, „użalanie się nad sobą”, „pobłażanie sobie”, „niezajmowanie się swoimi problemami” lub upiera się, że „nie zasługuję na to”.

Cóż, jak mówi przysłowie, przezorny zawsze ubezpieczony. Przyjrzyjmy się zatem niektórym z najczęstszych zastrzeżeń, jakie nasi klienci mogą mieć wobec współczucia dla samego siebie i jak możemy na nie odpowiedzieć. Oczywiście, traktuj wszystkie te sugestie z przymrużeniem oka i modyfikuj je lub przystosowuj do swojego sposobu pracy i mówienia. I pamiętaj, że zanim użyjemy którejkolwiek z tych odpowiedzi, zawsze najpierw musimy znormalizować i potwierdzić negatywną reakcję klienta. Możemy również chcieć zbadać, w jaki sposób reakcja ta jest zasadna, jeśli spojrzymy na wcześniejszą historię życia klienta, jego pochodzenie rodzinne, dzieciństwo, wychowanie, kulturę, zawód (i być może również wcześniejsze negatywne doświadczenia z terapią lub samopomocą).

 

Zastrzeżenie #1: To jest religijne/hipisowskie/New Age!

Odpowiedź: Możemy przyznać, że tak, istnieją religijne praktyki współczucia dla samego siebie i tak, przez lata jego zalety były często podkreślane przez hippisów i New Agersów. Czasy jednak się zmieniają, a współczucie dla samego siebie jest teraz mocno zakorzenione w świecie zachodniej nauki. Wielu poważanych naukowców zbadało korzyści płynące z samowspółczucia (bez żadnych elementów religijnych) i odkryło, że jest ono pomocne w leczeniu szerokiego zakresu problemów – od lęku i depresji po żałobę i traumę.

 

Zastrzeżenie #2: To jest słabe lub „niemęskie”!

Odpowiedź: Moglibyśmy najpierw zbadać jakiś warunek tego pytania: „Gdyby ktoś, kogo kochasz, odczuwał wielki ból, naprawdę cierpiał, w sposób podobny do ciebie – co byś powiedział lub zrobił?”. Kiedy już uzyskamy odpowiedź, możemy następnie zapytać: „A czy byłoby to „słabe” (lub „niemęskie”), gdyby pan to zrobił?”. Klient prawie na pewno odpowie „nie”. Możemy więc zastanowić się: skoro nie ma nic słabego (lub niemęskiego) w byciu życzliwym dla ukochanej osoby w wielkim bólu, czyż nie jest tak samo, gdy jesteśmy życzliwi dla samych siebie?

 

Zastrzeżenie nr 3: To nie jest zajmowanie się prawdziwymi problemami!

Odpowiedź: Możemy podzielić się faktem, że „Badania mówią, iż współczucie dla samego siebie faktycznie pomaga nam radzić sobie z naszymi problemami. Pomaga nam się przeorganizować i naładować baterie, dzięki czemu mamy motywację i energię do podjęcia skutecznych działań.”

 

Zastrzeżenie nr 4: To jest samobiczowanie! Jaki jest pożytek z użalania się nad sobą?

Odpowiedź: Ten zarzut pojawia się, gdy ludzie mylą współczucie dla siebie z użalaniem się nad sobą. Możemy wyjaśnić: „Użalanie się nad sobą jest zupełnym przeciwieństwem tego, o czym tu mówimy. To nadmierne zaabsorbowanie własnymi kłopotami, pogrążanie się w nich bez robienia czegokolwiek praktycznego, by sobie pomóc lub rozwiązać problemy. To zupełnie co innego niż strategie, które sugeruję, gdzie szybko uznajesz swój ból – bez użalania się nad sobą, bez pogrążania się w nim – a następnie robisz coś praktycznego, aby go złagodzić.”

 

Zastrzeżenie #5: Nie mam na to czasu; muszę zająć się rodziną.

Odpowiedź: Możemy zapytać klienta: „Czy leciałeś kiedyś samolotem? Pamiętasz ostrzeżenie: zawsze najpierw zakładaj własną maskę tlenową, zanim zaczniesz udzielać pomocy innym? To dlatego, że jeśli nie założysz swojej maski w ciągu około trzydziestu sekund, zemdlejesz i nie będziesz mógł nikomu pomóc. Pomyślcie więc o tym, jak o założeniu swojej maski tlenowej, dzięki czemu będziecie mogli radzić sobie znacznie lepiej, a także troszczyć się o innych.”

 

Zastrzeżenie #6: To jest po prostu „poddanie się”. To nie jest radzenie sobie z problemami!

Odpowiedź: Właściwie możemy to wyjaśnić. Współczucie dla samego siebie pomaga ci iść dalej zamiast się poddawać i daje ci siłę, abyś faktycznie poradził sobie ze swoimi problemami. Możemy powiedzieć coś w stylu: „Do rozwiązywania problemów i planowania działań przejdziemy później; najważniejsze jest, abyśmy mieli energię i siłę do zrobienia tego, co musi być zrobione”.

 

Zastrzeżenie #7: To jest samolubne!

Odpowiedź: Niektórzy ludzie opierają się współczuciu dla samego siebie, ponieważ myślą, że jest ono samolubne lub samowystarczalne. Warto więc ponownie poprosić ich o przyjęcie innej perspektywy. Możemy zapytać: „Gdyby twój najlepszy przyjaciel zmagał się z naprawdę trudnym okresem, czy nie wsparłbyś go i nie pomógłbyś mu przez to przejść? A jeśli przyjąłby twoją pomoc i życzliwość, czy osądziłbyś go jako samolubnego lub egoistycznego?”. Klienci niezmiennie odpowiadają „nie”, więc możemy wtedy delikatnie i uprzejmie podkreślić ten podwójny standard i przejść do sugestii: „Jeśli twój przyjaciel zasługuje na życzliwość i troskę w czasie, gdy tego potrzebuje, to ty z pewnością też”.

