Teoria poliwagalna w psychoterapii

Teoria poliwagalna w psychoterapii

Autor Deb Dana
Recenzja Paweł Dyberny

W tym roku nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego ukazała się książka Deb Dany o tytule „Teorii poliwagalnej w psychoterapii”. Pamiętam, jak kilka lat temu sięgnąłem po oryginalną książkę Stephena Porgesa, by stać się kolejnym akolitą teorii poliwagalnej (TP). Jej opisy na różnych stronach i forach internetowych wydawały się bardzo obiecujące. Niestety, im dalej brnąłem w jego monumentalne dzieło, tym bardziej czułem się zagubiony i poirytowany, a toporny język neurobiologiczny prezentowany przez Porgesa skutecznie odsunął mnie od dalszej eksploracji tematu. W związku z tym, z nadzieją wyczekiwałem kuriera, który miał mi dowieźć książkę Deb Dany.

Teoria poliwagalna przedstawia funkcjonowanie naszego autonomicznego układu nerwowego (AUN). Zasadza się ona na trzech głównych pojęciach. Są nimi: hierarchia, neurocepcja i koregulacja.

Hierarchia opisuje nerw błędny jako główny element przywspółczulnego układu nerwowego. W TP wyodrębnia się dwie ścieżki aktywacji AUN: ventral vagal, tj. ścieżkę nerwu błędnego brzusznego oraz dorsal vagal, czyli ścieżkę nerwu błędnego grzbietowego. Najstarsza w hierarchii filogentycznej jest ścieżka grzbietowa. Szacuje się, że powstała już ponad 500 milionów lat temu. Część grzbietowa nerwu błędnego to system immobilizacji ciała, w której dochodzi do zapadeł (od ang. collapse) i znieruchomienia (od ang. shutdown) ciała. Funkcjonując w ramach tej ścieżki, będziemy starali wtapiać się w tło, stawać się niewidzialni, mając nadzieję, że uda nam się jakoś przetrwać w otaczającej nas rzeczywistości. To z tą ścieżką powiązana jest np. dysocjacja. Dochodzi tutaj do spadku tętna, oddech staje się płytszy, zmniejsza się dopływ krwi do mózgu. Drugim, młodszym elementem jest układ współczulny. Pojawił się około 400 milionów lat temu. Z nim jesteśmy najbardziej zaznajomieni. To system walki lub ucieczki (fight or flight response), angażujący nasze ciało do działania. Najmłodsza część nerwu błędnego, nerw błędny brzuszny, wyodrębnił się około 200 milionów lat temu. Funkcjonowanie w ramach ścieżki nerwu błędnego brzusznego jest tożsame z naszą ssaczą naturą. Będąc pod jego wpływem, wchodzimy w relacje z innymi ludźmi, czując się bezpieczni, mając poczucie przynależności.

Pozostałe dwa założenia teorii poliwagalnej to: neurocepcja i koregulacja.

Neurocepcja to widzenie/zauważanie/odbieranie informacji z ciała, środowiska i w relacjach z innymi ludźmi, które odbywa się bez udziału ośrodków korowych – jest to, jak to Porges opisuje, wykrywanie czegoś bez udziału naszej świadomości.

Koregulacja dotyczy regulacji stanów autonomicznego układu nerwowego. Jej głównym celem jest tutaj przesuwanie się na ścieżkę błędną brzuszną tak, aby we wzajemnych relacjach mieć poczucie przebywania w bezpiecznej przystani wzajemnego połączenia.

Z książki dowiemy się, jak tworząc mapę autonomicznego układu nerwowego, lepiej zaznajomić się z jego funkcjonowaniem. Pomocnym jest stworzenie własnego profilu osobistego, przyglądanie się sobie i głębsza refleksja.

Książka obfituje także w szereg praktycznych ćwiczeń i arkuszy, umożliwiających poruszanie się w kierunku bliskości, bezpieczeństwa i łączności z innymi ludźmi.

Niewątpliwą zaletą teorii poliwagalnej jest jej łatwa integralność z różnymi podejściami terapeutycznymi.

Z przyjemnością zachęcam Was do lektury tej książki.

Teoria poliwagalna w psychoterapii – okładkaPaweł Dyberny

Paweł Dyberny

Świadome Ja oraz zmiana perspektywy: Teoria ram relacyjnych i samoświadomość

Świadome Ja oraz zmiana perspektywy: Teoria ram relacyjnych i samoświadomość

Autor Ian Tyndall | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Nic osobistego

Katarzyna otrzymuje negatywną informację zwrotną – jej praca nie spełnia wymaganych standardów. Wywołuje to u niej silny dyskomfort, a wskutek tego, zamiast nauczyć się czegoś z tej wymiany zdań, Katarzyna skupia się na tworzeniu spójnej narracji o tym, jak bardzo jej przełożona nie ma racji i jak bardzo nie widzi, ile ona wnosi.

Nie musi jednak tak być. Jeśli ktoś nie patrzy wyłącznie przez pryzmat osobistych przeżyć, wówczas uczy się dostrzegać w bardziej klarowny sposób, co właściwie dzieje się przed jego lub jej oczami. Wykorzystywana w ramach tego procesu umiejętność spojrzenia na coś z różnych perspektyw stanowi przez to podstawowy element zarówno naszych relacji z innymi, jak i z samym lub samą sobą. Trzeba przyznać, że nie jest to typowy temat podejmowany w dziedzinie analizy zachowania. Jednakże niedawne postępy w rozumieniu umiejętności zmiany perspektywy oraz rozwoju poczucia Ja pozwalają przełożyć tę wiedzę na rozumienie takich złożonych zachowań jak branie czegoś mocno do siebie, w bardzo osobisty sposób.

Cytując Skinnera, “Zachodzi różnica pomiędzy samym zachowywaniem się, a opisywaniem tego, że ktoś się w jakiś sposób się zachowuje, albo wyjaśnianiem powodów czyjegoś zachowania.” W tym samym temacie teoria ram relacyjnych uczy, że “poczucie Ja nie jest po prostu zachowywaniem się jakoś jako odruch, reakcja na własne zachowanie, ale raczej musimy rozumieć Ja jako zachowanie werbalne, funkcjonujące w relacji do własnego łańcucha działań.” Przykładowo, ja podczas pisania tego tekstu potrafię zauważyć różnicę między samym pisaniem a ocenami i opisami efektu tego działania zasiedlającymi moje myśli. Technicznie rzecz biorąc, nawet inne zwierzę może nauczyć się, aby w reakcji na własne zachowanie reagować w jakiś sposób. A jeśli byłaby to papuga, można ją jeszcze nauczyć mówić czegoś w rodzaju “Ja przycisk przycisnąć”. Jednakże papuga nie reaguje werbalnie. Nie ma poczucia Ja, które jest owocem zjawiska zwanego ramowaniem relacyjnym – werbalnego bycia w relacji do własnego działania.

Ja, jako człowiek, jestem w stanie podjąć dyskusję na temat tego, że napisałem ten tekst, oraz że zrobiłem to, aby pokazać, jak z behawioralnej perspektywy działa poczucie Ja. Jestem w stanie złożyć pewien raport z mojego własnego zachowania. Tego rodzaju kompleksowe reagowanie na własne działanie możliwe jest dzięki specyficznie ludzkiej umiejętności – ramowaniu relacyjnemu. Nawet jednak bez RFT, cofając się do samego Skinnera i nie odwołując się do nikogo i niczego innego, można dostrzec w tym behawioralnym ujęciu coś głęboko ważnego i zarazem ujętego dość oszczędnie. Mianowicie, Skinner pisał o tym, że kiedy społeczność aranżuje odpowiednie warunki do tego, by dana osoba uzyskiwała możliwość nadawania wyrazu swemu wewnętrznemu lub zewnętrznemu światu, wówczas umożliwia to szczególny rodzaj zachowania, który zwiemy nabywaniem wiedzy. Samoświadomość jest aspektem takiej wiedzy – to zdolność do reagowania za pomocą słów, języka na własne zachowanie.

Nasze poczucie Ja rozwija się przez uczenie się relacji odróżniania swego „ja” od cudzego „ty”. Oprócz tego w toku dziecięcego rozwoju uczymy się, że możemy patrzeć z perspektywy teraz i tutaj, która jest czymś innym niż wtedy oraz tam. Takie abstrakcyjne ujmowanie pozwala nam stopniowo coraz lepiej opisywać nasze Ja w kategoriach tego, kim jesteśmy, czego nie lubimy, jak preferujemy się zachowywać. Ale gdyby nie było innej osoby jako punktu odniesienia dla opisu swego Ja, takie kategorie jak „mądrzejsza”, „bardziej zabawna”, „brzydsza” nie istniałyby. Tak jak nie ma niczego większego bez czegoś mniejszego, tak nie ma „ja” bez możliwości porównania się z „ty”. Może brzmieć to dziwnie, ale zastanów się przez moment. Gdyby oprócz ciebie nie było nikogo, od kogo byłbyś mądrzejszy lub była mądrzejsza? Umiejętność spojrzenia na własne doświadczenie w kontraście do cudzego stanowi jeden z nieodłącznych elementów w rozwoju poczucia Ja.

Nie dziwi zatem, że kiedy usłyszymy coś nowego na temat innych, to jako ludzie mamy tendencję do odnoszenia tych rzeczy także do siebie. Szacujemy, co to znaczy na nasz temat, a także jak to lokuje nas w szerszym kontekście znanego nam świata. Taka zdolność niejednokrotnie pełni bardzo adaptacyjną rolę, ale równie często prowadzi w przeciwnym kierunku. Wracając do przykładu Katarzyny, w obliczu wyzwań wynikających z niesatysfakcjonujących sytuacji międzyludzkich, wartościowe może być skupienie się na sobie i swojej osobistej odpowiedzialności, bez przesadnego odnoszenia tego do relacji z drugą osobą. Potrafi to jednak być dość bolesnym procesem. Gdyby po otrzymaniu negatywnej informacji zwrotnej Katarzyna choćby dostroiła się do swej cielesnej reakcji i ujrzała tam wstyd i poczucie winy związane z brakiem przyłożenia się do pracy, miałaby wówczas większe szanse na skorygowanie swojego podejścia. Sednem problemu jest więc to, że kiedy coś się dzieje, odnosimy to automatycznie do swojego Ja i próbujemy to połączyć w sensowną całość. Kiedy podczas skupiania się na sobie wyłaniają się nieprzyjemne emocje, możemy przeinaczać lub gorączkowo bronić własnego punktu widzenia, aby tylko uniknąć niekomfortowego uczucia. Jeśli mielibyśmy wyćwiczoną zdolność do spoglądania także z mniej „osobistej” perspektywy, interpretacja danej sytuacji zachowywałaby więcej klarowności i byłaby bardziej pomocna. Tyczy się to tak sytuacji bezpośrednio dotykających nas samych, jak i tych związanych z cudzym zachowaniem, jako że także wtedy perspektywa Ja stanowi istotny punkt odniesienia.

Załóżmy bowiem, że w historii życia Katarzyny mamy zdradę męża, coś niosącego znaczący ból emocjonalny. Taka osoba ma większą tendencję do ostrej reakcji po ujawnieniu przez jej bliską przyjaciółkę, że jej samej przydarzył się romans na boku. W rzeczy samej, nie musimy nawet mieć w swoim życiorysie takiej bezpośrednio przeżytej sytuacji, aby dowiadując się o czyjejś zdradzie samemu się poczuć zatroskanym o swoje dobro. Jeśli odnosimy „romans” do terminu „zdrada”, a z terminu „zdrada” nauczyliśmy się w toku socjalizacji wywodzić różne negatywne określenia, wówczas słysząc o czymś romansie możemy automatycznie włączyć własne obrony i zareagować na kogoś w bardzo silny sposób.

Warto wspomnieć tutaj, że z behawioralnego punktu widzenia Ja stanowi działanie (werbalne reagowanie na własne zachowanie), a nie jakiś namacalny byt. Stąd wydaje się być bardziej właściwym, aby w ramach tej tradycji mówić o czasowniku, o „przyjmowaniu perspektywy Ja” (ang. selfing), a nie o rzeczowniku „Ja”. Można to zatem ująć tak, że gdybyśmy nie byli aż tak pochłonięci przyglądaniem się światu przez pryzmat własnego Ja, wówczas łatwiej byłoby nam obserwować zachowanie innych. Nie jesteśmy jednak w stanie nigdy tego osiągnąć w 100%. Co jest zatem możliwe? Możemy poszerzyć nasze poczucie Ja przez rozwój umiejętności elastycznego korzystania z różnych perspektyw. Jedną z nich jest świadomość, że nie jestem swoim doświadczeniem, a jego świadkiem, obserwatorem. Taka perspektywa może pomóc mi przyjąć pozycję pewnego dystansu wobec moich wewnętrznych treści psychicznych, a zamiast tego stać się bardziej przejrzystym świadkiem tak własnego zachowania (wliczając w to myślenie, czucie…), jak i zachowania innych osób.


Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na swój temat

Zapraszam na czteroczęściowe szkolenie online Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na własny temat prowadzone przez prof. Louise McHugh. Odbędzie się 26 września 2020 – 4 października 2020. To 16 godzin nauki na temat tego, jak nowoczesny behawioryzm pozwala kształtować zdrową, swobodną, elastyczną relację ze swoim własnym Ja.


Artykuły na pokrewne tematy

Dr Ian Tyndall
Ian Tyndall

Kim jesteś? Wstęp Stevena Hayesa do książki „A Contextual Behavioral Guide to the Self”

Kim jesteś? Wstęp Stevena Hayesa do książki „A Contextual Behavioral Guide to the Self”

Autor Steven Hayes | ródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Potraktujmy przez chwilę na serio to dziwne pytanie: Kim jesteś?

Istnieje tak wiele sposobów, aby odpowiedzieć na to pytanie. A nie jest przecież też tak, że da się go unikać w nieskończoność. Jeśli aplikujesz o pracę, będzie to zupełnie normalne, że zostaniesz poproszony lub poproszona o powiedzenie czegoś na swój temat – i że będziesz mieć małą szansę na podpisanie umowy, jeśli nie będziesz w stanie nic odpowiedzieć. Jeśli wybiera się na pierwszą randkę, to samo pytanie przybierze być może trochę inny wygląd, ale meta-przekaz będzie identyczny – że oczekiwane jest posiadanie jakiejś wypracowanej koncepcji siebie, którą na żądanie można innym zakomunikować.

