Jedyna rzecz, jaką możesz zmienić

Jedyna rzecz, jaką możesz zmienić

Przełumaczył Bartosz Kleszcz
Źródło link

Nie możesz zmienić całego swego życia.

Możesz tylko zmienić swoje następne działanie.

Nie możesz zmienić swojej relacji z kocha ną osobą.

Możesz zmienić tylko swoją następną interakcję.

Nie możesz zmienić całej swej pracy.

Możesz tylko zmienić swoje następne zadanie.

Nie możesz zmienić kształtu swego ciała.

Możesz zmienić tylko swój następny posiłek.

Nie możesz zmienić swojej kondycji.

Możesz tylko zacząć się ruszać.

Nie możesz wyspr zątać całego swego życia.

Możesz tylko zdecydować się wyrzucić jedną rzecz, właśnie teraz.

Nie możesz wyeliminować całego swego długu.

Możesz tylko zrobić jedną wpłatę lub kupić jedną niepotrzebną rzecz mniej.

Nie możesz zmienić przeszłości lub kontrolować przyszłości.

Możesz zmienić tylko to, co robisz właśnie teraz.

Nie możesz zmienić wszystkiego.

Możesz zmienić tylko jedną, drobną rzecz.

I to wszystko, czego potrzeba.

Zapoznaj się z innymi artykułami na stronie.

Pięć minut aby pokonać prokrastynację

Przetłumaczył Krzysztof Kryca
Źródło: psychologytoday.com

Jak poradzić sobie z prokrastynacją? Odpowiedź jest łatwiejsza niż ci się wydaje!

Ej, ty tam! Nie powinieneś przypadkiem przedłużyć ubezpieczenia samochodu, albo rozpakować się wreszcie po majówce? Wiem, że masz gary do pozmywania. Więc co do jasnej wydajności robisz siedząc teraz w Internecie?!

Mam dobre wieści, choć – zobaczmy czy jest to warte zachodu, zatem zapraszam do czytania.

Podczas prowadzenia przez wiele lat terapii poznawczo-behawioralnej zauważyłam, że ludzie utrudniają sobie życie na wiele sposobów, a prokrastynacja wyróżnia się wśród nich jako modus operandi (sposób działania) nieszczęśliwego życia. Odwlekamy z różnych powodów (lęk, perfekcjonizm, brak motywacji, wina, brak kompetencji), a niektórzy z nas wręcz obnoszą się z prokrastynacją jak z orderem. Oczywiście to nie zawsze jest coś złego, zwłaszcza kiedy dobrze pracujemy pod presją i potrafimy zawsze zakończyć ważne zadanie przed czasem.

Ale dla tych z nas, którzy chcieliby dokonać pewnego postępu w uciążliwych zadaniach, takiego który naprawdę mógłby spowodować, że poczujemy się lepiej, gdy zobaczymy wykonane zadanie w tylnym lusterku, proponuję stary behawioralny trik zwany zasadą pięciu minut. Na czym polega?

Podejmujesz się zadania, którego wykonanie sprawia ci problem i przysięgasz sobie, że popracujesz nad nim pięć minut i tylko pięć minut. Tak, musisz przestać po pięciu minutach. „Co mogę zrobić przez pięć minut?” zapytasz. I to jest właśnie gadka prokrastynatora, głos, który w tym momencie zrobi wszystko, żeby nie robić niczego, zamiast zrobić cokolwiek, żeby zrobić coś. Chcesz słuchać tego głosu? Nie chcesz. Więc zapytajmy jeszcze raz: co możesz zrobić przez pięć minut? Pięć minut więcej pracy to więcej niż zero minut dotychczas, i często najtrudniejsza część ze wszystkiego.

Zgadza się, największa magia zasady pięciu minut bierze się często z faktu, że dla ludzi owładniętych prokrastynacją najtrudniejsze jest zacząć cokolwiek. Jesteśmy przerażeni wielką, bezkształtną plamą zadania, tylko dlatego, że jest ono ogromne i źle zdefiniowane, oraz dlatego, że martwimy się, że zajmie dwie godziny, albo dwa dni zanim sobie z nim poradzimy. I dlatego tak to odkładamy. Nawet nie otwieramy koperty z rachunkiem, który powinniśmy negocjować, albo nie rozpinamy zamka torby podróżnej, którą trzeba rozpakować, czy też nie jesteśmy w stanie poświęcić dwóch minut na oszacowanie całego nawału pracy, jaki mamy do wykonania, poukładania go w kategorie i podzielenia na mniejsze części. Ale to są właśnie te małe otwarcia kopert i zamków, które w wielu wypadkach są największymi barierami psychologicznymi we wszystkim. Jeśli uda ci się je zwalczyć – a można to zrobić zaledwie w parę minut – a następnie zmusisz siebie do stopniowego progresu, twoja energia i rozmach po prostu eksplodują! Możesz nawet nie chcieć przestać. I – tu jest kolejny powód dlaczego ta zasada jest tak świetna – uczyni to bardziej prawdopodobnym powrót do tego zadania, kiedy poświęcisz na nie kolejne pięć minut (albo pozwolisz sobie na dziesięć, dwadzieścia) w następnym dniu.

Tak więc, powiedz sobie, że dasz radę przez pięć minut. Naprawdę dasz. Nie jest to tak przerażające jak cała godzina albo cała noc. Niezależnie czy jest to napisanie wstępnego akapitu albo tylko zamówienie książki, którą powinieneś przeczytać, pierwszy krok naprawdę otworzy worek z postępem na drodze realizacji celów.

Zapoznaj się z innymi artykułami na stronie.

Trudno ci zasnąć? Nic nie rób!


Problemy ze snem? Nic nie rób!

Przetłumaczył Paweł Dyberny
Źródło link

Czy przewracasz się w łóżku z boku na bok? Nie możesz (ponownie) zasnąć, niezależnie od tego, czego byś nie robił lub nie robiła?

Sam tego doświadczyłem i jedno jest jasne: bezsenność jest frustrująca.

Ma również zły wpływ na twoje zdrowie. Utrzymujący się deficyt snu wiąże się ze zwiększonym ryzykiem chorób serca, nerek, nadciśnienia, cukrzycy i zawału. Dodatkowo, w kontekście bezsenności, zaobserwowano również zmiany w pracy mózgu, problemy w podejmowaniu decyzji, trudności w rozwiązywaniu problemów, depresję, a nawet samobójstwa.

Niestety, wiele klasycznych strategii zapanowania nad bezsennością zdaje się nie być wystarczająco skutecznych. Prawdopodobnie sam doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Założę się, że nawet zdążyłeś lub zdążyłaś już wyprobować część z nich.

Nowe badania sugerują, że być może jest pewna ścieżka, która nie wiąże się z niczym, czego mógłbyś lub mogłabyś się spodziewać…

Kontrolowanie snu nie działa zbyt dobrze

Jednym z powodów, dla których próby rozwiązywania problemów ze snem nie są zbyt efektywne, jest to, że stanowią zaproszenie, byś był za bardzo zajęty – dokładnie wtedy, gdy nie powinieneś niczego robić. Co to oznacza? Pomyśl o tym w ten sposób…

Twoje ciało potrafi zapadać w sen. Powinno być w tym również cholernie dobre… miliony lat ewolucji robi swoje. Zejdź sobie sam z drogi, nie rób niczego, by się budzić i nagle: śpisz.

Jednak twój logiczny, trudniący się rozwiązywaniem problemów umysł liczy sobie zaledwie kilkaset tysięcy lat… z pewnością nie więcej niż kilka milionów. Wiemy o tym, gdyż nasi najbliżsi krewni nie posiadają symbolicznego języka – głównego elementu naszych procesów myślowych. Twój umysł z pewnością wie, jak rozwiązywać problemy… ale jest dość kiepski w układaniu cię do snu, bo nie ma wystarczająco dużo doświadczenia w nicnierobieniu.

Problem z większością istniejących psychologicznych interwencji wobec zaburzeń snu wiąże się z tym, że zapraszają cię do zbyt dużej aktywności.

Pozwól, że spytam w ten sposób. Jeśli jesteś na wpół senny, senna i angażujesz się w rozwiązanie problemu, niezależnie jakiego to, co wtedy następuje? Bingo. Przebudzasz się. Rozwiązywanie problemu przez twój mózg można porównać z puszczeniem się sprintem dookoła bloku. Mało prawdopodobne, że zachęci cię to do drzemki.

Zatem jaka jest pierwsza rzecz, którą robisz, gdy budzisz się w nocy i zaczynasz się zamartwiać? Próbujesz wybić sobie te zmartwienia z głowy lub przekonać sam czy samą siebie, że wcale nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Traktujesz swoje myśli jak problemy, które da się rozwiązać. Problem stanowi jednak to, że cała ta mentalna aktywność wybudza cię!

Społeczność skupiona wokół Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) ma ci do zaoferowania alternatywę: elastyczność psychologiczną. Ogólnie chodzi o to, by pozwalać swoim myślom i emocjom pojawiać się, a następnie łagodnie poświęcić się temu, co kieruje cię na rzeczy dla ciebie istotne. W przypadku snu, rzecz ma się w tym, by zauważać pokusę wejścia w tryb rozwiązywania problemów (np. odpychania od siebie zamartwień i tego, co cię niepokoi) i w to miejsce zająć się nicnierobieniem. Twoje ciało wie jak spać. Twój umysł? Niezbyt.

Badania wykazały, że brak elastyczności psychologicznej odgrywa kluczową rolę w problemach ze snem. Najnowsze badania pokazują także, że trening, który zwiększa poziom elastyczności psychologicznej, daje szansę zredukowania bezsenności u osób cierpiących z powodu przewlekłego bólu i chronicznego zmęczenia.

Jeśli zatem cierpisz na bezsenność, jaka konkluzja ci się nasuwa?

Akceptuj swoje doświadczenia

Spróbuj być bardziej elastyczny lub elastyczna psychologicznie. Oto kilka technik, z którymi możesz poeksperymentować:

  1. Jeśli nie jesteś w stanie spać, odpocznij. W wielu przypadkach sama próba skoncentrowania się na spaniu pozostawia cię na jawie. Pozwól sobie na zwykły odpoczynek, uprzejmie odrzucając zaproszenie swojego umysłu, by zmierzyć się z tym problemem. Zwiększasz wtedy swoje szanse na zasnięcie lub na powrót do snu w momencie, gdy zdążyłeś lub zdążyłaś się już wybudzić.
  2. Po prostu zauważaj. Zamartwienie się wstrzymuje twój sen? Zamiast bardziej się w to zagłębiać, po prostu zau waż ten proces. W chwili, gdy pojawiają się zmartwienia, wyobraź sobie, że są słowami zapisanymi na liściach spływających wraz z nurtem rzeki. Pojawiają się i znikają. Przyglądaj się temu jak bezstronny obserwator. I tyle wystarczy.
  3. Zaakceptuj swoje myśli i emocje związane z bezsennością. Nie mam tu na myśli rezygnacji z bezsenności. Bardziej chodzi mi po głowie to, byś towarzyszył lub towarzyszyła swoim reakcjom bez uczepiania się ich lub jakichkolwiek prób mających na celu manipulację. Zamiast je odrzucać, obejmij je jak dziecko. Następnie pozwól, by twoje ciało zajęło się tym, na czym zna się najlepiej.

Powyższe techniki są sprzeczne z tym, co podpowiada nam intuicja. To prawda, ale co masz do stracenia? Może jedynie niużyteczny czas na rozwiązywanie problemów?

Oto lepszy pomysł, który możesz zabrać ze sobą, kiedy następny raz będziesz układać się do snu. Wskocz do łóżka, zamknij oczy i nie rób kompletnie niczego.

Zapoznaj się z innymi artykułami na stronie.

Bibliografia

  1. https://www.nhlbi.nih.gov/health/health-topics/topics/sdd/why
  2. Currie SR, Wilson KG, Curran D. Clinical significance and predictors of treatment response to cognitive behavior therapy for insomnia secondary to chronic pain. J Behav Med 2002;25:135–53.
  3. Kato, T. (2016). Impact of psychological inflexibility on depressive symptoms and sleep difficulty in a Japanese sample. SpringerPlus, 5(1), 712.
  4. McCracken, Lance M., Jennifer L. Williams, and Nicole KY Tang. Psychological flexibility may reduce insomnia in persons with chronic pain: a preliminary retrospective study. Pain Medicine 12.6 (2011): 904–912.
  5. Kallestad, Håvard, et al. The role of insomnia in the treatment of chronic fatigue. Journal of psychosomatic research 78.5 (2015): 427–432.

Stopniowe podejście do zdrowego żywienia się

Przetłumaczył: Bartosz Kleszcz
Źródło: zenhabits.net

Wielu z nas próbowało na przestrzeni lat różnorodnych diet, nie osiągając ostatecznie zbyt dużego sukcesu. Mogę wyliczyć pięć lub sześć różnych diet z czasu, kiedy próbowałem stracić kilogramy, a na żadnej z nich nie zostałem na dłużej niż parę tygodni.

Dlaczego diety zawodzą

Dlaczego tak było? Oto kilka powodów:

  1. Próbujesz zmienić wiele za jednym razem. Nauczyć się nowych przepisów, znaleźć strategie radzenia sobie wśród znajomych, określić, co będziesz jeść podczas wyjść oraz co robić, kiedy wszystkie twoje tęsknoty i pragnienia zmaterializują się pod postacią czegoś bardzo kalorycznego. Tyle zmian za jednym razem jest pewną receptą na porażkę.
  2. Nagle robisz wielkie zmiany w swoim życiu. Jeśli przejdziesz z niezdrowego jedzenia do w pełni zdrowego w ciągu jednego dnia, to będzie to coś drastycznie innego i niepasującego do twoich zwykłych przyzwyczajeń. To trudna sprawa, ponieważ jeśli zmagasz się z czymś trudnym, prawdopodobnie nie wytrzymasz w tym dłużej niż kilka tygodni.
  3. Tak naprawdę nie lubisz tego, jak wygląda twoje życie na nowej diecie. Podoba ci się chudsza wizja siebie, ale sam nowy sposób odżywiania już nie i tęsknisz za starym jedzeniem. Czujesz się więc jak męczennik i jesteś gotów lub gotowa umierać za dietę tylko przez jakiś czas.

Zmagasz się zatem z dużą ilością przeciwnych tobie sił, a to tylko sam początek. Partner lub znajomi jedzący inaczej to wyzwanie, tak samo jak bycie otoczonym lub otoczoną przez niezdrowe rzeczy w domu lub pracy. Co możemy zrobić?

To, co działało dla mnie, to stopniowa zmiana. Spójrzmy najpierw na przyczyny, a potem na metody pracy.

Dlaczego stopniowa zmiana działa

Jeśli zrozumiesz powody, dla których ludzie doświadczają porażki, próbując przejść na zdrowy tryb życia, wówczas ujrzysz, dlaczego stopniowa zmiana jest lepszą opcją:

  1. Nie jest to tak przytłaczające na samym początku, jeśli zaczniesz od czegoś małego i będziesz się tej drobnej zmiany trzymać.
  2. Zmieniając rzeczy stopniowo, nie nakładasz na siebie tyle obowiązków, co przy jednym, wielkim kroku. Maleje przez to szansa na rzucenie wszystkiego w diabły w miarę upływu czasu, kiedy będziesz obciążony lub obciążona obowiązkami albo będziesz mieć na głowie inne rzeczy.
  3. Zmiana nie następuje nagle, więc nie jest tak trudna i szybciej zaczyna być normalną częścią dnia. Wychodzisz ze strefy komfortu, ale nie za bardzo.
  4. Nie czujesz się jak męczennik.

To całkiem dobre powody. Spróbujmy tego.

Jak przejść na zdrowy tryb

Zanim zaczniemy stopniowo iść do przodu, dobrze wiedzieć, dokąd właściwie zmierzamy. Nie będzie to konkretne miejsce, do którego dotrzemy, ponieważ ty i inne rzeczy będziecie się zmieniać z czasem, w tym smaki preferowane przez twoje podniebienie, ale spójrzmy na szeroki kontekst tego, dokąd zmierzamy.

Do mniej pomocnych podejść możemy zaliczyć perfekcyjnie zdrową dietę i zobowiązanie do przestrzegania jej w 100%. Przykładowo, jeśli z jakiegoś powodu uznamy, że powinniśmy jeść tylko czyste białko i warzywa, przez cały dzień każdego dnia, wówczas każde odejście od tej normy będzie brzmieć jak porażka. Prędzej czy później możesz odkryć, że to nie jest też zbyt rozkoszny sposób na życie, więc będziesz rozglądać się za alternatywami.

Zamiast tego przedstaw sobie życie zawierające zdrowe jedzenie, które serio ci smakuje, ale takie, w którym jest też miejsce na inne przyjemności. Dla jednej osoby może być to rano jakiś słodki wypiek z dodatkową porcją owoców, potem trochę zdrowsze rzeczy na obiad (białka, warzywa, brązowy ryż), może hummus i marchewki jako przekąska, potem trochę zielonej herbaty i martini wieczorem. To nie jest w 100% zdrowa dieta, ale brzmi świetnie i być może jest też czymś, co sprawi ci przyjemność.

Dla innej osoby czymś lepszym będzie coś słodkiego po południu lub duża latte rano albo frytki ze znajomymi na obiad kilka razy w tygodniu. Wszystkie te rzeczy są ok, kiedy prowadzisz zdrowy tryb życia, jeśli tylko większość pozostałych rzeczy jest dla twojego ciała korzystna. Chcesz mieć takie zdrowe życie, które jednocześnie jest przyjemne.

Następnie wybierz jedną zdrową zmianę i trzymaj się jej przez tydzień. Podziel się tym z kimś bliskim, niech pod koniec tygodnia cię zapyta, jak poszło, przyczep sobie kartkę do drzwi lodówki, zrób plan, rób cokolwiek możesz, aby ta mała zdrowa zmiana rzeczywiście zmieniła się w regularne działanie. Jeśli się uda, w kolejnym tygodniu wybierz nową drobną zmianę i powtarzaj ten proces w każdym tygodniu, w którym udało ci się je utrzymać.

Jakie zdrowe postanowienia możesz zacząć realizować? Lista może być nieskończona, ale oto kilka przykładów:

  • Jedz warzywa do obiadu każdego dnia.
  • Jedz owoce jako popołudniową przekąskę.
  • Zjedz owoc do śniadania.
  • Wypij wieczorem jeden kufel lub kieliszek mniej.
  • Zmniejsz cukier w kawie lub herbacie do minimum.
  • Jedz do obiadu coś pełnoziarnistego (np. brązowy ryż) zamiast ziemniaków.
  • Zrób sobie hummus lub jedz orzechy zamiast czipsów jako przekąski.
  • Jedz jagody lub truskawki zamiast słodyczy.
  • Naucz się nowego przepisu (zrób tyle jedzenia, aby mieć na jeden posiłek, a kolejnego dnia móc odgrzać resztę).
  • Jedz głównie w domu.
  • Jedz na śniadanie biały jogurt lub więcej warzyw.

Mam nadzieję, że jesteś już w stanie zobaczyć, jakiego rodzaju zmiana mogłaby to być. Jeśli powyższe ci się nie podobają, wymyśl własne! Jeśli wydają się być za trudne, uprość je.

Jedna drobna zmiana raz na jakiś czas oznacza dziesięć w przeciągu kilku miesięcy. Wszystkie one razem łączą się w jedną, rewelacyjną i dużą zmianę, która ma wyższą szansę, aby utrzymać się wiele dłużej.

Zapoznaj się z innymi artykułami na stronie.

Najprostsza dieta dla szczupłej sylwetki

Najprostsza dieta dla szczupłej sylwetki

Przełumaczyła Joanna Dudek
Źródło link

Jestem teraz w najlepszej kondycji w całym moim życiu.

Niezwykle się cieszę, że mogę to powiedzieć. Od lat (jak wielu z Was wie) z moim zdrowiem było fatalnie – miałem nadwagę, prowadziłem siedzący tryb życia, byłem uzależniony od śmieciowego jedzenia i papierosów, a do tego przepracowany.

Dzisiaj, po ponad pięciu latach zdrowego stylu życia, ważę prawie 30 kilogramów mniej. Jestem szczuplejszy niż byłem kiedykolwiek od czasów liceum i noszę ten sam rozmiar spodni, jaki miałem wtedy – mając wiele więcej siły niż wcześniej. A jednocześnie mogę ćwiczyć, chodzić na piesze wędrówki i podejmować różnorodne aktywności lepiej niż kiedykolwiek. Jak udało mi się to osiągnąć? Powoli. Nie stosowałem żadnych diet-cud, nie traciłem wagi szybko. Nie robiłem niczego ekstremalnego. Tak naprawdę chodzi o to, by żyć zdrowiej, jeść pełnowartościowe produkty i być aktywnym przez większość dni. Oraz o cieszenie się tą podróżą.

Dziś pomyślałem, że podzielę się nieco własnym sposobem odżywiania się. Nie po to, by kopiować to dokładnie, lecz w celach informacyjnych – jak przejść podobną drogę.

Moja ogólna filozofia jedzenia

  • Nie rzucam się na nic ekstremalnego. Wprowadzałem małe zmiany w mojej diecie i przez lata odkryłem, że to działa najlepiej. Jeśli próbujesz drastycznych zmian, znienawidzisz je i nie wytrzymasz w nich zbyt długo. Ale dodaj trochę więcej owoców i warzyw – nie jest to trudne. Zamień w najbliższym miesiącu napój gazowany na wodę i nie poczujesz, że coś zostało utracone.
  • Jem powoli: No dobra… nie zawsze, ale przez większość czasu. Powolne jedzenie pozwala mi w pełni odczuć smak zdrowych posiłków, które spożywam i w ten sam sposób jem mniej nadal czując się syty (a nie napchany).
  • Jem naturalne produkty. Wybieram warzywa i owoce, orzechy, nasiona roślin strączkowych i niektóre pełnoziarniste zboża. Część mojego jedzenia jest przetworzona, ale w większości są to produkty, które znajdzie się na dziale żywności pochodzącej bezpośrednio od rolnika.
  • Jem produkty pochodzenia roślinnego. Robię to głównie z powodu współczucia (zabijanie zwierząt dla przyjemności nie wydaje mi się właściwe), ale odkryłem również, że to niezwykle zdrowy sposób jedzenia. Oczywiście można też być weganinem i odżywać się niezdrowo (jeść przetworzone podróbki mięsa i słodycze), ale trudno jest popełniać błędy, jeśli bazuje się na pełnowartościowych produktach. I tak, będąc weganinem, łatwo jest zapewnić sobie odpowiednią ilość białka.
  • Dobrze się bawię. Szukam zdrowych produktów, które lubię – tak jak na przykład borówki – i delektuję się ich smakiem. Od czasu do czasu w małych ilościach jadam słodycze, ciesząc się każdym ich kęsem. Pijam czerwone wino i uwielbiam to. Jest cudownie, gdy czasem piję piwo. Raz w tygodniu jem pizzę, jest przepyszna. W zdrowym odżywianiu nie chodzi o poczucie straty i ograniczenia, lecz o znalezienie sposobów na to by jednocześnie dobrze się bawiąc prowadzić zdrowy styl życia.

Mój sposób jedzenia

W tym miesiącu ograniczyłem jedzenie mniej zdrowych produktów tylko do sobót. Oznacza to, że jem frytki, pizzę, słodycze czy piję piwo tylko w soboty. To sprawiło, że jestem jeszcze szczuplejszy. Polecam ten sposób życia. Przez resztę tygodnia spożywam umiarkowana ilość owoców i pełnoziarnistych zbóż, nie jem mięsa, smażonych produktów. Nie piję kalorycznych płynów (z wyjątkiem wina do kolacji od czasu do czasu) i nie jem prostych węglowodanów (białego pieczywa, białego ryżu, produktów z białej mąki).

Co jem:

  • Strączkowe. Soczewicę, fasolę białą, czerwoną, czarną, adzuki, mung, groch, cieciorkę, soję.
  • Orzechy i nasiona. Migdały, orzechy włoskie, nasiona, oliwę z oliwek, awokado.
  • Warzywa. Dużo zielonych warzyw takich jak brokuł, szpinak, boćwina, jarmuż. Marchewki, paprykę różnokolorową, kiełki i inne.
  • Owoce. Jagodowe, jabłka, pomarańcze. Drobne suszone owoce w niew ielkich ilościach np. rodzynki.
  • Pełnoziarniste produkty zbożowe. Płatki owsiane, quinoe (komosę ryżową), kaszę gryczana, pęczak, ryż brązowy i dziki, pieczywo razowe. To wszystko – nie jem makaronów, pełnoziarnistych babeczek i innych tego typu produktów.

Moje posiłki

Mój typowy dzień wygląda tak:

  • Śniadanie. Codziennie między 10.30 a 11.30 jem płatki owsiane. Gotuję je, a następnie dodaję siemię lniane, cynamon, borówki, migdały, rodzynki i może niewiolką ilość banana czy malin.
  • Obiad. Zwykle olbrzymia sałatka z zielenią (sałata, szpinak, rukola, roszponka, jarmuż) i kiełkami, awokado, fasola albo inne strączkowe, orzechy, odrobina owoców, ocet balsamiczny. Czasem zjadam tofu z patelni z zielenią.
  • Przekąska. Gdy po południu dopada mnie głód, jem orzechy, suszone owoce, warzywa, czasem humus (pastę z cieciorki).
  • Kolacja. Strączkowe z warzywami lub tofu z patelni albo wegąńskie chilli z fasolka. Ten posiłek często ulega zmianom. Czasem fasolka jest po indyjsku, czasem po meksykańsku. Czasem jem quinoe i piję czerwone wino do kolacji.

I to tyle. Z czasem odkryłem, że potrzebuję mniej jedzenia niż kiedyś. Jedząc powoli, poczujesz się syty po mniejszej ilości jedzenia.

Rezultaty

Na początku moje „wybryki” rozkładały się na cały tydzień, tu pełnoziarnista babeczka, tam pizza czy piwo, częściej niż chciałbym to przyznać. Ale przełożenie tego wszystkiego na sobotę pomogło mi zachować uczciwość wobec samego siebie przez resztę tygodnia.

Naprawdę lubię jedzenie pełnowartościowych produktów, lubię być lżejszy i szczuplejszy. Na skutek takiego odżywiania się nabrałem mięśni, choć może w przyszłości bardziej się skoncentruję na zbudowaniu większej ich masy. Ostatnio przeszłem badania kontrolne – wszystkie wskaźniki mówiące o stanie mojego zdrowia wyszły prawidłowo. Ten sposób odżywiania całkowicie zmienił moje życie.