 

Zastrzeżenie #8: Nie zasługuję na to!

Odpowiedź: Ten rodzaj reakcji jest bardzo częsty u klientów z głęboko zakorzenioną nienawiścią do samego siebie (która często jest związana z traumatyczną przeszłością). Zazwyczaj wskazuje ona na potrzebę zmiany podejścia i bezpośredniej pracy z narracjami klienta dotyczącymi samoosądzania. (W modelu ACT robimy to poprzez proces zwany „defuzją poznawczą”).

Nie jest to w żadnym wypadku wyczerpująca lista wszystkich możliwych barier dla współczucia do samego siebie, ale obejmuje wiele z tych najbardziej powszechnych. Jak widać, często przydatne jest zadawanie pytań, które pomagają klientom zmienić perspektywę i zastanowić się, jak oni sami traktowaliby innych lub jak oczekiwaliby od innych, gdyby role się odwróciły. Aby zobaczyć jak to wyglądało w przypadku Antoniego, oto kolejny krótki fragment książki:

„Dobra, rozumiem o co ci chodzi” – powiedział Antoni. „Ale nie wydaje mi się, żebym mógł robić takie rzeczy. Jako gliniarz, uczysz się to znosić.”

Przytaknąłem. „Tak, twoje domyślne ustawienie jest jak ten pierwszy przyjaciel: „Zaciśnij zęby i radź sobie. Przestań się nad sobą użalać bo nikogo to nie obchodzi!”.

Antonii przytaknął. „Tak to mniej więcej wygląda”.

„Ale jeśli córka twojego najlepszego przyjaciela właśnie umarła, to nie jest to, co byś mu powiedział, prawda?”.

„Nie, oczywiście, że nie!”

„Co byś mu powiedział?”

„Ach, Jezu! Nie miałbym, kurwa, pojęcia!”.

„Cóż, pomyśl tylko o tym. Zazwyczaj, kiedy ludzie bardzo cierpią, chcą usłyszeć dwie rzeczy: (1) 'Widzę, że cierpisz’; i (2) 'Jestem tu dla ciebie.’ Więc jak byś to powiedział własnymi słowami?”

Antoni pomyślał przez chwilę, po czym powiedział łagodnie: „Chyba powiedziałbym: 'To jest naprawdę pieprzone gówno, człowieku. To jest najgorsze. Nikomu nie powinno się to przytrafić. Zwłaszcza tobie. Jestem tu dla ciebie… czegokolwiek potrzebujesz…” W tym momencie jego głos się załamał. Maska twardego policjanta zniknęła, a w jego oczach pojawiły się łzy. Jak większość z nas, Antoni wiedział jak być współczującym dla innych, ale zmagał się z byciem współczującym dla samego siebie.

Przesłanie

Negatywne reakcje na współczucie dla samego siebie nie są rzadkością. Kiedy więc się pojawią, należy je znormalizować i uprawomocnić, a następnie delikatnie pomóc klientowi zmienić perspektywę.

Akceptacja psychologiczna, cz.2

Wspieranie gotowości i uważnej akceptacji

Gotowość jest wyborem, aby być otwartym na wszystko, co oferują umysł i historia. Jest to rodzaj kredytu zaufania – skok w przyszłość z otwartością, ale bez pewności, co tak naprawdę się zdarzy. Stąd też kiedy pytamy klientów, czy są gotowi doświadczyć tego, co się pojawi, zachęcamy ich do kontroli nad własnymi wyborami i zachowaniem, mimo że nie wiedzą, co może ich spotkać, kiedy zrobią krok w nieznane.

Celem klientów jest gotowość do przyjęcia uważnej, pełnej współczucia postawy wobec własnych doświadczeń, dokładnie takich, jakie się pojawiają. Uczeniu się takiej postawy sprzyja rozpoczynanie od małych kroków, koncentrowanie się na rozwijaniu umiejętności akceptacji, a następnie przechodzenie do trudniejszych treści. Praktyki uważności (Brach, 2004; zob. też rozdział 26) zapewniają przydatną strukturę, jeśli chodzi o naukę gotowości. Przykładowo medytację, która kieruje uwagę klienta (jedna domena i jeden obszar naraz) w stronę między innymi emocji, do- znań cielesnych czy myśli (np. ćwiczenie dotyczące akceptowania myśli i uczuć za: Forsyth i Eifert, 2016), można wykorzystać w trakcie sesji w celu ćwiczenia uważnej akceptacji. Z kolei trudne wspomnienie można rozłożyć na „części pierwsze” w postaci myśli, wyobrażeń, doznań fizycznych i/lub pragnień, a następnie każdy z tych elementów może być badany, z każdym można z gotowością, uważnie i ze współczuciem nawiązać kontakt (zob. ćwiczenie „Potwór zrobiony z puszek” w: Hayes, Strosahl i Wilson, 2013). Ćwiczenia takie stanowią zasadniczo rodzaj ćwiczeń ekspozycyjnych w kontekście gotowości i współczucia dla samego siebie.

 

Umieszczanie akceptacji w kontekście wartości klienta

Motywowanie do akceptacji ułatwia połączenie jej z wartościami klienta – z wybranymi właściwościami bycia i działania (zob. rozdział 25) oraz z innymi formami pozytywnej motywacji (zob. rozdział 27). W ten sposób można uniknąć przekształcenia się akceptacji w nową formę unikania i samokojenia.