Przekaz płynący od ludzkiej społeczności jest jasny. Każdy z nas powinien posiadać jasno określony sposób opowiadania o swojej historii, preferencjach, powodach działania, doświadczeniach, celach, emocjach, ocenach siebie, osobowości i setce innych podobnych tematów i zagadnień.

Nasze historie, opisy i oceny nie pełnią jednak wyłącznie roli komunikacyjnej. Mają także wpływ na nasze zachowanie. Osoby, które głęboko wierzą, że są bezwartościowe, mogą zachowywać się inaczej niż takie, które wierzą, że są najlepsze ze wszystkich. Sednem jest to, że fakt posiadania koncepcji Ja czyni różnicę w naszym funkcjonowaniu.

Treść konceptualizacji siebie może być bardzo zwodnicza. Oba te porównania, pozytywne czy negatywne, oraz nasze przywiązanie do nich, mogą separować nas od innych. I może to zdarzyć się dokładnie wtedy, gdy szukamy włączenia do jakiejś grupy.

Postrzeganie siebie i świadomość jako taka wypełniają problemami związanymi z Ja każdy moment świadomej uwagi. Idąc sobie korytarzem, otwierając lodowę, biorąc prysznic, witając się z kimś bliskim – rozumiemy te schematy działania jako sposób ekspresji swojego Ja w danym momencie. To prawie jakbyśmy mieli w sobie różnorodne wersje siebie konkurujące o naszą teraźniejszość.

Więc kim jesteś?

To poważne pytanie i nie da się przed nim uciec. Tak samo specjaliści zdrowia psychicznego i behawioralnego nie mogą go unikać, jako że odnosi się do ich klientów.

(…)

Jeśli rozumiemy różnorodne sposoby rozumienia terminu „Ja”, jeśli pojmujemy zasady psychologiczne u ich podstaw, to łatwiej jest myśleć o tym, jak w praktyczny sposób radzić sobie z problemami Ja w praktyce. Zamiast tego można pomóc klientowi po pierwsze radykalnie przedefiniować, czym w ogóle koncepcja Ja jest, a po drugie pomóc zmienić pozycję, jaką zajmuje koncepcja Ja w systemie myślenia i działania u tej osoby.

Zdrowe odnoszenie się do siebie (healthy selfing) jest umiejętnością, której można się nauczyć, ale nie jest też czymś, czego społeczeństwo uczy dobrze. Naukowa droga nie jest łatwa, właśnie dokładnie dlatego, że przednaukowe rozumienie tych zagadnień tak głęboko przenika świat, w którym żyjemy. Naukowa droga jest jednak ważna, jako że zrozumienie, jakie ona daje, ma ogromny, kreatywny wpływ na wiele sfer, których eksploracją zajmuje się praca klinicysty.

Steven Hayes

Steven Hayes

A Contextual Behavioral Guide to the Self

Świadoma relacja z sobą w praktyce: Jak odłożyć na bok sztywne przekonania na swój temat

Zapraszam na szkolenie online Świadoma relacja z sobą w praktyce prowadzone przez prof. Louise McHugh. To 16 godzin nauki na temat tego, jak nowoczesny behawioryzm pozwala kształtować zdrową, swobodną, elastyczną relację ze swoim własnym Ja.

Artykuły na pokrewne tematy

Opuszczanie kotwicy

Skuteczna technika opuszczania kotwicy to jedno z najważniejszych narzędzi budujących elastyczność psychologiczną. Poniższy tekst szczegółowo wyjaśnia, jak należycie ją wprowadzać i praktykować z klientem.

Technika opuszczania kotwicy w praktyce terapeutycznej

Opuszczanie kotwicy

Autor Russ Harris | Źródło
Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

Fragment rozdziału 10 z drugiej edycji ACT Made Simple

Narzędzie mindfulness spełniające wiele funkcji

Opuszczanie kotwicy to prosta, lecz potężna technika nawiązywania kontaktu z chwilą obecną. Jej celem jest pomóc klientom stać się „w pełni obecnymi”, zaangażować się w to, co robią, odzyskać kontrolę nad ich działaniami oraz skupić uwagę na tym, co jest tu i teraz najistotniejsze. Dla wielu osób, w porównaniu do innych technik, odznaczać się będzie wysoką skutecznością oraz prostotą przyswojenia. Mam w związku z tym nadzieję, że będziemy ją widzieć wiele częściej niż obecnie w rozmaitych protokołach ACT.

Podczas mojej pracy sugeruję opuszczanie kotwicy jako pierwszą formalną umiejętność dla osób, które zmagają się z:

  • Rozregulowaniem emocjonalnym
  • Obniżonym lub nadmiernym pobudzeniem
  • Dysocjacją
  • Przytłaczającymi emocjami
  • Impulsywnym zachowaniem
  • Kompulsywnym zachowaniem
  • Ekstremalnym poziomem fuzji
  • Flashbackami
  • Atakami paniki

Oprócz tego uważam to za dobrą technikę dla każdego klienta i klientki, którzy zainteresowani są uważnością lub którzy chcą stać się lepsi w schodzeniu z haczyka trudnych myśli i uczuć. To także świetny wybór jako pierwszy krok w stronę rozwijania gotowości, kiedy przejdziemy już przez kreatywny brak nadziei i osoba uzyska wgląd na temat sensowności zaprzestania wewnętrznej walki.

Wprowadzanie opuszczania kotwicy

Metafora burzy emocjonalnej (Harris, 2007) stanowi dobry sposób na wprowadzenie klientom tej techniki. W transkrypcji sesji poniżej mamy klienta przytłoczonego lękiem. Terapeuta spytał właśnie „Gdzie czujesz ten lęk najwyraźniej?”

Klient: Wszędzie! Kipi wszędzie tutaj. (wskazuje na klatkę piersiową i brzuch)

Terapeuta: Zatem jest bardziej intensywny w klatce piersiowej i brzuchu. A co się dzieje teraz w twojej głowie?

Klient: Jest okropnie. Wszystko się kręci. (Kręci palcem wokół skroni)

Terapeuta: Więc mamy tutaj te kręcące się w głowie myśli, te krążące w ciele uczucia. Tak jakby w środku ciebie wybuchła burza emocjonalna. I kiedy ona cię zmiata z powierzchni, nie ma żadnej skutecznej rzeczy, jaką mógłbyś zrobić. Jesteś na łasce żywiołu, prawda?

Klient: Absolutna prawda!

Terapeuta: Załóżmy więc, że jak tylko ta burza wybucha i łapie cię na pełnym morzu, że twój statek zawija do portu. Co by miało w takiej sytuacji najwyższy priorytet?

Klient: Przywiązać go do czegoś, tak mi się wydaje.

Terapeuta: Właśnie tak. Zacumować czy opuścić kotwicę tak szybko, jak to tylko możliwe. I tak samo jest z nami. Kiedy wybucha emocjonalna burza, pierwsza rzeczą, jaką musimy zrobić, to opuścić kotwicę. I oczywiście nie sprawi to, że sztorm zniknie – kotwice nie kontrolują pogody – ale będzie ona utrzymywać nas w stabilnej pozycji, póki sztorm nie przejdzie.

Praktyczna wskazówka. To ważne, aby wspomnieć, że łódź zbliża się lub że jest już w porcie. Łódź na otwartym morzu nie będzie opuszczać kotwicy, będzie próbować utrzymać się na falach.

W ACT chcemy być elastyczni pod względem stosowanych metafor i zawsze dostrajać je i zmieniać tak, by pasowały do klientów. W 2016 miałem przywilej, aby (przy wsparciu wielu osób) stać się autorem protokołu ACT napisanego dla Światowej Organizacji Zdrowia, celem wykorzystania go w obozach dla uchodźców na całym świecie (Epping-Jordan et al., 2016). Zakładając powszechność zaburzeń związanych z traumami oraz rozregulowaniem emocjonalnym w tej populacji uczyniłem opuszczanie kotwicy pierwszym ćwiczeniem mindfulness w protokole. Jednakże pierwsze dwa kraje, gdzie go używano, to Syria i Uganda, z których żaden nie ma dużego związku kulturowego z łodziami i żeglowaniem. Zmieniłem więc metaforę na „uziemianie”, w takiej formie:

Wyobraź sobie, że jesteś wysoko na drzewie, na najwyższych gałęziach, kiedy nagle rozpoczyna się burza. Potrząsa tobą potężny wicher, a ty w desperacji próbujesz się trzymać gałęzi, aby tylko nie spaść. Co musisz uczynić? Oczywiście nie chcesz pozostać tak wśród gałęzi. Chcesz zejść na ziemię tak szybko, jak to możliwe. Zejście na nią nie zatrzyma burzy, ale jest najbardziej bezpiecznym miejscem, gdzie możesz się znaleźć. Oprócz tego, jeśli zostaniesz wysoko na drzewie, nie będziesz w stanie zrobić nic użytecznego. Przykładowo, jeśli u stóp drzewa znajduje się twoje małe dziecko, nie będziesz w stanie zrobić nic, co by przełożyło się na ochronę lub ukojenie dla niego, póki burza nie minie. Naszym celem będzie tutaj spróbować się w pewien sposób „uziemić”, kiedy wewnątrz nas rozpętuje się emocjonalna burza. Niezależnie od tego, z czego ta burza się składa – ze złości, smutku, strachu, winy, beznadziei – im wcześniej będziemy mogli się uziemić, tym lepiej.

Trzy etapy opuszczania kotwicy

Wszystkie ćwiczenia mindfulness bazujące na opuszczaniu kotwicy przechodzą przez powtarzające się trzy kroki:

  • Uznaj obecność twojego przeżycia
  • Nawiąż kontakt z ciałem
  • Nawiąż kontakt ze światem

Uznaj obecność twojego przeżycia. Celem tutaj jest po prostu uznać, że jakiekolwiek myśli, emocje, wspomnienia, wrażenia, impulsy są obecne. Często pomocne jest ująć to w słowa (po cichu lub na głos), przykładowo, „Oto smutek”, „Zauważam bolesne wspomnienia”, „Mam uczucie złości.”

Nawiąż kontakt z ciałem. Celem tutaj jest powrócić do poczucia samokontroli, skupiając się na tym, nad czym masz najwięcej kontroli, kiedy trudne myśli i emocje są obecne – na twoich fizycznych działaniach. Poruszaj się, rozciągaj, zmień postawę ciała, siedź prosto, wstań, chodź, zmień rytm oddychania, wyprostuj kręgosłup, wciśnij stopy w zmienię itd. Te rzeczy pomagają ludziom szybko odzyskać kontrolę nad materialnym aspektem ich ciała, co stanowi rewelacyjny pierwszy krok przy jakimkolwiek skutecznym działaniu.

Nawiąż kontakt ze światem. Celem tego etapu jest poszerzyć świadomość: zauważyć, gdzie jesteś, co robisz, co możesz zobaczyć, dotknąć, posmakować, powąchać. Celem nie jest odwrócić uwagę od myśli i emocji, ale uznając ich obecność zauważyć, co jeszcze jest obecnego oprócz nich.

Jakie są wskazania wobec wprowadzania opuszczania kotwicy?

Mamy trzy główne sytuacje, kiedy będziemy chcieli wprowadzić ten materiał do pracy:

  1. Klient chce nauczyć się prostego ćwiczenia mindfulness (które mogłoby służyć jako baza dla defuzji, akceptacji, kontaktu z chwilą obecną czy ja jako kontekstu).
  2. Klient jest w takiej fuzji, że nie jest w stanie zaangażować się czy uczestniczyć w sesji.
  3. Klient jest przytłoczony emocjonalnie, zachowuje się impulsywnie, kompulsywnie lub dysocjuje.

Opuszczanie kotwicy: dlaczego nie warto trzymać się sztywno skryptu?

Kiedy będziesz wykonywać te ćwiczenia na sobie lub z klientem, proszę nie trzymaj się sztywno skryptu. Jest gazylion, bazylion (a może nawet tryzylion!) możliwych wariacji tego podanego poniżej, więc okaż proszę elastyczność i kreatywność. Przykładowo, jeśli klient odczuwa przewlekły ból, który nasila się podczas nacisku stóp na ziemię, wówczas nie proś go, aby naciskał stopami na ziemię! Zamiast tego poproś, aby delikatnie kiwnął głową, poruszał palcami u stóp, postukał placami lub powzruszał ramionami.

Przed ćwiczeniem

W idealnym scenariuszu zanim rozpoczniesz ćwiczenie klient już opowie ci o elementach swojej emocjonalnej burzy: o myślach, uczuciach, emocjach i wspomnieniach, z jakimi się zmaga. Jeśli tak będzie, będziesz w stanie odnieść się konkretnie do nich, na przykład „Mamy tutaj pojawiające się bardzo bolesne wspomnienie i dużo smutku oraz dużo złości.” Ale jeśli klient jest zbyt zestresowany, aby mówić, albo nie jest w stanie lub nie chce powiedzieć, jakie myśli i uczucia są obecne, wówczas możesz odnosić się do nich w niekonkretny sposób, mówiąc o bólu, braku komfortu, zranieniu, czymś trudnym, trudnych myślach i emocjach lub nawet o burzy emocjonalnej. (Takie frazy w skrypcie podane są jednoczesnymi kursywą, jako że będziemy jeszcze o nich później mówić.)

Pozwól sobie na dobre dziesięć sekund przerwy między poleceniami i nadaj swemu głosowi życzliwą i kojącą jakość. Aby klient mógł w jak największym stopniu skorzystać z tego, powinno się samodzielnie modelować wszystkie zachowania (np. dociskanie stóp do ziemi, ściskanie razem opuszków palców). Dzięki temu klient będzie się mniej przejmować niecodziennymi zachowaniami i będziesz budować z nim więź: jesteśmy w tym razem, jesteśmy drużyną. Absolutnie rekomenduję przeczytanie sobie tego skryptu zawczasu na głos i odegranie ćwiczenia, taką próbę generalną w postaci słownej i w formie działań. Ale jeśli nie możesz lub nie planujesz tego, przynajmniej aktywnie przećwicz to w głowie.