Uwagi

Kilka odpowiedzi na potencjalne pytania:

  • Soja nie jest niezdrowa. Mogliscie czytać różne przerażające artykuły w internecie, ale to niezrozumienie wyników badań. Jem soję w umiarkowanych ilościach, w naturalnych jej formach (tofu, tempeh, naturalne mleko sojowe). Nie mam biustu i jestem całkowicie zdrowy. Zamiast wskazywać na „naukowe” wyjaśnienia, dlaczego soja jest niezdrowa, wskaż mi aktualne, prawidłowo przeprowadzone badania, które wskazują na to, że normalne ilości soi (nie izolatu białkowego) powodują jakiekolwiek problemy zdrowotne.
  • Dzięki diecie wegąńskiej możesz w zupełności uzyskać wystarczającą ilość białka, wapnia i żelaza jedząc pełnowartościowe produkty, a nie śmieci.
  • Cukier jest śmieciem, tak samo jak biała mąka, makaron, białe pieczywo, frytki. To bezwartościowe, puste kalorie. Pełne ziarna (stosowane z umiarkowanie) są źródłem składników odżywczych i błonnika.
  • Niewielka ilość mięsa nie jest niezdrowa, jeśli wybierasz mięso zwierząt żywiających się trawą i z wolnego chowu. Większość ludzi spożywa zbyt duże ilości mięsa, jaj i nabiału. Moim zdaniem spożywanie tych produktów jest nieetyczne w każdej ilości, nawet z wolnego chowu. Przedmiotowe wykorzystywanie zwierząt i ich cierpienia dla własnej przyjemności nie jest znakiem współczucia i troski. Jak pokazuje mój przykład nie potrzebujemy produktów zwierzęcych by osiągnąć zdrowie, jemy je tylko dla przyjemności (dla smaku).

Zapoznaj się z innymi artykułami na stronie.

Niektórzy z moich najbliższych przyjaciół to zarazki

Niektórzy z moich najbliższych przyjaciół to zarazki

Przetłumaczyli: Bartosz Kleszcz i Radosław Cech
Źródło: link

Mogę podać ci dokładną datę, kiedy zacząłem myśleć o sobie w pierwszej osobie liczby mnogiej – jak o superorganizmie, a nie jako zwykłym, szarym, pojedynczym człowieku. Stało się to siódmego marca – otworzyłem wtedy skrzynkę mailową, aby znaleźć na niej dławiące procesor ilości wykresów i surowych danych z laboratorium BioFrontiers Institute z Uniwersytetu Colorado w Boulder. W ramach nowego obywatelsko-naukowego programu kadra laboratorium zsekwencjonowała mój mikrobiom – nie tyle dokładnie „moje” geny, ale geny należące do kilkuset mikrobiologicznych gatunków, z którymi współdzielę to ciało. Bakterie te w ilości ok. 100 trylionów żyją (i umierają) właśnie w tej chwili na powierzchni mojej skóry, języka i głęboko w zakamarkach moich jelit, gdzie znajduje się największa ich część – aż do kilograma mikrobów tworzących razem rozległą i w dużej mierze niezbadaną wewnętrzną dżunglę, przez którą naukowcy od niedawna zaczynają wytyczać ścieżki.

Otworzyłem plik z tabelami taksonomicznymi i moim oczom ukazał się kolorowy wykres. Każdy blok reprezentował pobraną próbkę z wymazu skóry, ust i kału. Na użytek porównania obok widniały bloki reprezentujące mikrobiomy 100 przeciętnych uczestników badania.

100 trylionów pasażerów

Przede mną lista nazw setek gatunków bakterii nazywających moje ciało domem. Pod względem samych liczb możemy czuć się przy nich jak karły – okazuje się, że jesteśmy tylko w 10% ludźmi: na każdą ludzką komórkę ciała przypada gdzieś 10 zamieszkujących mnie bakterii, wliczając w to komensali (na ogół nieszkodliwych pasażerów na gapę), mutualistów (oferujących przysługę za przysługę) oraz, w rzadkich wypadkach, patogeny. Pod względem tego, że nosimy codziennie ze sobą wszystkie nasze geny, 99% z nich należy do drobnoustrojów. I coraz wyraźniej wygląda na to, że ten „drugi genom”, jak czasem się o nim mówi, ma wielki wpływ na nasze zdrowie, być może nawet większy niż geny, które dziedziczymy po rodzicach – z tą różnicą, że dziedziczone geny mamy mniej lub bardziej na stałe, a twój drugi genom można przekształcać lub nawet hodować.

Justin Sonnenburg, mikrobiolog ze Stanfordu, sugeruje, że dobrze byłoby traktować ludzkie ciało jako „złożony nośnik, zoptymalizowany pod wzrost i rozprzestrzenianie się naszych mikroskopijnych mieszkańców”. Ten skłaniający do pokory punkt widzenia ma poważne konsekwencje dla ludzkiego i mikrobiologicznego zdrowia, które są ze sobą nieodłącznie związane. Zaburzenia w wewnętrznym ekosystemie – utrata różnorodności czy, powiedzmy, rozrost „niewłaściwego” rodzaju drobnoustrojów – może predysponować nas do otyłości i całego wachlarza przewlekłych chorób oraz niektórych infekcji. „Przeszczepy kałowe”, które wiążą się z przeniesieniem mikroflory zdrowej osoby do jelit chorego, świetnie radzą sobie z odpornym na antybiotyki zarazkiem jelitowym o nazwie C. difficile, zabijającym co roku 14 000 Amerykanów. (Naukowcy korzystają z wyrazu „mikroflora” odnosząc się do wszystkich mikrobów w danej społeczności, a „mikrobiom” oznacza sumę ich kodu genetycznego.) Wiemy od kilku lat, że otyłe myszy tracą na wadze po transplantacji mieszkańców jelit myszy chudych, a odwrotna operacja przynosi u chudzielców wzrost wagi. (Nie wiemy jeszcze czemu.) Podobny eksperyment przeprowadzono niedawno w Holandii na ludziach: kiedy mikroflorę szczupłych dawców przeniesiono do wnętrz pacjentów z syndromem metabolicznym, naukowcy zaobserwowali uderzające poprawy pod względem wrażliwości na insulinę, co jest jednym z istotnych wskaźników zdrowia metabolicznego. W jakiś sposób jelitowe bakterie wpływają na przemianę materii pacjentów.

Wygląda na to, że nasi drobni mieszkańcy grają pierwsze skrzypce w ćwiczeniu i wzmacnianiu systemu immunologicznego, pomagając mu odróżnić przyjaciela od wroga i nie oszaleć w kontakcie z orzeszkami i innymi potencjalnymi alergenami. Niektórzy naukowcy uważają, że alarmujący wzrost chorób autoimmunologicznych w krajach zachodu może być efektem zaburzenia starożytnego związku między naszym ciałem a jego „starymi znajomymi” – symbiotycznymi drobnoustrojami, z którymi wspólnie ewoluowaliśmy.

Takie stwierdzenia brzmią ekstrawagancko i w rzeczy samej wielu badaczy mikrobiomu uważa, aby nie popełnić tego samego błędu, co pracujący nad ludzkim genomem dziesięć lat temu, mówiąc o byciu na ostatniej prostej ku wyleczeniu wielu chorób. Czekamy do dziś. Jednakże niezależnie, czy z badań nad mikrobiomem wynikną jakieś lekarstwa czy nie, można już wyciągnąć kilka wniosków – tyczących się poczucia tego, co to znaczy być sobą, definicji zdrowia i naszego ogólnego nastawienia do bakterii. Wedle niedawnej przełomowej publikacji grupy naukowców nt. ekologii i mikroflory powinno się obecnie „uważać zdrowie ludzkie za wspólną własność ludzi i jego mikroflory” – czyli innymi słowy jako efekt działań zespołu, a nie jednostki.

Taka zmiana paradygmatu przychodzi w sam czas, ponieważ jako cywilizacja poświęciliśmy większą część ostatniego wieku niezamierzenie robiąc wszystko, co w naszej mocy, aby niszczyć ludzką mikroflorę wojną na wielu frontach – wymierzonej przeciw bakteriom i w imię diety szczególnie szkodliwej dla ich dobrostanu. Badacze mówią obecnie o zabiedzonym „zachodnim mikrobiomie” i pytają otwarcie, czy już czas podjąć działania naprawcze nie tylko w lasach deszczowych czy na preriach, ale pod samym nosem każdego z nas, w ludzkich jelitach.

Wizyta w laboratorium

Wyruszyłem w marcu do Boulder, aby ujrzeć maszynę sekwencyjną Illumina HiSeq 2000, która umożliwiła mi tak szczegółowe poznanie tego, co czai się po drugiej stronie mojego pępka, a także aby poznać naukowców i programistów, analizujących podane przez urządzenia dane. Laboratorium prowadzi Rob Knight, smukły, cienko ostrzyżony 36-letni biolog, który przybył do USA z Nowej Zelandii, aby badać inwazyjne gatunki zwierząt, poważny problem w jego ojczyźnie. Knight ukończył doktorat z ekologii i biologii ewolucyjnej na Princeton w wieku 24 lat i następnie przedryfował z badań nad gatunkami widocznymi gołym okiem do tych niedostrzegalnych. Po drodze odkrył, że nieźle radzi sobie też w biologii obliczeniowej. Uważa się go za rewelacyjnego analityka danych sekwencyjnych, uzdolnionego poszukiwacza znaczących schematów w powodzi danych dostarczanych przez urządzenia analizujące hurtem całe DNA w podanej próbce, a potem wyciągających unikalny kod każdej bakterii. Ów talent pozwala wyjaśnić, czemu tylu naukowców współcześnie badających mikrobiomy wysyła do jego laboratorium próbki do sekwencjonowania i analizy. Jest to także powód, dla którego znajdziesz jego nazwisko na większości ważnych publikacji w tej dziedzinie.

W przeciągu dwóch dni w Boulder spędziłem miło kilka posiłków z Knightem i jego współpracownikami, absolwentami oraz studentami, choć szczerze mówiąc trochę odrzucały mnie tematy rozmów. Nie podejrzewam, abym kiedykolwiek wcześniej usłyszał podczas obiadu tyle na temat ludzkich odchodów, ale czego oczekiwać po naukowcach, którzy chcą radykalnie zmienić powszechny punkt widzenia na to, co znajduje się w naszej okrężnicy. Dowiedziałem się między innymi trochę na temat jego szesnastomiesięcznej córki, której wkład naukowy jest na bieżąco pobierany z jej pieluch i sekwencjonowany. Sam Knight przyznał się na obiedzie, że pobiera swoje próbki codziennie, a jego żona Amanda, która dołączyła do nas jednej nocy, zeznała, że jest szczęśliwa schodząc z częstotliwością swoich do jednego razu na tydzień. „Oczywiście trzymam ciągle kilka pojemników w torbie”, dodała przewracając oczami, „ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą.”

Skutkiem tej intensywnej rodzinnej autoanalizy jest seria artykułów opisujących zmiany w jej mikroflorze. Dane umożliwiły ukazanie, że społeczeństwa drobnoustrojów wśród par dzielących jeden dom są podobne, wskazując na ważność roli środowiska w kształtowaniu mikrobiomu pojedynczej osoby. Knight odkrył także, że obecność psa pod jednym dachem prowadzi do wymieszania się u każdego bakterii skórnych, prawdopodobnie przez lizanie i głaskanie. Jedna publikacja o nazwie „Ruchome obrazy ludzkiego mikrobiomu” śledziła codzienne zmiany w bakteryjnej kompozycji każdej z trzech sfer – Knight pokazał za pomocą animacji, jak każde z mikrospołeczeństw w jelitach, jamie gębowej i na skórze posiadały zupełnie inny skład, który pozostaje w miarę stały na przestrzeni czasu.

Codzienne pobieranie próbek z pieluch córki (wraz z tymi od córki współpracownika) umożliwiło także prześledzenie godnego uwagi procesu, w którym kolonie baterii zasiedlają dziecięce jelito, w łonie matki przecież sterylne i dziewicze. Zaczyna się to krótko po narodzinach, kiedy najpierw przybywa do jelita grupa bakterii, a potem wraz ze wprowadzaniem jedzenia w formie stałej i odstawieniem od piersi ich rodzaj stopniowo się zmienia, aż do trzeciego roku życia, kiedy zaczyna ona przypominać te obserwowalne u rodziców.

Mleko matki

Badanie niemowląt i ich specyficznych diet dało wgląd w to, jak postępuje taka kolonizacja i dlaczego ma to tak wielkie znaczenie dla naszego zdrowia. Jedna z najwcześniejszych wskazówek pojawiła się nieoczekiwanie: z prób rozwiązania jednej z tajemnic matczynego mleka. Przez lata dietetycy nie mogli wyjaśnić, skąd w ludzkim mleku biorą się pewne węglowodany złożone zwane oligosacharydami, których niemowlę trawić nie jest w stanie z racji braku odpowiednich enzymów. Z teorii ewolucji wynikałoby, że każdy składnik takiego mleka powinien mieć jakieś znaczenie dla rozwijającego się dziecka – w przeciwnym razie selekcja naturalna zrzuciłaby taki ciężar dawno temu.

Okazuje się, że oligosacharydy nie pojawiają się w mleku, aby odżywiać dziecko, ale jeden konkretny szczep bakterii zwany Bifidobacterium infantis o unikalnych zdolnościach rozkładu i wykorzystywania właśnie tych grup węglowodanów. Kiedy wszystko idzie wedle planu bifidobakterie mnożą się i dominują, pomagając zachować zdrowie dziecka: robiąc tłok, w którym mniej przyjemnym bakteriom trudno się zagnieździć na stałe, a co być może ważniejsze dbając o jakość nabłonka wyściełającego jelita – pełni on krytyczną rolę w ochronie przed infekcją i stanami zapalnymi.

„Mleko matki, jedyny posiłek ssaków kształtowany przez selekcję naturalną, jest kulinarnym odpowiednikiem kamienia z Rosetty”, mówi Bruce German, badacz jedzenia z Uniwersytetu Kalifornii w Davis, którego specjalizacją jest właśnie mleko. „Ten fakt mówi nam, że kiedy selekcja naturalna tworzy pożywienie, istotnym czynnikiem jest nie tylko odżywienie dziecka, lecz także mieszkańców jego jelit.”

Skąd biorą się te bifidobakterie i co to znaczy dla ciebie, jeśli nigdy nie byłeś karmiony lub karmiona piersią? Mleko matki nie jest, jak się kiedyś uważało, sterylne: jest zarówno „prebiotyczne” – stanowiąc jedzenie dla bakterii – oraz „probiotyczne”, wprowadzając do ciała kolonie przydatnych mikrobów. Niektóre z nich dostają się do przewodów mlecznych z okrężnicy matki, a stamtąd do wnętrza dziecka podczas pierwszego karmienia. Ponieważ twórcy przepisu na sztuczne mleko nie brali dotąd tej wiedzy pod uwagę, w każdym razie do niedawna, nie dodając ani prebiotycznych oligosacharydów ani probiotycznych bakterii, jelita dzieci karmionych butelką nie są właściwie zasiedlone.

Większość szczepów bakterii zasiedlających niemowlęce jelita dostaje się tam podczas narodzin – bogaty i brudny proces, który wystawia dziecko na pełen zestaw tego, co ma w sobie i na sobie matka. Jednakże te, które rodziły przy pomocy cesarskiego cięcia, relatywnie sterylnej procedury, nie przekazują synowi lub córce ani swych bakterii jelitowych, ani tych mieszkających na powierzchni pochwy. Wskutek tego we wnętrzu niemowlęcia na starcie mieszka więcej drobnoustrojów z powierzchni skóry rodziców, co jest grubo poniżej ideału i może być czynnikiem ryzyka przy alergiach, astmie i problemach autoimmunologicznych dzieci po cesarce: nie mając kontaktu z odpowiednią ilością bakterii podczas narodzin, ich systemy odpornościowe mogą się nie rozwijać właściwie.

Przy obiedzie Knight powiedział mi, że tak się przejął taką ewentualnością, że kiedy jego córka urodziła się przy pomocy awaryjnego cesarskiego cięcia, wziął wraz z żoną sprawy w swoje ręce: korzystając ze sterylnego bawełnianego wacika zaszczepili skórę nowonarodzonego niemowlęcia wydzielinami z pochwy matki, aby zapewnić właściwe zasiedlenie. Taka procedura jest obecnie przedmiotem badań w Puerto Rico.

Mikrobiom wiejski i miejski

Podczas pobytu w Boulder miałem okazję spędzić trochę czasu także z Catherine A. Lozupone, mikrobiolog, która niewiele wcześniej opuściła laboratorium Knighta, aby założyć własne na Uniwersytecie Colorado w Denvera – poświęciła trochę czasu, aby spojrzeć na mój mikrobiom i porównać go z innym, w tym ze swoim własnym. Lozupone jest autorką istotnego artykułu opublikowanego w 2012 w Nature pt. „Różnorodność, stabilność oraz odporność mikroflory ludzkich jelit”, który analizuje temat tak, jak mógłby to robić ekolog, próbując określić „typowy” stan ekosystemu, a następnie dotrzeć do różnych czynników mogących go na przestrzeni czasu zaburzyć. Jak wpływa nań dieta? Antybiotyki? Patogeny? Co z tradycjami u różnych kultur? Póki co najlepszym sposobem w ogóle rozpoczęcia odpowiadania na takie pytania jest porównywanie społeczeństw jelitowych różnych odległych od siebie populacji – wielu badaczy zajmuje się zatem pobieraniem próbek na całym świecie i wysyłką ich celem analizy do ośrodków sekwencyjnych. Projekt „American Gut” („amerykańskie jelito”), mający na celu zsekwencjonowanie społeczeństw bakteryjnych u dziesiątków tysięcy Amerykanów, jest dotąd najbardziej ambitnym z takich przedsięwzięć i ma pomóc naukowcom odkryć powiązania między stylem życia, dietą, stanem zdrowia i składem bakteryjnych społeczeństw.

Jak Lozupone (i każdy inny, kogo pytałem) podkreśla, stan badań można w tej chwili określić jako bardzo wczesny – naukowcy nie są w stanie póki co nawet powiedzieć z pewnością, jak powinien wyglądać „zdrowy” mikrobiom. Wyłaniają się jednak pewne ogólne i intrygujące schematy. Prawdopodobnie większa różnorodność jest lepsza niż mniejsza, ponieważ różnorodny ekosystem odznacza się większą odpornością – a różnorodność w jelitach kultury zachodu jest znacząco niższa niż w pozostałych, mniej uprzemysłowionych kulturach. Zachodnia mikroflora różni się zdecydowanie urozmaiceniem od tej w innych rejonach mapy. Przykładowo ta w wiejskich społeczeństwach zachodniej Afryki jest bliższa wenezuelskiej niż amerykańskiej i europejskiej.

Wiejskie społeczności cechuje nie tylko wyższa różnorodność drobnoustrojów, ale także inna obsada głównych ról. U Amerykanów i Europejczyków mamy relatywnie wysokie poziomy bacterioides oraz firmicutes oraz niskie poziomy prevotella, które z kolei dominują w jelitach wiejskich Afrykanów oraz amerykańskich Indian. (Nie do końca wiadomo, czy wysokie lub niskie poziomy którychkolwiek z nich są dobre lub złe.) Dlaczego skład różni się? Może chodzić o dietę, która w obu wiejskich populacjach odznacza się wysokim poziomem zbóż z pełnego przemiału (a prevotella bardzo je lubią), roślinnego błonnika oraz niewielką ilością mięsa. (Wiele firmucutes lubi aminokwasy, zatem rozprzestrzeniają się w diecie wysokobiałkowej, bacterioides lubią za to metabolizować węglowodany.) Niższa bioróżnorodność zachodu może być rezultatem rozpustnego stosowania antybiotyków (zarówno w służbie zdrowia i przemyśle żywieniowym), diety opartej na przetworzonym jedzeniu (które czyści się ze wszystkich bakterii, dobrych czy złych), toksyn w środowisku oraz ogólnie niższego poziomu „presji bakteryjnej” np. wystawieniu na ich obecność na co dzień. Wszystko to może wyjaśniać, dlaczego mimo tego, że wiejskie społeczeństwa są częściej narażone na choroby zakaźne oraz cechuje je niższa długość życia niż społeczeństwa zachodnie, to odznaczają się także niższym odsetkiem przewlekłych zaburzeń: alergii, astmy, cukrzycy typu 2 oraz chorób układu krążenia.

„Na wsi ludzie spędzają wiele więcej czasu na świeżym powietrzu i mają więcej kontaktu z roślinami i glebą”, mówi Lozupone. Inny badacz, który pracował nad zbiorem próbek w Malawi, powiedział mi, że „w niektórych kulturach dzieci są wychowywane przez całe społeczeństwo, przekazywane z rąk do rąk, przez co regularnie wystawia się je większą różnorodność bakterii.” Oddzielona rodzina 2+1 może nie sprzyjać zdrowiu mikrobiomu.

Okazało się przypadkiem, że Lozupone i mnie coś łączy: niecodziennie wysokie, jak na Amerykanów, poziomy prevotelli. Nasze społeczeństwa jelitowe przypominają bardziej te wiejskie niż te sąsiadów z klatki obok. Lozupone podejrzewa, że stoi za tym roślinna dieta – spożywamy mnóstwo ziaren z pełnego przemiału, warzyw oraz relatywnie niewiele mięsa (choć nikt z nas nie jest wegetarianinem). Oboje byliśmy dumni z naszych prevotelli, uznając to za oznakę zdrowej nie-zachodniej diety, przynajmniej do czasu, kiedy nie dowiedziałem się o jej badaniach nad mikroflorą pacjentów z HIV. Wygląda na to, że także oni mają wysokie poziomy prevotelli. Co jeszcze bardziej zaciemni sytuację, niedawne badanie łączy pewne bakterie jelitowe częste u zjadaczy mięsa z wysokim poziomem we krwi markerów związanych z chorobami serca – badanie sugeruje, że prevotella należą właśnie do tej grupy. W rzeczy samej, wczesne dni.

Uwagę przykuły jeszcze dwie cechy mojego mikrobiomu. Po pierwsze, ogólna jego różnorodność była wyższa niż u zwykłego zachodniego zjadacza chleba, co chętnie przyjąłem jako komplement, choć ekstrawagancko wysoka kolonia mikrobów na mojej skórze unosi brew. „Gdzie chłopie wtykasz ręce?”, spytał mnie Jeff Leach z projektu American Gut po przejrzeniu moich wyników. Moja skóra jest przystanią dla bakterii związanych głównie z roślinami, glebą i trochę alarmujących kolonii cechujących jelita zwierzęce. Składam to na karb pracy w ogrodzie, kompostu (hoduję też robaki) oraz tego, że fermentuję kimchi oraz produkuję ser z mleka prosto od krowy – oba należą do jedzenia, które aż ugina się od żywych kultur bakterii.

Rola bakterii jelitowych

Porównując do ekosystemów lasów deszczowych czy prerii, ten wewnętrzny nie jest dotąd dobrze poznany, ale podstawowe zasady ekologii – które wraz z potężnymi urządzeniami sekwencyjnymi otwierają te niewidzialne drzwi dla nauki – zaczynają dawać kilka wstępnych odpowiedzi, a do tego ogromny stos intrygujących hipotez. Twoja flora bakteryjna stabilizuje się w wieku 3 lat, kiedy to większość nisz w twoim bakteryjnym ekosystemie staje się zajęta. Nie oznacza to, że nie może się już po tym zmienić – może, ale nie z łatwością. Zmiana diety lub zestaw antybiotyków, przykładowo, mogą zaowocować zmianą proporcji wśród zamieszkujących nas gatunków, pomagając jednym szczepom, a przyczyniając się do obumarcia innych. Czy można wprowadzić nowe gatunki? Tak, ale prawdopodobnie tylko, gdy po znaczących zaburzeniach otwiera się jakaś nisza, jak w przypadku antybiotykowej burzy. Tak jak każdy inny dorosły ekosystem, tak ten w jelicie ma tendencję do opierania się zewnętrznej inwazji.

Otrzymujesz większość początkowego zestawu bakterii od rodziców, ale reszta pochodzi ze środowiska. Jak ma w zwyczaju mówić stanfordzki mikrobiolog Stanley Falkow swym studentom „świat pokryty jest solidną warstwą odchodów.” Nowoczesne narzędzia sekwencyjne potwierdzają to przeczucie – czy wiesz, że domowy kurz może zawierać znaczące ilości cząsteczek kału? Albo to, że kiedykolwiek spłukuje się ubikację, to część jej zawartości rozprowadza się jak dezodorant? Laboratorium Knighta zsekwencjonowało bakterie na szczoteczkach do zębów i podali wyniki przy śniadaniu, nawet mimo tego, że nie zabiegałem o to szczególnie: „Odtąd będziesz chciał trzymać swoją szczoteczkę co najmniej 1,5 metra od ubikacji.”

Niektórzy pracujący w tej dziedzinie zapożyczają z ekologii termin „usługi ekosystemowe”, prowadząc listę wszystkich rzeczy, jakie robi dla nas bakteryjna społeczność jako dla swego gospodarza i środowiska życia – wygląda to bardzo różnorodnie i robi wrażenie. Pierwsza rzecz to odporność na inwazję. Nasi mieszkańcy pracują nad tym, aby powstrzymać patogeny przed zasiedleniem nas, zajmując ich potencjalne miejsca inwazji lub na inne sposoby czyniąc to środowisko nieprzyjaznym dla nowoprzybyłych. Różnice w sile jelitowego społeczeństwa mogą wyjaśniać, dlaczego jedni ludzie łatwo zatruwają się jedzeniem, a inni beztrosko wsuwają ten sam talerz bez żadnych skutków ubocznych.

Bakterie jelitowe grają także pierwsze skrzypce w tworzeniu takich substancji jak neuroprzekaźniki (w tym serotoniny), enzymów i witamin (głównie z grupy B i K) oraz innych niezbędnych składników odżywczych (wliczając w to ważne aminokwasy i kwasy tłuszczowe) i pełnego wachlarza innych sygnalizujących cząsteczek, wpływających na działanie systemu przemiany materii. Niektóre z nich mogą oddziaływać na regulację poziomu stresu, a nawet cech temperamentu: kiedy bakterie jelitowe z bezproblemowych i ciekawskich myszy przeniesiono do jelit myszy lękliwych i nieśmiałych, to te przejęły ich cechy. Powiedzenie „myśleć brzuchem” może zawierać więcej prawdy, niż… myśleliśmy.