Umieszczanie pracy nad akceptacją w kontekście wartości klienta jest szczególnie ważne, gdy korzysta się z ekspozycji. Celem jest pomoc klientowi w nauce zmiany relacji z nieprzyjemnymi aspektami własnej historii przy jednoczesnym poszerzaniu zakresu opcji behawioralnych. Poniższy krótki dialog ze wspomnianą klientką zmagającą się z lękiem społecznym pokazuje, jak terapeuta może to osiągnąć.

Terapeuta: Ostatnim razem rozmawialiśmy o sprawdzeniu, jak by to było, gdyby w weekend poszła pani na tańce z przyjaciółmi.
Klientka: Sama nie wiem… Myślałam o tym przez cały tydzień i naprawdę się tym denerwuję.
Terapeuta:
[Wyczuwając, że w gabinecie pojawiają się trudne treści, i dostrzegając w tym okazję do przypominającej ekspozycję pracy nad akceptacją] Co się teraz, w tej chwili, pojawia? To znaczy, co odczuwa pani w swoim ciele?
Klientka:
[Pokazuje na swój brzuch].
Terapeuta:
Co tam pani odczuwa?
Klientka:
Jakby motyle… Odczuwam mdłości, jakbym miała zwymiotować i się zbłaźnić.
Terapeuta:
Dobrze, zauważmy to. Odczuwa pani coś w ciele. Pani umysł wtedy protestuje i dochodzi do głosu… Mówi, że to nie do zaakceptowania i że coś jest z panią nie tak. Poświęćmy chwilę, żeby to zauważyć… Pojawiają się myśli… Sprawdźmy, czy możemy im pozwolić tu być. Teraz chciałbym poprosić, żeby coś pani zrobiła, jeśli uzna pani, że jest na to gotowa.
Klientka:
Dobrze… Ale nie będzie pan mnie namawiał, żebym znowu chwyciła linę, prawda? [Uśmiecha się].
Terapeuta:
Nie, tym razem bez liny. Zamiast tego chciałbym, żebyśmy przez chwilę się zastanowili, z czym tak naprawdę mamy tu do czynienia. Chciałbym panią poprosić, żeby zamknęła pani oczy i zwróciła uwagę na swój oddech, tak jak to już wielokrotnie robiliśmy w przeszłości. Kiedy poczuje pani, że ma kontakt ze swoim oddechem, ze swoim bezpiecznym schronieniem, chciał- bym, żeby zauważyła pani owo doznanie w swoim brzuchu. Niech pani je po prostu zauważy i sprawdzi, czy może zrobić w sobie więcej miejsca na to doznanie. [Milknie na około 30 sekund]. Kiedy się pani rozluźni, proszę sprawdzić, czy to doznanie tak naprawdę jest pani wrogiem. Czy może się pani rozluźnić wokół tego doznania, objąć je łagodnie, z życzliwością, widząc siebie z przyjaciółmi, tańczącą i cieszącą się płynącą z tego wolnością? Proszę pozostać tak przez kilka chwil, a kiedy zauważy pani trochę przestrzeni i miękkości, proszę powrócić tutaj i gdy będzie pani na to gotowa, proszę otworzyć oczy.

Następnie terapeuta zbadał wraz z klientką inne doznania, pragnienia i myśli – zajmując się nimi po kolei i pojedynczo – z uważną świadomością i łagodnym przyzwoleniem. Wielokrotnie zadawał klientce pytania, aby ocenić jej gotowość, a także sprawdzić, co nowego lub innego pojawiło się w jej doświadczeniu, gdy badała trudne treści (bądź przeszkody), które nie pozwalały jej wyjść z przyjaciółmi na tańce.

Klientka z kolei czuła się zachęcona do ćwiczenia gotowości i uważnej akceptacji w domu, najpierw w ramach samotnego tańca, a ostatecznie robiąc krok w dobrym kierunku, czyli wychodząc na tańce z przyjaciółmi. Kiedy potwór lęku pojawił się na parkiecie, nie „chwyciła liny”, lecz potraktowała go z życzliwością i ze współczuciem. Podczas sesji w następnym tygodniu żartowała nawet, że tańczyła w klubie z potworami lęku, a robiąc to, czuła się silna i pełna życia.

 

Zalecenia, powszechne pułapki i błędy kliniczne

Praca nad akceptacją bywa wyzwaniem dla terapeutów. Poniżej przedstawiamy garść sugestii oraz opisujemy powszechne pułapki i błędy towarzyszące codziennej praktyce.

Postawa i osobista praca terapeuty. Praca nad akceptacją wymaga od terapeuty wędrowania z klientami w trudne miejsca i jednocześnie modelowania postawy otwartości, receptywności i współczucia. To bywa trudne, dlatego unikanie do- świadc zania w przypadku terapeuty może zwiastować porażkę w stosowaniu strategii ekspozycji (np. Scherr, Herbert i Forman, 2015). Aby zainicjować, modelować i wspierać akceptację, terapeuta musi ją praktykować w odniesieniu do własnych trudnych zdarzeń psychicznych. Niekoniecznie trzeba być mistrzem akceptacji, gdyż modele po prostu radzący sobie są bardziej skuteczni. Kiedy my, terapeuci, pracujemy nad dotarciem do własnej historii oraz nad niedociągnięciami w życzliwości, współczuciu i cierpliwości, łatwiej nam wspierać klientów starających się zrobić to samo.