Przebieg ćwiczenia

Widzę, że pojawia się u ciebie teraz w tej chwili dużo emocjonalnego bólu. Widzę, jak bardzo z nim się zmagasz, jak trudny jest dla ciebie. I naprawdę chcę pomóc tobie lepiej sobie z nim radzić. Czy to byłoby w porządku, abyś podążał za moimi instrukcjami? Nie musisz nic mówić, jeśli nie będziesz chciał, a zarazem jeśli masz ochotę, to możesz podczas tego mówić.

Dobrze. Po pierwsze, poświeć chwilę, aby przyznać, że właśnie teraz pojawiają się u ciebie trudne myśli i uczucia.

I jednocześnie, zobacz czy możesz wcisnąć stopy mocno w podłogę. Wciskaj je mocno (terapeuta także naciska mocno swoimi) … Tyle. Poczuj grunt pod sobą.

Teraz wychyl się trochę do przodu i wyprostuj plecy (terapeuta mówiąc to sam wykonuje te działania) … Poczuj siedzenie pod sobą, zwróć uwagę, jak plecy wspierają twoją posturę.

Teraz powoli ściśnij razem opuszki palców, a robiąc to delikatnie poruszaj łokciami i barkami (terapeuta sam wykonuje te działania mówiąc to).

Poczuj, jak poruszają się ramiona, począwszy od palców, aż po górną część pleców.

Poświęć chwilę, aby przyznać, że w tym momencie pojawia się wiele bólu, z którym aktualnie się zmagasz … Nie prosiłeś o niego … ale oto on … i jest on dla ciebie wyzwaniem, i to trudne przeżycie, ich chcesz, aby poszedł sobie, a mimo tego nie odchodzi …

Po cichu powiedz sobie, jaki jest to rodzaj bólu … Przykładowo, powiedz do siebie Oto smutek lub Oto lęk lub Oto bolesne wspomnienie. (Jeśli terapeuta wie, jaki to rodzaj bólu, może konkretnie wspomnieć właśnie o nim.)

Teraz zauważaj, że są tutaj obecne różne bolesne myśli i uczucia, ale także, że jest tutaj wokół tego bólu ciało – trzymające go, zawierające go w sobie. I jest to ciało, którym możesz poruszać i które możesz kontrolować. Wyprostuj znów plecy i zauważaj teraz całe swoje ciało – dłonie, stopy, ramiona, nogi. (terapeuta wyprostowuje plecy) Delikatnie poruszaj nimi i poczuj, jak się ruszają … Dobrze się rozciągnij (terapeuta rozciąga się) … Zauważ, jak mięśnie się rozciągają … Wciśnij stopy w ziemię i poczuj podłogę (terapeuta naciska stopami na ziemię).

Teraz także rozejrzyj się wokół – do góry, na dół, na boki – (terapeuta rozgląda się wokół) i zauważ pięć rzeczy, jakie możesz zobaczyć.

I oprócz tego zauważ trzy czy cztery rzeczy, jakie możesz usłyszeć – dźwięki dochodzące ode mnie lub z pokoju wokół.

I także zauważ siebie i mnie (terapeuta wskazuje zarówno na siebie, jak i na klienta) pracujących wspólnie, jako drużyna.

Zatem zauważaj, że są tutaj obecne różne trudne myśli i uczucia, z którymi się zmagasz, i jednocześnie, zauważ, że jesteś w stanie dostrzec swoje ciało w fotelu … I delikatnie poruszaj tym ciałem, rozciągnij się (terapeuta porusza się, rozciąga) … I tylko tyle, przejmij kontrolę nad ramionami i nogami.

I oprócz tego dostrzegaj elementy pokoju wokół siebie (terapeuta rozgląda się po pokoju).

I także zauważ siebie i mnie (terapeuta wskazuje zarówno na siebie, jak i na klienta) pracujących wspólnie, jako drużyna.

Terapeuta kontynuuje ten cykl w ramach ćwiczenia – uznawania obecności wewnętrznych doświadczeń, powracania do ciała, angażowania się w kontakt ze światem – póki klient nie będzie ustabilizowany, co może zostać oznajmione przez niewerbalne reakcje (np. wyraz twarzy, pozycję ciała, kontakt wzrokowy) lub przez werbalne reakcje (np. gotowość do mówienia, zadawanie lub odpowiadanie na pytania, nazywanie myśli i emocji), które informują o zaangażowaniu. Terapeuta kończy ćwiczenie prostym pytaniem, takim jak:

  • Czy zauważasz jakąkolwiek różnicę? Czy jest jakiś haczyk, na który próbowały łapać cię myśli i emocje, stał się mniejszy? Czy czujesz się przez nie mniej „zmieciony” czy „rozstawiany po kątach”?
  • Czy jest ci łatwiej zaangażować się w kontakt ze mną, być obecnym, skupić się na tym, co mówię i co tu robimy?
  • Czy teraz masz lepszą kontrolę nad swoimi działaniami – nad tym, co robisz z rękami, nogami, co mówisz? Sprawdź sam, poruszaj ramionami i nogami, rozciągnij się (terapeuta porusza się i rozciąga, zachęcając klienta do kopiowania jego zachowania). Czy masz teraz więcej kontroli nad tym, co robisz?

Praktyczna rada. Zauważ, że w ramach wszystkich tych pytań terapeuta nigdy nie pyta, czy ból się zmniejszył lub czy klient „czuje się lepiej.” Zadawanie tego rodzaju pytań wysłałoby niewłaściwy przekaz: że celem tego ćwiczenia jest pozbywać się czy redukować ból emocjonalny. Oczywiście, to często się zdarza, ale w terapii ACT to dodatek, a nie główny cel interwencji.

Czy zauważyłeś lub zauważyłaś w skrypcie frazy pisane kursywą? Te są wariacje na temat polecenia „Zauważaj swe bolesne myśli i uczucia.” To duża (i bardzo ważna) różnica między uziemiającymi ćwiczeniami w ACT a prawie wszystkimi innymi modelami. W praktycznie wszystkich innych modelach terapii nie odnajdziesz tego systematycznego powracania do zauważania i uznania obecności bolesnych wewnętrznych przeżyć. A dlaczego miałoby to stanowić problem? Ponieważ jeśli raz po raz nie uda ci się uznać obecności bólu, ćwiczenia te z dużym prawdopodobieństwem zaczną służyć jako techniki odwracania uwagi, a nie uważności – klienci prawie zawsze będą używać ich, aby uciekać przed bolesnymi myślami i uczuciami lub by unikać ich, aby tylko poczuć mniej stresu czy lęku. (A w rzeczy samej, w niektórych modelach terapii stanowi to główny cel takich uziemiających technik.) Pamiętaj: odwracanie uwagi to dokładne przeciwieństwo uważności.

Jak długo ma trwać opuszczanie kotwicy?

Celem tej techniki jest pomóc klientowi osiągnąć „pełną obecność”, zaangażować się w to, co robi, odzyskać kontrolę nad swoimi działaniami oraz przekierować uwagę na to, co najważniejsze tu i teraz. W związku z tym ćwiczenie to będzie trwać tak długo, jak będzie to konieczne, aby to osiągnąć. Zwykle starczy minuta do trzech, ale miewałem takie osoby, które wskutek emocjonalnego przytłoczenia i dysocjacji wymagały od dziesięciu do piętnastu minut. Z kolei po drugiej stronie tego wymiaru, kiedy klient tylko delikatnie „dryfuje”, dziesięć sekund może wystarczyć.

Słowo ostrzeżenia: korzystanie z opuszczania kotwicy, aby powstrzymać klienta przed płaczem, odwrócić uwagę od uczuć lub aby zmienić temat, ponieważ nie czujesz się komfortowo stanowiłoby poważne zaprzepaszczenie celów tej metody.

Możemy oczywiście powtarzać te ćwiczenia tak często, jak myślimy, że się przyda. Przykładowo, podczas pracy z raz po raz dysocjującymi klientami albo doświadczającymi flashbacków, możemy opuszczać kotwicę wiele razy na sesję. Typowo w miarę upływu sesji możemy te ćwiczenia czynić krótszymi i krótszymi, jako że klient będzie reagować na nie szybciej. Z drugiej strony możemy też stopniowo rozbudowywać te proste ćwiczenia, poszerzając je i wprowadzając inne kluczowe procesy. Przykładowo, możemy bez problemu wprowadzić tematykę troski o siebie.

Jak pomożemy klientom określić korzyści płynące z ćwiczenia?

Po zakończeniu ćwiczenia dobrym pomysłem będzie pomóc nawiązać kontakt z korzyściami płynącymi z niego. Oto kilka przydatnych pytań:

  • Jak mogłoby to być pomocne poza gabinetem?
  • Kiedy i gdzie doświadczasz burz emocjonalnych? Jak może ci to ćwiczenie pomóc w tych sytuacjach?
  • Kiedy i gdzie możesz to zastosować? Z kim, podczas robienia czego?
  • Jak może ci to pomóc z XYZ (gdzie XYZ to problemy lub cele behawioralne klienta)?

Jak tylko klient uzna opuszczanie kotwicy za użyteczne poza pokojem terapeutycznym lub jako mające odniesienie do jego celów behawioralnych, możemy wówczas spytać „Czy byłbyś gotów ćwiczyć to między sesjami?” Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, możemy przejść do „Kiedy i gdzie będziesz praktykować?”, „Jak długo?”, „Jak często?” i tak dalej.

Praktyczna wskazówka. Załóżmy, że spytasz klienta, jak może być to pomocne, a ten odpowie czymś w rodzaju „Relaksuje mnie to”, „Sprawia to, że czuję mniej lęku” lub „Odwraca to uwagę od moich uczuć.” Jeśli tak, możemy powiedzieć „Cóż, to na pewno miły dodatek, kiedy się to wydarzy – więc ciesz się tym, gdy to się wydarzy – ale nie jest to jednak cel ćwiczenia. Czy możemy poświęcić chwilę na wyjaśnienie prawdziwego celu tego ćwiczenia?” Wówczas powtórz z klientem ćwiczenie z odpychaniem od siebie kartki jako metafory zmagania emocjonalnego. (Jest także w pierwszych rozdziałach „Zrozumieć ACT”, czyli I ed. ACT Made Simple, wydanej po polsku. – BK)

Kiedy i jak mamy to stosować?

Opuszczanie kotwicy jest jedną z najbardziej wszechstronnych umiejętności ACT. Czy zauważyłeś lub zauważyłaś już, jak dobrze nakłada się na cały model elastyczności psychologicznej? Uznanie faktu obecności własnych wewnętrznych przeżyć stanowi pierwszy pomocny krok w tym, aby nauczyć się, jak otwierać się na doświadczenia. Powrót do ciała stanowi pierwszy pomocny krok w przygotowaniu do robienia tego, co ma sens. Zaangażowanie się w kontakt ze światem uczy, jak być obecnym. Zatem w ramach tego prostego ćwiczenia tworzysz grunt pod wszystkie kluczowe procesy ACT. Czyni to opuszczanie kotwicy świetnym rodzajem interwencji przy wielu różnych problemach. Przyjrzyjmy się szybko niektórym z wielu jego zastosowań.

Opuszczanie kotwicy, kiedy pogoda ma się dobrze

Możemy ćwiczyć opuszczanie kotwicy w dowolnym momencie, w dowolnym miejscu, w ramach dowolnej czynności – nawet kiedy emocjonalny pejzaż ma się doskonale. W końcu nawet podczas ciepłego i słonecznego dnia łódź może podryfować dokądś z przystani, jeśli tylko nie zacumujesz jej dobrze. I wszyscy ludzie każdego dnia „dryfują” – w trakcie błądzenia po myślach nasza uwaga dryfuje z dala od rzeczy, którymi planowaliśmy się zająć. Zatem w ramach pracy własnej warto zachęcać klientów do ćwiczenia opuszczania kotwicy w ciągu dnia. Możesz to ująć tak:

Terapeuta: W ciągu dnia, w dowolnym momencie, w którym zdasz sobie sprawę z tego, że „dryfujesz” – gdy wiesz, że siedzisz w swojej głowie wśród myśli i uczuć, nie skupiając się lub nie angażując w nic, co planowałeś – opuść kotwicę. Zrób dziesięciosekundową wersję tego, co praktykowaliśmy tutaj: uznaj obecność jakichkolwiek myśli i emocji, jakie uchwyciły twoją uwagę, następnie wróć do ciała i przejmij kontrolę, a następnie dostrzeż świat wokół – gdzie jesteś, co robisz. A potem skup się ponownie gdziekolwiek tam, gdzie jest to potrzebne, abyś mógł robić to, co chcesz zrobić.

(Terapeuta krótko przedyskutowuje ten temat z klientem, a następnie sugeruje jeszcze coś poniżej.)

Terapeuta: Dobrze jest także praktykować w ramach tych wszystkich trudnych, ale nie stanowiących zbyt dużego wyzwania sytuacji, jakie będą pojawiać się w ciągu dnia – wiesz, kiedy utkniesz w kolejce lub korku lub gdy spóźniasz się gdzieś, czy kiedy dzieciom zajmuje wieczność, aby się przygotować, czy kiedy zrobiłeś coś głupiego, co przysięgałeś sobie już wiele razy, że nie zrobisz, czy gdy ktoś nieostrożnie powie coś, co cię zdenerwuje. Jeśli będziesz często ćwiczyć to, gdy lęk czy złość będą na średnim poziomie, to przygotuje to cię lepiej na czas, gdy rozpęta się solidna burza. I oczywiście jeśli nie będziesz ćwiczyć tego regularnie, nie będziesz w stanie skorzystać z tego wtedy, kiedy najbardziej będziesz tego potrzebować.

Okaż kreatywność

Pierwszym krokiem do opuszczenia kotwicy jest uznanie, że myśli i uczucia są obecne, czy to ekstremalnie bolesnego rodzaju, średnio nieprzyjemne, dość neutralne, całkiem przyjemne lub nawet uczucie odrętwienia.