Bakterie oczywiście troszczą się przede wszystkim o siebie, głównie o pokarm i regulowanie jego drogi przez ich środowisko. Wygląda na to, że pomagają w zarządzaniu tymi funkcjami przez produkcję substancji chemicznych regulujących nasz apetyt, sytość i trawienie. Wiele z tego, czego uczymy się na temat roli mikrobiomu w ludzkim metabolizmie, pochodzi z badań nad „gnobiotycznymi myszami” – sterylnymi mikrobiotycznie myszami hodowanymi w takich laboratoriach jak to prowadzone przez Jeffery’a I. Gordona na Washington University w St. Louis. Niedawno jego załoga dokonała transplantacji bakterii jelitowych dzieci z Malawi chorujących na kwashiorkor – ostrą formę niedożywienia – do wolnych od zarazków myszy. Odkryli po przeszczepie, że te gryzonie, które były karmione typową dietą takich dzieci, nie mogły zbyt łatwo metabolizować substancji odżywczych. Sugeruje to, że podczas walki z niedożywieniem chodzi o coś więcej niż o kalorie. Naprawa zaburzonego metabolizmu pacjenta może wymagać przekształcenia populacji jego jelita.

Dlaczego więc nie rozwinęliśmy naszych własnych systemów, aby spełniać te krytyczne życiowe funkcje? Dlaczego zleciliśmy wykonanie całej tej roboty zespołowi mikrobów? Jedna z teorii zakłada, że skoro bakterie ewoluują wiele szybciej niż my (w niektórych wypadkach nowe pokolenie co 20 minut), mogą odpowiedzieć na zmiany w środowisku – na zagrożenia i okazje – wiele szybciej i zwinniej niż „my”. Bakterie rewelacyjnie reagują i dostosowują się choćby przez wymianę genów i części DNA między sobą. Taka uniwersalność przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy na horyzoncie zjawia się nowa toksyna lub źródło jedzenia. Mikroflora może szybciutko

Posted in Bez kategorii

Jak uczyć swoje dzieci dobrowolności i szacunku w sferze seksu

Przetłumaczył Bartosz Kleszcz
Źródło: upworthy.com

Brak przymusu i dobrowolna zgoda zwłaszcza w sferze seksu może być ciężkim tematem do poruszenia z dziećmi. Psychoterapeutka ma kilka rad na ten temat.

Czekałam z córką na pediatrii na coroczne badanie. Jak tylko się pojawiła, cała jej uwaga spoczęła na niej – spojrzała jej w oczy, życzliwie przywitała się, zaczęła zadawać pytania i wyjaśniać, co będą dziś robić.

I zapytała o zgodę – „Czy mogę teraz posłuchać twego serduszka?”

Jako psychoterapeutka zwracam szczególną uwagę na to, jak lekarz komunikuje się z dzieckiem: „Traktuję cię jak istotę ludzką.”, „Twoje zdanie ma znaczenie”, „Twoje ciało jest czymś, co szanuję.”

To bardzo odmienne doświadczenie od wizyty u lekarza w innym gabinecie kilka lat temu z synem. Podczas tej wizyty pediatra pędził przez kolejne etapy. Nie patrzył wcale na mojego syna, ani do niego się nie zwracał. Gdy pielęgniarka przyszła ze szczepionką, powiedział do mnie „Proszę go przytrzymać. Będzie lepiej, jeśli zrobimy to szybko, nim się zorientuje. Nie będzie tego pamiętał.”

Jako jego mama oczywiście znałam mojego syna lepiej. Jako terapeutka uwzględniająca w swej pracy także ciało wiedziałam, że jego system nerwowy zapamięta to doświadczenie. I wiedziałam też, że takie warunki mogą zadać młodej osobie wiele krzywdy. „Nie”, powiedziałam. „Wiem, czego mój syn potrzebuje. Muszę z nim najpierw porozmawiać i wyjaśnić, co robimy.”

Tego dnia nie pędziliśmy, nie zaskakiwaliśmy go, nie przytrzymaliśmy i nie nagradzaliśmy za „brak płaczu”. Okazałam synowi szacunek zwracając uwagę na to, czego mógł potrzebować.

Rodzice: uczenie o wartości dobrowolnej zgody zaczyna się od nas

Każdemu rodzicowi, którego znam, zależy, aby ich dziecko dorosło na pewną siebie, odporną osobę, czującą się dobrze ze sobą i będącą w stanie troszczyć się o innych. Jako rodzice, chcemy przekazać właśnie to: „Masz znaczenie. Twoje ciało ma znaczenie. Twoja zgoda i granice mają znaczenie.”

Taką postać ma szacunek. Szacunek zaczyna się od momentu, w którym syn lub córka się rodzi. Komunikujemy się z dzieckiem na różne sposoby, które wpływają na to, jak kształtuje ono swój obraz i poczucie własnej wartości. Uczą się, jak odnosić się do siebie i innych przez wzgląd na własne ciało, emocje, poglądy i osobowość.

Jeśli chcesz eksperymentować z szacunkiem jako naczelną wartością, oto 5 codziennych sposobów na to, jak uczyć własne dzieci tego, aby w przyszłości mogły okazać szacunek dla siebie i swego ciała w sferze seksualności.

Często pytaj je o zgodę

Wczorajszej nocy szłam z synem nocą w parku. Chciałam wziąć go za rączkę, ale zatrzymałam się i zapytałam zamiast tego „Czy mogę złapać cię za rękę?” Uśmiechnął się i podał mi ją.

Pytanie dziecka o zgodę, aby dotknąć je lub wejść w ich prywatną przestrzeń może być tak proste. Możesz zadać takie pytania jak: „Czy mogę poczesać twoje włosy?”, „Czy mogę się przytulić?” i „Czy to w porządku, jeśli złapię cię za rączkę?”

Czy to oznacza, że mamy pytać o zgodę za każdym razem? Jako rodzice, chcemy jasno komunikować to, co robimy i dlaczego.

Wyobraź sobie swoje dzieci jako nastolatków wychodzących do kolegów i koleżanek z setkami – jeśli nie tysiącami – doświadczeń wyniesionych z domu, w którym modelowałaś lub modelowałeś dzień po dniu, jak wygląda dobrowolność. Z większym prawdopodobieństwem odpowiedzą na zaistniałe sytuacje z szacunkiem i dobrowolnością wobec swego ciała. Będzie także większa szansa na to, że okażą ten szacunek innym.

Nauczaj, że „nie” ma wartość

Miałam klientkę, która przyszła na terapię, ponieważ czuła się odległa od swojej dwunastoletniej córki. Pracując razem zdaliśmy sobie wreszcie sprawę, że jej córka chciała więcej względu na osobistą przestrzeń, czas i własne granice.

Zaczęła zatem szukać sposobów na to, jak poprosić, zamiast wymagać, by córka zaangażowała się w coś z nią. Zamiast mówić „Przytul mnie na do widzenia”, zaczęła pytać „Czy możemy się przytulić na do widzenia?” I w te dni, gdy jej córka mówiła „nie” lub jej mowa ciała komunikowała to samo, odpowiadała „W porządku. Jeśli kiedyś będziesz się chciała przytulić, jestem tu dla ciebie. Kocham cię. Baw się dobrze.”

Jeśli pytasz, czy rozczesać jej włosy i odpowiada „nie”, to tak ważne, aby to uszanować. Jeśli pytasz, czy możesz się przytulić z synem i odpowiada negatywnie, okaż także temu szacunek. Możesz odpowiedzieć „Ok, szanuję to. Daj mi znać, jeśli zmienisz zdanie.”

To także w porządku, jeśli twe dziecko nie chce się z nikim przytulać. Wciąż mogą witać się z innymi uznając ich obecność przez szczere „cześć” lub „dzień dobry”.

Kiedy ty lub ktokolwiek innych błaga lub próbuje przekonać swe dziecko, aby tu i teraz zmieniło swoje zdanie, uczy to je naginać swój wewnętrzny barometr tego, co dla nich komfortowe, a co nie – tylko po to, aby ulec komuś, o kim sądzą, że ma więcej mocy. W przeciągu czasu twój szacunek dla ich „nie” uczy dziecko, że to „nie” ma jakąś wartość.

Modeluj, że ich „tak” może zmienić się w „nie” w dowolnym momencie

Powiedzmy, że bawisz się z dzieckiem w zapasy. Mówi „Przestań!” Co robisz? Przestajesz. Nawet jeśli żartuje, przestajesz i sprawdzasz, o co chodzi.

Powiedzmy, że przyjmujesz u siebie grupkę chłopaków z podstawówki i rozrabiają po domu goniąc się z zabawkowymi mieczami. Naucz ich, aby raz na jakiś czas się zatrzymać i sprawdzić, czy każdy wciąż się dobrze bawi.

A jeśli masz pod dachem nastolatka? Miej z nim „Rozmowę”. Podziel się wartościami związanymi z intymnością i seksualnością, włączając w to jasną informację, że brak „nie” nie oznacza „tak”. Naucz ich, że „tak” może zmienić się w „nie” w dowolnym momencie.

Kiedy modelujesz u dziecka, że „tak” może zmienić się w „nie” w dowolnej chwili podczas codziennych doświadczeń, wysyłasz przekaz, że „jeśli w jakimkolwiek momencie czujesz brak komfortu lub w danej sytuacji masz dość, masz prawo posłuchać tego wewnętrznego głosu. I w dowolnym momencie, w którym inna osoba czuje się niekomfortowo i ma dość, powinieneś, powinnaś uszanować to i przestać robić to, co robisz.”

Postaraj się zrozumieć

Ostatniej wiosny moja córka obwieściła „Nie chcę chodzić dalej na wf!” Nie wiedziałam, co o tym myśleć – wydawało mi się, że uwielbia ćwiczyć. Postarałam się, by podejść do tego w komfortowy dla niej sposób. Zamiast mówić „Ale przecież chcesz! Wiem, że to lubisz!” powiedziałam „Opowiedz mi o tym.”

Otworzyło to drogę do tego, aby moja córka poczuła się na tyle komfortowo, by podzielić się swoimi odczuciami i bym mogła się przysłuchać temu, co mówi. Zrozumiałam, że kocha ćwiczenia całym sercem, ale najbardziej odpowiada jej robienie gimnastyki w domu, tworzenie własnych schematów, zamiast uczestnictwa w ustrukturyzowanej klasie.

Kiedy starasz się jego lub ją zrozumieć, przekazujesz taką wiadomość: „Twoja opinia ma znaczenie. Twój głos ma znaczenie. Twoje uczucia mają znaczenie. I jestem tutaj, aby słuchać i być przy tobie.” Nawet jeśli uważasz, że twoje dziecko zwyczajnie dokazuje lub dzieli się opinią podrasowaną przez frustrację, to kiedy próbujesz zrozumieć, nawiązujesz więź opartą na szacunku.

Miej „szacunek” cały czas z tyłu głowy

Nasze dzieci mają własne ciało, umysł, uczucia, opinie, marzenia. Tak jak dorośli, nasze dzieci chcą być traktowane z szacunkiem i uwagą. Spytaj zatem się o jego opinię. Korzystaj z jego imienia w taki sposób, który pokazuje uwzględnienie. Patrz się na nie, gdy mówi. To są codzienne sposoby na przekazanie wiadomości „Masz znaczenie.”

Jesteśmy pierwszym nauczycielem naszych dzieci.

Niedawna sprawa gwałtu na Uniwersytecie Stanfordzkim przypomina mi (po raz kolejny), że musimy pracować jako ludzkość nad tym, by uczyć własne dzieci, co oznacza dobrowolność w seksie.

To może być straszne w ogóle podjąć taki temat jak kwestia dobrowolności w seksie. Jednakże te proste, codzienne czynności mogą dać nam siłę do tego, jak okazywać szacunek naszym potomkom. I w miarę tego jak będą doświadczać tego w normalnych, życiowych sytuacjach, z wyższym prawdopodobieństwem przeniosą to na szacunek do siebie i innych poza domem.

Bez znaczenia, w jakim wieku jest twoje dziecko. W każdym wieku możesz wspierać je w tym, by stało się pewne siebie, odporne, troskliwe (wobec siebie i innych). Stanie się to przez twój wybór, jak spoglądać na swoje dziecko i jego decyzje, jak z nim rozmawiać i jak z nim być. Możesz wspierać jego przyszłość poprzez wzgląd, który okazujesz dziś.

Zapoznaj się z innymi artykułami na stronie.

Unikanie i zaangażowanie w depresji

Unikanie i zaangażowanie w depresji

Autorzy Kirk Strosahl, Patricia Robinson | Źródło
Tłumaczenie Izabela Watanabe

W poprzednim artykule przyjrzeliśmy się wszystkim perspektywom na temat depresji. Łącząc je w jeden obraz depresji, będzie on zupełnie inny od tego, z którym być może zaczynałaś/eś czytać tamten tekst.

Unikanie sprzyja depresji

Depresja rozwija się, gdy powtarzające się w czasie dwa rodzaje działań unikowych zostają utrwalone w połączeniach nerwowych twojego mózgu i oddziałują bezpośrednio na twoje fizyczne i psychiczne samopoczucie.

Pierwszy rodzaj prodepresyjnych zachowań, unikanie doświadczania, to niechęć do wchodzenia w kontakt z nieprzyjemnymi, bolesnymi myślami, emocjami, wspomnieniami czy doznaniami fizycznymi. Unikanie doświadczania to efekt stosowania reguł podkreślających znaczenie kontrolowania lub eliminowana ekspozycji na wszelkie bolesne przeżycia jako sposobu na osiągnięcie zdrowia.

Drugi rodzaj prodepresyjnych zachowań, unikanie działania, polega na regularnym unikaniu lub wycofywaniu się z sytuacji, wydarzeń lub interakcji, które mogłyby uruchomić bolesne, niechciane przeżycia.

Dlaczego unikanie jest tak toksycznym procesem? Krótka odpowiedź jest taka, że sytuacje życiowe, które wywołują u ciebie nieprzyjemne reakcje emocjonalne, są również z dużym prawdopodobieństwem sytuacjami dla ciebie ważnymi. Mogą one dotyczyć kwestii związanych z intymnością, miłością, rodzicielstwem, pracą, byciem częścią podobnie myślącej społeczności itd. Te sprawy są naszym chlebem powszednim i wynikają po prostu z tego, że żyjemy. Nie stanowią one ani zagrożenia dla twojego zdrowia emocjonalnego ani dla twojego samopoczucia. Z badań wiemy, że typowe sytuacje stresu, jakich doświadczamy w życiu, przynajmniej w połowie przypadków są źródłem depresji (Schotte i in. 2006). Jedno z szeroko cytowanych badań wykazało, że właściwie 25 procent wszystkich przypadków depresji klinicznej stanowi tak naprawdę bardziej reakcję na jakiś rodzaj interpersonalnej straty lub niepowodzenia (Wakefield i in. 2007). Jeśli unikasz sytuacji, które mają w twoim życiu znaczenie, tracisz za tym możliwość rozwiązania istotnych problemów tyczących się tych spraw. Ponieważ nie angażujesz się w swoim życiu w ważne dla ciebie aktywności, poczucie sensu życia z czasem zanika. W konsekwencji twoja motywacja do działania słabnie, bo nie ma żadnego wyraźnego celu, by podejmować działanie. Depresja to jak ostrzegawcze światełko na desce rozdzielczej twojego auta. Mówi ci, że coś nie działa i że trzeba sprawdzić „silnik”.

Trening uwagi jest fundamentem wyzdrowienia

Kolejną uniwersalną kwestią jest to, że depresja wydaje się wiązać się z zaburzeniem zdolności zwracania odpowiedniego uwagi oraz pozostawania niereaktywną i nieosadzającą wobec tego, co pojawia się w świadomości. To kluczowe cechy bycia uważną. Największym problemem z naszej perspektywy jest to, że osoby z depresją zdają się być uwięzionymi w sieci osądów i ocen umysłu. Tak jak nadmierna aktywacja Sieci Standardowej Aktywności pożera zasoby uwagi mózgu i blokuje zdolność pamięci podręcznej, tak umysł wytwarza lawinę wiadomości wydających się na tyle istotnych, by przyciągnąć naszą uwagę, ale w zasadzie są one po prostu przygnębiające! Jesteś przegrana/y. W ważnych dla ciebie sprawach życiowych jesteś skazana/y na porażkę. Twoje życiowe błędy są niewybaczalne. Masz tak dużo wad, że nikt cię nigdy nie pokocha. Nawet jeśli odniosłaś/eś jakiś sukces w życiu, to szczęśliwy zbieg okoliczności i ludzie w końcu odkryją, że jesteś oszustką czy oszustem. Musisz dowiedzieć się, co z tobą jest nie tak i naprawić to. Inni ludzie są szczęśliwi, a ty nie. Bla! Bla! Bla!

Zachowanie depresyjne generuje depresyjny nastrój

Ostatnia uniwersalna kwestia to również najbardziej istotna dla naszych celów sprawa. Depresja to nie coś, co masz – to coś, co robisz. Behawioralna teoria depresji mówi, że ludzie zaczynają angażować się w zachowania prowadzące do depresji na długo przed tym, jak rozwiną obciążające symptomy psychiczne depresji (Carvelho & Hopko, 2011). Z punktu widzenia neurobiologii wiele obserwowanych w depresji zachowań, takich jak samoizolacja, unikanie, bierne rozwiązywanie problemów i siedzący tryb życia równie łatwo mogą być postrzegane jako codzienne formy treningu mózgu. Nie wiedząc więc o tym, ćwiczysz swój mózg w nadmiernej aktywacji Sieci Standardowej Aktywności i doprowadzasz do depresyjnego nastroju i zachowań! Podobnie badania w zakresie psychologii pozytywnej, na co wskazaliśmy wcześniej, dowodzą, że równie prawdziwe jest też przeciwne działanie: działania wywołujące pozytywne emocje mogą działać niczym spirala tworząc coraz większą motywację do wchodzenia w coraz liczniejsze i różne pozytywne zachowania (Garland i in., 2010; Frederickson i Losada, 2005). Wygląda to tak, jakby twój nastrój – pozytywny bądź negatywny – był określany przez twoje wzorce zachowań, a nie odwrotnie! To w zasadzie dobra wiadomość, bo o ile bardzo trudno jest wybrać tylko te emocje, które chcemy czuć, to z pewnością nad swoim zachowaniem masz pełną kontrolę. A okazuje się właśnie, że to twoje zachowania są super autostradą do generowania pozytywnego samopoczucia. Możesz więc wybierać zachowania zdrowe i produktywne nawet wówczas, gdy emocjonalnie nie czujesz się w pełni swoich możliwości.

Trudnym elementem w wychodzeniu z depresji jest dostrzeganie długoterminowych konsekwencji decyzji, które podejmujemy w różnych momentach decyzji i które wówczas mogły wydawać się właściwe. W końcu jeśli za tobą jest ciężka noc i brakuje ci rano energii, ograniczenie swojej aktywności w ciągu dnia może wydawać się sensownym rozwiązaniem. Możesz przykładowo zdecydować, że zrezygnujesz ze spaceru, na który miałaś/eś się wybrać. Niby nic takiego, prawda? Nie jest więc tak, że ludzie świadomie decydują się zachowywać w taki sposób, który doprowadzi ich do depresji. W zwykłej codzienności te wybory po prostu się wydarzają i wydają się wtedy nieszkodliwe oraz poparte dobrymi intencjami.

Koncepcja, że zachowania wywołują depresję, jest dla wielu osób nowa, ale ma w sobie element zdroworozsądkowy. Chcemy zachęcić cię do tego, byś zobaczył(a) to takim, jakie jest: jako próbę myślenia o depresji w nowy sposób. Nie obwiniaj siebie za wchodzenie we wzorzec zachowania depresyjnego. Jak to się mówi, „to się zdarza”!

Chcemy po prostu, żebyś zrozumiał(a), że istnieje sposób wydostania się z depresji i jest on w zasięgu twojej bezpośredniej kontroli! Jednak pewne mity na temat depresji w naszym społeczeństwie utrudniają widzenie depresji w ten sposób. W następnej części zajmiemy się tymi mitami, aby je obalić.

Krótkoterminowa terapia akceptacji i zaangażowania w depresji i zachowaniach samobójczych

Jeśli chcesz poznać podejście do ACT rozwinięte przez Kirka Strosahla i Patricii Robinson, zapraszam cię na czteroczzęściowe szkolenie online Krótkoterminowa terapia akceptacji i zaangażowania w depresji i zachowaniach samobójczych. Odbyło się 28-29 listopada 2020 oraz 5-6 grudnia 2020. To 16 godzin nauki na temat tego, jak w sposób skoncentrowany przekraczać kulturowe uwarunkowania i stymulować prawdziwą zmianę w zachowaniu.

Zapoznaj się z powiązanymi artykułami i nagraniami

Kirk Strosahl

Kirk Strosahl

Patricia Robinson

Patricia Robinson

Izabela Watanabe

Izabela Watanabe

okładka książki

Ścieżki wiodące z dala od depresji

Śc ieżki wiodące z dala od depresji

Autorzy Kirk Strosahl, Patricia Robinson | Źródło
Tłumaczenie Izabela Watanabe

Jeśli zainteresowałeś się tym tekstem, prawdopodobnie zmagasz się z poważnymi problemami, których nie byłaś / nie byłeś w stanie dotychczas rozwiązać. Możesz tkwić w złej relacji, może nawet w takiej, w której doświadczasz przemocy. Może utknęłaś/eś ze swoim życiem zawodowym w ślepym zaułku i brakuje ci odwagi, by to zmienić ze względu na ryzyko, jakie taka zmiana ze sobą niesie. Możesz być po prostu zniechęcona/y wymaganiami, jakie stawia przed Tobą życie i ciągłym stresem, jaki się z tym wiąże. Być może starasz się godzić opiekę nad starzejącym się rodzicem z wychowywaniem swoich dzieci i karierą zawodową. Może doświadczasz trudności w relacji z jednym lub z kilkorgiem swoich dzieci i nie jesteś w stanie znaleźć właściwego sposobu postępowania w tej sytuacji. Albo w ogóle nie szukasz rozwiązania, bo chcesz uniknąć konfliktu. Być może zmagasz się z przewlekłymi problemami zdrowotnymi, takimi jak chroniczny ból, czy choroba przewlekła, jaką jest np. cukrzyca.

Być może walczysz z ukrywanym lub wcale nie będącym tajemnicą uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, seksu, internetu albo jedzenia – nawykami, które szybko pomagają ci uciec i uśmierzyć osobisty ból, ale na dłuższą metę prowadzą do pogłębienia depresji. Może być też tak, że jesteś tak zajęta/y ponownym przeżywaniem swojej przeszłości, że zapomniałaś/eś, jak to jest żyć w teraźniejszości, albo – co gorsza – pozwalasz, by przeszłość dyktowała ci, jak możesz żyć w teraźniejszości. Może żyjesz ściśle według obowiązujących zasad, mając nadzieję, że odniesiesz większe korzyści przestrzegając tych wszystkich reguł. Być może nawet twoje życie wygląda na udane, dobrze zarabiasz, masz ładny dom i mnóstwo „zabawek”, ale i tak czujesz się nieszczęśliwa/y i przygnębiona/y.

Na pierwszy rzut oka w żadnych z tych scenariuszy nie ma nic nadzwyczajnego. Osobiste wyzwania tego typu stanowią chleb powszedni codziennego życia. Ludzie zakochują się i odkochują, rozwodzą, zmieniają lub tracą pracę i zmagają się z niechcianymi wydarzeniami jak problemy zdrowotne lub śmierć bliskich. Ludzie często radzą sobie ze stresem w sposób, który im nie służy. W samych Stanach Zjednoczonych, uzależnionych od alkoholu i innych używek jest blisko 24 miliony ludzi (Grant i in., 2004), co stanowi ok. 8.6 procenta całej populacji. W szczególności prawdziwą epidemią w skali całego kraju stało się uzależnienie od narkotyków, m.in. z powodu łatwości, z jaką narkotyki można legalnie zdobyć. Śmierć w wyniku przedawkowania narkotyków jest obecnie wiodącą przyczyną nieumślnej śmierci w 29 stanach. Przewyższa tym samym liczbę śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych, której przypadało dotychczas pierwsze miejsce. Roczny wskaźnik nowych zaburzeń psychicznych w USA wynosi obecnie 27% (SAMSHA, 2013; Kessler i in., 2005), co oznacza, że każdego roku co czwarty Amerykanin doświadcza poważnych problemów ze zdrowiem na tle emocjonalnym.

Wszechobecność problemów związanych ze zdrowiem psychicznym i nadużywaniem substancji przekłada się na znaczące ryzyko zachorowania w ciągu całego życia na depresję. Współczynnik wynosi ok. 20 procent w przypadku kobiet i 10 procent w przypadku mężczyzn (Kessler i in., 2005). Oznacza to, że w ciągu swojego życia, depresji doświadczy jedna na pięć kobiet i co dziesiąty mężczyzna. Czy te liczby sugerują, że jest coś nie tak z naszym podstawowym ludzkim przygotowaniem? Czy może depresja jest niczym zwykłe przeziebienie we współczesnym świecie? A jeśli tak, to jaki patogen odpowiada za tą epidemię cierpienia?

Celem tego rozdziału jest przybliżenie ci pewnych nowych możliwości spojrzenia na depresję. Pomogą ci one zobaczyć temat w inny, bardziej przystępny sposób. Będziemy więc przyglądać się depresji inaczej niż ma to miejsce w tradycyjnym biologiczno-medycznym podejściu. Ta perspektywa wywodzi się z opartej na dowodach terapii poznawczo-behawioralnej o nazwie Terapia Akceptacji i Zaangażowania (ACT, Hayes, Strosahl, Wilson, 2010). W ramach leczeniu depresji z wykorzystaniem ACT, nieodłączną rolę pełni uważność, która stanowi również odrębny przedmiot badań naukowych. Z całą pewnością możemy już stwierdzić, że możesz wyjść z depresji, jeżeli nauczysz się praktykować uważność w swoim codziennym życiu. Odkrycia afektywnej neuronauki sugerują, że dzięki regularnym ćwiczeniom uważności już po 1-2 miesiącach osłabiasz połączenia nerwowe produkujące depresję, a wzmacniasz te połączenia nerwowe, które wspierają istniejące poczucie witalności, celu i sensu. W skrócie, możesz dosłownie wytrenować swój umysł tak, aby na nowo zaprogramował twój mózg! Nowe badania w dziedzinie depresji jasno wskazują, że przyjęcie postawy życzliwości i czułości wobec samego siebie, nawet gdy cierpisz, jest niezwykle potężnym narzędziem wspierającym twoje dążenie, by wyjść z depresji i odzyskać życie. Ponadto wiemy też teraz, że gdy na co dzień kierujesz swoją uwagę na angażowanie się w pozytywne, przyjemne emocjonalnie zachowania, tworzysz coś w rodzaju „konta oszczędnościowego” pozytywnych emocji, dzięki któremu rozwijasz odporność psychiczną pomocną w zmaganiach z życiowymi trudnościami i niepowodzeniami, które w przeszłości mogły wciągać cię w depresję (Frederickson).