Oparcie się pokusie proponowania łatwych wyjaśnień lub szybkich rozwią zań. Choć w terapii pokusa szybkiego proponowania rozwiązań czy wyjaśnień oraz obiecywania poprawy myślenia i samopoczucia jest duża, to jednak taki sposób postępowania może się zemścić w kontekście pracy nad akceptacją. Ważniej sze jest bowiem to, by skoncentrować się na dostrojeniu do klientów oraz ich doś wiadczeń takich, jakie są, i by wychodząc od postawy otwartości, pójść naprzód, w kierunku zmiany. Nie oznacza to, że aprobujemy nieskuteczne scenariusze w osobistej historii klienta, że popieramy jego niezdrowe zachowania czy że „akceptujemy” niezdrowe środowiska albo sytuacje. Oznacza to zaś, że rozpoczynamy od uznania zasadności doświadczenia klienta oraz że pozwalamy jego do- świadczeniu prowadzić terapię w kierunku efektywnych rozwiązań.

Stawianie na doświadczanie. Ćwiczenia doświadczeniowe są skuteczniejsze niż zwykłe instrukcje dotyczące tego, jak akceptować myśli i uczucia (McMullen i in., 2008). Intelektualne konwersacje na temat akceptacji rzadko są pomocne w kontekście terapeutycznym. Akceptacja przypomina raczej jazdę na rowerze: można się jej nauczyć poprzez bezpośrednie doświadczenie. Kiedy terapeuta złapie się na tym, że wyjaśnia, czym jest akceptacja, albo że stara się przekonywać klienta, by coś zaakceptował, powinien natychmiast przestać i powiedzieć na przykład: „Czy zauważył pan, co się stało? Oba nasze umysły się rozkręciły”. Następnie należy wrócić do płaszczyzny doświadczeniowej.

Przygotowanie gruntu i unikanie korzystania z akceptacji jako narzędzia kontroli. Akceptacja, której przyświeca cel eliminowania trudnych osobistych zdarzeń, na dłuższą metę raczej nie będzie pomocna. Przechodzenie bezpośrednio do akceptacji bez eksplorowania kosztów niepotrzebnej kontroli może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego, ponieważ klient zacznie postrzegać akceptację jako sprytny sposób na zwyciężanie w „przeciąganiu liny”, a nie jako to, czym ona tak naprawdę jest – a jest przyjmowaniem daru zawartego w trudnych doświadczeniach. Zanim zaistnieje możliwość przyjęcia owego daru, konieczna jest postawa uosabiająca życzliwość, ciekawość, współczucie i otwartość.

Akceptacja to proces, a nie technika „raz i zrobione”. Często pojawia się silna pokusa, by koncentrować się na technikach akceptacji, a nawet by stosować je jedna po drugiej, przy czym pomija się to, że akceptacja stanowi proces funkcjonalny. Akceptacja jako proces nierzadko rozwija się stopniowo, w trakcie terapii i całego życia zaś wraca się do niej na rozmaite sposoby. Wiele metod opartych na dowodach naukowych (ekspozycja, uważność, aktywizacja behawioralna) umożliwia uczenie się akceptacji jako procesu. Terapeuci, którzy koncentrują się na procesie, będą bardziej skuteczni w kultywowaniu akceptacji z klientami.

Umieszczanie akceptacji w kontekście wartości klienta. Wartości uszlachetniają ciężką pracę terapeutyczną, szczególnie zaś pracę opartą na akceptacji. Bez pozytywnej koncentracji na życiu akceptacja może się zdawać bezprzedmiotowym taplaniem się w błocie. Jej celem nie jest otwieranie się na cierpienie jako takie. Celem akceptacji jest wspieranie tego, na czym klientowi naprawdę zależy. Stąd istotne jest, by łączyć pracę nad akceptacją z tym, co ważne dla klienta, i pozwolić, by tego właśnie dotyczyła owa praca.

 

Zastosowanie i przeciwwskazania

Ogólnie akceptacja jest najbardziej odpowiednia do doświadczeń wewnętrznych, podczas gdy praca nad zmianą bezpośrednią często najlepiej pasuje do świata zewnętrznego. Akceptacja nie jest wskazana wtedy, gdy klient potrafi skutecznie zmienić coś w swoim otoczeniu lub zachowaniu, dzięki czemu może poprawić jakość swojego życia. Jeśli na przykład ktoś jest w miejscu pracy dyskryminowany ze względu na pochodzenie etniczne, to akceptacja takiego stanu rzeczy w niczym by nie pomogła. Z takim klientem należałoby raczej pracować nad akceptacją lęku związanego ze zgłoszeniem dyskryminacji w dziale kadr. To samo dotyczy pewnych doświadczeń wewnętrznych, choć w tym przypadku musimy być szczególnie ostrożni. Jeśli klienta boli głowa, a doświadczenie i dane sugerują, że aspiryna może temu bez szkody zaradzić, to nie ma powodu, by jej nie zażył. Z kolei osoba z zespołem bólu przewlekłego być może będzie musiała się nauczyć nosić w sobie ów ból na przykład ze względu na szkodliwe długofalowe skutki zażywania opiatów.

Aby dokonać takiego rozróżnienia, warto pomyśleć funkcjonalnie, rozważając odpowiedzi na poniższe pytania:

  • Czy problem ten jest stary, stanowi element historii osobistej klienta i/lub jest problemem, w którego przypadku podejmowane zasadne próby kontroli bądź zmiany okazały się nieskuteczne (długoterminowo)?
  • Czy działania mające na celu kontrolę lub zmianę doprowadziły do zwiększenia witalności i poszerzenia zakresu funkcjonowania, czy nie?
  • Czy doświadczenie klienta związane z problemem wskazuje, że kontynuacja tych samych działań niesie jakąkolwiek nadzieję?
  • Gdyby klient przerwał walkę i zarzucił kontrolę, czy mogłoby to otworzyć nowe możliwości, które teraz wydają się niedostępne?