Po tym kroku następne dwa to już pełna samowola. Aby pomóc klientom odzyskać kontrolę nad ciałem, możesz zaprosić ich do uważnego wypicia szklanki wody, wstania i przejścia się po pokoju, zjedzenia czegoś, rozciągnięcia się, zmiany pozycji ciała, pokręcenia kciukami, poruszania głową, sięgnięcia po coś (np. książkę, długopis, jakiś ozdobnik) i o eksplorowanie tej powierzchni palcami, dotknięcia krzesła pod sobą, delikatnego położenia dłoni na sercu (co może przemienić opuszczanie kotwicy w piękne ćwiczenie na temat troski o siebie), przejechania językiem o zębach i tak dalej.

Aby pomóc zaangażować się w kontakt ze światem, możesz poprosić o zauważanie czegokolwiek, co ci mogą usłyszeć, zobaczyć, dotknąć, posmakować, powąchać, o obserwację oddychania, siedzenia, uczucia łez w oczach czy płynących po policzkach, powietrza na twarzy, wyprostowanego kręgosłupa, ustawienia ciała, dźwięku klimatyzacji i tak dalej.

Więc bądź kreatywny. Improwizuj ile wlezie, tak długo, jak raz po raz po raz będziesz wracać do uznania obecności myśli i uczuć w danym momencie. Dlaczego to tak istotne? Ponieważ chcemy, aby klient nauczył się, że może reagować elastycznie nawet na najtrudniejsze myśli i uczucia. Może uważnie uznać ich obecność, przejąć kontrolę nad własnymi działaniami i skupić swą uwagę na tym, co ma najgłębszy sens.

Więc co mam robić po opuszczeniu kotwicy?

Czasem klient zada jakąś wariację tego pytania. Odpowiedź będzie brzmieć mniej więcej tak:

Terapeuta: Dobre pytanie. Idea jest taka, że jak tylko zakotwiczysz się, to abyś zajął się czymś mającym przełożenie na twoje życie i jego jakość. Spytaj się, Czy robię coś teraz na rzecz dobrego życia? Jeśli odpowiedź jest negatywna, wówczas przestań robić cokolwiek, co robisz, i zrób coś na rzecz dobrego życia. Jeśli odpowiedź jest pozytywna – robisz coś na rzecz dobrego życia – wówczas obdarz to pełną uwagą i angażuj się w to dalej.

Klient: Co jeśli nie jestem w stanie wymyślić, co mam robić?

Terapeuta: Cóż, w ramach kilku najbliższych sesji poświęcimy dużą ilość czasu właśnie na ten temat – aby określić, jaką osobą chcesz być i jak chcesz prowadzić swoje życie, więc nie powinno to wkrótce nastręczać problemów, a jeśli jednak nastręczy, zajmiemy się tym.

Darmowe materiały dra Russa Harrisa po polsku

Szkolenia na żądanie Russa Harrisa

Wieczory z behawioryzmem

Wieczory z behawioryzmem

Zapraszamy na regularne spotkania online poświęcone dyskusjom na tematy związane z psychologią i psychoterapią behawioralną. Organizują je Bartosz Kleszcz oraz dr Jędrzej Piotr Grodniewicz. Interesuje nas rozwój społeczności zainteresowanej tymi tematami, swobodne i ciekawe nabywanie oraz wymiana wiedzy, a także spędzanie wieczorów w sympatycznym gronie osób zainteresowanych wspólnymi ideami.

Spotkania są darmowe. Tworzymy je dla praktyków i teoretyków zainteresowanych tematami, które kształtują obraz współczesnego behawioryzmu, a na które nie ma zwykle czasu podczas specjalistycznych kursów, więc pozostają zakopane w licznych i rozrzuconych publikacjach. Lektura i uczestnictwo w rozmowach pozwala rozwinąć zdolność myślenia jak behawiorysta, w sposób funkcjonalny, wielopoziomowy i wieloaspektowy.

Tematyka spotkań oscyluje wokół filozoficznych podstaw behawioryzmu, współczesnej teorii języka i poznania, ewolucjonizmu, behawiorystycznych wyjaśnień różnych popularnych zjawisk oraz psychoterapii. Teksty są po angielsku, ale rozmowa już po polsku.

Spotkania odbywają się we wtorki lub czwartki co dwa tygodnie o godzinie 19 przez platformę Zoom. Nie prowadzimy zapisów, trzeba tylko kliknąć w link. Szczegółowy rozkład poniżej.

Link do spotkań będzie udostępniany w tym miejscu bliżej terminu wydarzenia. Oto on. <- KLIKNIJ MNIE.

Link do eventu na Facebooku – dołącz i pozwól sobie zautomatyzować przypomnienia.

Zapraszamy serdecznie do udziału!

Pani czytająca

Pani czytająca publikacje Stevena Hayesa na temat funkcjonalnego kontekstualizmu. Skupiona twarz zdradza pochłonięcie wiedzą skłaniającą do odrzucenia mentalizmu w rozumieniu zachowania ludzkiego.

Plan spotkań. Moduł „Terapia oparta na procesach”

Trzy spotkania we wtorki o 19:30.

16 kwietnia 2024. Ong, C. W., Ciarrochi, J., Hofmann, S. G., Karekla, M., & Hayes, S. C. (2024). Through the extended evolutionary meta-model, and what ACT found there: ACT as a process-based therapy. Journal of Contextual Behavioral Science, 100734.

30 kwietnia 2024. Maitland, D. W. (2024). The extended evolutionary meta-model and process-based therapy: Contemporary lenses for understanding functional analytic psychotherapy. Journal of Contextual Behavioral Science, 100750.

14 maja 2024. Fraser, M. I., & Gregory, K. (2024). Applying a process-based therapy approach to compassion focused therapy: A synergetic alliance. Journal of Contextual Behavioral Science, 100754.

ŚCIĄGNIJ PAKIET PUBLIKACJI

Jak wyciągnąć jak najwięcej ze spotkań

Godzina 19:30 to nie jest czas na napinki. W związku z tym prosimy o spełnienie następujących wymogów BHP, aby ograniczyć kary i mnożyć wzmocnienia niczym chleb i ryby:

  • Na spokojnie wcześniej przeczytaj tekst. Spotkania są we wtorek, więc weekend wcześniej to dobry moment na lekturę. Podczas lektury zaparz ulubioną herbatę lub kawę.
  • Spotykamy się, aby tworzyć kontekst pomocny do nabywania wiedzy. Jeśli czegoś nie rozumiesz, zakreśl tą część, aby porozmawiać o niej na spotkaniu. Jeśli coś sprawia Ci trudność, to bardzo prawdopodobne, że innym także, a nie każdy będzie mieć odwagę zapytać o coś – a to są rzeczywiście wymagające tematy.
  • Przygotuj sobie wygodny kontekst do rozmowy – kocyk, ulubiony napój, wygodne ubranie, trochę się porozćiągaj, aby skompensować czas siedzenia.
  • Jeśli przyjdą Ci do głowy pytania lub pomysły pod dyskusję, zapisanie ich umożliwi nam bardziej żywą rozmowę na żywo. Zwykle na początku jest trochę drętwo, a potem wszystko zaczyna się kręcić.
  • Podczas spotkania możesz pisać w czacie lub korzystać z mikrofonu. Możesz mieć wyłączoną kamerę, ale jeśli będzie ona włączona, to łatwiej będzie o poczucie, że siedzimy obok siebie.

Filozofowie dyskutujący

Filozofowie dyskutujący na filozoficzne tematy w strojach kupionych w sklepie dla filozofów pod pomnikiem filozofa.

Organizatorzy

Bartosz Kleszcz

Bartosz Kleszcz

Psychoterapeuta, szkoleniowiec, superwizor oraz naukowiec ACT. 🙂

Link do pełnego bio.

dr Jędrzej Piotr Grodniewicz

dr Jędrzej Piotr Grodniewicz

Doktor filozofii, adiunkt w Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w filozofii psychiatrii i psychoterapii. Obecnie realizuje projekt badawczy „Terapeutyczne samorozumienie” finansowany przez Narodowe Centrum Nauki. W ramach działalności pozanaukowej — coach. W pracy z klientami czerpie przede wszystkim z metod behawioralnych, zwłaszcza ACT.

Formularz kontaktowy

Kontakt

Wypełnij formularz, a my skontaktujemy się z Tobą jak najszybciej.

    Poza wglądem: Łączenie psychoanalizy z terapią akceptacji i zaangażowania

    Poza wglądem: Łączenie psychoanalizy z terapią akceptacji i zaangażowania

    Autorzy: Morton Kissen, Debra Kissen | Źródło
    Polska wersja: Bartosz Kleszcz

    Rozdział pochodzący z Kissen, M., Kissen, D. (2014). Beyond Insight: Combining Psychoanalysis with Acceptance and Commitment Therapy. Mindfulness, Acceptance, and the Psychodynamic Evolution: Bringing Values Into Treatment Planning and Enhancing Psychodynamic Work with Buddhist Psychology, 211.

    Ten rozdział jest wynikiem rozmów między dwojgiem terapeutów: psychoanalitycznego oraz stosującej terapię akceptacji i zaangażowania (odtąd „ACT”, czytane jako jedno słowo act). Analizujemy, z naszej własnej perspektywy, psychoanalityczną koncepcję wglądu oraz jego relację z efektami terapii. Czy wgląd pełni jakąś rolę w ACT, a jeśli tak, jaki wkład do niej może mieć? Przyglądamy się pod różnym kątem studiom przypadków i celom terapii. Porównujemy następnie ogólne sposoby interwencji w ramach obu modeli. Na koniec oferujemy syntetyczne widzenie obu podejść, skupiając się na ich zaskakującym dopasowaniu do siebie, czego efektem może być wzmocnienie jakości pracy terapeutycznej z różnorodnymi grupami pacjentów.

    Psychoanalityczna koncepcja wglądu

    Historycznie patrząc, w psychoanalizie koncepcja wglądu łączyła się z rozumieniem nieświadomych konfliktów, fantazji lub impulsów u podłoża zachowań będących symptomami klinicznymi. Wgląd związany być także ze strategią korzystania z interpretacji jako interwencji. Jej użyteczność jest jednak wysoce kontrowersyjnym tematem. Istnieją tacy psychoanalitycy, którzy uznają wartość wyłącznie interpretacyjnego i polegającego na wglądzie podejścia, ale także tacy, którzy skupiają się na różnorodnych werbalnych i niewerbalnych niuansach relacji analitycznej jako czynnika wywołującego zmianę terapeutyczną.

    Podejścia psychoanalityczne podkreślające wartość relacji terapeutycznej

    Strachey (1934) oraz Loewald (1960) podkreślili wagę relacji terapeutycznej jako czynnika wywołującego zmianę terapeutyczną, co ostatecznie przyczyniło się do wzrostu zainteresowania uzdrawiającym potencjałem interakcyjnych i intersubiektywnych aspektów sytuacji psychoanalitycznej także w czasach bliższym współczesności. Następujący po nich teoretycy – tacy jak Kohut (1997), Mitchell (1988, 1997), Ogden (1994, 2010), Stolorow, Branchaft oraz Atwood (1987) oraz Levenson (1972, 2001) – wzbogacili te relacyjne i intersubiektywne czynniki o znaczące teoretyczne i kliniczne spostrzeżenia. Intuicyjnie patrząc, zarówno wgląd i czynniki relacyjne wydają się być ważnymi komponentami składającymi się na wyniki terapii, jakkolwiek doświadczenie kliniczne pokazuje, że żadne z nich nie jest wystarczające samo z siebie. Greenberg (2012) pisze: „Ostatnimi laty analitycy pracujący w ramach różnych tradycji teoretycznych odsunęli się od zainteresowania odkrywaniem represjonowanych treści psychicznych, skłaniając się do skupienia nad tym, jak ludzie myślą” (s. 280).

    Unikanie doświadczania i elastyczność psychologiczna

    Podstawowym celem ACT jest wspierać rozwój elastyczności psychologicznej i zachowań spójnych z kluczowymi wartościami danej osoby. Próby unikania doświadczania pełnią odwrotną rolę, wiążąc się z rozwojem sztywności psychicznej oraz brakiem witalności w życiu (Bach i Moran, 2008). Unikanie doświadczania jest próbą unikania, ucieczki lub zmiany sposobu przejawiania się lub częstotliwości myśli, uczuć, wspomnień, wrażeń fizycznych albo innych wewnętrznych przeżyć (Hayes, Strosahl i Wilson, 1999). Z perspektywy ACT unikanie doświadczania eliminuje bolesne doświadczenia wewnętrzne, ale dzieje się to dużym kosztem. Przykładowo, nieśmiała lub czująca lęk społeczny osoba może wypijać przesadne ilości alkoholu celem obniżenia lęku na spotkaniach czy imprezach, ale wpada w sidła uzależnienia. Osoba czująca lęk przed bliskością w związkach może kompulsywnie korzystać z pornografii celem znalezienia seksualnego ujścia, ale kosztem rozwoju autentycznej więzi ludzkiej. Osoba obawiająca się głębi w relacjach może ograniczyć swoją aktywność do seryjnego randkowania i szybkich numerków, ale traci przez to różnego rodzaju międzyludzkie okazje, jakie stwarza otwartość i na ryzyko zranienia, i na możliwe zaangażowanie się. W każdym z tych przykładów wgląd w dynamikę schematów u podłoża unikania jest konieczny, ale z całą pewnością potrzebne jest więcej. Elastyczność psychologiczna możne rozwijać się przez działanie – przez udział w spotkaniach bez korzyści płynących z nietrzeźwości, przez ograniczanie lub skracanie korzystania z pornografii, a także przez danie sobie dłuższego czasu na wzajemne poznanie się.

    Defuzja od wewnętrznej „werbalnej gadaniny” oraz koncepcji Ja

    Zjawisko wewnętrznej „werbalnej gadaniny”, występujące u wszystkich ludzi, zostało podjęte przez Hayesa i Smitha (2005). Zjawisko to odnosi się do tendencji umysłu, aby podtrzymywać ciągle trwający komentarz, często skupiający się na ruminacjach na temat przeszłości lub lęków odnośnie przyszłości, niejednokroć oceniający z natury. Podczas warsztatu ACT, w którym brało udział oboje autorów, uczestnicy wzięli udział w ćwiczeniu, gdzie dobrali się w pary i chodzili przez korytarze na zewnątrz sali, dzieląc się w turach spostrzeżeniami i myślami, jakie przechodzą im przez głowę podczas przechadzki. Rolą drugiej osoby było obserwować i słuchać. Doświadczenie to wyraźnie naświetliło, jakie ilości nieprzerwanego werbalnego komentarza produkowane są podczas dwudziestominutowej drogi. Wiele z opisowych aspektów Ja – zwanego w ACT „skonceptualizowanym Ja” lub „Ja jako koncepcją” – może być uznanych właśnie za taką werbalną gadaninę.