W ramach tego rozdziału chcielibyśmy rozprawić się z pewnymi powszechnymi mitami na temat depresji, które – jeżeli spotkałabyś / spotkałbyś się z nimi starając się rozwiązać swój problem depresji – mogą okazać się niczym szukanie wiatru w polu. Jeżeli zamierzasz skupić całą swoją energię, by zapanować nad depresją, chcemy pomóc ci skupić się na strategiach, które przyniosą ci najwięcej korzyści. Naszym zdaniem, kiedy tylko wyposażymy cię w nowy punkt widzenia odnośnie tego, czym depresja jest, a czym nie jest, niewątpliwie zauważysz, że wyjście z depresji jest zdecydowanie bardziej realne. Możesz więc odprężyć się, wziąć spokojny, głęboki wdech świeżego powietrza i podejść do problemu z pewnością i jasnym poczuciem kierunku działania.

Pięć współczesnych perspektyw na temat depresji

By zrozumieć na nowo depresję, istotne jest zrozumienie zarówno współczesnych teorii na ten temat jak i wyników badań z różnych, odrębnych od siebie dziedzin psychologii. Gdy połączymy te różnorodne perspektywy, powstaje nowy „podręcznik użytkownika” do zrozumienia depresji i tego, co można z nią zrobić.

Perspektywa ACT

W Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) uważa się, że depresja jest tylko jednym z wielu przykładów tego, jak ludzie cierpią, gdy przestrzegają wpajanych kulturowo reguł dotyczących konieczności czucia się dobrze jako głównej oznaki zdrowia i dobrego samopoczucia. Reguły te sugerują, że naturalne, ważne ludzkie emocje jak smutek, złość, odrzucenie, żal, przerażenie, samotność, poczucie winy, czy zaniepokojenie są zagrożeniem dla twojego zdrowia – w związku z czym powinny być kontrolowane lub wyeliminowane z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków. Problem polega jednak na tym, że osobiste doświadczenia, takie jak bolesne emocje, niepokojące myśli, przygnębiające wspomnienia lub nieprzyjemne reakcje fizyczne, nie mogą być skontrolowane lub wyeliminowane przez „akt woli”. Paradoksalnie, kiedy próbuje się je kontrolować lub wyeliminować, stają się one jeszcze bardziej natarczywe w twojej świadomości i wydają się jeszcze bardziej wymykać spod kontroli.

Większość z nas nie wie nawet, że stosuje się do tych reguł. Są one tak dobrze zakorzenione, że stały się niemalże automatyczne. Tak więc, zamiast spróbować czegoś całkowicie sprzecznego z taką regułą, stosujemy się do niej z jeszcze większą sztywnością i zawziętością. W miarę jak pogrążamy się w bagnie tej niewykonalnej, daremnej metody, uzasadnione wydają się być coraz bardziej ekstremalne strategie radzenia sobie. Są to więc na ogół albo strategie szybkiego działania, których celem jest zagłuszenie świadomości niepokojacych doświadczeń (np. picie, zażywanie narkotyków, przejadanie się, objadanie się i zmuszanie się do wymiotów, cięcie, próba samobójcza), albo strategie działające wolniej, takie jak wycofanie się, zaprzestanie aktywności lub emocjonalne zdrętwienie (wszystkie typowe objawy depresji). Ludzie szybko odkrywają, że unikanie sytuacji, zdarzeń lub interakcji, które wywołują nieprzyjemne doznania emocjonalne, jest kolejnym sposobem na ich skuteczne kontrolowanie. Tak więc możesz zauważyć w pewnym momencie, że przestałaś/eś uczestniczyć w życiowych aktywnościach, które mogą wywoływać w tobie nieprzyjemne uczucia. Możesz unikać rozmowy ze swoim współmałżonkiem lub partnerem o pewnych potencjalnie bolesnych sprawach, które dotyczą waszego związku. Możesz unikać spotykania się z przyjaciółmi, bo wydaje się, że radzą sobie w życiu lepiej niż ty, co sprawia, że w ich obecności czujesz się nie na miejscu. Oni w końcu są szczęśliwi, a ty nie. Upraszczając, chronisz się przed osobistym bólem, wycofując się lub unikając tych rzeczy w swoim życiu, które mają dla ciebie największe znaczenie. Ale powodem, dla którego te sytuacje są emocjonalnie bolesne, jest właśnie to, że SĄ dla ciebie ważne.

Zastanow się przez chwilę nad swoją obecną sytuacją życiową i wyzwaniami emocjonalnymi, które ona przynosi. Być może ktoś w domu nauczył cię wierzyć, że właściwym celem jest bycie silna / silnym, co oznacza nie pozwalać sobie na emocje. Co gorsza, być może szczerze wierzysz, że odczuwanie negatywnych emocji, takich jak smutek, poczucie winy, złość czy strach jest znakiem, że coś jest z tobą nie tak. Ta wiadomość lokuje cię w sytuacji ty kontra twoje uczucia, w jednej sytuacji po drugiej. Znajdujesz się na rozdrożu: możesz albo przeznaczać swoją energię na zarządzanie tym jak się czujesz, albo wykorzystać ją na życie zgodne z twoimi zasadami i robienie tego, co jest dla ciebie naprawdę ważne. Co wybierasz? Być może już wpadłaś/eś w nawók unikania kłopotliwych sytuacji w swoim życiu w nadziei, że one po prostu odejdą. Liczysz, że wówczas twoje emocje uspokoja j się i znow będziesz zdrowa/y.

W ACT postrzegamy depresję nie jako problem do rozwiązania, ale jako ważny sygnał, że coś nie działa do końca dobrze. Chcemy wykorzystać informacje zawarte w twojej depresji, aby pomóc ci stworzyć nowy plan życiowy, który nie będzie wiązał się z tłumieniem tego, co czujesz, ani unikaniem ważnych sytuacji życiowych, mających istotny wpływ na ogólną jakość życia. W ACT uważamy, że unikanie emocji i sytuacji, które je wywołują, jest problemem, a nie rozwiązaniem. Nie stajesz się zdrowsza/y, odwracając się plecami od tego, jak się czujesz. Wówczas stajesz się bardziej podatna/y dokładnie na to, od czego próbujesz trzymać się z daleka. Unikanie problemów w małżeństwie, rodzinie, pracy czy zdrowiu nie sprawia, że problem znika – w rzeczywistości pogarsza sytuację. Jeśli nie rozwiążesz ważnych problemów w intymnym związku, możesz poczuć, jak łącząca was więź staje się coraz słabsza i zaczynasz się oddalać. W miarę pogarszania się sytuacji, twoja depresja pogłębi się i prawdopodobnie zaczniesz unikać innych problemów. Podobnie, jeśli twoja praca nie daje ci satysfakcji, unikanie problemu może jedynie sprawić, że twoja praca będzie coraz mniej interesująca i w końcu będziesz musiał/a radzić sobie z wypaleniem zawodowym. I być może, gdzies w tyle głowy, intuicja ci podpowiada, że depresja zamienia cię w osobę, którą nigdy nie chciałaś lub nie chciałeś się stać. Nawet jeśli jest to niezamierzone, wpadanie w schemat unikania nieprzyjemnych lub bolesnych uczuć i sytuacji, które je wywołują, jest główną przyczyną depresji.

Perspektywa uważności

Kluczowe dla powstania depresji, zgodnie z modelem ACT, jest przywiązanie do i poleganie na zestawie myśli o tym, jak radzić sobie z niepokojacymi, niechcianymi emocjami. Możesz mieć takie myśli jak, nie powinnam / powinienem być aż tak zdenerwowany. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie mogę czuć się dobrze ze sobą? Wszyscy inni wydają się być szczęśliwi i pewni siebie. Kiedy utożsamiasz się z tymi myślami, stają się niekwestionowaną prawdą i zapominasz, że są to tylko myśli. Co by się stało, gdybyś mogła / mógł po prostu wrócić do postrzegania tych myśli jako myśli? Jeśli wywołały chęć działania w określony sposób, co by było, gdyby zacząć móc postrzegać tę chęć jedynie jako fizyczny impuls do działania? Co gdyby nauczyć się tworzyć przestrzeń pomiędzy twoją świadomością, zauważającą twoje myśli, a twoimi późniejszymi działaniami, tak żebyś nie musieć robić tego, co podpowiadają ci twoje myśli? Dzięki takiej postawie można dopiero wówczas usłyszeć to ciągłe gadanie twojego „mentalnego doradcy” – tej części naszego mózgu, która nieustannie ocenia i mówi nam co robić – ale bez konieczności robienia tego, co mówi! Zatem, zamiast podejmowania kolejnych prób sprzeczania się z twoim doradcą, mogłabyś / mógłbyś pozostać po prostu w świadomej obecności tej paplaniny umysłu. W jakiej postawie możliwe zastanowić się nad tym, co jest teraz dla ciebie naprawdę ważne i oprzeć swoje zachowanie na tym, co ma znaczenie. Rozwijanie uważności, którą zarówno opisujemy w tej książce bardziej szczegółowo, jak i zachęcamy do ćwiczenia, to naprawdę potężna metoda tworzenia tej przestrzeni między tobą a działaniami twojego umysłu.

Powodem, dla którego rozwijanie uważności sprawdza się tak dobrze w depresji, jest to, że pomaga ona stworzyć przestrzeń pomiędzy myśleniem a działaniem. Ta przestrzeń jest potrzebna, by umożliwić ci wybieranie zachowań przybliżających zamiast unikania. Zachowania przybliżające pozwalają ci angażować się w ważne w życiu działania, nawet jeśli są one trudne do wykonania (Barnhofer i in., 2009; Bihari i Mullen, 2014, Williams, 2008). Zachowania unikowe, choć obiecują bezpieczeństwo emocjonalne, w rzeczywistości oddalają cię od „pola gry”, zamiast tego spychając na peryferia twojego życia. To prowadzi do poczucia, jakby twoje życie cię omijało, co byłoby absolutnie depresyjne niemal dla każdego!

Jak skuteczne jest rozwijanie uważności w leczeniu depresji? Badania nad pacjentami z depresją korzystającymi z podstawowej opieki zdrowotnej wykazały, że ćwiczenie uważności (Finucane i Mercer, 2006) pomogło istotnie obniżyć poziom depresji u 72 procent pacjentów. Pacjenci ci deklarowali, że ćwiczenia uważności sprawiały im przyjemność i ponad połowa z nich kontynuowała stosowanie tych technik po zakończeniu badania. Korzyści płynące z uważności nie kończą się wcale na pomocy w kontrolowaniu depresji. Praktykowanie uważności przynosi w istocie wiele innych korzyści, takich jak większa sprawność umysłowa (Deshmukh, 2006), lepsze umiejętności rozwiązywania problemów (Hankey, 2006), zwiększony poziom współczucia dla innych i zwiększony poziom samoakceptacji (Fennell, 2004).

Innym powodem, dla którego uważność jest tak skuteczna w przypadku depresji, jest to, że prowadzi do skrócenia ruminacji. Ruminacje to szczególnie niezdrowa forma depresyjnego myślenia, polegająca na ponownym przeżywaniu przeszłych lub obecnych trudności życiowych, nadmiernym analizowaniu swoich wad i słabości, porównywaniu siebie do innych i rozpamiętywaniu swojej niezdolności do „czucia się dobrze” (Hoen-Nokasema i in.). Brytyjscy badacze odkryli wręcz, że osoby, które reagują na leczenie depresji, są mniej narażone na przyszłe problemy z depresją, jeśli przejdą trening uważności (Teasdale i in. 2000), a to dlatego, że pozostawanie uważną/ym i zwracanie uwagi na obecny moment skraca ruminacje (Williams, 2010). Kiedy jesteś w stanie znaleźć się w tu i teraz i stworzyć przestrzeń pomiędzy tobą a tymi pochłaniającymi myślami, znacząco obniżasz prawdopodobieństwo wpadnięcia w pułapkę ruminacji. Mówiąc dokładniej, pułapka ruminacji pojawia się, gdy zapłączesz się w rozmyślania, a potem zaczynasz rozpamiętywac, dlaczego nie możesz przestać rozmyślać!

Perspektywa współczucia wobec siebie

Współczucie wobec siebie jest potężną umiejętnością, którą będziesz chciał(a) nabyć radząc sobie z depresją. Współczucie wobec siebie polega na przyjęciu otwartej, akceptującej i nieosadzającej postawy wobec swoich wad, niedociągnięć i porażek i postrzegania ich jako część kondycji ludzkiej. Jak mówi stare powiedzenie „Błądzić jest rzeczą ludzką”. Faktem jest, że jeśli jesteś przygnębiona/y przez dłuższy czas, prawdopodobnie doświadczysz pewnych negatywnych skutków tego w życiu, jak rozpad głównego związku, utrata pracy lub bycie odrzuconą/ym przez przyjaciół. Wielokrotnie depresja zaczyna się od wydarzeń związanych z osobistą stratą, niepowodzeniami w karierze, chorobą, śmiercią bliskiej osoby itp. Okazuje się, że sposób, w jaki traktujesz siebie w tych momentach cierpienia, bezpośrednio przekłada się na twoje ryzyko depresji. Jeśli przyjmujesz postawę suro wą, samokrytyczną i odrzucającą siebie, twoje ryzyko depresji systematycznie rośnie. Jeśli traktujesz siebie z życzliwością i akceptacją, twoje ryzyko depresji stale spada (Leary i in., 2007; Neff, 2003a; Neff, Rude, & Kirkpatrick, 2007). Ze względu na to, że surowy, pozbawiony akceptacji dla siebie i pogrążający styl myślenia jest tak charakterystyczny dla depresji, interwencje mające na celu rozwijanie umiejętności współczucia dla samego siebie są naturalnym dopasowaniem.

Perspektywa psychologii pozytywnej

Psychologia pozytywna to nauka zajmująca się badaniem sposobów, w jaki ludzie utrzymują optymistyczne nastawienie do życia i pozytywne stany nastroju, nawet w wymagających lub trudnych sytuacjach. Badacze psychologii pozytywnej odkrywają, że pozytywne stany nastroju są wywoływane w dokładnie taki sam sposób jak doświadczenia depresyjne – napędzane spiralą izolacji, wycofywania się i biernego unikania – tyle, że w przeciwnym kierunku (Garland i in., 2010; Frederickson i Losada, 2005). Mówiąc prościej, ładunek emocjonalny twojego zachowania (czy to pozytywnego czy negatywnego) będzie kontrolował kierunek twojego stanu nastroju. Zatem najpotężniejszym lekarstwem, które możesz wziąć na depresję, jest wytrwałe angażowanie się w pozytywne, zdrowe działania w twoim codziennym życiu. Chodzi tu o aktywności takie jak hobby, ćwiczenia, relaksujący czas wolny i przelotne lub bliższe kontakty społeczne. W literaturze poświęconej leczeniu depresji znaleźć można również obszerne dowody na to, że angażowanie się w pozytywne, zdrowe zachowania wywołujące emocje ma bezpośredni wpływ na depresję (Martel, Addis, Jacobson).

Perspektywa neurobiologii

Aby podjąć próbę wyjaśnienia ważnej roli, jaką zaczyna odgrywać neurobiologia zarówno w pogłębianiu naszego rozumienia depresji, jak i w tym, co należy z nią zrobić, zamierzamy w tym podrozdziale założyć nasze naukowe kapelusze dla maniaków. Zanim zaczniemy ważne będzie jednak zrozumienie, że wejście na poziom neurobiologii nie jest jednoznaczne z przyjęciem przez nas biologicznego modelu depresji. Neurobiolodzy badają funkcjonalną organizację mózgu, czyli jak zorganizowane są obwody mózgowe odpowiedzialne za wytwarzanie typowych ludzkich charakterystyk – poczucia własnego ja, osądu społecznego, percepcji wizualnej i przestrzennej, pamięci, emocji itd. Podejście biologiczne w dużej mierze koncentruje się na strukturalnych i chemicznych właściwości mózgu. Jest więc całkowicie możliwe, by autentycznie wierzyć w funkcjonalną neurobiologię depresji, bez podpisywania się pod pomysłem, że depresję wywołują chemiczne nieprawidłowości w mózgu.

Dziedzina neuronauki afektywnej bada mózgowe podstawy ludzkich emocji. Włączają się do tego tematy tego, jak rozwijamy emocje, gdzie są one zlokalizowane w mózgu oraz jak je regulujemy i jak uczymy się na podstawie emocjonalnych doświadczeń. Badacze mózgu badają również potencjalne korzenie nerwowe depresji, mając nadzieję na zlokalizowanie obszarów mózgu tkniętych depresją, w których możliwe byłoby wprowadzanie zmian za pomocą interwencji polegających na treningu mózgu. Przypomnijmy, że pojęcie neuroplastyczności oznacza, że możesz wzmocnić połączenia nerwowe w twoim mózgu działając z zewnątrz. Zachowania, które ćwiczysz na co dzień, faktycznie wzmacniają te połączenia nerwowe w twoim mózgu, które wspierają tego typu zachowania. Tak więc, na przykład, jeśli regularnie praktykujesz uważność i/lub umiejętność współczucia wobec siebie, wzmocnisz w swoim mózgu obwody nerwowe, które wspierają bycie uważnym i współczującym. Oczywistym jest zatem, że lokalizowanie obszarów mózgu odpowiedzialnych za promowanie zarówno pozytywnych jak i bolesnych stanów emocjonalnych ma decydujące znaczenie dla wykorzystania potencjału neuroplastyczności.

Dotychczasowe badania nad depresją przyniosły bardzo ciekawe rezultaty. W mózgu istnieje rozległa sieć neuronowa związana z depresją o nazwie Sieć Standardowej Aktywności, w skrócie SSA (ang. Default Mode Network, DMN). Jak sama nazwa wskazuje, SSA działa jak rodzaj „wygaszacza ekranu” dla mózgu, gdy mózg jest w stanie spoczynku. SSA została nazwana „ciemną energią umysłu” ze względu na jej tendencję do ingerowania w zachowania mózgu o bardziej zadaniowym charakterze i pożeranie zasobów skończonej mózgowej uwagi (Raichle, 2010). Aktywację tej sieci łączy się z różnymi wydarzeniami psychicznymi, mającymi związek z depresją. Wliczamy do nich, by wymienić tylko kilka, snucie marzeń (fantazjowanie), chwile nieuwagi, ograniczona wrażliwość na bodźce sensoryczne z ciała czy intensywniejsze odpływanie we wspomnieniach (Buckner, Andrews-Hanna, & Schacter, 2008; Spreng, Sepulcre, Turner, Stevens, & Schacter, 2013). Choć istnieje pokusa, by myśleć o SSA jak o niedogodności, w rzeczywistości odgrywa cenną rolę w utrzymaniu naszego zdrowia psychicznego. Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że systemy SSA mózgu aktywowane podczas odpoczynku są również ważne dla aktywnych, ukierunkowanych do wewnątrz psychospołecznych procesów myślowych, na przykład przypominania sobie osobistych wspomnień, wyobrażania sobie przyszłości i odczuwanie społecznych emocji na tle moralnym (Andrews-Hanna 2012).

Jest jeszcze inna duża sieć neuronowa w mózgu zwana Siecą Reagującą na Zadania, w skrócie SRnZ (ang. Task Positive Network, TPN). Odpowiada ona za pozyskiwanie i wykorzystanie zasobów mózgu potrzebnych do realizacji określonych zadań. Działa ona niezależnie od tego, czy te zadania są ukierunkowane na zewnątrz, czy do wewnątrz, oraz niezależnie od ich negatywnego bądź pozytywnego wydzięku emocjonalnego. SRnZ czynnie konkuruje z Siecą Standardowej Aktywności o ograniczone zasoby mózgu i w idealnym świecie SRnZ i SSA wpływałyby na siebie naturalnie w balansujący się sposób. Innymi słowy, z perspektywy neurobiologii, zdrowe funkcjonowanie człowieka jest rezultatem dynamicznej równowagi pomiędzy skupieniem uwagi na zadaniach a zdolnością do odpoczynku, marzeń, wyobrażania i ponownego włączania wspomnień i doświadczeń z przeszłości do nowych, potężnych sieci (Spreng, Sepulcre, Turner, Stevens, i Schacter, 2013). Problem pojawia się, gdy któraś z tych sieci staje się długotrwale nadmiernie aktywna. W przypadku depresji, to właśnie nadmierna aktywacja Sieci Standardowej Aktywności stanowi główny przedmiot zainteresowania. Aktualne metody leczenia wymagają od osoby cierpiącej na depresję obecności, zwracania uwagi i angażowania się w konkretne zadania związane z myśleniem lub zachowaniem. Skutkiem tego jest reaktywacja Sieci Reagującej na Zadania, tak aby przeciwdziałała dominacji SSA.

Istnieje trzecia nadrzędna sieć neuronowa, która nazywa się Siecą Kontroli Wykonawczej / SKW (z ang. Executive Control Network – ECN; Spreng, Sepulcre, Turner, Stevens, i Schacter, 2013). Jak sama nazwa wskazuje, to połączenie nerwowe funkcjonuje zarówno w celu ochrony ograniczonych zasobów mózgu, jak i ich dystrybucji w najbardziej efektywny sposób. Jest odpowiedzialna za zarządzanie tzw. potencjałem pamięci roboczej (Working Memory Capacity). Potencjał pamięci roboczej to zdolność do wykonywania zadań nawet w sytuacjach, gdy zadania są ze sobą sprzeczne, takie jak pozostawanie przy strategii rozwiązania problemu, jaką jest np. głębokie oddychanie, nawet jeśli zmagasz się z dużym smutkiem (Marchetti i in. 2012).

Co to wszystko oznacza dla naszego rozumienia depresji? Po pierwsze, depresja związana jest z nadmierną aktywacją Sieci Standardowej Aktywności i niedostateczną aktywacją Sieci Reagującej na Zadania, co wydaje się mieć związek z niedostateczną aktywacją Sieci Kontroli Wykonawczej. Innymi słowy, depresja – mówiąc w przenośni – usypia SKW, w konsekwencji czego SSA pożera nieproporcjonalnie dużą część zasobów mózgu. Wyjaśnia to problem „bezwładności” w depresji. W szczególności możesz zauważyć to wtedy, gdy trudność sprawia ci rozpoczęcie nowego zachowania mającego poprawić twoje samopoczucie. Motywacji potrzebnej do robienia rzeczy po prostu nie ma: jest to spowodowane niedostateczną aktywnością sieci mózgu Reagującej na Zadania. Wiesz, że czułabyś / czułbyś się lepiej wychodząc na zewnątrz i fundując sobie ożywczy spacer po parku, ale gdy próbujesz wstać i to zrobić, masz wrażenie jakbyś chodził(a) po błocie. Po drugie, niewystarczająca aktywacja SKW bardzo szybko wyczerpuje potencjał pamięci roboczej. Prowadzi to do problemów z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą, gdy próbujesz wykonywać kilka zadań jednocześnie. W sytuacjach z dużym ładunkiem emocjonalnym, będziesz odczuwać dezorientację, niezdecydowanie i możesz utknąć w bezruchu zamiast działać na rzecz czegoś ważnego.

W oparciu o to, co obecnie wiemy, przeanalizowane tutaj różne perspektywy depresji, bardzo dobrze wpisują się w ramy neurobiologii. Te podstawy mogą być wykorzystane do stworzenia nowych metod leczenia, a także pomóc nam zrozumieć wpływ mózgu na te już istniejące (Singh & Gotlib, 2014; Sambataro i in., 2013). Na przykład, perspektywa ACT zakłada, że nadmierna identyfikacja z myślami jest podstawowym procesem prowadzącym do depresji. Ostatnie badania wykazały, że sieć kontroli wykonawczej (SKW) wspiera połączenia nerwowe, które pozwalają nam pozostać w pewnej separacji od myśli i ocen, które wywołują negatywne stany emocjonalne. Aktywacja neuronowej sieci odłączenia wiąże się ze zmniejszoną aktywacją ciała migdałowatego, części mózgu odpowiedzialnej za wytwarzanie emocji (Shiota i Levenson, 2012; Sheppes, Brady, i Samson, 2014).

Badania neurobiologiczne pokazują, że praktyka uważności wpływa bezpośrednio na połączenia w mózgu kluczowe w procesie zwracania uwagi w elastyczny, pomocny sposób. W niedawnym badaniu poproszono osoby doświadczone w medytacji oraz takie, które nie miały dotychczas tego typu doświadczeń, o wykonanie trzech różnych ćwiczeń medytacyjnych. Wyniki wskazywały, że dla doświadczonych medytujących każdy typ medytacji skutkował zmniejszoną aktywnością sieci trybu domyślnego i zwiększoną aktywnością pomiędzy kilkoma strukturami mózgu kojarzonymi z siecą kontroli wykonawczej. Takich zmian nie zaobserwowano u uczestników bez doświadczenia w medytacji (Brewer i in., 2011).

Z badań neurobiologicznych dotyczących współczucia płyną dwa bardzo przekonujące wnioski, które bezpośrednio odnoszą się do depresji. Pierwszy z nich to taki, że nie potrzeba szczególnie intensywnej czy długo trwającej praktyki współczucia, aby zaobserwować zmiany w gęstości tkanek mózgowych i w aktywacji ścieżek nerwowych. W jednym z tych badań, uczestnicy tylko praktykowali modlitwę współczucia przez 30 minut dziennie przez okres dwóch tygodni i to wystarczyło do odnotowania wyraźniejszych zmian w mózgu (Lutz i in.). Drugim wniosek jest taki, że trening współczucia prowadził do generalnie bardziej altruistycznego podejścia do cierpienia. Nie tyle uczysz się, jak być współczującym wobec kogoś, ale jednocześnie uczysz się jak być współczującym wobec ludzkiego losu. To są drzwi do praktykowania współczucia wobec siebie, ponieważ jesteś częścią ludzkości, a nie bytem od niej odrębnym.

Badania neurobiologiczne w dziedzinie psychologii pozytywnej pokazują, że negatywne emocje mają wyraźnie zawężający wpływ na uwagę. W trakcie silnego przygnębienia to, na co zwracasz uwagę, tak się zawęża, że to, czego jesteś świadoma/y, jest w dużej mierze zdeterminowane przez twój nastrój. Będziesz świadoma/y w o wiele większym stopniu negatywnych myśli, niż tych pozytywnych, będziesz pamiętać o wiele więcej negatywnych wydarzeń w swoim życiu, będziesz doświadczał szeregu negatywnych emocji. Kiedy angażujesz pozytywne emocje, twoja uwaga poszerza się i to samo dzieje się z twoją zdolnością do patrzenia na swoje życie z pewnej perspektywy. Z dużo większą łatwością będziesz przywoływał(a) zarówno wspomnienia pozytywne jak i negatywne i zazwyczaj w równym stopniu będziesz doświadczać różnych emocji działających pokrzepiająco.