Dowody naukowe wskazują obecnie, że akceptacja ma znacznie szersze zastosowanie, niż klienci i klinicyści początkowo przypuszczali. Mimo to ważne jest stworzenie odpowiedniego kontekstu do pracy i umiejętności opartych na akceptacji oraz pozostawanie otwartym na inne dostępne opcje. Kiedy klient opanuje już umiejętności związane z akceptacją jako nowe i potencjalnie bardziej ożywcze rozwiązanie, alternatywne wobec typowego programu zmiany, samo życie może pomóc mu zrozumieć, w jakich sytuacjach podejście to okaże się najlepsze, a w jakich nie.

 

Podsumowanie

Akceptacja psychologiczna jest to radykalnie wzmacniająca forma zmiany klinicznej. Zamiast zmieniać się przed otwarciem na to, co jest obecne, dzięki akceptacji koncentrujemy się na tym, czy możliwe jest w tej chwili bycie robiącą to, co ważne, stanowiącą całość, kompletną istotą ludzką. Choć wielu klientów rozpoczyna terapię w pułapce cierpienia i rozpaczy, desperacko szukając drogi wyjścia, akceptacja oświetla drzwi, które od dawna stały otworem. Jest w tym ogromna wolność. Coraz więcej dowodów naukowych pokazuje, że umiejętności związane z akceptacją mają podstawowe znaczenie dla dobrostanu psychicznego, jak również pomagają wyjaśniać i ukierunkować oddziaływanie psychoterapii w przypadku wielu form ludzkiego cierpienia.

Bibliografia

Brach, T. (2004). Radical acceptance: Embracing your life with the heart of a Buddha. New York: Bantam Books.

Chawla, N., Ostafin, B. (2007). Experiential avoidance as a functional dimensional approach to psychopathology: An empirical review. Journal of Clinical Psychology63(9), 871–890.

Cordova, J. V. (2001). Acceptance in behavior therapy: Understanding the process of change. Behavior Analyst24(2), 213–226.

Eifert, G. H., Forsyth, J. P. (2005). Acceptance and commitment therapy for anxiety disorders: A practitioner’s treatment guide to using mindfulness, acceptance, and values-based behavior change strategies. Oakland: New Harbinger Publications. Forsyth, J. P., Eifert, G. H. (2016). The mindfulness and acceptance workbook for an xiety: A guide to breaking free from anxiety, phobias, and worry using acceptance and commitment therapy (wyd. 2). Oakland: New Harbinger Publications.

Gross, J. J. (2002). Emotion regulation: Affective, cognitive, and social consequences. Psychophysiology39(3), 281–291.

Hayes, S. C., Strosahl, K. D., Wilson, K. G. (2013). Terapia akceptacji i zaangażowania. Proces i praktyka uważnej zmiany. Przeł. M. Kapera. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Hayes, S. C., Wilson, K. G., Gifford, E. V., Follette, V. M., Strosahl, K. D. (1996). Experiential avoidance and behavioral disorders: A functional dimensional approach to diagnosis and treatment. Journal of Consulting and Clinical Psychology64(6), 1152–1168.

Kabat-Zinn, J. (2014). Gdziekolwiek jesteś, bądź. Przewodnik uważnego życia. Przeł. H. Smagacz. Warszawa: Czarna Owca.

Levin, M. E., Luoma, J. B., Haeger, J. A. (2015). Decoupling as a mechanism of change in mindfulness and acceptance: A literature review. Behavior Modification39(6), 870–911.

McMullen, J., Barnes-Holmes, D., Barnes-Holmes, Y., Stewart, I., Luciano, M., Coch rane, A. (2008). Acceptance versus distraction: Brief instructions, metaphors and exercises in increasing tolerance for self-delivered electric shocks. Behaviour Research and Therapy46(1), 122–129.

Neff, K. (2003). Self-compassion: An alternative conceptualization of a healthy attitude toward oneself. Self and Identity2(2), 85–101.

Scherr, S. R., Herbert, J. D., Forman, E. M. (2015). The role of therapist experiential avoidance in predicting therapist preference for exposure treatment for OCD. Journal of Contextual Behavioral Science4(1), 21–29.

Stoddard, J. A., Afari, N. (2014). The big book of ACT metaphors: A practitioner’s guide to experiential exercises and metaphors in acceptance and commitment therapy. Oakland: New Harbinger Publications.

Wenzlaff, R. M., Wegner, D. M. (2000). Thought suppression. Annual Review of Psychology51, 59–91.

Akceptacja psychologiczna, cz.1

prof. John Forsyth

prof. John Forsyth

 

Pojęcie akceptacji jest dość stare. Pojawia się w tradycjach religijnych, w praktykach kontemplacyjnych Wschodu oraz w większości modeli psychoterapeutycznych, gdy omawia się relację terapeutyczną i proces terapeutyczny. Ostatnio weszło jako podstawowy proces do psychoterapii opartej na dowodach naukowych, zarówno w odniesieniu do psychopatologii, jak i zmiany terapeutycznej. Akceptacja w prezentowanym tutaj ujęciu jest „dobrowolnym przyjęciem postawy, która w stosunku do doświadczenia chwili obecnej jest celowo otwarta, chłonna, elastyczna i pozbawiona osądzania” (Hayes, Strosahl i Wilson, 2013, s. 354). Doświadczenie takie obejmuje zdarzenia wewnętrzne (np. myśli, emocje, wspomnienia, doznania fizyczne, pragnienia/impulsy) oraz blisko związane z nimi sytuacje kontekstowe, które je wywołują. W tym ujęciu akceptacja psychologiczna jest otwieraniem się na to, co oferuje nam życie, w dokładnie takiej formie, w jakiej to jest oferowane. Jest to umiejętność, a nie zaledwie zbiór technik. Jest to także proces, a nie tylko jego wynik.