    Hayes i Smith (2005) są autorami techniki bazującej na wczesnych pracach Titchenera (1916), którą nazwali „Mleko, mleko, mleko.” W ćwiczeniu tym pacjent i terapeuta precyzują pewną ilość wyrazów o opisowym, zwykle samooceniającym charakterze, które pacjent następnie powtarza raz po raz tak szybko, jak tylko potrafi (Hayes i Smith, 2005, s. 72). W efekcie pacjent zaczyna odnosić się do tych słów w sposób niedosłowny, zmieniając je w relatywnie pozbawione znaczenia słowa. Z perspektywy ACT ten proces deliteralizacji nazywa się defuzją. Defuzja jest procesem, który może być wykorzystany, aby obniżyć pilność czy stopień wiary w myśli oraz negatywny wpływ sztywnych poglądów takich jak „Jestem niekompetentną, nieczułą, egoistyczną osobą.”

    Obniżanie tendencji do fuzji poprzez uważność

    Odpowiednikiem defuzji jest fuzja. Fuzja to spojenie werbalnych symboli oraz elementów otoczenia w jedno, prowadząc sztywnego wzoru reakcji bazującego na zasadach i poleceniach zamiast na rzeczywistym doświadczeniu. Bach i Moran (2008) jasno opisują ten proces: „Fuzja zachodzi, kiedy ludzie kierują się dosłowną treścią swych myśli zamiast bezpośredniego doświadczania świata. Reakcja na treści w fuzji to jak reagowanie na opisy czegoś niż na to, do czego te opisy się odnoszą” (s.97). Zatem osoba, która traktuje myśl „Coś ze mną nie tak” zbyt dosłownie (czyli jest w fuzji z nią) może smutnieć lub popaść w depresję, może odrzucać potencjalnie witalne okazje, jakie prezentują okoliczności, albo odsiewać wspomnienia na temat takich wymian otoczeniem, w ramach których uzyskała od innych pozytywną reakcję. Nie ma żadnej wątpliwości, że eksploracja, co historycznie doprowadziło do powstania takiej koncepcji Ja może być pomocne, ale przynajmniej jakiś zakres defuzji potrzebny jest, aby zoptymalizować wyniki terapii. Następujący opis uważności w służbie życia w zgodzie z wartościami ujmuje zalety defuzji: „Aby żyć w zgodzie z wartościami, czy możesz wyłącznie odnotowywać pojawiające się myśli, uczucia i wrażenia, i niezależnie od nich iść do przodu?” (Bach i Moran, 2008, s. 293). Z punktu widzenia ACT wprowadzenie uważności stanowi istotny aspekt ułatwiający przejście od fuzji do defuzji u klienta.

    Wartości i wybór na rzecz witalnego życia

    Jasność na temat wartości jest nieodłącznym aspektem ACT. Jednym ze sposobów na nawiązywanie kontaktu z najgłębszymi wartościami jest przykład podany przez Hayesa i Smitha (2005), gdzie pacjent wyobraża sobie swój własny pogrzeb i to, co mogłoby być powiedziane w epitafium – jeśli miałby żyć tak, jak żył dotąd. Pacjent kontrastuje następnie to z tym, co byłoby potencjalnie powiedziane, gdyby zaangażował się i żył w zgodzie z własnymi wartościami. To interesujący, egzystencjalny sposób na poprowadzenie umysłu z dala od niekończącej się wewnętrznej gadaniny, a w stronę własnych podstawowych wartości – na rzecz których można podjąć działanie w tym czasie, który jeszcze pozostał.

    Wybór jest w ACT rozumiany jako działanie. Mamy wolność do wyboru, czy przełamywać stare, komfortowe i unikowe schematy – i czy odważnie zastąpić je jakimś samodzielnie wybranym nowym podejściem. Te kwestie znajdują się w samym sercu modelu terapeutycznego ACT. Następujący cytat dobrze ujmuje centralność działania w kwestii własnych wartości:

    „Możesz mówić tyle, ile tylko ci się podoba, ale jeśli czegoś z tym nie zrobisz, to życie samo się nie ożywi. To, co eksplorowaliśmy w tej książce, jest ważne, ale po tej eksploracji przychodzi pytanie – co z tym zrobisz? Jeśli wiesz, gdzie chcesz iść i nie idziesz tam, wówczas wiedza nie zmienia wiele. ACT jest w pełni nastawiony na działanie. Aby uczynić zmiany w swoim życiu – trzeba działać. (…) Jakie działania podejmiesz, aby osiągnąć swoje cele? Aby kierować się w stronę ustaloną przez twój własny kompas wartości, w stronę twojego pierwszego celu – co potrzebujesz uczynić?” (Hayes i Smith, 2005, s.182).

    Wszystkie podejścia terapeutyczne (wliczając w to psychoanalizę) pracują na rzecz namacalnych, mierzalnych zmian i zaangażowania się w działanie, ale ACT bezsprzecznie stawia to na czele. Przykładowo, pacjent muszący sztywno zażywać trzygodzinnych pryszniców, aby czuć się czysto, jako ktoś wolny od zarazków, musi ujrzeć, jakie jego osobiste wartości i cele odchodzą na dalszy plan z racji tych marnujących czas nawyków i rytuałów. Następnie, jeśli chce to zmienić, musi aktywnie zaangażować się w obniżenie nasilenia tych wysoce zrytualizowanych zachowań. Może to stać się stopniowo, może poprzez ograniczenie się do dwugodzinnych kąpieli, potem jednogodzinnej, a ostatecznie piętnastominutowej, zyskując ostatecznie więcej czasu i zasobów psychicznych, aby zaangażować się w życie zgodne z wartościami.

    Ja jako proces i Ja jako kontekst

    Eksploracja konstruktów ACT – Ja jako procesu oraz Ja jako kontekstu – może wspomóc przejście od sztywności wiecznego martwienia się i kompulsywnego unikania do nowszych, bardziej elastycznych nawyków (Duhigg, 2012). Ja jako proces to przychodzenie i odchodzenie zjawisk w ludzkim umyśle – proces myśli, uczuć, wspomnień, wrażeń fizycznych wyłaniających się w świadomości. Ja jako kontekst to punkt obserwacyjny, z którego te zjawiska (Ja jako procesu) są obserwowane. Bardziej uważne, akceptujące spojrzenie pozwala pacjentowi ostrożnie i z taktem zastępować stare, rytualistyczne i sztywne zwyczaje takimi działaniami, które umożliwiają więź z własnymi wartościami. Oczywiście tylko pacjent ma prawo określać swoje cele i planować zaangażowanie w taki a taki tok działania. Czasem jedyne, co terapeuta może zrobić, to tworzyć na to miejsce i trzymać potem kciuki, aby nowoodkryta gotowość przełożyła się na podjęcie ryzyka do zmiany. Hayes i Smith (2005) kończą wspólną książkę pisząc:

    „Życie jest wyborem. Wybór tu nie polega na tym, czy doświadczać bólu, czy nie. Polega na tym, czy prowadzić życie zgodne z wartościami, przepełnione sensem – czy nie. (…) Wszyscy już cierpieliśmy wystarczająco. Warto wyjść z głowy i zacząć żyć.” (s. 198).

    Gotowość do podjęcia ryzyka na doświadczenie czegoś nieprzyjemnego

    Hayes i Smith (2005), gdy piszą o „gotowości” do wystawienia się na lęk i ryzyko związane podjęciem się czegoś, co ktoś ceni, korzystają z metafory „skakania”. Nawet dosłowne skakanie może wymagać znaczącej odwagi – jak czytamy we wspomnieniach koszykarza Billa Russella (1980), który jako chłopiec odkrył lęk związany z osiągnięciem pułapu powyżej obręczy kosza (co działo się, nim slamdunki stały się czymś częstym). Oczywiście sam Russell poradził sobie z lękiem i został jedną z największych gwiazd w historii koszykówki. Przeciętna osoba także potrzebuje zwykle rozwinąć w sobie odwagę, aby metaforycznie podjąć ryzyko skoku ponad ich próg unikania w jakiejś cenionej przez nich kwestii. Sławny jest pewien analityczny przykład, gdzie pacjentka Michaela Balinta (1968) odrzekła, że nigdy dotąd nie miała odwagi porzucić bezpieczeństwa oferowanego przez ziemię i zrobić salta. Odpowiedział: „To może teraz?” i na co ona zeszła z kanapy i wykonała niemalże perfekcyjne salto.

    Zastosowanie obu modeli do studium przypadku: podobieństwa i różnice

    Zastosowanie kliniczne 1

    Karolina musiała przejść przez złożony rytuał przygotowywania sobie jedzenia w określony z góry sposób, włączania telewizji i układania się pod pościelami, aby móc sobie zapewnić relaksujące doświadczenie posiłku. Następnie musiała zapłacić za przyjemne doświadczenie wypróżniając treści żołądka przez brutalne prowokowanie wymiotów. Robiła to często, a jej twarz stała się kredowobiała i coraz bardziej przypominała ducha. Jej historia życia ujawniała kilka tematów, które wydawały się mieć związek z bulimiczną nietolerancją na przyjemności jedzenia. Jej mama umarła po przewlekłej chorobie, kiedy Karolina miała 5 lat. Nie miała nigdy okazji, aby przejść odpowiednią żałobę. W dniu śmierci mamy przypomina sobie powrót do domu po przyjemnym dniu zabawy z koleżanką. Tłum żałobników zebrał się w jej domu. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego są tak smutni, a w pamięci wyrył się szczególnie obraz pochmurnych twarzy reagujących na jej radość i nieświadomość tragicznego wydarzenia, które niedawno zaszło. Wspomnienie te stało się metaforą jej przerażenia wobec radości jedzenia, którego cierpliwą eksploracją miała się zająć terapia. Niedługo później Karolina została wysłana, aby żyć z babcią od strony mamy, kiedy jej tata z kolei starał się poradzić sobie ze smutkiem i poczuciem utraty. Po roku poznał nową kobietę i ponownie się ożenił, zamieszkując z nią w domu dziecięcych lat Karoliny. Ona sama w tym okresie także wróciła, aby zamieszkać razem z nimi. W międzyczasie rozwinęły się u niej pewne kompulsywne schematy jedzenia i zaczęła przybierać na wadze. Macocha dość intruzywnie zwracała uwagę na ten problem, ale nie przynosiło to dużego efektu. Oprócz tego macocha miała w planach odmalowanie mieszkania i rozpoczęła remont. Karolina, prawdopodobnie trafnie, wyczuła, że wraz ze zmianami w wystroju mieszkania wymazywana była obecność jej mamy. Zaczęła czuć odrazę wobec ojca za pasywną zgodę na ten proces, a mniej świadomie za rozpoczęcie tego także wobec macochy. Wyglądało na to, że zmiany te zachodziły dla Karoliny zbyt szybko, jednak oczywiście nie miała żadnego sposobu na spowolnienie ich. Jej potrzeba kontroli nad jakimiś aspektami życia w coraz większym stopniu wyrażała się przez walkę z macochą nad przejadaniem się i tyciem. W okresie nastoletniości kontynuowała napadowe jedzenie i rozpoczęła swoje bulimiczne rytuały.

    Podczas terapii Karoliny (którą rozpoczęła w wieku 22 lat) terapeuta wstępnie przewlekał interpretacje na temat faktu, że nie miała ona okazji do przejścia pełnej żałoby nad stratą mamy (zarówno wskutek ekstremalnie młodego wieku, jak i dość szybkiego ponownego małżeństwa ojca), z nastawieniem skupionym bardziej na tu i teraz oraz potrzebie unikania przyjemności płynących z jedzenia. Karolina raz po raz naciskała, że czuje beznadzieję i że zawsze będzie bulimiczką, a terapeuta odpowiadał, że niekoniecznie tak może być. Karolina zwracała uwagę, że przez swoje objadanie się obawiała się coraz bardziej tycia, a terapeuta reagował dostrzegając jej rzeczywisty przestrach związany z przyjemnościami jedzenia. Terapeuta raz po raz zwracał także uwagę, że Karolina bała się pozytywnego uczucia nadziei, która dla niej subiektywnie niosła poczucie zagrożenia. Karolina pytała, jak takie uczucie jak nadzieja w ogóle mogą być straszne, a terapeuta odpowiadał, że tego rodzaju uczucia mogą separować ją od jej naturalnej matki. W rzeczy samej, jej macocha odznaczała się różnymi kompetentnymi czy w inny sposób atrakcyjnymi cechami, która dla Karoliny niosły poczucie zagrożenia i potrzebowała ich unikać.

    Stopniowo, Karolina zaczynała zauważać, że nadzieja jest możliwa i zaczęła czuć się bliżej swej macochy. Jednocześnie zaczęła redukować (aż wreszcie zrezygnowała zupełnie) z jej objawów bulimicznych. Podjęła się studiów podyplomowych w wysoko wyspecjalizowanej sferze i zaczęła randkować z młodym mężczyzną z mniejszą ilością problemów niż młodzi mężczyźni, z którymi umawiała się dotąd. Zwieńczyła proces nauki sukcesem i rozpoczęła karierę, z której czerpała satysfakcję. Udało się jej zakończyć terapię, z życiem w miarę na właściwym torze.

    Karolina z perspektywy analitycznej. Karolina przejawiała pewien wstręt wobec takiego doświadczania jedzenia, które niosłoby przyjemność i mało komplikacji. Patrząc analitycznie, czuła, że potrzebuje karać się za takie przyjemności, czyniąc akt jedzenia czymś nieprzyjemnym. Karolina potrzebowała przejść proces żałoby i zaakceptować obecność macochy jako takiej, która niesie zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Jak tylko to uczyniła, była w stanie odseparować się od matki i nie utożsamiać się z nią aż w takim stopniu przez jej bolesne zaburzenia odżywiania. Mogła już zinternalizować niektóre kompetencje i matki, i macochy, i połączyć efektywnie z jej własnymi możliwościami i talentami.