Z powyższych perspektyw wynikają różne umiejętności, których celem jest pomóc ci przejść przez depresję. Umiejętności te można ćwiczyć w domu w formie krótkich ćwiczeń treningu mózgu. Używamy tego terminu celowo, ponieważ dosłownie trenujesz ścieżki nerwowe swojego mózgu, aby angażować się w działania, które wspierają Twoje dobre samopoczucie. Jest pewna prosta prawda związana z pojęciem treningu mózgu: ZAWSZE ćwiczysz swój mózg, aby coś zrobić. Pytanie brzmi: do czego go ćwiczysz?

Krótkoterminowa terapia akceptacji i zaangażowania w depresji i zachowaniach samobójczych

Jeśli chcesz poznać podejście do ACT rozwinięte przez Kirka Strosahla i Patricję Robinson, zapraszam cię na czteroczęściowe szkolenie online Krótkoterminowa terapia akceptacji i zaangażowania w depresji i zachowaniach samobójczych. Odbyło się 28-29 listopada 2020 oraz 5-6 grudnia 2020. To 16 godzin nauki na temat tego, jak w sposób skoncentrowany przekraczać kulturowe uwarunkowania i stymulować prawdziwą zmianę w zachowaniu.

Zapoznaj się z powiązanymi artykułami i nagraniami

Kirk Strosahl

Kirk Strosahl

Patricia Robinson

Patricia Robinson

Izabela Watanabe

Izabela Watanabe

Okładka książki

Ja jako kontekst oraz elastyczna zmiana perspektywy: Wywiad z Louise McHugh

Ja jako kontekst oraz elastyczna zmiana perspektywy: Wywiad z Louise McHugh

Autor Louise McHugh | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Louise McHugh

Dlaczego praca z Ja jest tak ważna w kontekście psychoterapeutycznym?

Najważniejsza relacja, jaką jakakolwiek osoba może mieć, to relacja z sobą samym. Jakiekolwiek wyzwania, jakie ma się w kontakcie z sobą, będą przeciekać do relacji z innymi. Zdrowe Ja praktycznie wszędzie widziane jest jako konieczny element stabilnego funkcjonowania psychicznego, a dysfunkcyjne lub niewystarczająco rozwinięte aspekty Ja widzi się z kolei jako czynnik składający się na słabe zdrowie psychiczne.

Gdy terapeuta lub terapeutka pracują z klientem, jednym z kluczowych celów jest pomóc odnaleźć spokój umysłu (z punktu widzenia teorii ram relacyjnych „umysł” należy rozumieć jako metaforę zachowań werbalnych – ramowania relacyjnego). Aby osiągnąć taki spokój nie możemy unikać kontaktu z własnym Ja. Nie jesteśmy w stanie też od niego odejść. Nasze Ja jest z nami niezależnie od tego, dokąd się wybierzemy.

Jak myślisz, dlaczego Ja i proces zmiany perspektywy są dla ciebie tak fascynujące? Jak i dlaczego zainteresowałaś się tym aspektem badań?

Zainteresowałam się sferą zmiany perspektywy około siedemnaście lat temu, gdy pracowałam stosując stosowaną analizę zachowania z dzieckiem ze spektrum autyzmu, które nie radziło sobie ze spojrzeniem z perspektywy innych osób. Czytając o jego trudnościach w tej sferze zdałam sobie sprawę, że nie jest to nic rzadkiego w ramach tej diagnozy. W owym czasie rozpoczynałam dopiero swój doktorat w ramach analizy behawioralnej, chcąc opracować sposób interwencji mogącej pomóc takim osobom jak to dziecko, odseparowanym od więzi z innymi.

W trakcie pisania doktoratu zainteresowałam się terapią akceptacji i zaangażowania (ACT) oraz interwencjami mindfulness. Poznam lepiej literaturę z tych sfer, stało się dla mnie jasne, że uważność i duchowość można uznać za ostateczny produkt umiejętności patrzenia z różnych perspektyw na swe doświadczenie. Gdy dziecko rozwija swe umiejętności patrzenia z różnych perspektyw, jest w stanie zacząć też dostrzegać, że stale korzysta z perspektywy Ja, aby opisać własne zachowanie, oraz że pozostaje to niezmienne, niezależnie od tego, co robi. Wszystko inne się zmienia, ale Ja jest tutaj, zawsze. Ja jest jedyną stałością w przeciągu całego życia.

Ten proces teoria ram relacyjnych nazywa „Ja jako kontekst”.

Przez większość czasu tylko w mglisty sposób zdajemy sobie sprawę, że korzystamy z ramowania relacyjnego odnoszącego się do nas samych i naszych życiowych procesów. Nie widzimy, że jesteśmy głęboko pochłonięci (w fuzji z) tą werbalną gadaniną, ani że mamy w sobie potencjał, aby uświadomić sobie, że własne Ja może stać się bezpiecznym punktem, z którego obserwujemy własną aktywność. Dzięki uważności stajemy się bardziej świadomi nas samych jako obserwatorów, będących świadkami z perspektywy Ja jako kontekstu dla werbalnych treści.

Kiedy praktykujemy uważność ta werbalna gadanina, w której zwykle się wikłamy, może być dostrzegana jako, czym jest – po prostu jako nasze ramowanie relacyjne – a nie jako prawdziwe lub trafne opisanie tego, jak się rzeczy mają. Jeśli ktoś praktykuje to wystarczająco często, wtenczas zwykle potężny wpływ własnego ramowania słabnie, a za tym idzie także osłabienie potencjalnie problematycznych skutków takiego ramowania.

Jedną z metafor wykorzystywanych w ACT wyjaśniających to jest metafora szachownicy. Wydarzenia w moim życiu, wliczając w to myśli i uczucia, są jak czarne i białe pionki – dobre i złe myśli. Ja – moje, twoje – jest z kolei szachownicą, która może je wszystkie obserwować – i te dobre, i te złe. Ja jestem kontekstem, w którym wydarza się gra.

Czy możesz podać kilka przykładów, jak trudności związane z relacją z Ja oraz przyjmowaniem perspektywy innych osób przejawiają się w funkcjonowaniu człowieka?

Tak wiele pojawiających wyzwań – czy w kontekście terapii, coachingu, w pracy, osobistych relacjach lub po prostu w życiu – ma swoje korzenie w zmaganiach naszego własnego Ja.

Kiedy dzieje się coś nie tak ze zmianą perspektywy u dorosłych, typowo zakładamy, że musi to mieć coś do czynienia z brakiem patrzenia z cudzej perspektywy. Ale kiedy napotykamy wyzwania w relacjach międzyludzkich, warto sprawdzić, co my właściwie robimy, zamiast skupiać się tylko na drugim człowieku.

Wyobraźmy sobie przykładowo, że Joanna otrzymała negatywną informację zwrotną od przełożonego na temat tego, że jej praca nie spełnia oczekiwanych kryteriów. Jeśli skupi się na tworzeniu spójnej historii na temat tego, jak bardzo superwizor nie ma racji i nie weźmie pod uwagę swej własnej roli w tym, wpłynie to na jej działania w stosunku do przełożonego w potencjalnie niepomocny sposób.

Czy konieczne jest dobre rozumienie RFT, aby w pełni zrozumieć Ja i jego rolę w ramach diagnoz psychologicznych, procesów leczenia i analizy jego efektów?

Dla mnie to pytanie jest podobne do tego, czy koniecznym jest rozumieć RFT, aby rozumieć ACT. Wyobraźmy sobie, że ACT prowadzi twoje auto, a RFT jest jak rozumienie tego, jak działa silnik. Możesz być świetnym kierowcą nie wiedząc nic o silniku – do czasu aż auto się nie zepsuje. Wtenczas konieczne jest holowanie i pomoc zaufanego mechanika.

Są jednak zalety związane z samodzielnym rozumieniem, jak działa silnik. Możesz samodzielnie określić, co nie tak z autem, a następnie sprawić, że znowu będzie jeździć.

Jeśli przyszłoby ci wybrać się w długą podróż po Europie, kogo preferujesz jako kierowcę: kogoś, kto wie sporo o silniku i jak go naprawiać, czy kogoś, kto jest w tym temacie zielony?

Bycie terapeutą jest w dużym stopniu podobne do bycia takim kierowcą. Możesz być świetnym terapeutą lub terapeutką, naprawdę wiedząc, jak sprzyjać zmianie zachowania, nie rozumiejąc, jak to się dzieje, że to wszystko działa. I będziesz najlepszym terapeutą lub terapeutką, jeśli te mechanizmy zrozumiesz. Rozwijając swoją praktyczną znajomość RFT staniesz się najlepszym terapeutą, jakim możesz być.

Jak byś opisała koncepcję Ja jako kontekstu osobie, która nigdy nie słyszała o ACT?

Ja jako kontekst to stała perspektywa, z której można dostrzegać wszystkie procesy istotne dla relacji z sobą, wliczając w to problematyczne etykietkowanie się, jak i pomocną świadomość własnych wartości. Ja jako kontekst oznacza, że klient jest w stanie zobaczyć siebie jako kogoś myślącego, a nie siebie jako myśli, jako kogoś czującego, a nie jako swoje uczucia. Ja jako kontekst to niezmienna część wszystkich różnorodnych sposobów zmiany perspektywy. Można myśleć o tym jako sposobie transcendencji psychologicznych treści, czymś umożliwiającym ich akceptację.

Pomyśl o tym jako o sytuacji, w której fotograf korzysta z aparatu, aby robić zdjęcia przyrody, gdzie aparat pozostaje włączony i zostawiony w jednej pozycji przez godziny lub nawet dni. Później osoba ta może przyśpieszyć przebieg czasu i dostrzec pewne schematy – ptaków, zwierząt, światła, które bez tego nie byłoby dostrzegane. Taki aparat jest jak stabilna perspektywa, która istnieje, nawet mimo tego, że to, co fotografuje zmienia się w czasie.

Co może być trudne podczas uczenia klientów Ja jako kontekstu? Czy masz jakieś rady, jak przezwyciężyć te częste przeszkody?

Ja jako kontekst dla klientów stanowić będzie niezwykły sposób patrzenia na własne Ja. Z punktu widzenia RFT chcemy, aby techniki terapeutyczne wzmacniały różnorodność w zachowaniu, stabilność, funkcjonalną spójność i elastyczne poczucie odpowiedzialności. Dowolna z technik wpierająca jedno z powyższych będzie wspierać rozwój poczucia Ja jako kontekstu:

  1. Stymuluj różnorodność w zachowaniu poprzez wzmacnianie procesów uwagi. Zalicza się do tego stabilizacja perspektywy klienta np. powracające kierowanie uwagi klienta do teraźniejszości, aby pomóc tej osobie zauważać zmiany w jej doświadczeniach. Jak czujesz się teraz, a jak teraz, a teraz? Lub pomoc w zauważaniu zmian w perspektywie (np. przypominając różnorodne sytuacje i momenty z życia).
  2. Stymuluj stabilność poprzez przyjęcie odpowiedniej perspektywy. Wlicza się do tego zauważanie wspólnego elementu – wspólnej perspektywy – w ramach różnych doświadczeń (np. kto zauważa myśli, wrażenia i uczucia występujące w trakcie różnorodnych doświadczeń), a także dostrzeganie wspólnej perspektywy w różnorodnych punktach widzenia (np. zauważ, kto zauważa twoje przeżycia teraz, kto robił to wczoraj, kto rok temu).
  3. Stymuluj zachowanie spójności w kontekście. Może do tego wliczać się kładzenie nacisku na hierarchiczny wymiar Ja (jesteś pojemnikiem zawierającym wszystkie twoje doświadczenia) oraz kładzenie nacisku na rozróżnienie między Ja a aktualnymi doświadczeniami (oddzielenie przeżywania czegoś od podjęcia działania na podstawie tych przeżyć).
  4. Stymuluj umiejętności reagowania w ramach danych interakcji. Można osiągnąć to pomagając klientowi zdać sobie sprawę z wpływu kontekstualnych zmiennych na zachowanie tej osoby (np. Biorąc pod uwagę twoją historię życia, nie zaskakuje, że podjęłaś takie działania…) oraz zwracając uwagę klienta na możliwy wpływ zachowania tej osoby na aktualne warunki (…a teraz, mając już tę wiedzę, co możesz zrobić, co będzie zgodne z tym, na czym ci zależy?).

Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na swój temat

Zapraszam na czteroczęściowe szkolenie online Świadoma relacja z sobą w praktyce prowadzone przez prof. Louise McHugh. To 16 godzin nauki na temat tego, jak nowoczesny behawioryzm pozwala kształtować zdrową, swobodną, elastyczną relację ze swoim własnym Ja.

Artykuły na pokrewne tematy

III Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych

III Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych

III Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych odbyła się 6 i 13 września 2020. Udział był darmowy, a wszystkie wykłady zostały nagrane i udostępnione na YouTube.

Organizowana zgodnie z wartościami dzielenia się wiedzą i popularyzacji behawioralnego, naukowego podejścia do zdrowia psychicznego. Oferowała różnorodną wiedzę związaną z popularnymi nurtami trzeciej fali i szerokim zakresem tematycznym. Kierowana do specjalistów zajmujących się zdrowiem psychicznym na co dzień – psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów, coachów oraz studentów tych dziedzin, a także osób zainteresowanych współczesną psychoterapią behawioralną.

Zasady udziału

Konferencja już się odbyła. Zapraszamy do oglądania nagrań.

6 września

09:00–10:40 Kamil Wieteska, ClimACT. Podejście ACT w obliczu kryzysu klimatycznego (warsztat, 90 min + 10 minut na pytania)

10:40–11:35 dr Karolina Staniaszek, Jak zadbać o relację terapeutyczną, żeby faktycznie była terapeutyczna? Perspektywa terapii schematu (wykład, 45 minut + 10 minut na pytania)

11:35–12:35 Stanisław Pawlak, Mindfulness i doświadczenia psychodeliczne w leczeniu uzależnień (wykład, 50 minut + 10 minut na pytania)

12 września

16:00–16:40 Joanna Zawanowska, Wprowadzenie do CFT w pracy z samokrytycyzmem (wykład, 30 minut + 10 minut na pytania)

16:40–17:50 Alicja Baranek, Gdy nadmiar kontroli to problem – strategie dialektyczne i behawioralne w RO DBT (wykład, 60 minut + 10 minut na pytania)

13 września

09:00–11:10 Hubert Czupała, Studium przypadku Anakina Skywalkera – czyli wykorzystanie bohaterów popkultury w praktyce psychoterapeutycznej opartej o dowody naukowe ACT i CBT (warsztat, 180 minut + 10 minut na pytania)

11:10–12:20 Dominik Meinhart-Burzyński, Dialog Motywujący – wprowadzenie do metody i możliwości stosowania w terapiach 3. fali (wykład, 60 minut + 10 minut na pytania)

12:20–13:30 Anna Czarnecka, Reparenting – istota Terapii Schematów. Jak otoczyć troską Wrażliwe Dziecko pacjenta (wykład, 60 minut + 10 minut na pytania)

13:30–14:40 Karolina Rak, (Nie)bezpieczne relacje. Co model DNA-V może zaoferować przedstawicielom pokolenia Z? (wykład, 60 minut + 10 minut na pytania)

14:40–15:35 Barbara Kossakowska, Bogactwo technik defuzji w Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT) (wykład, 40 minut + 15 minut na pytania)

Segment superwizyjny

17:00–18:10 Konrad Ambroziak, Superwizja poza kontekstem bio-medycznej metafory terapii (wykład, 60 minut + 10 minut na pytania)

18:10–19:20 Bartosz Kleszcz, Rola wewnętrznego świata terapeuty z perspektywy kontekstualnej superwizji (wykład, 60 minut + 10 minut na pytania)

Nagrania wykładów

Nagrania dostępne są na kanale Uczę się ACT na Youtube oraz na playliście z dotychczasowych wykładów i warsztatów.

Prelegenci

Kamil Wieteska

Kamil Wieteska

Psycholog, psychoterapeuta ACT. Pracuje w Ośrodku Terapii Poznawczych i Behawioralnych w Poznaniu. Interesuje się III falą terapii poznawczych i behawioralnych oraz badaniami zachowania. Jako menedżer laboratorium PrejudiceLab badał wpływ uważności na redukcję zachowań agresywnych wśród kolektywnych narcyzów.

ClimACT. Podejście ACT w obliczu kryzysu klimatycznego

Podczas warsztatu dowiesz się, jaki jest najbardziej aktualny stan badań nad zmianą klimatu. Poznasz ostatnie polskie i światowe raporty dotyczące tego, co ma największy impact. Przyjrzymy się aktualnym badaniom z zakresu podejmowania decyzji i zachowań proklim atycznych. Do nowej wiedzy zastosujemy techniki terapii ACT, tak by promować proklimatyczne zachowania.

dr n. społ. Karolina Staniaszek

dr Karolina Staniaszek

Psychologżka, psychoterapeutka, w trakcie szkolenia do certyfikatu superwizorki PTTPB. Od kilkunastu lat pracuje klinicznie w podejściach terapii schematu i terapii poznawczo-behawioralnej. Zajmuje się także pracą badawczą (m.in. na Wydziale Psychologii UW oraz jako visiting scholar na Uniwersytecie Amsterdamskim w zespole prof. Arnouda Arntza). Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół konsekwencji doświadczeń traumatycznych, zaburzeń osobowości oraz wpływu relacji terapeutycznej na efektywność psychoterapii. Prowadzi szkolenia dla psychoterapeutów m.in. w Szkole Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS.

Jak zadbać o relację terapeutyczną, żeby faktycznie była terapeutyczna? Perspektywa terapii schematu

Terapia schematu zakłada relacyjny kontekst powstawania, podtrzymywania i osłabiania wczesnych schematów dezadaptacyjnych. Relacja terapeutyczna nie jest tylko bazą do zastosowania technik, ale ważnym źródłem informacji diagnostycznych i aktywnym składnikiem procesu zmiany. Przedstawione zostaną charakterystyczne dla terapii schematu aspekty stylu terapeutycznego oraz interwencji ukierunkowanych na relację – w tym koncepcje ograniczonego ponownego rodzicielstwa i empatycznej konfrontacji, a także zastosowanie ujawniania siebie (self-disclosure) jako interwencji terapeutycznej.

Stanisław Pawlak

Stanisław Pawlak

Psycholog, specjalista psychoterapii uzależnień w trakcie procesu certyfikacji. Pracuje na Oddziale Leczenia Uzależnień oraz w Środoowiskowym Centrum Zdrowia Psychicznego w Poznaniu. W pracy terapeutycznej korzysta z ACT i Mindfulness. Interesuje się wykorzystaniem substancji psychodelicznych w obszarze pomocy psychologicznej. Jest współautorem inicjatywy Psychodeliczna Integracja oraz konsultantem Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego.

Mindfulness i doświadczenia psychodeliczne w leczeniu uzależnień

Podczas spotkania omawiane będzie to, jak powstają uzależnienia i jakie specyficzne mechanizmy wikłają głębiej w uzależnienie, a także jak w tym może pomóc Mindfulness i doświadczenia „otwierające umysł”. Praktyka uważności może dać nieodzowny czas do poradzenia sobie z wewnętrznym przymusem do unikania nieprzyjemnych doświadczeń. Doświadczenia psychodeliczne zmieniają elastyczność psychologiczną, przeformułowując wartości i zmieniając perspektywę na własną sprawczość. Zaprezentowane zostaną badania potwierdzające zasadność skorzystania z doświadczeń psychodelicznych w leczeniu uzależnień.

Joanna Zawanowska

Joanna Zawanowska

Mgr kulturoznawstwa i mgr psychologii na Uniwersytecie Warszawskim, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, terapeutka par, wykładowczyni na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pracuje w Centrum Terapii Dialog w Warszawie. W pracy wykorzystuje elementy terapii schematu, ACT i CFT. Prowadzi zajęcia dla osób szkolących się psychoterapeutycznie m.in. w Szkole Psychoterapii Mabor. Publikowała m.in. w kwartalniku „Terapia poznawczo-behawioralna”. Pracuje w językach polskim, angielskim i francuskim. Profil na Znanym Lekarzu

Wprowadzenie do CFT w pracy z samokrytycyzmem

Wykład przyblży podstawowe założenia terapii skoncentrowanej na współczuciu. Trening współczującego umysłu pozwala zmieniać problematyczne wzorce reagowania poznawczego i emocjonalnego. Transdiagnostyczna kategoria samokrytycyzmu pojawia się w różnych zaburzeniach – od lękowych, poprzez afektywne, po zaburzenia osobowości. Podczas wykładu zaprezentowane zostanie ćwiczenie przyblżające metody pracy z osobami doświadczającymi silnego poczucia wstydu lub samokrytycyzmu w podejściu CFT.

Alicja Baranek

Alicja Baranek

Psycholog, certyfikowana terapeutka poznawczo-behawioralna, coach zrzeszony w International Coach Federation, członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczo-Behawioralnej i Polskiego Towarzystwa DBT. Studiowała psychologię na KUL, a w ramach stypendiów także na UJ i Vrije Universiteit w Amsterdamie. Ukończyła Academy of Executive Coaching w Londynie (ACC) oraz szkolenie DBT prowadzone przez Behavioral-Tech w Atenach (2019). Założyła centrum terapii Poznawczo.pl, w którym prowadzi grupowe treningi umiejętności DBT. Specjalizuje się w pracy z młodymi dorosłymi i nastolatkami z zaburzeniami osobowości przy użyciu DBT i terapii schematów Younga.

Gdy nadmiar kontroli to problem – strategie dialektyczne i behawioralne w RO DBT

Radykalnie Otwarta Dialektyczna Terapia Behawioralna (RO DBT), opracowana przez Thomasa Lyncha, skierowana jest do osób z nadmiernym poziomem samokontroli utrudniającym funkcjonowanie i relacje. Podobnie jak standardowa DBT opiera się na filarach dialektyki, behawioryzmu i uważności, dążąc do zwiększenia otwartości i elastycznego reagowania. Terapeuta staje się partnerem klienta, a celem interwencji jest jego społeczne sygnalizowanie. Wykład będzie syntetycznym wprowadzeniem w podstawy tego podejścia i przeglądem technik pomocnych m.in. w pracy z OCD, schizoidalnym zaburzeniem osobowości, usztywnią fobii społeczną, przewlekłą depresją czy anoreksją.

Hubert Czupała

Hubert Czupała

Absolwent Psychologii oraz Filologii Germańskiej na UAM w Poznaniu i Uniwersytecie Jana Gutenberga w Moguncji. Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. w Klinice Psychiatrii i Ambulatorium Psychoterapeutycznym Uniwersytetu Jana Gutenberga oraz Szpitalu Powiatowym w Śremie. Kieruje pracą zespołu psychoterapeutów Ośrodka Terapii Poznawczych i Behawioralnych w Poznaniu. Założyciel i przewodniczący ACBS Polska. Ukończył szkolenia z ST, ACT, DBT, CFT i FAP. Wykładowca na SWPS w Poznaniu. Artykuł o metodzie.

Studium przypadku Anakina Skywalkera – czyli wykorzystanie bohaterów popkultury w praktyce psychoterapeutycznej opartej o dowody naukowe ACT i CBT

Większość z nas posiada swoją ulubiioną postać zaczerpniętą z fikcyjnego świata kultury popularnej. Prawdziwie pasjonujące stają się te historie dopiero wtedy, gdy związane są z wyzwaniami – podobnie bogactwo sensu i celu życia jest bardziej widoczne w trudnych chwilach. Warsztat ma na celu ukazanie, jak umiejętności terapeutyczne zdobyte w trakcie szkolenia CBT można rozwijać przy wykorzystaniu procesów elastyczności psychologicznej, łącząc w praktyce terapeutycznej historii postaci fikcyjnych z interwencjami opartymi na dowodach naukowych.

Dominik Meinhart-Burzyński

Dominik Meinhart-Burzyński

Pasjonat, popularyzator, trener i superwizor Dialogu Motywującego. Członek MINT – Międzynarodowej Sieci Trenerów Dialogu Motywującego. W Polsce wprowadził Dialog Motywujący na uczelnie wyższe, realizując pierwsze studia podyplomowe dedykowane w całości DM (DSW we Wrocławiu). Członek rady ekspertów Sekcji DM przy Polskim Towarzystwie Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Licencjonowany koder narzędzi MICA i MITI. Prezes Zarządu Polskiego Instytutu Dialogu Motywującego.

Dialog Motywujący – wprowadzenie do metody i możliwości stosowania w terapiach 3. fali

Plan minimum na ten wykład to zaprezentowanie metody DM w odniesieniu do terapii trzeciej fali. Wersja maksimum zakłada stworzenie przestrzeni inspiracji do poszukiwania przez uczestników swoich własnych ścieżek i kontekstów efektywnego łączenia DM z ich praktyką.

Anna Czarnecka

Anna Czarnecka

Psychoterapeuta, psycholog, coach ACC ICF. Ukończyła szkolenie psychoterapeutyczne w INTRA oraz całościowe szkolenie z Terapii Schematów w Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej (w trakcie certyfikacji). Ukończyła ICF Szkołę Coachów, Dwuletnie Podyplomowe Studium Terapii i Treningu Grupowego oraz jest terapeutką EMDR. Pracuje w nurcie integracyjnej terapii doświadczeniowej, głównie w oparciu o Terapię Schematów i EFT. Współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN w Warszawie.

Reparenting – istota Terapii Schematów. Jak otoczyć troską Wrażliwe Dziecko pacjenta

W czasie wykładu przedstawione zostaną różnice pomiędzy poszczególnymi trybami dziecięcymi i ich przejawami w trakcie sesji terapeutycznej. Anna Czarnecka opowie, jak je identyfikować, czym charakteryzuje się praca z każdym z nich i jak uzyskać dostęp do trybu Wrażliwego Dziecka pacjenta. Omówione zostaną podstawowe techniki wyobrażeniowe, skoncentrowane na emocjach oraz poznawcze, a także przeszkody napotykane w procesie reparentingu.

Karolina Rak

Karolina Rak

Studentka Psychologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Interesuje się szeroko rozumianą psychologią zdrowia i jakości życia. Uczestniczyła w praktykach obejmujących szkolenia z Terapii Akceptacji i Zaangażowania. Ma doświadczenie w pracy z młodzieżą w zakresie edukacji oraz prowadzenia grup spotkaniowych.