Omawiany termin bywa źle rozumiany. Akceptacja nie jest poddaniem się, tolerowaniem czegoś ani bierną rezygnacją, ale raczej zachowaniem i wyborem. Polega na zbliżaniu się do – często stresujących – zdarzeń psychicznych i związanych z nimi sytuacji bez niepotrzebnych prób zmieniania ich, unikania, tłumienia ani też ucieczki od nich czy ich przedłużania. Wybór, by zbliżyć się do trudnych psychicznie do świadczeń i by się na nie otworzyć, jest – paradoksalnie – nowym działaniem.

Akceptacja pociąga za sobą zmianę podejścia do zdarzeń psychicznych (Cordova, 2001) polegającą na reagowaniu na nie z otwartością, z elastycznością oraz ze współczuciem. Stąd też kluczowym elementem związanej z nią pracy jest zmiana stosunku klienta do doświadczenia, które i tak pozostaje jego udziałem. Metaforycznie postawę akceptacji można zademonstrować za pomocą zwykłej pozycji stojącej, z szeroko otwartymi, nieco rozbawionymi oczami i jak najszerzej rozpostartymi ramionami. Taka receptywna postawa jest przeciwieństwem postawy zamkniętej, którą oddaje sztywna, wyprostowana pozycja stojąca, z zaciśniętymi powiekami oraz jak najsilniej oplecionymi wokół ciała ramionami.

W akceptacji nie chodzi o to, by pogrążać się w dystresie ani by przyjmować jakąś zmyślną taktykę kontrolowania trudnych osobistych treści. Akceptacja raczej stanowi proces mający pomóc klientom w odpuszczaniu niepotrzebnej walki, w życiu chwilą obecną, w dokonywaniu dobrych wyborów na bazie osobistych wartości oraz w podejmowaniu działań, które są dla nich ważne i mogą poprawić jakość ich życia. Kiedy pojawia się trudne doświadczenie psychiczne, akceptacja pyta: „Czy jesteś gotowy je przeżywać, w pełni i bez bronienia się przed nim, takim, jakie ono jest, i posuwać je do przodu, gdyby to oznaczało, że możesz robić to, co naprawdę ma dla ciebie znaczenie?”.

Badania pokazują, że działanie interwencji opartej na akceptacji nie oznacza zmiany myśli ani emocji, ale ograniczenie ich niepomocnego wpływu na zachowanie (Levin, Luoma i Haeger, 2015). W ramach tego procesu otwierają się nowe możliwości, a wysiłki na rzecz zmiany są kierowane w większym stopniu przez samoregulację skoncentrowaną na witalności, radości, sensie i celu.

Dlaczego akceptacja często jest potrzebna

Dzięki neuronauce wiemy, że istoty ludzkie mają wymiar diachroniczny – układ nerwowy człowieka jest addytywny, a nie subtraktywny. To, co się do niego dostaje, pozostaje w nim (pomijając przypadki urazów lub uszkodzenia mózgu). W tym ujęciu trudności, jakich doświadczają w obecnej chwili nasi klienci, są po prostu skutkiem wszystkiego tego, co zdarzyło się wcześniej.

Jako stworzenia „diachroniczne” przychodzimy na świat, przypominając puste naczynia różniące się między sobą predyspozycjami genetycznymi, lecz zasadniczo świadome, w których gromadzi się doświadczenie. Niczym kucharz przyrządzający zupę doświadczenie życiowe wrzuca nieustannie do naszych naczyń rozmaite składniki. Niektóre z nich okazują się bardzo wyraźne (trauma, przyjęcie z okazji pięćdziesiątych urodzin); każdy ma wyjątkowy smak – słodki, kwaśny, gorzki… Z tego, co w danej chwili zawiera taka mieszanka, wyłaniają się bardziej subtelne smaki. Nie istnieje żaden naturalny sposób na usunięcie raz dodanych składników i smaków. Można dodać nowe smaki, to jednak nie sprawi, że z mieszanki zniknie coś, co już się w niej znalazło.

Język i poznanie (zob. rozdział 7) zwiększają naszą zdolność docierania do tego, co się wydarzyło. Żaden sprawny werbalnie człowiek nie ucieknie przed ryzykiem cierpienia, może ono bowiem zostać przywołane do świadomości – w każ- dej chwili i w każdym czasie – właśnie poprzez język i poznanie. Paradoksalnie, choć ból psychiczny jest normalnym elementem ludzkiego doświadczenia (Eifert i Forsyth, 2005; Hayes, Strosahl i Wilson, 2013), to jednak gdy doświadczenie zo- staje uznane za przytłaczające, wówczas ból się nasila, ponieważ prowadzi do unikania doświadczania. To ostatnie oznacza brak gotowości do przeżywania zdarzeń psychicznych, nawet kiedy próby ucieczki przed nimi lub ich uniknięcia powodują krzywdę behawioralną (Hayes, Wilson, Gifford, Follette i Strosahl, 1996). Unikanie doświadczania, jak się wydaje, leży u podstaw wielu form cierpienia psychicznego właśnie dlatego, że jeśli jest stosowane w sztywny i mało elastyczny sposób, to nasila ból i cierpienie oraz przeszkadza w konstruktywnym działaniu (np. Chawla i Ostafin, 2007; Eifert i Forsyth, 2005). Liczne badania wskazują, że jest ono kosztowne, wymaga wysiłku i na dłuższą metę okazuje się nieskuteczne (np. Gross, 2002; Wenzlaff i Wegner, 2000).