    Karolina z perspektywy ACT. Patrząc okiem ACT widzimy, że Karolina przejawia sztywny, nieelastyczny schemat unikania poprzez poleganie na kompulsywnych objawach bulimicznych. Potrzebne jej było rozpoznanie myśli na temat bycia głęboko niezadowoloną i uszkodzoną osobą (z którymi była w fuzji) i uważne zaakceptowanie jej uczuć smutku, straty i beznadziei. Potrzebowała także zaakceptować możliwość tego, że jest w niej siła, aby uczynić grunt pod defuzję od tych wewnętrznych przeżyć i aby wprowadzić zmiany w jej zachowaniu. Musiała przyswoić sobie pełniejsze, bardziej ciągłe, a mniej poszatkowane poczucie Ja, w ramach którego jest też miejsce na te bardziej witalne aspekty życia. Skorzystała z pomocy w określeniu, jakie wartości będą częściami składowymi przejścia od li tylko przetrwania i dryfowania na wodach strachu, lęku i depresji – w efekcie poświęcając własne życie – do akceptacji lęku związanego z życiem wartym przeżycia. Przez stopniowe angażowanie się w rezygnację z zachowań unikowych związanych z jej bulimicznymi objawami była w stanie zrobić miejsce na takie życie, które ma pełniejszy wymiar i które daje więcej satysfakcji.

    Zastosowanie kliniczne 2

    Następny pacjent, który będzie konceptualizowany z dwóch perspektyw, to czterdziestodziewięcioletnia kobieta imieniem Irena, która po serii nieudanych relacji prowadziła życie singielki. Po latach zmagań i wątpienia w siebie wyszła za mąż tuż przed pięćdziesiątymi urodzinami. Po intensywnej, ambiwalentnej i nieświadomie wrogiej relacji z jej bardzo zależną i kontrolującą mamą, stworzenie udanego, intymnego związku można widzieć jako czyn wysoce odważny.

    Irena była jedynym dzieckiem, a gdy jej ociec umarł była jeszcze w wieku niemowlęcym. Ma bardzo niewiele wspomnień z nim związanych, w czym nie pomogła jej emocjonalnie niewybaczająca matka. Wyłącznie z ociąganiem i oporem dzieliła się z córką pamiątkami po ojcu oraz anegdotami z jego życia. Mimo siły Ireny, ambiwalentne przywiązanie do matki niezdolnej do radosnego dzielenia i dbania o potencjał rozwojowy córki wywierało wpływ na Irenę od okresu dzieciństwa, przez nastoletniość aż do dorosłości. Wskutek zdystansowania matki Irena często czuła się pozbawiona wsparcia i miała jej wiele za złe. Przyblokowała i opóźniła rozwój swej asertywności oraz tożsamości seksualnej. Przewlekłe zmagała się z brakiem poczucia wpływu na swoje życie oraz z deficytem siły mentalnej. Nie była w stanie wyprowadzić się z matczynego domu aż do trzydziestki i prowadziła życie singielki, jak wspomniano wcześniej, aż do czterdziestego dziewiątego roku życia. Wyprowadzka oczywiście także wymagała od niej znaczącej odwagi. Reakcje jej mamy na nadchodzący ślub były kolejnymi przykładami braku wsparcia czy twórczego podejścia do sprawy – temat przewijający się przez życie Ireny. Gdy wybrały się razem na zakupy ślubne, ewidentny przez cały dzień stał się brak werwy i pozytywnych emocji u matki. Po wecie za wetem wobec sukni ślubnych, które były „zbyt drogie”, z oporem zgodziła się na zakup takiej, która kosztowała trzydzieści pięć dolarów. Irena skończyła eskapadę z potwornie gorzkim posmakiem. Była wściekła na niemożliwość uzyskania od matki jakiejś dozy celebracyjnego entuzjazmu, który towarzyszyłby radosnym przeżyciom córki.

    Terapeutyczna eksploracja tematu uczyniła bezsprzecznie jednoznacznym, że ten brak radości w reakcji na osiągnięcia i sukcesy był charakterystyczny dla reakcji matki przez całe życie Ireny. Lojalność Ireny i potrzeba bronienia matki przed pozytywnymi emocjami córki w związku z jej życiowymi postępami opadły na tyle, aby dopiąć do końca plany małżeńskie. Jakkolwiek wciąż miała nadzieję, że jej matka w jakikolwiek sposób wyrazi radość, nie doczekawszy się jej przywitała ten fakt już ze świadomością, jak ograniczona jest jej matka w tej kwestii. Odważnie szła do przodu ze ślubem i przepracowała własną gorzką odrazę wobec braku matczynego ciepła dla niej. Musiała jednakże stale podtrzymywać eksplorację swych sfrustrowanych oczekiwań wobec pozytywnej emocjonalności matki. Trudno było jej zaakceptować, że ona sama mogła przeżyć coś bardzo pozytywnego, a i tak jej matka mogła pozostawać zagłębiona w swym smutnym i dalekim od szczodrości wewnętrznym świecie. Małżeństwo stało się kanwą dla zbierania następnych przeżyć zorientowanych wokół separacji i indywiduacji (podobnie jak jej wcześniejsze doświadczenie wyprowadzki), gdzie Irena musiała zmagać się z nieświadomymi i świadomymi uczuciami braku lojalności wobec matki. Długotrwały schemat lojalności i ochrony wobec matki opadł już na tyle, że stało się to możliwe.

    Małżeństwo, jak każde inne, poprzetykane było różnymi trudnościami i rozczarowaniami, ale ogólnie uznawała je za szczęśliwe i udane. Irena potrzymała bliską więź z mamą – ta ostatecznie zaczęłą wymagać umieszczenia w zakładzie opiekuńczym. Irena, jak zazwyczaj, stanęła na wysokości zadania i często ją odwiedzała. Nadzorowała opiekę nad nią, tak jak była do tego przyzwyczajona. Jednocześnie czuła niechęć w związku z robieniem tego dla osoby, która dała jej emocjonalnie tak niewiele w przeciągu jej życia.

    Irena z perspektywy analitycznej. Potrzeba ochrony i troski wobec starzejącego się rodzica jest trudna w większości przypadków, ale szczególnie wobec rodzica, który był tak odrzucający i który wniósł tak niewiele. Z perspektywy analitycznej jest to interesujące, jak lojalne i troskliwe mogą pozostać dzieci pomimo takiego stopnia deprywacji i odrzucenia. W rzeczy samej, czasami wydaje się, że – paradoksalnie – im większe rozczarowania, tym większa troska. Nawet absorbujące radosne czy celebracyjne wyrazy afektu często odkładane są na później lub sabotowane, aby nie tworzyć poczucia zazdrości lub separacji-indywiduacji wobec deprywującego rodzica.

    Niektórzy analitycy patrzą na to z edypalnego punktu widzenia. Zygmunt Freud (1916) oraz Schafer (1984) mówią o ludziach „zniszczonych przez sukces.” Schafer (1984) zwraca uwagę na podążanie za porażką i idealizacją nieszczęścia u niektórych pacjentów, jednocześnie kładąc nacisk na to, że nie są to koniecznie zjawiska masochistyczne. Zdawać by się mogło, że potrzeba sabotowania siebie i własnych osiągnięć jest dość rozpowszechniona w ramach praktyki klinicznej. Irena wielokroć wybierała źle – i być może brakło jej tutaj szczęścia – sabotując swe życzenie prowadzenia szczęśliwie zamężnego życia, zanim nie spotkała wreszcie odpowiedniego mężczyzny, gotowego na kochający i zaangażowany związek. Tematyka „szczęśliwego trafu” w związkach jest z analitycznej perspektywy interesująca. Wielu pacjentów wydaje się tworzyć jakiś zakres swych nieszczęśliwych trafów przez nieświadomie motywowane wybory i działania. Irena mogła bać się separacji od wrogo-ambiwalentnego przywiązania do matki. Jak piszą Wallerstein i Blakeslee (1995), pierwszym zadaniem dobrego małżeństwa jest separacja psychiczna od rodziny pochodzenia. Irena przyzwyczaiła się do lojalnej ochrony matki przed osiągnięciami córki. Bardzo nieprzyjemna wyprawa do suknię ślubną ujmuje dość jednoznacznie, skąd rozwinęła się w niej taka potrzeba.

    Irena z perspektywy ACT. Z perspektywy ACT możemy zobaczyć, że Irena przez lata żyła w fuzji z koncepcjami na swój temat, które stanowiły psychicznie materiał nie do zniesienia np. koncepcją tego, że jest złą córką, i które narastały, kiedy tylko zbliżała się do separacji od matki. Nigdy nie była w stanie dokonać pełnej defuzji od idei złej córki i podtrzymać bardziej ciągłego poczucia Ja. Wolała przyjąć wysoce uległą postawę wobec matki lub angażować się w życie w istocie nieodpowiednich czy niedostępnych mężczyzn. Mimo cenienia udanych relacji, często nie dążyła do nich – albo pozostawała w nieudanych – wskutek ekstremalnego lęku przed przejęciem kontroli. Doświadczała zatem braku witalności i radości, częściowo z racji rygorystycznej i nieelastycznej potrzeby zaspokajania cudzych potrzeb. Ale w miarę stopniowego rozwoju samoświadomości i jasności na temat tego, że zaangażowany i kochający związek jest elementem jej własnego systemu wartości, zaczęła być też w stanie asertywnie kroczyć w tym kierunku. Irena mogła wykonać metaforyczny skok i podjąć ryzyko zamążpójścia, mimo braku dopingu i radości ze strony matki. Zredukowała potrzebę unikania takich przeżyć, stała się bardziej elastyczna na temat tego, jak wchodzić w kontakt z wartościami i zaczęła ich realizację. Zaspokojenie jej matki nigdy nie byłoby możliwe. Musiała to zaakceptować i iść do przodu ze swoim życiem.

    Synteza ACT i terapii psychodynamicznej

    Dwa te modele na pierwszy rzut oka wydają się różne od siebie. Terapia akceptacji i zaangażowania wywodzi się z behawioryzmu i teorii uczenia się oraz warunkowania klasycznego. Należy jednakże do odgałęzienia zwanego „trzecią falą” behawioryzmu (Bach i Moran, 2008), które odchodzi od mechanistycznych założeń i hipotetycznych konstruktów „drugiej fali” poznawczo-behawioralnego paradygmatu (CBT; np. Beck, Rush, Shaw i Emery, 1979). Funkcjonalny kontekstualizm zakorzeniony jest w filozofii kontekstualnej, podobnej do tej kierującej relacyjną terapią psychodynamiczną (relational psychodynamic therapy, np. Wachtel, 2008). Ściślej ujmując, ACT zakorzeniony jest w funkcjonalnym, kontekstualnym rozumieniu ludzkiego języka i poznania – teorii ram relacyjnych (RFT, relational frame theory, np. Hayes, Barnes-Holmes i Roche, 2001). Z tej perspektywy, zamiast skupiać się na tym, jak zachowanie się objawia, nacisk kładziony jest na funkcję tych zachowań i na kontekst, w jakim one zachodzą, wliczając w to analizę stanów psychicznych. Przykładem zastosowania klinicznego takiego podejścia jest to, co piszą Bach i Moran (2008):

    „Dla osoby lękliwej społecznie, lęk jest kontekstem, w którym ta osoba unika społecznych sytuacji. Zamiast zakładać, że ta osoba musi obniżyć poziom swych lękowych myśli i uczuć zanim rozpocznie swe życie społeczne, może zamiast tego wejść w interakcję z innymi nawet kiedy te lękowe myśli i uczucia są obecne. Kiedy celem terapii jest elastyczność psychologiczna, być może to życie warte przeżycia staje się celem klinicznym, a nie redukcja pewnych objawów” (s. 34-35).

    Terapia akceptacji i zaangażowania eliminuje ideę „pustego organizmu”

    Pierwszo- i drugofalowe podejścia behawioralne są podejściami mechanicystycznymi, które rozumieją ludzki umysł jako pusty ekran, na którym odciskają się nadchodzące doświadczenia. Podejście ACT odchodzi znacząco od takich idei pustego organizmu. ACT jest podejściem opartym o bezpośrednie doświadczenie, które konceptualizuje ludzi jako mających myśli i emocje w taki sposób, że sens można poznać tylko w ramach specyficznej sytuacji (kontekstu), w której te osoby się znajdują. Ten pogląd jest spójny z koncepcją „emocjonalnego mózgu” (Ledoux, 1998). Częścią tej koncepcji jest zagadnienie inteligencji emocjonalnej pochodzącej z kory przedczołowej, ciała migdałowatego oraz innych, dotąd niepoznanych części mózgu. Jeśli już odwoływać się zatem do jakiegoś rozumienia człowieka, to ACT widzi ludzki organizm jako byt z natury z nad wyraz pełnym umysłem. Mimo tego nacisk w terapii kładziony jest jednakże na rozwoju związanych z wartościami schematów działania – a nie na korygowaniu treści czyjegoś umysłu. W toku terapii relacja wobec samych tych treści będzie się zmieniać z poziomu fuzji do defuzji, jeśli tylko służyć będzie wybranym przez klienta celom. W istocie, uważność zmienia czyjąś relację z językowymi formułkami oraz koncepcjami na swój własny temat, a także wspiera akceptację bolesnych myśli i uczuć. Klient nabywa umiejętności obdarzania ich uwagą świadomą przejściowości tych przeżyć, jak i przyjmowania poczucia „bycia” w tych momentach, w których jest od nich wolny. Leczące moce medytacji i uważności są doskonale udokumentowane w literaturze naukowej (Kabat-Zinn, 1991; Gerbarg, Wallace i Brown, 2011; Kissen i Kissen-Kohn, 2009). Uważność wspiera przejście w stronę tu i teraz, z dala od nadmiernego rozmyślania i przejmowania się związanego z przeszłą bolesną traumę. Pozwala pracować z dynamicznym materiałem psychicznym z perspektywy defuzji – co umożliwia spoglądanie „na” traumę”, zamiast „okiem” traumy, dając pole do pracy w sposób bardziej bezpieczny i efektywny.