(Nie)bezpieczne relacje. Co model DNA-V może zaoferować przedstawicielom pokolenia Z?

Kim są przedstawiciele pokolenia obecnych nastolatków i młodych dorosłych? Jakie doświadczenia pokoleniowe ich kształtują? Dlaczego kluczowe dla ich zrozumienia wydaje się zagadnienie bezpieczeństwa? Szczególną uwagę zwrócimy na tworzone przez nich relacje interpersonalne oraz ich jakość życia. Omówimy model DNA-V, który może być trafnym narzędziem odpowiadającym na ich potrzeby, a także tworzenie grup jako naturalnego środowiska rozwoju umiejętności interpersonalnych.

Barbara Kossakowska

Barbara Kossakowska

Psycholog, psychoterapeuta Terapii Akceptacji i Zaangażowania. Od 12 lat pracuje w nurcie 3. fali terapii poznawczo-behawioralnych, kładąc nacisk na uważność i samowspółczucie. Pracuje z dorosłymi i młodzieżą, szkoli rodziców i pomaga ludziom przewlekle chorym. Udziela superwizji innym terapeutom ACT. Wieloletni aktywny członek ACBS i ACBS POLSKA. ACT Psychotherapist

Bogactwo technik defuzji w Terapii Akceptacji i Zaangażowania (ACT)

Terapeuta klasycznego CBT koncentruje się na modyfikacji szkodliwych myśli. Terapeuta ACT proponuje zamiast tego defuzję – jeden z bardziej charakterystycznych procesów ACT. Defuzja to umiejętność dająca możliwość elastycznego zachowania niezależnie od towarzyszących mu myśli. Liczba technik defuzyjnych jest praktycznie nieskończona. Na wykładzie omówione zostaną, jakie techniki będą skuteczniejsze w zależności od umiejętności klienta.

dr Konrad Ambroziak

dr Konrad Ambroziak

Doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii (PAN), prezes fundacji Psycho-Edukacja, psychoterapeuta i superwizor CBT, przewodniczący rady trenerów DM Polskiego Towarzystwa Dialogu Motywującego. Rozwija się w kierunku behawioryzmu kontekstualnego, ACT i mindfulness. Członek ACBS Polska. Współautor książek „Depresja nastolatków” i „Nastolatek a depresja”.

Superwizja poza kontekstem bio-medycznej metafory terapii

  1. Biomedyczna metafora psychoterapii
  2. Błędy w psychoterapii, szukanie błędów na superwizji
  3. Czym jest metafora?
  4. Terapia jest rozmówą
  5. Olga Tokarczuk – list po śmierci Janion i literalizm
  6. Jakie błędy można popełnić w rozmowie – pokonywanie pułapek terapeutycznych
  7. Co może dawać dobra superwizja

Bartosz Kleszcz

Bartosz Kleszcz

Bio na stronie.

Rola wewnętrznego świata terapeuty z perspektywy kontekstualnej superwizji

Psychoterapeuta – wbrew mitom – jest także człowiekiem. Mimo lat terapii i szkoleń wciąż jest zdolny do przeżywania pełnej gamy myśli i emocji. Superwizor zastaje taką osobę często wyciągniętą daleko poza własną sferę komfortu lub odwrotnie – siedzącą bezpiecznie otooczoną sumiennym perfekcjonizmem. Czasem rozwój to kwestia nabycia nowej wiedzy – a co w innych sytuacjach? Kiedy powinno się potraktować psychoterapeutę jako całą osobę, a nie wyłącznie jako dostarczyciela metod? Jak to zrobić, aby superwizja nie zmieniła się w psychoterapię? O tym na wykładzie o kontekstualnej superwizji.

Teoria poliwagalna w psychoterapii

Teoria poliwagalna w psychoterapii

Autor Deb Dana
Recenzja Paweł Dyberny

W tym roku nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego ukazała się książka Deb Dany o tytule „Teorii poliwagalnej w psychoterapii”. Pamiętam, jak kilka lat temu sięgnąłem po oryginalną książkę Stephena Porgesa, by stać się kolejnym akolitą teorii poliwagalnej (TP). Jej opisy na różnych stronach i forach internetowych wydawały się bardzo obiecujące. Niestety, im dalej brnąłem w jego monumentalne dzieło, tym bardziej czułem się zagubiony i poirytowany, a toporny język neurobiologiczny prezentowany przez Porgesa skutecznie odsunął mnie od dalszej eksploracji tematu. W związku z tym, z nadzieją wyczekiwałem kuriera, który miał mi dowieźć książkę Deb Dany.

Teoria poliwagalna przedstawia funkcjonowanie naszego autonomicznego układu nerwowego (AUN). Zasadza się ona na trzech głównych pojęciach. Są nimi: hierarchia, neurocepcja i koregulacja.

Hierarchia opisuje nerw błędny jako główny element przywspółczulnego układu nerwowego. W TP wyodrębnia się dwie ścieżki aktywacji AUN: ventral vagal, tj. ścieżkę nerwu błędnego brzusznego oraz dorsal vagal, czyli ścieżkę nerwu błędnego grzbietowego. Najstarsza w hierarchii filogentycznej jest ścieżka grzbietowa. Szacuje się, że powstała już ponad 500 milionów lat temu. Część grzbietowa nerwu błędnego to system immobilizacji ciała, w której dochodzi do zapadeł (od ang. collapse) i znieruchomienia (od ang. shutdown) ciała. Funkcjonując w ramach tej ścieżki, będziemy starali wtapiać się w tło, stawać się niewidzialni, mając nadzieję, że uda nam się jakoś przetrwać w otaczającej nas rzeczywistości. To z tą ścieżką powiązana jest np. dysocjacja. Dochodzi tutaj do spadku tętna, oddech staje się płytszy, zmniejsza się dopływ krwi do mózgu. Drugim, młodszym elementem jest układ współczulny. Pojawił się około 400 milionów lat temu. Z nim jesteśmy najbardziej zaznajomieni. To system walki lub ucieczki (fight or flight response), angażujący nasze ciało do działania. Najmłodsza część nerwu błędnego, nerw błędny brzuszny, wyodrębnił się około 200 milionów lat temu. Funkcjonowanie w ramach ścieżki nerwu błędnego brzusznego jest tożsame z naszą ssaczą naturą. Będąc pod jego wpływem, wchodzimy w relacje z innymi ludźmi, czując się bezpieczni, mając poczucie przynależności.

Pozostałe dwa założenia teorii poliwagalnej to: neurocepcja i koregulacja.

Neurocepcja to widzenie/zauważanie/odbieranie informacji z ciała, środowiska i w relacjach z innymi ludźmi, które odbywa się bez udziału ośrodków korowych – jest to, jak to Porges opisuje, wykrywanie czegoś bez udziału naszej świadomości.

Koregulacja dotyczy regulacji stanów autonomicznego układu nerwowego. Jej głównym celem jest tutaj przesuwanie się na ścieżkę błędną brzuszną tak, aby we wzajemnych relacjach mieć poczucie przebywania w bezpiecznej przystani wzajemnego połączenia.

Z książki dowiemy się, jak tworząc mapę autonomicznego układu nerwowego, lepiej zaznajomić się z jego funkcjonowaniem. Pomocnym jest stworzenie własnego profilu osobistego, przyglądanie się sobie i głębsza refleksja.

Książka obfituje także w szereg praktycznych ćwiczeń i arkuszy, umożliwiających poruszanie się w kierunku bliskości, bezpieczeństwa i łączności z innymi ludźmi.

Niewątpliwą zaletą teorii poliwagalnej jest jej łatwa integralność z różnymi podejściami terapeutycznymi.

Z przyjemnością zachęcam Was do lektury tej książki.

Teoria poliwagalna w psychoterapii – okładkaPaweł Dyberny

Paweł Dyberny

Świadome Ja oraz zmiana perspektywy: Teoria ram relacyjnych i samoświadomość

Świadome Ja oraz zmiana perspektywy: Teoria ram relacyjnych i samoświadomość

Autor Ian Tyndall | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Nic osobistego

Katarzyna otrzymuje negatywną informację zwrotną – jej praca nie spełnia wymaganych standardów. Wywołuje to u niej silny dyskomfort, a wskutek tego, zamiast nauczyć się czegoś z tej wymiany zdań, Katarzyna skupia się na tworzeniu spójnej narracji o tym, jak bardzo jej przełożona nie ma racji i jak bardzo nie widzi, ile ona wnosi.

Nie musi jednak tak być. Jeśli ktoś nie patrzy wyłącznie przez pryzmat osobistych przeżyć, wówczas uczy się dostrzegać w bardziej klarowny sposób, co właściwie dzieje się przed jego lub jej oczami. Wykorzystywana w ramach tego procesu umiejętność spojrzenia na coś z różnych perspektyw stanowi przez to podstawowy element zarówno naszych relacji z innymi, jak i z samym lub samą sobą. Trzeba przyznać, że nie jest to typowy temat podejmowany w dziedzinie analizy zachowania. Jednakże niedawne postępy w rozumieniu umiejętności zmiany perspektywy oraz rozwoju poczucia Ja pozwalają przełożyć tę wiedzę na rozumienie takich złożonych zachowań jak branie czegoś mocno do siebie, w bardzo osobisty sposób.

Cytując Skinnera, “Zachodzi różnica pomiędzy samym zachowywaniem się, a opisywaniem tego, że ktoś się w jakiś sposób się zachowuje, albo wyjaśnianiem powodów czyjegoś zachowania.” W tym samym temacie teoria ram relacyjnych uczy, że “poczucie Ja nie jest po prostu zachowywaniem się jakoś jako odruch, reakcja na własne zachowanie, ale raczej musimy rozumieć Ja jako zachowanie werbalne, funkcjonujące w relacji do własnego łańcucha działań.” Przykładowo, ja podczas pisania tego tekstu potrafię zauważyć różnicę między samym pisaniem a ocenami i opisami efektu tego działania zasiedlającymi moje myśli. Technicznie rzecz biorąc, nawet inne zwierzę może nauczyć się, aby w reakcji na własne zachowanie reagować w jakiś sposób. A jeśli byłaby to papuga, można ją jeszcze nauczyć mówić czegoś w rodzaju “Ja przycisk przycisnąć”. Jednakże papuga nie reaguje werbalnie. Nie ma poczucia Ja, które jest owocem zjawiska zwanego ramowaniem relacyjnym – werbalnego bycia w relacji do własnego działania.

Ja, jako człowiek, jestem w stanie podjąć dyskusję na temat tego, że napisałem ten tekst, oraz że zrobiłem to, aby pokazać, jak z behawioralnej perspektywy działa poczucie Ja. Jestem w stanie złożyć pewien raport z mojego własnego zachowania. Tego rodzaju kompleksowe reagowanie na własne działanie możliwe jest dzięki specyficznie ludzkiej umiejętności – ramowaniu relacyjnemu. Nawet jednak bez RFT, cofając się do samego Skinnera i nie odwołując się do nikogo i niczego innego, można dostrzec w tym behawioralnym ujęciu coś głęboko ważnego i zarazem ujętego dość oszczędnie. Mianowicie, Skinner pisał o tym, że kiedy społeczność aranżuje odpowiednie warunki do tego, by dana osoba uzyskiwała możliwość nadawania wyrazu swemu wewnętrznemu lub zewnętrznemu światu, wówczas umożliwia to szczególny rodzaj zachowania, który zwiemy nabywaniem wiedzy. Samoświadomość jest aspektem takiej wiedzy – to zdolność do reagowania za pomocą słów, języka na własne zachowanie.

Nasze poczucie Ja rozwija się przez uczenie się relacji odróżniania swego „ja” od cudzego „ty”. Oprócz tego w toku dziecięcego rozwoju uczymy się, że możemy patrzeć z perspektywy teraz i tutaj, która jest czymś innym niż wtedy oraz tam. Takie abstrakcyjne ujmowanie pozwala nam stopniowo coraz lepiej opisywać nasze Ja w kategoriach tego, kim jesteśmy, czego nie lubimy, jak preferujemy się zachowywać. Ale gdyby nie było innej osoby jako punktu odniesienia dla opisu swego Ja, takie kategorie jak „mądrzejsza”, „bardziej zabawna”, „brzydsza” nie istniałyby. Tak jak nie ma niczego większego bez czegoś mniejszego, tak nie ma „ja” bez możliwości porównania się z „ty”. Może brzmieć to dziwnie, ale zastanów się przez moment. Gdyby oprócz ciebie nie było nikogo, od kogo byłbyś mądrzejszy lub była mądrzejsza? Umiejętność spojrzenia na własne doświadczenie w kontraście do cudzego stanowi jeden z nieodłącznych elementów w rozwoju poczucia Ja.

Nie dziwi zatem, że kiedy usłyszymy coś nowego na temat innych, to jako ludzie mamy tendencję do odnoszenia tych rzeczy także do siebie. Szacujemy, co to znaczy na nasz temat, a także jak to lokuje nas w szerszym kontekście znanego nam świata. Taka zdolność niejednokrotnie pełni bardzo adaptacyjną rolę, ale równie często prowadzi w przeciwnym kierunku. Wracając do przykładu Katarzyny, w obliczu wyzwań wynikających z niesatysfakcjonujących sytuacji międzyludzkich, wartościowe może być skupienie się na sobie i swojej osobistej odpowiedzialności, bez przesadnego odnoszenia tego do relacji z drugą osobą. Potrafi to jednak być dość bolesnym procesem. Gdyby po otrzymaniu negatywnej informacji zwrotnej Katarzyna choćby dostroiła się do swej cielesnej reakcji i ujrzała tam wstyd i poczucie winy związane z brakiem przyłożenia się do pracy, miałaby wówczas większe szanse na skorygowanie swojego podejścia. Sednem problemu jest więc to, że kiedy coś się dzieje, odnosimy to automatycznie do swojego Ja i próbujemy to połączyć w sensowną całość. Kiedy podczas skupiania się na sobie wyłaniają się nieprzyjemne emocje, możemy przeinaczać lub gorączkowo bronić własnego punktu widzenia, aby tylko uniknąć niekomfortowego uczucia. Jeśli mielibyśmy wyćwiczoną zdolność do spoglądania także z mniej „osobistej” perspektywy, interpretacja danej sytuacji zachowywałaby więcej klarowności i byłaby bardziej pomocna. Tyczy się to tak sytuacji bezpośrednio dotykających nas samych, jak i tych związanych z cudzym zachowaniem, jako że także wtedy perspektywa Ja stanowi istotny punkt odniesienia.

Załóżmy bowiem, że w historii życia Katarzyny mamy zdradę męża, coś niosącego znaczący ból emocjonalny. Taka osoba ma większą tendencję do ostrej reakcji po ujawnieniu przez jej bliską przyjaciółkę, że jej samej przydarzył się romans na boku. W rzeczy samej, nie musimy nawet mieć w swoim życiorysie takiej bezpośrednio przeżytej sytuacji, aby dowiadując się o czyjejś zdradzie samemu się poczuć zatroskanym o swoje dobro. Jeśli odnosimy „romans” do terminu „zdrada”, a z terminu „zdrada” nauczyliśmy się w toku socjalizacji wywodzić różne negatywne określenia, wówczas słysząc o czymś romansie możemy automatycznie włączyć własne obrony i zareagować na kogoś w bardzo silny sposób.

Warto wspomnieć tutaj, że z behawioralnego punktu widzenia Ja stanowi działanie (werbalne reagowanie na własne zachowanie), a nie jakiś namacalny byt. Stąd wydaje się być bardziej właściwym, aby w ramach tej tradycji mówić o czasowniku, o „przyjmowaniu perspektywy Ja” (ang. selfing), a nie o rzeczowniku „Ja”. Można to zatem ująć tak, że gdybyśmy nie byli aż tak pochłonięci przyglądaniem się światu przez pryzmat własnego Ja, wówczas łatwiej byłoby nam obserwować zachowanie innych. Nie jesteśmy jednak w stanie nigdy tego osiągnąć w 100%. Co jest zatem możliwe? Możemy poszerzyć nasze poczucie Ja przez rozwój umiejętności elastycznego korzystania z różnych perspektyw. Jedną z nich jest świadomość, że nie jestem swoim doświadczeniem, a jego świadkiem, obserwatorem. Taka perspektywa może pomóc mi przyjąć pozycję pewnego dystansu wobec moich wewnętrznych treści psychicznych, a zamiast tego stać się bardziej przejrzystym świadkiem tak własnego zachowania (wliczając w to myślenie, czucie…), jak i zachowania innych osób.


Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na swój temat

Zapraszam na czteroczęściowe szkolenie online Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na własny temat prowadzone przez prof. Louise McHugh. Odbędzie się 26 września 2020 – 4 października 2020. To 16 godzin nauki na temat tego, jak nowoczesny behawioryzm pozwala kształtować zdrową, swobodną, elastyczną relację ze swoim własnym Ja.


Artykuły na pokrewne tematy

Dr Ian Tyndall
Ian Tyndall

Kim jesteś? Wstęp Stevena Hayesa do książki „A Contextual Behavioral Guide to the Self”

Kim jesteś? Wstęp Stevena Hayesa do książki „A Contextual Behavioral Guide to the Self”

Autor Steven Hayes | ródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Potraktujmy przez chwilę na serio to dziwne pytanie: Kim jesteś?

Istnieje tak wiele sposobów, aby odpowiedzieć na to pytanie. A nie jest przecież też tak, że da się go unikać w nieskończoność. Jeśli aplikujesz o pracę, będzie to zupełnie normalne, że zostaniesz poproszony lub poproszona o powiedzenie czegoś na swój temat – i że będziesz mieć małą szansę na podpisanie umowy, jeśli nie będziesz w stanie nic odpowiedzieć. Jeśli wybiera się na pierwszą randkę, to samo pytanie przybierze być może trochę inny wygląd, ale meta-przekaz będzie identyczny – że oczekiwane jest posiadanie jakiejś wypracowanej koncepcji siebie, którą na żądanie można innym zakomunikować.

Przekaz płynący od ludzkiej społeczności jest jasny. Każdy z nas powinien posiadać jasno określony sposób opowiadania o swojej historii, preferencjach, powodach działania, doświadczeniach, celach, emocjach, ocenach siebie, osobowości i setce innych podobnych tematów i zagadnień.

Nasze historie, opisy i oceny nie pełnią jednak wyłącznie roli komunikacyjnej. Mają także wpływ na nasze zachowanie. Osoby, które głęboko wierzą, że są bezwartościowe, mogą zachowywać się inaczej niż takie, które wierzą, że są najlepsze ze wszystkich. Sednem jest to, że fakt posiadania koncepcji Ja czyni różnicę w naszym funkcjonowaniu.

Treść konceptualizacji siebie może być bardzo zwodnicza. Oba te porównania, pozytywne czy negatywne, oraz nasze przywiązanie do nich, mogą separować nas od innych. I może to zdarzyć się dokładnie wtedy, gdy szukamy włączenia do jakiejś grupy.

Postrzeganie siebie i świadomość jako taka wypełniają problemami związanymi z Ja każdy moment świadomej uwagi. Idąc sobie korytarzem, otwierając lodowę, biorąc prysznic, witając się z kimś bliskim – rozumiemy te schematy działania jako sposób ekspresji swojego Ja w danym momencie. To prawie jakbyśmy mieli w sobie różnorodne wersje siebie konkurujące o naszą teraźniejszość.

Więc kim jesteś?

To poważne pytanie i nie da się przed nim uciec. Tak samo specjaliści zdrowia psychicznego i behawioralnego nie mogą go unikać, jako że odnosi się do ich klientów.

(…)

Jeśli rozumiemy różnorodne sposoby rozumienia terminu „Ja”, jeśli pojmujemy zasady psychologiczne u ich podstaw, to łatwiej jest myśleć o tym, jak w praktyczny sposób radzić sobie z problemami Ja w praktyce. Zamiast tego można pomóc klientowi po pierwsze radykalnie przedefiniować, czym w ogóle koncepcja Ja jest, a po drugie pomóc zmienić pozycję, jaką zajmuje koncepcja Ja w systemie myślenia i działania u tej osoby.

Zdrowe odnoszenie się do siebie (healthy selfing) jest umiejętnością, której można się nauczyć, ale nie jest też czymś, czego społeczeństwo uczy dobrze. Naukowa droga nie jest łatwa, właśnie dokładnie dlatego, że przednaukowe rozumienie tych zagadnień tak głęboko przenika świat, w którym żyjemy. Naukowa droga jest jednak ważna, jako że zrozumienie, jakie ona daje, ma ogromny, kreatywny wpływ na wiele sfer, których eksploracją zajmuje się praca klinicysty.

Steven Hayes

Steven Hayes

A Contextual Behavioral Guide to the Self

Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na swój temat

Zapraszam na szkolenie online Świadoma relacja z sobą w praktyce prowadzone przez prof. Louise McHugh. To 16 godzin nauki na temat tego, jak nowoczesny behawioryzm pozwala kształtować zdrową, swobodną, elastyczną relację ze swoim własnym Ja.

Artykuły na pokrewne tematy

Opuszczanie kotwicy

Skuteczna technika opuszczania kotwicy to jedno z najważniejszych narzędzi budujących elastyczność psychologiczną. Poniższy tekst szczegółowo wyjaśnia, jak należycie ją wprowadzać i praktykować z klientem.

Technika opuszczania kotwicy w praktyce terapeutycznej

Opuszczanie kotwicy

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Fragment rozdziału 10 z drugiej edycji ACT Made Simple

Narzędzie mindfulness spełniające wiele funkcji

Opuszczanie kotwicy to prosta, lecz potężna technika nawiązywania kontaktu z chwilą obecną. Jej celem jest pomóc klientom stać się „w pełni obecnymi”, zaangażować się w to, co robią, odzyskać kontrolę nad ich działaniami oraz skupić uwagę na tym, co jest tu i teraz najistotniejsze. Dla wielu osób, w porównaniu do innych technik, odznaczać się będzie wysoką skutecznością oraz prostotą przyswojenia. Mam w związku z tym nadzieję, że będziemy ją widzieć wiele częściej niż obecnie w rozmaitych protokołach ACT.

Podczas mojej pracy sugeruję opuszczanie kotwicy jako pierwszą formalną umiejętność dla osób, które zmagają się z:

  • Rozregulowaniem emocjonalnym
  • Obniżonym lub nadmiernym pobudzeniem
  • Dysocjacją
  • Przytłaczającymi emocjami
  • Impulsywnym zachowaniem
  • Kompulsywnym zachowaniem
  • Ekstremalnym poziomem fuzji
  • Flashbackami
  • Atakami paniki

Oprócz tego uważam to za dobrą technikę dla każdego klienta i klientki, którzy zainteresowani są uważnością lub którzy chcą stać się lepsi w schodzeniu z haczyka trudnych myśli i uczuć. To także świetny wybór jako pierwszy krok w stronę rozwijania gotowości, kiedy przejdziemy już przez kreatywny brak nadziei i osoba uzyska wgląd na temat sensowności zaprzestania wewnętrznej walki.

Wprowadzanie opuszczania kotwicy

Metafora burzy emocjonalnej (Harris, 2007) stanowi dobry sposób na wprowadzenie klientom tej techniki. W transkrypcji sesji poniżej mamy klienta przytłoczonego lękiem. Terapeuta spytał właśnie „Gdzie czujesz ten lęk najwyraźniej?”

Klient: Wszędzie! Kipi wszędzie tutaj. (wskazuje na klatkę piersiową i brzuch)

Terapeuta: Zatem jest bardziej intensywny w klatce piersiowej i brzuchu. A co się dzieje teraz w twojej głowie?

Klient: Jest okropnie. Wszystko się kręci. (Kręci palcem wokół skroni)

Terapeuta: Więc mamy tutaj te kręcące się w głowie myśli, te krążące w ciele uczucia. Tak jakby w środku ciebie wybuchła burza emocjonalna. I kiedy ona cię zmiata z powierzchni, nie ma żadnej skutecznej rzeczy, jaką mógłbyś zrobić. Jesteś na łasce żywiołu, prawda?

Klient: Absolutna prawda!

Terapeuta: Załóżmy więc, że jak tylko ta burza wybucha i łapie cię na pełnym morzu, że twój statek zawija do portu. Co by miało w takiej sytuacji najwyższy priorytet?

Klient: Przywiązać go do czegoś, tak mi się wydaje.

Terapeuta: Właśnie tak. Zacumować czy opuścić kotwicę tak szybko, jak to tylko możliwe. I tak samo jest z nami. Kiedy wybucha emocjonalna burza, pierwsza rzeczą, jaką musimy zrobić, to opuścić kotwicę. I oczywiście nie sprawi to, że sztorm zniknie – kotwice nie kontrolują pogody – ale będzie ona utrzymywać nas w stabilnej pozycji, póki sztorm nie przejdzie.

Praktyczna wskazówka. To ważne, aby wspomnieć, że łódź zbliża się lub że jest już w porcie. Łódź na otwartym morzu nie będzie opuszczać kotwicy, będzie próbować utrzymać się na falach.

W ACT chcemy być elastyczni pod względem stosowanych metafor i zawsze dostrajać je i zmieniać tak, by pasowały do klientów. W 2016 miałem przywilej, aby (przy wsparciu wielu osób) stać się autorem protokołu ACT napisanego dla Światowej Organizacji Zdrowia, celem wykorzystania go w obozach dla uchodźców na całym świecie (Epping-Jordan et al., 2016). Zakładając powszechność zaburzeń związanych z traumami oraz rozregulowaniem emocjonalnym w tej populacji uczyniłem opuszczanie kotwicy pierwszym ćwiczeniem mindfulness w protokole. Jednakże pierwsze dwa kraje, gdzie go używano, to Syria i Uganda, z których żaden nie ma dużego związku kulturowego z łodziami i żeglowaniem. Zmieniłem więc metaforę na „uziemianie”, w takiej formie:

Wyobraź sobie, że jesteś wysoko na drzewie, na najwyższych gałęziach, kiedy nagle rozpoczyna się burza. Potrząsa tobą potężny wicher, a ty w desperacji próbujesz się trzymać gałęzi, aby tylko nie spaść. Co musisz uczynić? Oczywiście nie chcesz pozostać tak wśród gałęzi. Chcesz zejść na ziemię tak szybko, jak to możliwe. Zejście na nią nie zatrzyma burzy, ale jest najbardziej bezpiecznym miejscem, gdzie możesz się znaleźć. Oprócz tego, jeśli zostaniesz wysoko na drzewie, nie będziesz w stanie zrobić nic użytecznego. Przykładowo, jeśli u stóp drzewa znajduje się twoje małe dziecko, nie będziesz w stanie zrobić nic, co by przełożyło się na ochronę lub ukojenie dla niego, póki burza nie minie. Naszym celem będzie tutaj spróbować się w pewien sposób „uziemić”, kiedy wewnątrz nas rozpętuje się emocjonalna burza. Niezależnie od tego, z czego ta burza się składa – ze złości, smutku, strachu, winy, beznadziei – im wcześniej będziemy mogli się uziemić, tym lepiej.