Podczas gdy strategie kontroli działają dość dobrze na zewnątrz, to jeśli chodzi o wnętrze, są często źle stosowane – myśli, wspomnienia i emocje nie dają się bowiem łatwo kontrolować ani eliminować. Krótko mówiąc: jeżeli czegoś nie chcesz, tym bardziej staje się to twoim udziałem. Można natomiast zmienić swój stosunek do myśli i uczuć. To właśnie tu akceptacja może wiele zdziałać.

Kultywowanie akceptacji

Kultywowanie akceptacji polega na tworzeniu nowego kontekstu dla doświadczania myśli i emocji. Dalsza część tego rozdziału jest poświęcona praktycznym wskazówkom co do pielęgnowania akceptacji.

Obnażanie nieużyteczności kontroli

Co ważne, przed rozpoczęciem pracy nad akceptacją należy pomóc klientowi w rozpoznaniu, których aspektów doświadczenia nie może kontrolować, a także w otwarciu się na próbowanie czegoś nowego. Zazwyczaj można to zrobić w trakcie pierwszej lub drugiej sesji, a później w razie potrzeby wracać do tego. W tym procesie najistotniejsze są dwa pytania:

  1. Czego do tej pory próbował/próbowała pan/pani, by poradzić sobie z tym problemem / tymi problemami?
  2. Czy według pana/pani to było użyteczne – na krótką metę i na dłuższą metę?
  3. Odpowiedzi na te pytania, jeśli rozważy się je ze współczuciem i łagodnością, zaczną obnażać nieużyteczność i koszty walki jako takiej. Doświadczenie klienta często pokazuje, że kontrola jest skuteczna w krótkiej perspektywie – głównie dlatego, że przynosi ulgę psychiczną. Niemniej jednak takie krótkie momenty odpoczynku od cierpienia są kosztowne – emocjonalnie, fizycznie i ze względu na to, że przerywają ważne działania. W przytoczonym poniżej krótkim dialogu z dwudziestosiedmioletnią klientką, która od dawna walczy z lękiem społecznym, terapeuta zaczyna badać tę kwestię.

Terapeuta:
Jak to u pani wygląda, gdy pojawia się lęk?
Klientka:
Czuję ucisk w żołądku, napięcie, nie mam ochoty nic robić. Po prostu siedzę sama przed telewizorem.
Terapeuta:
Tak więc, o ile dobrze słyszę i rozumiem, jedną z rzeczy, jakie pani robi, kiedy pojawia się lęk, jest siedzenie w samotności przed telewizorem. Jak wynika z pani doświadczenia, czy to pomaga zająć się lękiem?
Klientka:
[Zdezorientowana] Szczerze mówiąc, pomaga na chwilę. Tak naprawdę siedzę i czuję się podle, myślę o innych, że są gdzieś tam, cieszą się życiem – a ja nie.
Terapeuta:
Zatem nicnierobienie i siedzenie przed telewizorem raczej pani nie pomaga, a nawet pogarsza samopoczucie. A pani umysł mówi pani, że coś pani traci. Czego jeszcze pani próbowała?

Terapeuta może po prostu odzwierciedlać to, co mówi klient (np. „Wygląda na to, że pani doświadczenie mówi pani, że rozsądne z pozoru strategie nie przynoszą rezultatu na dłuższą metę. Czy to prawda?”). Celem nie jest wywołanie złego samopoczucia u klienta, ale raczej ujawnienie kosztów samej walki oraz pomoc w rozważeniu tego, że jego doświadczenie jest ważne bez względu na to, co mówi umysł.

Dobrze dobrane metafory i ćwiczenia mogą ujawnić koszty niepotrzebnych wysiłków na rzecz kontroli oraz skierować klienta w nowym kierunku budzącym nadzieję. Terapia akceptacji i zaangażowania oferuje szereg metafor, które łatwo w tym celu zastosować (zob. Hayes, Strosahl i Wilson, 2013; Stoddard i Afari, 2014). Na przykład przy użyciu krótkiej liny można odegrać podczas sesji przeciąganie liny z emocjami. W trakcie towarzyszącego temu dialogu terapeuta może naprowadzać klienta na pozorną potrzebę zwycięstwa w owym przeciąganiu liny z wewnętrznymi „potworami” (emocjami), nawet jeśli odsuwa to w czasie możliwość zrobienia czegoś bardziej użytecznego (choćby dlatego, że i klient, i terapeuta ciągną za swój koniec liny).

Terapeuta:
Umysł mówi pani, że musi mnie pani pokonać, zanim ruszy pani do przodu. Co teraz przychodzi pani na myśl?
Klientka:
Że muszę mocniej ciągnąć!
Terapeuta:
A czyż nie to właśnie teraz pani robi? Czy niekiedy nie tak pani to czuje?
Klientka:
Właśnie tak.
Terapeuta:
[Nie przestając ciągnąć liny] Czy kiedykolwiek udało się pani wygrać tego rodzaju przeciąganie raz na zawsze? Niech pani zauważy, że nie pójdzie na tę potańcówkę, na którą chciała pani iść.

Tego rodzaju dialog prowadzi się tak długo, aż klient ostatecznie dostrzeże alternatywne rozwiązanie – puszczenie liny (zob. Eifert i Forsyth, 2005; Hayes, Strosahl i Wilson, 2013). Działanie to staje się fizyczną metaforą akceptacji, a także sztuczek umysłu, które mają zapobiec jej stosowaniu.

Dobrze jest początkowo nakłaniać klientów do korzystania z dzienników czy tabel, w których będą zapisywać: (1) pojawiające się trudne sytuacje, myśli i uczucia; (2) swoje reakcje na nie (łącznie z „chwytaniem liny”); (3) krótko- i długofalowe konsekwencje (tzn. to, z czego zrezygnowali albo co ich ominęło, gdy dali się złapać na przeciąganie liny ze swoimi potworami).