    Nacisk na „tu i teraz”

    Interesującą różnicę między dwoma modelami widać w prawie wyłącznym skupieniu się na aktualnym doświadczeniu u terapeutów ACT oraz w eksploracji – ze strony analityków – aktualnych interakcji przeniesienia i przeciwprzeniesienia jako replik różnych aspektów traumatycznych doświadczeń. We współczesnej analizie jednak główny nacisk także kładziony jest na tu i teraz jako na sercu działania terapeutycznego i potencjału do zmiany. Z relacyjnej lub intersubiektywnej perspektywy internalizacja terapeuty i jego lub jej nieszkodliwej, dającej miejsce obecności może mieć leczniczy wpływ. Interpretacje mogą wciąż mieć swój użytek, ale nie stanowią one jedynych dróg zmiany w ramach terapii. Zamiana zachodzi w chwili obecnej, tak jak w ACT.

    Spojrzenie na mechanizmy obronne

    Analitycy zainteresowani są historią relacji z obiektem swych pacjentów, ponieważ daje to wejrzenie w strukturę ich charakteru, w osobiste style i preferowane sposoby przyjmowania obron. Historycznie patrząc, wyparcie uważano za ogólny mechanizm obronny, z którego z kolei wywodził się zbiór różnych innych technik obronnych (A. Freud, 1936). Terapeuci zorientowani na ACT, z drugiej strony, widzą unikanie jako główny manewr obronny, prowadzący do sztywności oraz utraty energii życiowych oraz witalności. To spójne ze współczesnych relacyjnym psychodynamicznym naciskiem na dysocjację jako główny mechanizm obronny. Oba modele wydają się być zgodne z tym, że niewidoczne lub niezauważone afekty – wskutek postaw obronnych – prowadzą do nieprzyjemnych, nieprzewidzianych konsekwencji. Analitycy, zwłaszcza ci pracujący wedle orientacji klasycznych lub w nurcie psychologii ego, dostrzegają różnorodność mechanizmów obronnych u swych klientów, wliczając w to unikanie. Neurotyczny styl charakteru (Shapiro 1965) charakteryzują tak tradycyjna lista mechanizmów obronnych zaproponowanych przez Annę Freud (1946), jak i inne (np. wyparcie, reakcja upozorowana, intelektualizacja, racjonalizacja, minimalizacja, podział na przedziały ego (compartmentalization), rozpoczynanie i wycofywanie się (doing and undoing) i tak dalej), podczas gdy zaburzenia bardziej poważne lub borderline przejawiają się z przez bardziej prymitywne mechanizmy (np. zaprzeczenie, projekcyjną identyfikację, rozszczepienie i idealizację). Oczywiście bardziej prymitywne mechanizmy można znaleźć także u lepiej funkcjonujących pacjentów – i vice versa. Każdy z nich występuje na kontinuum i może mieć zarówno wysoce adaptacyjne, jak i bardzo problematyczne aspekty. Zatem identyfikacja projekcyjna może być rodzajem empatii, idealizacja rodzajem miłości, zaprzeczenie rodzajem (oby tymczasowego) radzenia sobie z wywołującymi wysoki lęk warunkami, a rozszczepienie rodzajem (znów, oby tymczasowego) sposobu na rozpracowanie wysoko bolesnych i przyjemnych aspektów danego doświadczenia. Wiele konfliktów u w zasadzie zadowolonych z siebie par wiąże się z użyciem takich słów jak „zawsze” i „nigdy”, które wiążą się z tymczasowym rodzajem rozszczepienia, a które może być skorygowane i przekroczone przez następującą po tym dyskusję.

    Zabawa

    Idea prowadzonych ćwiczeń może wydawać się być sztuczna – lub niezbyt efektywna – dla niektórych analityków, ale dla innych już niekoniecznie. Jako że elastyczność jest z perspektywy ACT wartością samą w sobie, zaprasza się terapeutów do korzystania z „technik” w sposób kreatywny, zamiast dosłownego odtwarzania ich ze źródeł pisanych. Większość analityków zdaje sobie sprawę, że tworzenie metaforycznego placu zabaw może nieść swoje korzyści i może utrzymać proces terapeutyczny żywym i barwnym. Oczywiście, zależnie od ich przeciwprzeniesienia, mogą być w stanie żywo się bawić z danym rodzajem pacjentów bardziej niż z innym. Oprócz tego, niektórzy analitycy i klienci ze swej natury mogą być bardziej skorzy do takich zabaw niż inni. Tak samo będzie się to tyczyć terapeutów ACT, jak i ich pacjentów.

    Przeszłe doświadczenia i ich wpływ na teraźniejszość

    ACT cechuje się relatywnym brakiem uwagi poświęconym temu, jak przeszłe doświadczenia kształtują aktualne unikanie doświadczania. To zaprzecza psychoanalitycznej ciekawości związanej z historiami z życia klienta. Takie historie stają się źródłem motywów przenikających proces leczenia i niejednokroć prowadzą do wglądów w pewne podobieństwa między aktualnymi samoszkodzącymi schematami a przeszłymi doświadczenia ze znaczącymi osobami. Pewna kobieta mądrze zauważyła, że potrzebowała przemienić każdego w jej aktualnym życiu w osobę kochającą tak bezwarunkowo jak jej ojciec. Ta dynamika skutkowała nierealistycznymi oczekiwaniami wobec jej męża, a wgląd w te oczekiwania je obniżył i doprowadził do bardziej realistycznego dostrzeżenia możliwości partnera. Radość płynąca z realnie dostępnych aspektów związku, połączona z akceptacją okazjonalnie bolesnych źródeł frustracji, może przełożyć się na trwały, szczęśliwy, zaangażowany związek. Oba modele doceniają taki przejaw miłości, ale droga do tego, aby klient do niego dotarł, różni się między podejściami. Terapeuci ACT chcą pomóc swym klientom w defuzji od koncepcji na temat Ja (które mogą wiązać się z przeszłymi doświadczeniami) poprzez doświadczenie ciągłości Ja i rdzenności jego poczucia. Psychoanalitycy mogą wątpić, że defuzja będzie w stanie zajść bez eksploracji traumatycznych, bolesnych i nieświadomych korzeni tych uczuć – albo wglądowo i interpretacyjnie, jak to zrozumie Blum (1979), albo empatycznie, intersubiektywnie i interpersonalnie, jak to rozumieją Kohut (1979), Ogden (1994, 2001) i Mitchell (1988, 1997).

    Wartości stanowią centralny element pracy terapeutycznej w obu modelach

    Oba modele traktują schematy związane z wartościami jako centralny element pracy terapeutycznej. W jej ramach analizuje się wartości pacjenta pod kątem tego, jaki rodzaj ryzyka należy podjąć, gdzie obniżyć korzystanie z danych sposobów unikania (np. wyparcia, zaprzeczenia), kiedy ich wielkim kosztem staje się utrata witalności w życiu.

    Pacjent z fobią wobec zaangażowania może pozwalać sobie angażować się w serie seksualnych związków i znajomości, które nie prowadzą nigdy do intymnego, długoterminowego przywiązania. Uczucia intymności i zależności są dla takiej osoby czymś, czego należy unikać za wszelką cenę, szczególnie jeśli zachodzą w kontekście bliskiej relacji.

    W takim wypadku analityk będzie we wglądowy i interpretacyjny sposób eksplorować, jak straszliwie bliskość i zależność wyglądała w relacji rodziców klienta, dostrzegając podobieństwo w stosunku do unikania zaangażowania i związków. Terapeuta ACT może robić to samo, nie przeznaczając wiele czasu na historyczne podobieństwa i negatywne echa małżeństwa rodziców w teraźniejszości klienta. Oba modele będą jednakże zdecydowanie pracować nad obniżeniem tendencji do obronności i unikania. Obu terapeutów będzie trzymać kciuki za odwagę do podjęcia ryzyka zaangażowania się w coś głębiej. Oczywiście, jeśli koniec końców okaże się, że wartością klienta nie jest zaangażowanie się, a preferuje zamiast tego spędzić życie samodzielnie (przynajmniej w kwestii małżeństwa czy wspólnego mieszkania), obu terapeutów będzie musiało – najpewniej z ociąganiem – zrezygnować z takiego kierunku pracy.

    Wartości terapeuty stanowią też oczywiście istotny przeciwprzeniesieniowy czynnik. Niektórzy terapeuci cenią wielce małżeństwo lub przynajmniej wspólne zamieszkiwanie. Jeden terapeuta w typowy dla siebie sposób wspierał w znalezieniu mężczyzny swoje stawiające na karierę, lecz w życiu prywatnym samotne pacjentki – wypełniał im mianowicie profile w ogłoszeniach dla singli. Tak jak rodzic czujący potrzebę wykonania pracy domowej za dziecko, tak ten przejawiał najpewniej zbyt silne współzależne przywiązanie do klienta. Zaczął stwarzać im możliwości, zamiast wzmacniać ich siłę, by te osoby działały na własną rękę. Jednak w obu modelach to właśnie wartości klienta, a nie terapeuty, mają znaczenie, jeśli chodzi o kierunek pracy. Aby wszystko zaczęło się kręcić, metaforycznie rzecz ujmując, terapeuta musi być świadkiem, jak klient angażuje swoje prawdziwe Ja czy wybrane wartości i wykonuje „skok”, by je zrealizować.

    Konkluzja i przyszłe kierunki

    Wgląd – choć niekoniecznie poprzez interpretacyjną pracę na nieświadomych procesach – znajdziemy w samym sercu i podejścia psychodynamicznego, i ACT.

    Model ACT porusza się w znacznym stopniu w obszarze tu i teraz, starając się wydajnie pielęgnować poczucie żywotności oraz mniejszej sztywności w życiu klienta. Korzysta się z kreatywnych i bardzo namacalnych metafor, aby skupić uwagę klienta na starych sposobach unikania bólu, pochłaniających część nieprzyjemnej energii, ale kosztem prowadzenia życia pełnego wartości. Zaprasza klienta do uważnego doświadczania swego bólu podczas podejmowania ryzyka związanego zaangażowaniem się w to, co ta osoba ceni. Taka postawa przekłada się na systematyczne realizowanie celów terapeutycznych. Podejście analityczne, przynajmniej z aktualnej perspektywy, działa przez wspieranie wglądu w sposób interpretacyjny, empatyczny i intersubiektywny. Terapia powinna pomieścić świat pacjenta w bezpiecznym środowisku i metaforycznym placu zabaw na tak długo, jak to konieczne, aby mogła zajść zmiana na wystarczająco przepełnionym miłością i odpowiednio funkcjonującym poziomie.

    Jakkolwiek osoba może nigdy nie wyzbyć się bolesnych przeżyć, to oba nurty są spójne w tym, że może prowadzić życie w bardziej żywotny i naładowany sposób za pośrednictwem tego rodzaju integrującej pracy.


    Mindfulness, Acceptance, and the Psychodynamic Evolution okładka

    Mindfulness, Acceptance, and the Psychodynamic Evolution. Bringing Values into Treatment Planning and Enhancing Psychodynamic Work with Buddhist Psychology

    I Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych

    I Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych

    Zapraszamy serdecznie do udziału. I Konferencja Online Trzeciej Fali Terapii Behawioralnych odbyła się 8 grudnia 2019. Udział w konferencji był darmowy, a wszystkie wykłady zostały nagrane i udostępnione na YouTube.

    Zasady udziału

    W imię prostoty nie prowadziliśmy wcześniejszego rejestrowania się. Konferencja zakończyła się.

    Tura poranna

    09:30 Anna Czarnecka, Schemat Samopoświęcenia u psychoterapeutów

    10:00 dr Lidia Baran, Gdy do tanga trzeba dwojga – możliwości zastosowania ACT w pracy z parą

    10:30 Sebastian Korfel i Bartosz Kleszcz, Wypalenie zawodowe wedle CFT i ACT

    11:00 Barbara Kossakowska, Akceptacja – pułapki akceptacji (warsztat)

    11:45 dr n. społ. Bogna Szymańska-Kotwica, dr n. med. Anna Kieszkowska-Grudny, Interwencje oparte na uważności w leczeniu chorób psychosomatycznych

    Tura wieczorna

    17:15 Alicja Baranek, Terapeuta behawioralny jako trener umiejętności

    17:45 Joanna Roman, ACT muzyczny – lęk sceniczny u muzyków

    18:15 Elwira Wawrzyniak, Terapeuta ACT. Od poczucia beznadziei do kreatywnej elastyczności (warsztat)

    19:00 Agnieszka Pawłowska, Zaprzyjaźnij się ze sobą

    19:30 dr Konrad Ambroziak, Nastolatek jako kontekst – kilka słów o terapii nastolatków

    20:00 Sabina Sadecka, Relacja terapeutyczna w terapii akceptacji i zaangażowania

    Nagrania wykładów

    Nagrania dostępne są na kanale Uczę się ACT na Youtube. Oto link do youtubowej playlisty.

    Prelegenci

    Anna Czarnecka

    Anna Czarnecka

    Psychoterapeuta, coach ACC ICF. Współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii i Coachingu INNER GARDEN w Warszawie. Jest terapeутką EMDR.

    Schemat Samopoświęcenia u psychoterapeutów. Potencjał i wyzwania

    Schemat Samopoświęcenia może stanowić zarówno potencjał, ważny zasób w zawodzie psychoterapeuty, jak i duże utrudnienie w pracy. Link do artykułu Anny Czarneckiej na temat parentyfikacji.

    dr Lidia Baran

    dr Lidia Baran

    Psycholog, pracownik naukowo-dydaktyczny Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członkini ACBS oraz ACBS Polska.

    Gdy do tanga trzeba dwojga – możliwości zastosowania ACT w pracy z parą

    Praca z fuzją i unikaniem doświadczania, choć podstawowa w terapii ACT, w przypadku par wymaga dostosowania oddziaływań zarówno do kontekstów indywidualnych partnerów, jak i do kontekstu ich związku.

    Sebastian Korfel i Bartosz Kleszcz

    Sebastian Korfel

    Sebastian Korfel – Menedżer i Psycholog. Prowadzi prywatną praktykę psychologiczną w Dąbrowie Górniczej.