Trzy etapy opuszczania kotwicy

Wszystkie ćwiczenia mindfulness bazujące na opuszczaniu kotwicy przechodzą przez powtarzające się trzy kroki:

  • Uznaj obecność twojego przeżycia
  • Nawiąż kontakt z ciałem
  • Nawiąż kontakt ze światem

Uznaj obecność twojego przeżycia. Celem tutaj jest po prostu uznać, że jakiekolwiek myśli, emocje, wspomnienia, wrażenia, impulsy są obecne. Często pomocne jest ująć to w słowa (po cichu lub na głos), przykładowo, „Oto smutek”, „Zauważam bolesne wspomnienia”, „Mam uczucie złości.”

Nawiąż kontakt z ciałem. Celem tutaj jest powrócić do poczucia samokontroli, skupiając się na tym, nad czym masz najwięcej kontroli, kiedy trudne myśli i emocje są obecne – na twoich fizycznych działaniach. Poruszaj się, rozciągaj, zmień postawę ciała, siedź prosto, wstań, chodź, zmień rytm oddychania, wyprostuj kręgosłup, wciśnij stopy w zmienię itd. Te rzeczy pomagają ludziom szybko odzyskać kontrolę nad materialnym aspektem ich ciała, co stanowi rewelacyjny pierwszy krok przy jakimkolwiek skutecznym działaniu.

Nawiąż kontakt ze światem. Celem tego etapu jest poszerzyć świadomość: zauważyć, gdzie jesteś, co robisz, co możesz zobaczyć, dotknąć, posmakować, powąchać. Celem nie jest odwrócić uwagę od myśli i emocji, ale uznając ich obecność zauważyć, co jeszcze jest obecnego oprócz nich.

Jakie są wskazania wobec wprowadzania opuszczania kotwicy?

Mamy trzy główne sytuacje, kiedy będziemy chcieli wprowadzić ten materiał do pracy:

  1. Klient chce nauczyć się prostego ćwiczenia mindfulness (które mogłoby służyć jako baza dla defuzji, akceptacji, kontaktu z chwilą obecną czy ja jako kontekstu).
  2. Klient jest w takiej fuzji, że nie jest w stanie zaangażować się czy uczestniczyć w sesji.
  3. Klient jest przytłoczony emocjonalnie, zachowuje się impulsywnie, kompulsywnie lub dysocjuje.

Opuszczanie kotwicy: dlaczego nie warto trzymać się sztywno skryptu?

Kiedy będziesz wykonywać te ćwiczenia na sobie lub z klientem, proszę nie trzymaj się sztywno skryptu. Jest gazylion, bazylion (a może nawet tryzylion!) możliwych wariacji tego podanego poniżej, więc okaż proszę elastyczność i kreatywność. Przykładowo, jeśli klient odczuwa przewlekły ból, który nasila się podczas nacisku stóp na ziemię, wówczas nie proś go, aby naciskał stopami na ziemię! Zamiast tego poproś, aby delikatnie kiwnął głową, poruszał palcami u stóp, postukał placami lub powzruszał ramionami.

Przed ćwiczeniem

W idealnym scenariuszu zanim rozpoczniesz ćwiczenie klient już opowie ci o elementach swojej emocjonalnej burzy: o myślach, uczuciach, emocjach i wspomnieniach, z jakimi się zmaga. Jeśli tak będzie, będziesz w stanie odnieść się konkretnie do nich, na przykład „Mamy tutaj pojawiające się bardzo bolesne wspomnienie i dużo smutku oraz dużo złości.” Ale jeśli klient jest zbyt zestresowany, aby mówić, albo nie jest w stanie lub nie chce powiedzieć, jakie myśli i uczucia są obecne, wówczas możesz odnosić się do nich w niekonkretny sposób, mówiąc o bólu, braku komfortu, zranieniu, czymś trudnym, trudnych myślach i emocjach lub nawet o burzy emocjonalnej. (Takie frazy w skrypcie podane są jednoczesnymi kursywą, jako że będziemy jeszcze o nich później mówić.)

Pozwól sobie na dobre dziesięć sekund przerwy między poleceniami i nadaj swemu głosowi życzliwą i kojącą jakość. Aby klient mógł w jak największym stopniu skorzystać z tego, powinno się samodzielnie modelować wszystkie zachowania (np. dociskanie stóp do ziemi, ściskanie razem opuszków palców). Dzięki temu klient będzie się mniej przejmować niecodziennymi zachowaniami i będziesz budować z nim więź: jesteśmy w tym razem, jesteśmy drużyną. Absolutnie rekomenduję przeczytanie sobie tego skryptu zawczasu na głos i odegranie ćwiczenia, taką próbę generalną w postaci słownej i w formie działań. Ale jeśli nie możesz lub nie planujesz tego, przynajmniej aktywnie przećwicz to w głowie.

Przebieg ćwiczenia

Widzę, że pojawia się u ciebie teraz w tej chwili dużo emocjonalnego bólu. Widzę, jak bardzo z nim się zmagasz, jak trudny jest dla ciebie. I naprawdę chcę pomóc tobie lepiej sobie z nim radzić. Czy to byłoby w porządku, abyś podążał za moimi instrukcjami? Nie musisz nic mówić, jeśli nie będziesz chciał, a zarazem jeśli masz ochotę, to możesz podczas tego mówić.

Dobrze. Po pierwsze, poświeć chwilę, aby przyznać, że właśnie teraz pojawiają się u ciebie trudne myśli i uczucia.

I jednocześnie, zobacz czy możesz wcisnąć stopy mocno w podłogę. Wciskaj je mocno (terapeuta także naciska mocno swoimi) … Tyle. Poczuj grunt pod sobą.

Teraz wychyl się trochę do przodu i wyprostuj plecy (terapeuta mówiąc to sam wykonuje te działania) … Poczuj siedzenie pod sobą, zwróć uwagę, jak plecy wspierają twoją posturę.

Teraz powoli ściśnij razem opuszki palców, a robiąc to delikatnie poruszaj łokciami i barkami (terapeuta sam wykonuje te działania mówiąc to).

Poczuj, jak poruszają się ramiona, począwszy od palców, aż po górną część pleców.

Poświęć chwilę, aby przyznać, że w tym momencie pojawia się wiele bólu, z którym aktualnie się zmagasz … Nie prosiłeś o niego … ale oto on … i jest on dla ciebie wyzwaniem, i to trudne przeżycie, ich chcesz, aby poszedł sobie, a mimo tego nie odchodzi …

Po cichu powiedz sobie, jaki jest to rodzaj bólu … Przykładowo, powiedz do siebie Oto smutek lub Oto lęk lub Oto bolesne wspomnienie. (Jeśli terapeuta wie, jaki to rodzaj bólu, może konkretnie wspomnieć właśnie o nim.)

Teraz zauważaj, że są tutaj obecne różne bolesne myśli i uczucia, ale także, że jest tutaj wokół tego bólu ciało – trzymające go, zawierające go w sobie. I jest to ciało, którym możesz poruszać i które możesz kontrolować. Wyprostuj znów plecy i zauważaj teraz całe swoje ciało – dłonie, stopy, ramiona, nogi. (terapeuta wyprostowuje plecy) Delikatnie poruszaj nimi i poczuj, jak się ruszają … Dobrze się rozciągnij (terapeuta rozciąga się) … Zauważ, jak mięśnie się rozciągają … Wciśnij stopy w ziemię i poczuj podłogę (terapeuta naciska stopami na ziemię).

Teraz także rozejrzyj się wokół – do góry, na dół, na boki – (terapeuta rozgląda się wokół) i zauważ pięć rzeczy, jakie możesz zobaczyć.

I oprócz tego zauważ trzy czy cztery rzeczy, jakie możesz usłyszeć – dźwięki dochodzące ode mnie lub z pokoju wokół.

I także zauważ siebie i mnie (terapeuta wskazuje zarówno na siebie, jak i na klienta) pracujących wspólnie, jako drużyna.

Zatem zauważaj, że są tutaj obecne różne trudne myśli i uczucia, z którymi się zmagasz, i jednocześnie, zauważ, że jesteś w stanie dostrzec swoje ciało w fotelu … I delikatnie poruszaj tym ciałem, rozciągnij się (terapeuta porusza się, rozciąga) … I tylko tyle, przejmij kontrolę nad ramionami i nogami.

I oprócz tego dostrzegaj elementy pokoju wokół siebie (terapeuta rozgląda się po pokoju).

I także zauważ siebie i mnie (terapeuta wskazuje zarówno na siebie, jak i na klienta) pracujących wspólnie, jako drużyna.

Terapeuta kontynuuje ten cykl w ramach ćwiczenia – uznawania obecności wewnętrznych doświadczeń, powracania do ciała, angażowania się w kontakt ze światem – póki klient nie będzie ustabilizowany, co może zostać oznajmione przez niewerbalne reakcje (np. wyraz twarzy, pozycję ciała, kontakt wzrokowy) lub przez werbalne reakcje (np. gotowość do mówienia, zadawanie lub odpowiadanie na pytania, nazywanie myśli i emocji), które informują o zaangażowaniu. Terapeuta kończy ćwiczenie prostym pytaniem, takim jak:

  • Czy zauważasz jakąkolwiek różnicę? Czy jest jakiś haczyk, na który próbowały łapać cię myśli i emocje, stał się mniejszy? Czy czujesz się przez nie mniej „zmieciony” czy „rozstawiany po kątach”?
  • Czy jest ci łatwiej zaangażować się w kontakt ze mną, być obecnym, skupić się na tym, co mówię i co tu robimy?
  • Czy teraz masz lepszą kontrolę nad swoimi działaniami – nad tym, co robisz z rękami, nogami, co mówisz? Sprawdź sam, poruszaj ramionami i nogami, rozciągnij się (terapeuta porusza się i rozciąga, zachęcając klienta do kopiowania jego zachowania). Czy masz teraz więcej kontroli nad tym, co robisz?

Praktyczna rada. Zauważ, że w ramach wszystkich tych pytań terapeuta nigdy nie pyta, czy ból się zmniejszył lub czy klient „czuje się lepiej.” Zadawanie tego rodzaju pytań wysłałoby niewłaściwy przekaz: że celem tego ćwiczenia jest pozbywać się czy redukować ból emocjonalny. Oczywiście, to często się zdarza, ale w terapii ACT to dodatek, a nie główny cel interwencji.

Czy zauważyłeś lub zauważyłaś w skrypcie frazy pisane kursywą? Te są wariacje na temat polecenia „Zauważaj swe bolesne myśli i uczucia.” To duża (i bardzo ważna) różnica między uziemiającymi ćwiczeniami w ACT a prawie wszystkimi innymi modelami. W praktycznie wszystkich innych modelach terapii nie odnajdziesz tego systematycznego powracania do zauważania i uznania obecności bolesnych wewnętrznych przeżyć. A dlaczego miałoby to stanowić problem? Ponieważ jeśli raz po raz nie uda ci się uznać obecności bólu, ćwiczenia te z dużym prawdopodobieństwem zaczną służyć jako techniki odwracania uwagi, a nie uważności – klienci prawie zawsze będą używać ich, aby uciekać przed bolesnymi myślami i uczuciami lub by unikać ich, aby tylko poczuć mniej stresu czy lęku. (A w rzeczy samej, w niektórych modelach terapii stanowi to główny cel takich uziemiających technik.) Pamiętaj: odwracanie uwagi to dokładne przeciwieństwo uważności.

Jak długo ma trwać opuszczanie kotwicy?

Celem tej techniki jest pomóc klientowi osiągnąć „pełną obecność”, zaangażować się w to, co robi, odzyskać kontrolę nad swoimi działaniami oraz przekierować uwagę na to, co najważniejsze tu i teraz. W związku z tym ćwiczenie to będzie trwać tak długo, jak będzie to konieczne, aby to osiągnąć. Zwykle starczy minuta do trzech, ale miewałem takie osoby, które wskutek emocjonalnego przytłoczenia i dysocjacji wymagały od dziesięciu do piętnastu minut. Z kolei po drugiej stronie tego wymiaru, kiedy klient tylko delikatnie „dryfuje”, dziesięć sekund może wystarczyć.

Słowo ostrzeżenia: korzystanie z opuszczania kotwicy, aby powstrzymać klienta przed płaczem, odwrócić uwagę od uczuć lub aby zmienić temat, ponieważ nie czujesz się komfortowo stanowiłoby poważne zaprzepaszczenie celów tej metody.

Możemy oczywiście powtarzać te ćwiczenia tak często, jak myślimy, że się przyda. Przykładowo, podczas pracy z raz po raz dysocjującymi klientami albo doświadczającymi flashbacków, możemy opuszczać kotwicę wiele razy na sesję. Typowo w miarę upływu sesji możemy te ćwiczenia czynić krótszymi i krótszymi, jako że klient będzie reagować na nie szybciej. Z drugiej strony możemy też stopniowo rozbudowywać te proste ćwiczenia, poszerzając je i wprowadzając inne kluczowe procesy. Przykładowo, możemy bez problemu wprowadzić tematykę troski o siebie.

Jak pomożemy klientom określić korzyści płynące z ćwiczenia?

Po zakończeniu ćwiczenia dobrym pomysłem będzie pomóc nawiązać kontakt z korzyściami płynącymi z niego. Oto kilka przydatnych pytań:

  • Jak mogłoby to być pomocne poza gabinetem?
  • Kiedy i gdzie doświadczasz burz emocjonalnych? Jak może ci to ćwiczenie pomóc w tych sytuacjach?
  • Kiedy i gdzie możesz to zastosować? Z kim, podczas robienia czego?
  • Jak może ci to pomóc z XYZ (gdzie XYZ to problemy lub cele behawioralne klienta)?

Jak tylko klient uzna opuszczanie kotwicy za użyteczne poza pokojem terapeutycznym lub jako mające odniesienie do jego celów behawioralnych, możemy wówczas spytać „Czy byłbyś gotów ćwiczyć to między sesjami?” Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, możemy przejść do „Kiedy i gdzie będziesz praktykować?”, „Jak długo?”, „Jak często?” i tak dalej.

Praktyczna wskazówka. Załóżmy, że spytasz klienta, jak może być to pomocne, a ten odpowie czymś w rodzaju „Relaksuje mnie to”, „Sprawia to, że czuję mniej lęku” lub „Odwraca to uwagę od moich uczuć.” Jeśli tak, możemy powiedzieć „Cóż, to na pewno miły dodatek, kiedy się to wydarzy – więc ciesz się tym, gdy to się wydarzy – ale nie jest to jednak cel ćwiczenia. Czy możemy poświęcić chwilę na wyjaśnienie prawdziwego celu tego ćwiczenia?” Wówczas powtórz z klientem ćwiczenie z odpychaniem od siebie kartki jako metafory zmagania emocjonalnego. (Jest także w pierwszych rozdziałach „Zrozumieć ACT”, czyli I ed. ACT Made Simple, wydanej po polsku. – BK)

Kiedy i jak mamy to stosować?

Opuszczanie kotwicy jest jedną z najbardziej wszechstronnych umiejętności ACT. Czy zauważyłeś lub zauważyłaś już, jak dobrze nakłada się na cały model elastyczności psychologicznej? Uznanie faktu obecności własnych wewnętrznych przeżyć stanowi pierwszy pomocny krok w tym, aby nauczyć się, jak otwierać się na doświadczenia. Powrót do ciała stanowi pierwszy pomocny krok w przygotowaniu do robienia tego, co ma sens. Zaangażowanie się w kontakt ze światem uczy, jak być obecnym. Zatem w ramach tego prostego ćwiczenia tworzysz grunt pod wszystkie kluczowe procesy ACT. Czyni to opuszczanie kotwicy świetnym rodzajem interwencji przy wielu różnych problemach. Przyjrzyjmy się szybko niektórym z wielu jego zastosowań.

Opuszczanie kotwicy, kiedy pogoda ma się dobrze

Możemy ćwiczyć opuszczanie kotwicy w dowolnym momencie, w dowolnym miejscu, w ramach dowolnej czynności – nawet kiedy emocjonalny pejzaż ma się doskonale. W końcu nawet podczas ciepłego i słonecznego dnia łódź może podryfować dokądś z przystani, jeśli tylko nie zacumujesz jej dobrze. I wszyscy ludzie każdego dnia „dryfują” – w trakcie błądzenia po myślach nasza uwaga dryfuje z dala od rzeczy, którymi planowaliśmy się zająć. Zatem w ramach pracy własnej warto zachęcać klientów do ćwiczenia opuszczania kotwicy w ciągu dnia. Możesz to ująć tak:

Terapeuta: W ciągu dnia, w dowolnym momencie, w którym zdasz sobie sprawę z tego, że „dryfujesz” – gdy wiesz, że siedzisz w swojej głowie wśród myśli i uczuć, nie skupiając się lub nie angażując w nic, co planowałeś – opuść kotwicę. Zrób dziesięciosekundową wersję tego, co praktykowaliśmy tutaj: uznaj obecność jakichkolwiek myśli i emocji, jakie uchwyciły twoją uwagę, następnie wróć do ciała i przejmij kontrolę, a następnie dostrzeż świat wokół – gdzie jesteś, co robisz. A potem skup się ponownie gdziekolwiek tam, gdzie jest to potrzebne, abyś mógł robić to, co chcesz zrobić.

(Terapeuta krótko przedyskutowuje ten temat z klientem, a następnie sugeruje jeszcze coś poniżej.)

Terapeuta: Dobrze jest także praktykować w ramach tych wszystkich trudnych, ale nie stanowiących zbyt dużego wyzwania sytuacji, jakie będą pojawiać się w ciągu dnia – wiesz, kiedy utkniesz w kolejce lub korku lub gdy spóźniasz się gdzieś, czy kiedy dzieciom zajmuje wieczność, aby się przygotować, czy kiedy zrobiłeś coś głupiego, co przysięgałeś sobie już wiele razy, że nie zrobisz, czy gdy ktoś nieostrożnie powie coś, co cię zdenerwuje. Jeśli będziesz często ćwiczyć to, gdy lęk czy złość będą na średnim poziomie, to przygotuje to cię lepiej na czas, gdy rozpęta się solidna burza. I oczywiście jeśli nie będziesz ćwiczyć tego regularnie, nie będziesz w stanie skorzystać z tego wtedy, kiedy najbardziej będziesz tego potrzebować.

Okaż kreatywność

Pierwszym krokiem do opuszczenia kotwicy jest uznanie, że myśli i uczucia są obecne, czy to ekstremalnie bolesnego rodzaju, średnio nieprzyjemne, dość neutralne, całkiem przyjemne lub nawet uczucie odrętwienia.

Po tym kroku następne dwa to już pełna samowola. Aby pomóc klientom odzyskać kontrolę nad ciałem, możesz zaprosić ich do uważnego wypicia szklanki wody, wstania i przejścia się po pokoju, zjedzenia czegoś, rozciągnięcia się, zmiany pozycji ciała, pokręcenia kciukami, poruszania głową, sięgnięcia po coś (np. książkę, długopis, jakiś ozdobnik) i o eksplorowanie tej powierzchni palcami, dotknięcia krzesła pod sobą, delikatnego położenia dłoni na sercu (co może przemienić opuszczanie kotwicy w piękne ćwiczenie na temat troski o siebie), przejechania językiem o zębach i tak dalej.

Aby pomóc zaangażować się w kontakt ze światem, możesz poprosić o zauważanie czegokolwiek, co ci mogą usłyszeć, zobaczyć, dotknąć, posmakować, powąchać, o obserwację oddychania, siedzenia, uczucia łez w oczach czy płynących po policzkach, powietrza na twarzy, wyprostowanego kręgosłupa, ustawienia ciała, dźwięku klimatyzacji i tak dalej.

Więc bądź kreatywny. Improwizuj ile wlezie, tak długo, jak raz po raz po raz będziesz wracać do uznania obecności myśli i uczuć w danym momencie. Dlaczego to tak istotne? Ponieważ chcemy, aby klient nauczył się, że może reagować elastycznie nawet na najtrudniejsze myśli i uczucia. Może uważnie uznać ich obecność, przejąć kontrolę nad własnymi działaniami i skupić swą uwagę na tym, co ma najgłębszy sens.

Więc co mam robić po opuszczeniu kotwicy?

Czasem klient zada jakąś wariację tego pytania. Odpowiedź będzie brzmieć mniej więcej tak:

Terapeuta: Dobre pytanie. Idea jest taka, że jak tylko zakotwiczysz się, to abyś zajął się czymś mającym przełożenie na twoje życie i jego jakość. Spytaj się, Czy robię coś teraz na rzecz dobrego życia? Jeśli odpowiedź jest negatywna, wówczas przestań robić cokolwiek, co robisz, i zrób coś na rzecz dobrego życia. Jeśli odpowiedź jest pozytywna – robisz coś na rzecz dobrego życia – wówczas obdarz to pełną uwagą i angażuj się w to dalej.

Klient: Co jeśli nie jestem w stanie wymyślić, co mam robić?

Terapeuta: Cóż, w ramach kilku najbliższych sesji poświęcimy dużą ilość czasu właśnie na ten temat – aby określić, jaką osobą chcesz być i jak chcesz prowadzić swoje życie, więc nie powinno to wkrótce nastręczać problemów, a jeśli jednak nastręczy, zajmiemy się tym.

Darmowe materiały dra Russa Harrisa po polsku

Szkolenia na żądanie Russa Harrisa

Terapia poznawczo-behawioralna oparta na procesach: Krok z dala od diagnoz medycznych, a w stronę procesów psychologicznych

Autorzy Stefan Hofmann, Steven Hayes | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

We wczesnych dniach terapii behawioralnych świętej pamięci Gordon Paul, wówczas dopiero od kilku lat doktor, sformułował jedno z najczęściej cytowanych pytań na temat właściwego celu nauk na temat interwencji opartych na dowodach (1969, s. 44):

„Jaka metoda pracy, prowadzona przez kogo, będzie najbardziej efektywna dla tej osoby, z tym konkretnym problemem, w jakich warunkach i w jaki sposób zajdzie?”

Pytanie to otworzyło drzwi naukowemu podejściu do interwencji terapeutycznej, łącząc konkretne, oparte na dowodach, wyczulone na kontekst procedury z opartymi na dowodach, przyczyniającymi się do rozwiązywania problemów i rozwoju konkretnych osób procesami terapeutycznymi. Podejście to nie zaszło jednak tak daleko, jak mogło. We wczesnych dniach terapii behawioralnej zbytnio zawierzono temu, że zasady i teorie uczenia się mogą stanowić właściwą bazę dla procedur klinicznych.

W rzeczy samej, właśnie to może stanowić wyjaśnienie dla tego, dlaczego Paul (1967) jeszcze dwa lata wcześniej nie załączył w oryginalnej wersji swego pytania „w jaki sposób zajdzie?”. Skupił się zamiast tego wyłącznie na kontekstualnych procedurach opartych na dowodach. Procesy zmiany terapeutycznej miały wówczas charakter poboczny. Tymczasem prawdziwe podejście oparte na dowodach uznaje za priorytet zarówno same procesy psychologiczne, jak i oparte na dowodach procedury z tymi procesami związane.

Jesteśmy wreszcie w stanie położyć właściwy nacisk na te stanowiące naukowy kamień węgielny pytanie. Eksperci zajmujący się zmianą kliniczną muszą uczynić je swym najwyższym priorytetem. Centralne pytanie współczesnej psychoterapii i nauki na temat interwencji psychologicznych aktualnie brzmi tak:

„Jakie podstawowe biopsychospołeczne procesy powinny być celem interwencji z danym klientem, biorąc pod uwagę jakie cele w jakiej sytuacji, oraz jak można w najbardziej wydajny i skuteczny sposób na nie wpłynąć?”

Odpowiedź na te pytania jest celem dowolnej empirycznej terapii opartej na procesach. Współcześnie jednak staje się ona zasadniczym celem terapii poznawczo-behawioralnej opartej na procesach. Ulżenie cierpieniu ludzkiemu stanowi wieloaspektowe wyzwanie. Potrzebujemy rzetelnych konceptualnych narzędzi, które rozłożą ludzką kompleksowość na wystarczająco niewielką ilość problemów, aby była do ogarnąć dla pojedynczego terapeuty. Trzeba nam klinicznej kreatywności, aby udało się namierzyć najważniejsze sfery i wymiary ludzkiego funkcjonowania. Rozwój szeroko generalizowalnej wiedzy będzie wymagał odpowiednich narzędzi metodologicznych, aby dotrzeć do niej ze szczegółowych przeżyć różnorodnych osób.

We wczesnych dniach zasady uczenia się i mistrzowskie podejście do analizy funkcjonalnej stanowiły większość z dostępnych narzędzi – i było to po prostu za mało. Zasady i procedury były zbyt ograniczone, a połączenie ich w odpowiedni sposób bezpośrednio z daną osobą – wyzwanie samo w sobie – wymagało dalszej pomocy ze sfery naukowej. W następnych dekadach podejście behawioralnej rozwinęło swe konceptualne i proceduralne zasoby, stając się CBT.

Agencje rządowe także miały chęć rozwijać terapie bazujące na dowodach, jednak wedle własnej modły. Inspirację stanowiło głównie środowisko psychiatryczne. Po wydaniu przez American Psychiatric Association trzeciej wersji DSM w 1980, amerykański National Institute of Mental Health (NIMH) postanowił przelewać środki w kierunku badań z losowym doborem do próby (RCT, randomized-control trial). Nastawione one były na konkretne protokoły i brały na muszkę psychiatryczne syndromy. Taka kombinacja wywarła ogromny wpływ na całe CBT i ogólnie na interwencje terapeutyczne bazujące na dowodach, obdarzając prestiżem i uwagą osoby rozwijające terapie, ale także niechcący zawężając nasze pole widzenia.

Trzeba przyznać, że zmiany te wniosły wiele dobrego. Badania nad protokołami dla konkretnych syndromów ujęły niektóre aspekty programu Paula. Staliśmy się świadkami ogromnego wzrostu ilości danych dostępnych na temat psychoterapii i innych interwencji psychospołecznych, wpływu środków psychiatrycznych, sposobów rozwijania się psychopatologii oraz innych kluczowych kwestii. Wątpliwości Eysencka (1952), czy da się pokazać, że terapie bazujące na dowodach mogą być w ogóle lepsze niż nie robienie niczego, zostały raz na zawsze rozwiane. CBT zyskało w takim układzie najwięcej, co doprowadziło do jej aktualnego statusu jako najlepiej wspartego dowodami podejścia do pracy z drugim człowiekiem.