Uczenie patrzenia z różnych perspektyw

Nie sposób prawdziwie zaakceptować tego, o czym się nie wie albo czego się nie widzi. To dlatego akceptacja obraca się wokół umiejętności przyjmowania perspektywy czy też uczenia się, jak obserwować doświadczenia psychiczne takimi, jakimi one są. Umiejętności związane z defuzją (patrzenie na myśli i uczucia, a nie z ich punktu widzenia – zob. rozdział 23) może ułatwić zdrowe przyjmowanie perspektywy oraz akceptację.

Rozwijaniu umiejętności przyjmowania perspektywy służy wiele rozmaitych ćwiczeń doświadczeniowych, w tym formalnych i nieformalnych ćwiczeń dotyczących uważności (zob. rozdział 26). Tradycyjna medytacja z koncentracją na oddechu oraz inne ćwiczenia uważności (Kabat-Zinn, 2014) sprzyjają zauważaniu myśli i uczuć oraz otwartości na nie. Terapeuta może też wspomagać patrzenie z perspektywy, zachęcając klientów, by mówili z pozycji obserwatora własnych doświadczeń w trakcie sesji (np. „Zauważam, że doświadczam pragnienia, by się zamknąć i wycofać”). Ponadto może modelować i kształtować przyjmowanie perspektywy związane z otwartością emocjonalną poprzez sposób, w jaki sam się wypowiada (np. „Zauważam w sobie jakąś nagłą potrzebę… Jakbym musiał szybko coś zrobić, żeby być dla pana przydatny”).

Pielęgnowanie życzliwości wobec siebie i współczucia dla samego siebie

Klienci często są niezwykle surowi dla siebie, a do swojej historii oraz trudnych treści psychicznych i emocjonalnych odnoszą się z oporem, złością i samoobwinianiem, przez co nasilają własne cierpienie. Praca nad akceptacją nie polega na proszeniu ich, by polubili to, co myślą i czują. Raczej zachęcamy do zmiany jakości ich relacji z tym, czego i tak doświadczają. Akceptacja zachęca klienta, by zamiast odwracać się od trudnych treści – łagodniał, otwierał się na nie i wychodził im naprzeciw z życzliwością, z przyjaznym nastawieniem, z łagodnością oraz – niech nam będzie wolno to powiedzieć – z miłością.

Współczucie dla samego siebie oraz życzliwość wobec siebie nie są uczuciami – są to działania, które należy praktykować zarówno podczas sesji, jak i poza gabinetem terapeutycznym. Bazują one na głębszej świadomości tego, że (1) cierpienie w życiu jest nieuniknione, a (2) wszyscy ludzie napotykają przeszkody, problemy i ból (Neff, 2003).

Rozpoczynając taką pracę, często posługujemy się metaforą rodzica radzącego sobie z trudnym dzieckiem.

Rodzice w chwilach, gdy dziecko jest zdenerwowane lub robi coś złego, uczą się, że krzyczenie czy nakazywanie, by przestało płakać, są nieskuteczne i tylko eska lują problem. Niekiedy wybierają więc łagodniejsze podejście. Nie uciekają się do krzyku ani kar tylko dlatego, że dziecko źle się zachowuje. Wytrzymują pierwszy odruch (by zareagować ze złą energią) i w zamian pomagają dziecku poznać życzliwość i miłość oraz reagują w troskliwy sposób, który świadczy o tych właśnie uczuciach. Zastanawiam się, czy tego rodzaju podejście do siebie i do własnej historii może się okazać pomocne. Czyż nie jest tak, że obwi nianie samego siebie jedynie pogarsza sytuację? Czyż nie nadszedł już czas na nowe rozwiązanie?

Można nawet poprosić klienta, by trzymał swoje bolesne treści tak, jakby były niemowlęciem, by tulił je do serca ze współczuciem oraz z życzliwością. Za pomocą kierowanych ćwiczeń medytacyjnych, na przykład łagodnego obejmowania lęku, można kultywować współczujące reakcje (zob. Forsyth i Eifert, 2016). Po wprowadzeniu klienta w stan otwartej świadomości z zamkniętymi oczami prosimy go o wykonanie następujących czynności:

Ułóż obie dłonie wewnętrzną stroną ku górze i złącz je, tworząc rodzaj miseczki. Połóż je swobodnie na kolanach. Zwróć uwagę na właściwości swoich dłoni, na tworzony przez nie kształt. Są otwarte, gotowe, by coś trzymać. Uświadamiając to sobie, bądź także świadom, że używałeś ich na wiele sposob ów. Do pracy, do miłości, do dotykania, do tego, by były dotykane. [Podajemy mniej więcej pół tuzina przykładów]. Pozwól sobie zanurzyć się w dobru zawartym w twoich dłoniach.

Z tego miejsca dobra sprawdź, czy możesz pozwolić na to, by osiadła tu, choćby na chwilę, niewielka, drobna część twojego [problem emocjonalny, np. lęk]. Wyobraź sobie, że owa część, niczym opadające piórko, delikatnie osiada pośrodku twoich życzliwych i kochających dłoni.

Zanurz się w tym na chwilę – ów fragment [problemu emocjonalnego] spoczywa teraz w dobru twoich dłoni. Jak to odczuwasz, gdy tak go trzymasz? Po prostu zauważaj swoje odczucia, oddychaj i odczuwaj ciepło oraz dobro swoich dłoni. Nie ma tu nic więcej do zrobienia.

 

Autorzy prof. John Forsyth, Timothy Ritzert | Źródło

Rozdział pochodzi z książki Terapia poznawczo-behawioralna oparta na procesach wydanej przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.