Biomedykalizacja ludzkiego cierpienia u podstaw tych zmian pominęła jednakowe kilka kluczowych kwestii pytania Paula. Nowe pytanie – „Jaki protokół jest najlepszy dla objawów tego syndromu?” – na jakie badacze mierzący skuteczność interwencji starali się odpowiedzieć, poniosło porażkę w kwestii odpowiedniego ujęcia potrzeb jednostki, zwrócenia uwagi na kontekst interwencji i specyfikę różnorodnych problemów oraz nie przyniosło wiedzy o procesach zmiany terapeutycznej. Innymi słowy, empiryczna terapia bazująca na protokołach i syndromach porzuciła próby odpowiedzi na kluczowe zagadnienia związane z naukowo udowodnionymi procesami terapeutycznymi.

Wciąż borykamy się z trudnościami, jakie wynikły z tego podejścia. W miarę tego, jak kwitnięło czysto technologiczne podejście, proporcjonalnie do tego cierpiała na tym teoria. Jak ważne są procesy i zasady kierujące terapią, jeśli używa się ich tylko jako niejasnego pretekstu dla nieprzebadanych pod kątem moderatorów i mediatorów technik? Nieumiejętność sformułowania odpowiednich teorii na temat zmiany zachowania nie zaskakuje. Etap rozwijania terapii na teoretycznym poziomie stanowił przecież li tylko powierzchowny rytuał przed właściwym etapem kształtowania protokołu skupionego na syndromach.

W miarę tego, jak między 1980 a 2010 byliśmy świadkami właśnie takiego etapu w nauce, coraz bardziej zniechęcające z naukowego punktu widzenia było to, jak skupienie się na syndromach nie doprowadzało nigdy do konkluzywnych danych prowadzących do wyjaśnienia etiologii i przebiegu problemu oraz reakcji na terapię. Innymi słowy, podejście syndromalne nigdy nie doprowadziło do odkrycia chorób, a przecież właśnie to jest ostatecznym celem syndromalnej klasyfikacji.

Wydany w 2013 DSM-5 spotkał się ze znaczącym brakiem entuzjazmu w prawie każdym zakątku nauki. Zbiegiło się to też ze zmianami w CBT, która dotarła do punktu, w którym podejście oparte na procesach może wnieść coś nowego i otworzyć tradycję naukową na pełen zakres możliwych do przebadania kwestii.

Terapia poznawczo-behawioralna oparta na procesach stara się kierować właśnie w tę stronę. W pewnym zakresie odzwierciedla naukowo umotywowaną presję, jaka skłoniła NIMH do skupienia się zamiast na DSM na ramach teoretycznych sformułowanych przez Research Domain Criteria Initiative (Insel et al., 2010). W przeciwieństwie do niej kieruje jednak interwencje psychologiczne właśnie w stronę skupienia się na procesach terapeutycznych. Książka została w pewnej części zorganizowana wokół stanowiącego konsensus niedawnego dokumentu (Klepac et al., 2012), do którego doszło Inter-Organizational Task Force on Cognitive and Behavioral Psychology Doctoral Education. Dokument ten jest wskaźniklem tego, że nasza dziedzina wiedzy jako całość zaczyna przejawiać wyższy poziom zniuansowania odnośnie właściwych torów rozwoju w erze, w której zostawiliśmy DSM za sobą.

W związku z tym, że teoria i procesy zmiany stały się bardziej centralnym tematem, zespół ten słusznie uznał, że to, co jest potrzebne, to pogłębiona wiedza w temacie filozofii nauki, strategii naukowej, etyki i szerokiego zakresu różnych dziedzin mogących być źródłem nowych zasad terapii. Potrzeba więcej treningu pokazującego, jak łączyć procedury z zasadami terapeutycznymi, a także jak łączyć te procedury z konkretnymi potrzebami konkretnej osoby w sposób, który byłby etyczny i kierowany przez najlepsze dostępne dowody. Podpisujemy się pod tymi konkluzjami, a rozdziały Terapii poznawczo-behawioralnej opartej na procesach stanowią w pewnej części odpowiedź na nie. To nie jest odpowiedź wyczerpująca, co zajęłoby wiele tomów, ale jest to odpowiedź pierwsza. Warto pomyśleć o tym, co może przynieść przyszłość, jeśli tylko psychologia zacięśni więź między interwencją a tymi procesami psychologicznymi, które niosą ulgę w problemach i umożliwiają bujny rozwój. Dokąd dotrzemy w erze empirycznej, opartej na procesach terapii? Trudno mieć stuprocentową pewność, ale szeroki zarys tej dziedziny wydaje się dawać jasną odpowiedź.

Warto przeczytać też artykuł Kelly'ego Wilsona „Pojawienie się badań nad terapią opartą na procesach: Powrót do korzeni”, który dopełnia tematycznie kwestię psychoterapii opartej na procesach.

Stefan Hofmann

Stefan Hofmann

Steven Hayes

Steven Hayes

Terapia poznawczo-behawioralna oparta na procesach. Wiedza i kluczowe kompetencje

Uczę się ACT zachęca każdego terapeutkę i naukowca związanego z terapiami poznawczymi i behawioralnymi do zapoznania się z nowowydaną książką, której redaktorzy – jedni z największych ekspertów CBT i ACT – starają się wprowadzić dziedzinę interwencji psychoterapeutycznych na nowe tory.

Link

Okładka książki Stevena C. Hayesa i Stefana Hofmanna Terapia poznawczo-behawioralna oparta na procesach wydana przez GWP

Posted in Bez kategorii

Wieczory z behawioryzmem

Wieczory z behawioryzmem

Zapraszamy na regularne spotkania online poświęcone dyskusjom na tematy związane z psychologią i psychoterapią behawioralną. Organizują je Bartosz Kleszcz oraz dr Jędrzej Piotr Grodniewicz. Interesuje nas rozwój społeczności zainteresowanej tymi tematami, swobodne i ciekawe nabywanie oraz wymiana wiedzy, a także spędzanie wieczorów w sympatycznym gronie osób zainteresowanych wspólnymi ideami.

Spotkania są darmowe. Tworzymy je dla praktyków i teoretyków zainteresowanych tematami, które kształtują obraz współczesnego behawioryzmu, a na które nie ma zwykle czasu podczas specjalistycznych kursów, więc pozostają zakopane w licznych i rozrzuconych publikacjach. Lektura i uczestnictwo w rozmowach pozwala rozwinąć zdolność myślenia jak behawiorysta, w sposób funkcjonalny, wielopoziomowy i wieloaspektowy.

Tematyka spotkań oscyluje wokół filozoficznych podstaw behawioryzmu, współczesnej teorii języka i poznania, ewolucjonizmu, behawiorystycznych wyjaśnień różnych popularnych zjawisk oraz psychoterapii. Teksty są po angielsku, ale rozmowa już po polsku.

Spotkania odbywają się we wtorki lub czwartki co dwa tygodnie o godzinie 19 przez platformę Zoom. Nie prowadzimy zapisów, trzeba tylko kliknąć w link. Szczegółowy rozkład poniżej.

Link do spotkań będzie udostępniany w tym miejscu bliżej terminu wydarzenia. Oto on. <- KLIKNIJ MNIE.

Link do eventu na Facebooku – dołącz i pozwól sobie zautomatyzować przypomnienia.

Zapraszamy serdecznie do udziału!

Pani czytająca

Pani czytająca publikacje Stevena Hayesa na temat funkcjonalnego kontekstualizmu. Skupiona twarz zdradza pochłonięcie wiedzą skłaniającą do odrzucenia mentalizmu w rozumieniu zachowania ludzkiego.

Plan spotkań. Moduł „Terapia oparta na procesach”

Trzy spotkania we wtorki o 19:30.

16 kwietnia 2024. Ong, C. W., Ciarrochi, J., Hofmann, S. G., Karekla, M., & Hayes, S. C. (2024). Through the extended evolutionary meta-model, and what ACT found there: ACT as a process-based therapy. Journal of Contextual Behavioral Science, 100734.

30 kwietnia 2024. Maitland, D. W. (2024). The extended evolutionary meta-model and process-based therapy: Contemporary lenses for understanding functional analytic psychotherapy. Journal of Contextual Behavioral Science, 100750.

14 maja 2024. Fraser, M. I., & Gregory, K. (2024). Applying a process-based therapy approach to compassion focused therapy: A synergetic alliance. Journal of Contextual Behavioral Science, 100754.

ŚCIĄGNIJ PAKIET PUBLIKACJI

Jak wyciągnąć jak najwięcej ze spotkań

Godzina 19:30 to nie jest czas na napinki. W związku z tym prosimy o spełnienie następujących wymogów BHP, aby ograniczyć kary i mnożyć wzmocnienia niczym chleb i ryby:

  • Na spokojnie wcześniej przeczytaj tekst. Spotkania są we wtorek, więc weekend wcześniej to dobry moment na lekturę. Podczas lektury zaparz ulubioną herbatę lub kawę.
  • Spotykamy się, aby tworzyć kontekst pomocny do nabywania wiedzy. Jeśli czegoś nie rozumiesz, zakreśl tą część, aby porozmawiać o niej na spotkaniu. Jeśli coś sprawia Ci trudność, to bardzo prawdopodobne, że innym także, a nie każdy będzie mieć odwagę zapytać o coś – a to są rzeczywiście wymagające tematy.
  • Przygotuj sobie wygodny kontekst do rozmowy – kocyk, ulubiony napój, wygodne ubranie, trochę się porozćiągaj, aby skompensować czas siedzenia.
  • Jeśli przyjdą Ci do głowy pytania lub pomysły pod dyskusję, zapisanie ich umożliwi nam bardziej żywą rozmowę na żywo. Zwykle na początku jest trochę drętwo, a potem wszystko zaczyna się kręcić.
  • Podczas spotkania możesz pisać w czacie lub korzystać z mikrofonu. Możesz mieć wyłączoną kamerę, ale jeśli będzie ona włączona, to łatwiej będzie o poczucie, że siedzimy obok siebie.

Filozofowie dyskutujący

Filozofowie dyskutujący na filozoficzne tematy w strojach kupionych w sklepie dla filozofów pod pomnikiem filozofa.

Organizatorzy

Bartosz Kleszcz

Bartosz Kleszcz

Psychoterapeuta, szkoleniowiec, superwizor oraz naukowiec ACT. 🙂

Link do pełnego bio.

dr Jędrzej Piotr Grodniewicz

dr Jędrzej Piotr Grodniewicz

Doktor filozofii, adiunkt w Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w filozofii psychiatrii i psychoterapii. Obecnie realizuje projekt badawczy „Terapeutyczne samorozumienie” finansowany przez Narodowe Centrum Nauki. W ramach działalności pozanaukowej — coach. W pracy z klientami czerpie przede wszystkim z metod behawioralnych, zwłaszcza ACT.

Formularz kontaktowy

Kontakt

Wypełnij formularz, a my skontaktujemy się z Tobą jak najszybciej.

    II Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych

    II Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych

    II Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych odbyła się 19 i 26 kwietnia 2020. Udział w konferencji był darmowy, a wszystkie wykłady zostały nagrane i udostępnione na YouTube.

    Organizowana zgodnie z wartościami dzielenia się wiedzą i popularyzacji behawioralnego, naukowego podejścia do zdrowia psychicznego. Oferowała różnorodną wiedzę związaną z popularnymi nurtami trzeciej fali – terapii akceptacji i zaangażowania, dialektycznej terapii behawioralnej, integratywnej terapii behawioralnej par – w różnorodnych zagadnieniach, takich jak psychoterapia, coaching, integracja nurtów, wsparcie substancjami psychodelicznymi, praca z parami czy teoria języka i poznania. Kierowana do specjalistów zajmujących się zdrowiem psychicznym na co dzień – psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów, coachów oraz studentów tych dziedzin, a także osób zainteresowanych współczesną psychoterapią behawioralną.

    Zasady udziału

    Link do udziału w konferencji: konferencja skończyła się.

    19 kwietnia

    10:00 Norbert Jamróz, Dlaczego psychodeliki mogą być pomocne w psychoterapii. Perspektywa neurobiologiczna i psychologiczna (60 min + 10 minut na pytania)

    11:10 dr Maria Chełkowska-Zacharewicz, Status quo kontra heksafleks. Model elastyczności psychologicznej w służbie muzykom (20 min + 10 minut na pytania)

    11:40 Joanna Siadul, Możliwości zastosowania ACT w coachingu (30 min + 10 minut na pytania)

    12:20 Agnieszka Wroczyńska, Integratywna Behawioralna Terapia Par – gdy „zmiń się” staje się „rozumiem cię” (30 min + 10 minut na pytania)

    13:00 Magdalena Muracka-Tylko, Na ratunek terapeucie! Jak odnaleźć dialektyczną równowagę? Praktyczne zastosowanie dialektyki w procesie terapeutycznym (30 min + 10 minut na pytania)

    26 kwietnia

    09:05 Jan Topczewski, Self(ing) i osobowość borderline (45 min + 10 minut na pytania)

    10:00 Mateusz Fudali, Techniki Terapii Poznawczej z perspektywy Kontekstualnych Nauk o Zachowaniu (CBS) (50 min + 10 minut na pytania)

    11:00 dr Marcin Domurat, Budowanie przyjaznej relacji z samym sobą – Self-compassion w praktyce terapeutycznej (30 min + 10 minut na pytania)

    11:40 dr Lidia Baran, Bartosz Kleszcz i dr Magdalena Hyla, Elastyczność psychologiczna. Narzędzia pomiarowe dla praktyków i badaczy (30–60 min + 10 minut na pytania)

    Nagrania wykładów

    Nagrania dostępne są na kanale Uczę się ACT na Youtube.

    Prelegenci

    Norbert Jamróz

    Norbert Jamróz

    psycholog, terapeuta neurofeedback/VR, trener

    Ukończył studia magisterskie z zakresu psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS oraz z zakresu międzynarodowych stosunków gospodarczych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Jest absolwentem studiów MBA (Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu oraz Nottingham Trent University w Wielkiej Brytanii). Obecnie rozwija się w nurcie psychoterapii ACT oraz uczestniczy w szkoleniu dla terapeutów MBCT prowadzonym przez Fundację Rozwoju Mindfulness oraz Oxford Mindfulness Centre. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Psychodelicznego, Association for Contextual Behavioral Science, ACBS Polska oraz MIND – European Foundation for Psychedelic Science. Prowadzi prywatną praktykę w Poznaniu. www.psychodelicznaintegracja.pl

    Dlaczego psychodeliki mogą być pomocne w psychoterapii. Perspektywa neurobiologiczna i psychologiczna

    Obecnie jesteśmy świadkami renesansu badań nad psychodelikami. Naukowcy wielu czołowych uniwersytetów na świecie (m.in. Yale, Johns Hopkins University, UCLA, NYU, Imperial College London) pojęli starania i uzyskali zezwolenie na badanie możliwości terapeutycznego zastosowania substancji psychodelicznych. Wyniki tych badań wskazują, że psychodeliki podawane w odpowiednich warunkach i w asyście wykwalifikowanych terapeutów są substancjami bezpiecznymi oraz długoterminowo pomocnymi w radzeniu sobie z cierpieniem psychicznym.

    Wyniki dotychczasowych badań wskazują na użyteczność tych substancji w terapii m.in. dużej depresji, zaburzeń lękowych, OCD, uzależnień oraz egzystencjalnego lęku u osób terminalnie chorych. Obecnie naukowcy poszukują modeli terapeutycznych bazujących na dowodach. Widoczny jest zwrót w kierunku modeli kontemplatywnych, w tym terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) oraz terapii poznawczej opartej na uważności (MBCT).

    dr Maria Chełkowska-Zacharewicz

    dr Maria Chełkowska-Zacharewicz

    Psycholog muzyki, trener, doktor nauk społecznych zajmująca się psychologicznymi aspektami muzycznego funkcjonowania człowieka. Członkini ACBS oraz członek rady wykonawczej European Society for the Cognitive Sciences of Music. W ramach projektu Strefa Harmonii – psycholog muzyki wspiera muzyków na różnych etapach kariery, prowadzi warsztaty stacjonarne i online opierając się na treningu akceptacji i zaangażowania.

    Status quo kontra heksafleks. Model elastyczności psychologicznej w służbie muzykom

    Rozwój i kształcenie muzyczne wiążą się z wieloma wymaganiami – wysokimi oczekiwaniami, perfekcjonizmem, tremą. Muzycy częściej niż w populacji generalnej doświadczają lęku i depresji. Wiele z tych trudności można bezpośrednio zaadresować procesami heksafleksu. Formalne i nieformalne ćwiczenia uważności, rozpoznawanie wartości i wyznaczanie celów opartych o wartości skutkują uważnymi i zaangażowanymi przygotowaniami i występami, wzmocnioną pewnością siebie oraz poczuciem sensu i spełnienia w tej niepewnej profesji.

    Joanna Siadul

    Joanna Siadul

    Profesjonalny coach specjalizujący się w coachingu kariery i dobrego samopoczucia, członkini ACBS oraz European Mentoring and Coaching Council. Psychologię kontekstualną poznawała w trakcie rocznego zaawansowanego kursu ACT w Dublinie. Absolwentka studiów magisterskich dotyczących coachingu personalnego i w organizacjach (Uniwersytet College Cork, Irlandia). Prowadzi warsztaty treningu akceptacji i zaangażowania skupiające się na uważności, wartościach, pewności siebie i odporności psychicznej. Od 4 lat ma swoją prywatną praktykę coachingową online i w Dublinie.

    Możliwości zastosowania ACT w coachingu

    Coaching akceptacji i zaangażowania (ACC) jest modelem coachingu opartym na procesach terapii ACT. ACT ma wiele do zaoferowania w kontekcie coachingu – może pomóc coachom być bardziej efektywnym, kreatywnym i elastycznym oraz dostarczyć naukowych ram do pracy. Prezentacja będzie praktyczna – opowie jak wykorzystać ACT by usprawnić interwencje coachingowe, przedstawi konkretne narzędzia i techniki, a także kilka błędów, jakie mogą popełniać coachowie zaczynający używać ACT.

    Agnieszka Wroczyńska

    Agnieszka Wroczyńska

    Superwizorka oraz certyfikowana terapeutka poznawczo-behawioralna, psychologżka i filozofka. Ukończyła studia seksuologiczne. Szczególnie interesuje się trzecią falą terapii – przede wszystkim ACT, DBT oraz IBCT. Jest wśród członków założycieli ACBS Polska, gdzie zasiada w komisji rewizyjnej. Prowadzi praktykę prywatną w Poradni CBT w Gdyni. www.poradniacbt.pl

    Integratywna Behawioralna Terapia Par – gdy „zmiń się” staje się „rozumiem cię”

    Wykład wyjaśni czym jest IBCT, na czym polega jej paradygmat, czym różni się od innych protokołów pracy z parami. Zapoznamy się krótko z dowodami na jej skuteczność oraz ogólnym zarysem i sposobem pracy z parami.

    Magdalena Muracka-Tylko

    Magdalena Muracka-Tylko

    Filozof, psycholog i certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny. W 2019 roku ukończyła szkolenie DBT Comprehensive Training prowadzone przez Behavioral Tech. Prowadzi prywatną praktykę terapeutyczną w Warszawie. Członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej (PTDBT). W stowarzyszeniu koordynuje pracę zespołów samokształceniowych i konsultacyjnych dla terapeutów oraz rozwijanie programu Family Connections w Polsce. popomoc.pl

    Na ratunek terapeucie! Jak odnaleźć dialektyczną równowagę? Praktyczne zastosowanie dialektyki w procesie terapeutycznym

    Dialektyka stała się podstawowym paradygmatem DBT. Nie tylko ułatwia zrozumienie etiologii zaburzenia osobowości z pogranicza, ale jest drogowskazem dla procesu terapeutycznego – uwypukla konieczność zachowania równowagi pomiędzy akceptacją a zmianą, wpływa na dynamikę sesji, a w najbardziej konkretnym zastosowaniu staje się interwencją terapeutyczną i umiejętnością pozwalającą odnaleźć sens i równowagę. W trakcie spotkania omówię dialektykę oraz dialektyczne interwencje terapeutyczne i inne strategie oparte na dialektyce.

    Jan Topczewski

    Jan Topczewski

    Psycholog, trener grupowy, doktorant w Katedrze Psychologii Biologicznej i Behawioralnej Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Prowadzi badania nad self w ujęciu kontekstualno-behawioralnym u osób z diagnozą osobowości borderline. Jego zainteresowania skupiają się wokół funkcjonalno-kontekstualnego ujęcia self i przyjmowania perspektywy, zastosowania trzeciej fali terapii behawioralnej w pracy ze społecznością LGBTQ oraz psychologii krytycznej. Związany ze Stowarzyszeniem Lambda Warszawa. Członek Association for Contextual Behavioral Science.

    Self(ing) i osobowość borderline

    W paradygmacie kontekstualno-behawioralnym self definiuje się jako aktywność polegającą na werbalnym reagowaniu na własne zachowanie (Hayes, Barnes-Holmes & Roche, 2001). Taka konceptualizacja pozwoliła stworzyć model łączący naukową precyzję z użytecznością kliniczną. Może być on szczególnie przydatny w pracy z osobami, które wykształciły niestabilne poczucie tożsamości – np. osobami z diagnozą osobowości borderline. W trakcie wykładu omówię różnice pomiędzy strukturalnym i funkcjonalnym podejściem do psychopatologii, przyblżę trzy repertuary behawioralne związane z self (ja-jako-treść, ja-jako-proces i ja-jako-kontekst) oraz opowiem o projekcie badawczym realizowanym w SWPS. Wykład nie wymaga znajomości teorii ram relacyjnych.

    Mateusz Fudali

    Mateusz Fudali

    Psycholog oraz psychoterapeuta ACT. Ukończył psychologię na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu, Stosowaną Analizę Zachowania na SWPS w Katowicach (2018) oraz Oligofrenopedagogikę na AWF we Wrocławiu (2017). Jest w trakcie 4-letniego szkolenia z psychoterapii poznawczo-behawioralnej pod kierownictwem dr Agnieszki Popiel i dr Ewy Pragłowskiej.

    Techniki Terapii Poznawczej z perspektywy Kontekstualnych Nauk o Zachowaniu (CBS)

    Z perspektywy CBS u podłoża różnorodnych ćwiczeń i interwencji leżą podstawowe procesy odpowiedzialne za zmianę. CBS nie skupia się tak bardzo na formie danej interwencji, a bardziej na jej funkcji – tworząc specyficzny kontekst możemy zmieniać funkcję interwencji, co daje większe możliwości integrowania różnorodnych metod pracy. ACT jako kliniczny model 6 współzależnych procesów behawioralnych jest bardzo przyjazny takim działaniom. Omówimy podstawowe narzędzia pracy terapeuty poznawczo-behawioralnego – zniekształcenia poznawcze, strzałkę w dół, model ABC i DE, eksperymenty behawioralne – z bardziej funkcjonalnej perspektywy, aby w elastyczny i uważny sposób rozwijać elastyczność psychologiczną u klientów.

    dr Marcin Domurat

    dr Marcin Domurat

    Doktor nauk społecznych, psycholog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, certyfikowany trener ART, członek Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej oraz ACBS. Od kilkunastu lat prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową dorosłych i młodzieży, terapię par i rodzin. W pracy opiera się na metodach trzeciej fali, w szczególności ACT. Uczestnik konferencji i warsztatów prowadzonych przez m.in. Stevena Hayesa, Paula Gilberta, Russa Harrisa, Kelly’ego Wilsona. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną W kontekście w Warszawie oraz bloga Trzecia Fala.

    Budowanie przyjaznej relacji z samym sobą – Self-compassion w praktyce terapeutycznej

    Self-compassion – samowspółczucie lub współczująca postawa względem samego siebie – to idea szeroko rozpowszechniona w nurtach trzeciej fali terapii behawioralnych. Jest centralnym punktem Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (CFT), jednym z rozwinięć programów Mindfulness oraz integralną częścią ACT. W swoim wystąpieniu przyblżę ideę Self-compassion, zarówno od strony teoretycznej, jak i przede wszystkim praktycznej, jako sposobu radzenia sobie z cierpieniem.

    dr Lidia Baran, Bartosz Kleszcz i dr Magdalena Hyla

    dr Lidia Baran

    dr Lidia Baran – Psycholog, pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członkini ACBS oraz ACBS Polska. Psychologię kontekstualną poznawała w trakcie wyjazdów szkoleniowych (National University of Ireland, University of Jyväskylä, Universiteit Gent). Absolwentka podyplomowych studiów dotyczących uważności i współczucia (SWPS). Naukowo zainteresowana terapią ACT, teorią ram relacyjnych, elastycznością psychologiczną oraz uważnością.

    dr Magdalena Hyla

    dr Magdalena Hyla – Psychoterapeutka, doktor nauk społecznych, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Podejmuje tematykę życzliwej relacji ze sobą, elastyczności psychologicznej i poczucia własnej wartości. Szkoliła się pod okiem twórców terapii ACT na stażach zagranicznych w Ghent University, National University of Ireland i University of Jyväskylä. Szkoli z podstaw ACT oraz uważności. Prowadzi praktykę prywatną w Katowicach. Członkini zarządu ACBS Polska. magdalenahyla.com

    Bartosz Kleszcz

    Bartosz KleszczBio znajdziesz na stronie.

    Elastyczność psychologiczna. Narzędzia pomiarowe dla praktyków i badaczy

    Wykład dotyczyć będzie badań prowadzonych przez autorów od ponad czterech lat, sfinalizowanych publikacją książkową o tym samym tytule. Celem jest przyblżenie polskich adaptacji kwestionariuszy mierzących każdy z sześciu procesów elastyczności psychologicznej:

    • Wielowymiarowy Kwestionariusz Unikania Doświadczania (MEAQ-30)
    • Inwentarz Supresji Myśli Biały Niedźwiedź (WBSI)
    • Fryburski Inwentarz Uważności (FMI)
    • Kwestionariusz Fuzji Poznawczej (CFQ)
    • Kwestionariusz Doświadczania Siebie (SEQ)
    • Kwestionariusz Działań Zgodnych z Wartościami (VQ)
    • Kwestionariusz Zaangażowanego Działania (CAQ)

    Większość prezentowanych narzędzi to metody krótkie, umożliwiające szybki i łatwy pomiar, monitorowanie subtelnych zmian oraz stosowanie w paradygmacie badań podłużnych. Kwestionariusze były wykorzystywane do pomiaru skuteczności interwencji terapeutycznych oraz monitorowania zmian procesów elastyczności psychologicznej podczas procesu terapii.

    Posted in Bez kategorii