    Bartosz Kleszcz

    Bartosz KleszczBio znajdziesz na stronie.

    Wypalenie zawodowe a uważność i współczucie

    Korzystając z dobrodziejstw CFT i ACT spróbujemy powiedzieć o tym podczas wzajemnie wspierającego się wykładu dwojga psychologów.

    Barbara Anna Kossakowska

    Barbara Anna Kossakowska

    Psycholog, psychoterapeuta Terapii Akceptacji i Zaangażowania. ACT Psychotherapist

    Akceptacja – jako proces w hexafleksie – pułapki akceptacji

    Proponowane warsztaty dadą możliwość poczuć proces akceptacji na własnej skórze. Na warsztaty proszę przygotować kamyk lub klocek lego lub kostkę do gry.

    dr n. społ. Bogna Szymańska-Kotwica i dr n. med. Anna Kieszkowska-Grudny

    dr Bogna Szymańska-Kotwica

    dr n. społ. Bogna Szymańska-Kotwica – Psycholog w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie. Laureatka Czerwonej Kokardki. Więcej informacji.

    dr Anna Kieszkowska-Grudny

    dr n. med. Anna Kieszkowska-Grudny – Dyplomowany psychoonkolog i certyfikowany psychoterapeuta. Więcej informacji.

    Interwencje oparte na uważności w leczeniu chorób psychosomatycznych

    Jednym ze sposobów uśmierzania stresu i bólu są praktyki mindfulness.

    Alicja Baranek

    Alicja Baranek

    Psycholog, certyfikowana terapeutka CBT i DBT. Założyła centrum terapii Poznawczo.pl.

    Terapeuta behawioralny jako trener umiejętności

    Ustrukturyzowany trening umiejętności wydaje się „brakującym elementem” standardowej terapii.

    Joanna Barbara Roman

    Joanna Barbara Roman

    Absolwentka psychologii klinicznej na SWPS i wydziału wokalnego PSM. Prowadzi ACT with Music.

    ACT muzyczny – lęk sceniczny u muzyków w ujęciu trzeciej fali behawioryzmu

    Celem terapii ACT w przypadku MPA nie jest zredukowanie objawów, ale elastyczne patrzenie na objawy.

    Elwira Wawrzyniak

    Elwira Wawrzyniak

    Psycholog i psychoterapeutka. Na Facebooku prowadzi profil Psycholotnia.

    Terapeuta ACT. Od poczucia beznadziei do kreatywnej elastyczności

    Pomocnym ekwipunkiem będą metafory, fizykalizacje, eksperymenty behawioralne.

    Agnieszka Pawłowska

    Agnieszka Pawłowska

    Psycholożka, trenerka uważności i współczucia z certyfikatem MBSR. Autorka serii książek „Kraina Uważności”. Prowadzi stronę Żyj uważniej.

    Zaprzyjaźnij się ze sobą, czyli jak uważność i współczucie mogą wspierać naszą relację z samym sobą

    Niezmiernie wspierające w tej podróży są uważność i współczucie.

    dr Konrad Ambroziak

    dr Konrad Ambroziak

    Doktor nauk humanistycznych, psychoterapeuta i superwizor CBT. Współautor książek „Depresja nastolatków” i „Nastolatek a depresja”.

    Nastolatek jako kontekst – kilka słów o terapii nastolatków

    W trakcie wykładu postaram się przyjżrzeć dokładniej tym kwestiom i wyciągnąć parę wniosków praktycznych dotyczących pracy z nastolatkami.

    Sabina Sadecka

    Sabina Sadecka

    Psycholożka, psychoterapeutka, popularyzatorka rzetelnej wiedzy psychologicznej. Założycielka portalu opsychologii.pl. Specjalizuje się w pracy z traumą.

    Relacja terapeutyczna w terapii akceptacji i zaangażowania

    Relacja terapeutyczna w ACT wymaga od terapeuty autentyczności, gotowości do kontaktu z cierpieniem, kreatywności i otwartości na techniki.

    Czy wstyd to błąd w systemie czy coś użytecznego? Podejście ewolucyjne

    Zrozumienie, na czym polega ewolucyjna funkcja wstydu, pozwala nam zupełnie inaczej spojrzeć na nasze codzienne problemy emocjonalne. Wstyd, choć bolesny, nie zawsze stanowi błąd w naszym biologicznym oprogramowaniu.

    Ewolucyjna funkcja wstydu w psychologii klinicznej

    Czy wstyd to błąd w systemie czy coś użytecznego? Podejście ewolucyjne

    Autor: Nando Pelusi | Źródło
    Tłumaczenie: Bartosz Kleszcz

    Jako psycholog kliniczny pracuję z osobami, których problemy czasem bywają czysto praktycznej natury, ale czasem mają charakter emocjonalny. Emocje ewoluowały, aby nas motywować, wprawiać nas w ruch – niestety czasem emocje nie są takie, z jakimi jest nam po drodze. Niektóre z nich nie będą przez nas pożądane. Weźmy jako przykład wstyd, jedną z wielu emocji społecznych, które pomagają nawigować nam między relacjami.

    Emocja wstydu nie zyskała dotąd tyle naukowej uwagi, co inne bolesne przeżycia, jednakże z klinicznego punktu widzenia wstyd stanowi podszycie dla wielu przypadków depresji i lęku. Mój mentor Albert Ellis widział wstyd jako nośnik bólu emocjonalnego i skonstruował ćwiczenia biorące wstyd na muszkę, abyśmy mogli się go w całości pozbyć. Widział on wstyd jako błąd w systemie, a nie użyteczną część naszego poznawczego oprogramowania. Podejście to odznaczyło się mieszaną skutecznością, a dziś, zgłębiając psychologię wstydu, możemy już rozumieć go wiele lepiej. 1

    Jedną przesłanek wskazujących na to, że wstyd ma korzenie ewolucyjne, jest to, że odczuwamy go jako coś niezależnego od naszej woli. 2 Moralność i poczucie wstydu zaspokajało bazowo potrzeby związane z określeniem swego miejsca wśród krewnych i naszej grupy społecznej. Włączenie się w jej obręb skutkowało przecież także ryzykiem niespełnienia plemiennych oczekiwań.

    Społeczna rola wstydu a stygmatyzacja

    Ewolucjonizm pozwala nam przyjąć wobec wstydu perspektywę „świadomości przodków” jako kontrast wobec współczesnych wyzwań, przed którymi stoimy – możemy zauważyć rozbieżności między tym naturalnym mechanizmem a nowymi okolicznościami. Jako wieloletni praktyk terapii poznawczo-behawioralnej widzę, że takie ujęcie pasuje do wszystkich jej czołowych technik, jako że pomaga ono nam rozumieć dysfunkcyjną część wpływu tej emocji, ale i dostrzec, jak wspomagać nasze procesy myślowe.

    Przykładowo, wielu z nas unika potencjalnie zawstydzających wyzwań (kosztem długoterminowych zysków), jako że niosą one ze sobą ryzyko wzgardy ze strony naszego otoczenia. Trzymanie się kurczowo „poprawnej” fasadowości może leżeć na nas wygodnie niczym druga skóra, ale może także skutkować aktywacją dodatkowych obaw. „Co jeśli wyjdę na głupka? To byłoby okropne.” To częste założenie, do którego dostrajają się (czasem półświadomie) osoby pełne lęku. Jestem częstym świadkiem różnych wariantów tego pielęgnującego depresję i lęk zjawiska w środowisku klinicznym.

    Kiedy przeżywa ktoś coś, czemu przyczepił związaną ze wstydem łatkę, owocem tego mogą być problemy ze stygmatyzacją siebie i nastrojem. Sam lęk pojawia się często tylko czekając, aż coś takiego się wydarzy. W obu wypadkach u samych korzeni tego znajdziemy wstyd. Wstyd czai się na horyzoncie, w związku z tym czujemy lęk. Coś wstydliwego znajdujemy w naszej przeszłości i w związku z tym obniża nam się nastrój.

    Jako ludzie chcemy przetrwać, wiązać się z innymi, wnosić wkład w swoją grupę, ofiarować jej coś cennego i zwracać na siebie pozytywną uwagę. Tutaj wstyd może być rozumiany jako kompromis między celami nastawionymi na siebie a celami nastawionymi na innych, z których oba mają sygnalizować, że jesteśmy warci zaufania i że prowadzą nas dobre intencje. Przyjęcie tutaj perspektywy ewolucyjnej może nam pomóc zachować ten aspekt wstydu, który niesie dbałość, oraz rzucić wyzwanie temu, który okalecza. 4

    Bazową rolą wstydu mogło być, aby zachować dbałość o jakość swych działań, jednakże wraz z tym rozwinęły się też takie skierowane do siebie sygnały jak „Muszę mieć absolutną pewność, że ważne dla mnie osoby będą mnie akceptować i kochać”. Ich moc może wywołać niepożądane współczesne zjawiska jak unikanie i izolację.

    Dwie części składowe wstydu

    Wstyd wydaje się mieć dwie oddzielne części składowe. Jedną jest korekcyjna informacja zwrotna dla nas, dzięki której możemy monitorować własne zachowania społeczne. Druga, ta bardziej problematyczna, to poniżanie się jako ktoś niekompetentny. Ogromna różnica! Moją pracą jest pomóc klientom zachować tę pierwszą, a rzucić wyzwanie tej drugiej. I myślenie ewolucyjne może nam pomóc uczynić właśnie coś takiego.

    Współczesny świat a umysł przodków

    Współcześnie cały świat wydaje się być jak jedna wielka wioska. Media społeczne mogą tak nam zamieszać w głowach, że zaczniemy traktować naszą społeczną reputację nie tylko na serio, co jest jak najbardziej pożyteczne, ale zbyt serio, co jest już szkodliwe. Widzicie, przez większość historii ludzkości nasza reputacja ustaliłaby całość naszych społecznych możliwości. I nasze umysły wciąż poczytują ją jako coś takiego. Ale kilka potknięć w czasach współczesnych nie musi plamić już naszych relacji w żadnym druzgocącym stopniu. Nigdy dotąd długie życie i liczne możliwości nawiązywania więzi z nowymi osobami nie dawały jeszcze tylu okazji.

    Nasi przodkowie nie mieli dostępu do elektronicznych mediów społecznościowych, iPhonów, policji, podróży lotniczych, miast, Tindera, wódki, wody bieżącej, Starbucksa lub warzywniaków. Dziś mogą być to oczywiste opcje, ale starczy kilka eksperymentów myślowych, aby dojrzeć głębię tych zmian. Wgląd w rozbieżność między dostosowaniem się naszej emocjonalności do życia w świecie przodków a dzisiejszym światem może ujawnić prawdziwą naturę wstydu. Nie jako lek przeciw niemu – a raczej jako możliwy do przyjęcia punkt widzenia, pomagający odróżnić pomocne emocjonalne funkcje od emocjonalnych zwarć, oraz pokazujący jak bezpośrednie doświadczenie wstydu może nieść i jedno, i drugie. Kontekst ewolucyjny i użyteczność mają znaczenie. Zrozumienie tej przedwiecznej rozbieżności może być kamień z Rosetty, umożliwiający rozczytanie się, co jest tutaj czym.

    Świadomość warunków kształtujących życie naszych przodków dostarcza innego punktu widzenia na to, dlaczego odczuwamy wstyd w obliczu popełnionych błędów, albo tych, które już popełniliśmy, albo tych popełnianych nieskończenie – tylko w naszej wyobraźni.

    Bibliografia

    1. Gilbert, P. (2003). Evolution, social roles, and differences in shame and guilt. Social Research: An International Quarterly of the Social Sciences 70, 1205-1230
    2. Gilbert, P., & McGuire, M. T. (1998). Shame, status, and social roles: Psychobiology and evolution. In P. Gilbert & B. Andrews (Eds.), Series in affective science. Shame: Interpersonal behavior, psychopathology, and culture (pp. 99-125). New York, NY, US: Oxford University Press.
    3. Gilbert, P. (2006). Compassionate mind training for people with high shame and self-criticism: overview and pilot study of a group therapy approach. Clinical Psychology & Psychotherapy, 353-379.
    4. Pelusi, N. (2008) No shame on you. Psychology Today: https://www.psychologytoday.com/articles/200801/neanderthink-no-shame-you

    Nando Pelusi

    Niezdrowa relacja z jedzeniem i inne złe nawyki – Hania Es rozmawia z Bartoszem Kleszczem

    Niezdrowa relacja z jedzeniem – Hania Es rozmawia z Bartoszem Kleszczem

    Autorzy: Hania Es i Bartosz Kleszcz

    Zapraszamy serdecznie do obejrzenia wideo z rozmowy wideoblogerki Hani Es (link do jej kanału) z Bartkiem, którzy rozmawiali na takie tematy:

    • Czym jest ACT (temat obligatoryjny)
    • Dlaczego z psychologicznego punktu widzenia ważniejsze jest to, dlaczego coś robimy, a nie co robimy
    • Czy poezja Rafała Wojaczka dobrze oddaje idee terapeutyczne
    • Że mało kto w naszej kulturze nie uczy podstawowych umiejętności pomocnych w zachowaniu zdrowia psychicznego
    • Jak odchudzać się z głową, a jak odchudzać się, aby stracić głowę

    Jak to wyszło? Przekonajcie się sami. 🙂


    Wideo z rozmowy - miniatura



    Profesor Joseph Ciarrochi

    Webinar „Pożegnaj wagę. Jak wykorzystać techniki ACT w odchudzaniu i utrzymaniu wymarzonej sylwetki”

    We wrześniu odbył się dwugodzinny webinar z jednym z autorów „Pożegnaj Wagę” – prof. Josephem Ciarrochim. Istnieje możliwość wykupienia miesięcznego dostępu do niego, aby skorzystać ze wsparcia w pielęgnowaniu zdrowego stosunku do własnego ciała. Zapraszamy po więcej informacji.


    Okładka książki Pożegnaj wagę

    Pożegnaj wagę – książka samopomocowa ACT

    Wywiad z Hanią Es przeprowadzony był z okazji wydania książki samopomocowej ACT „Pożegnaj wagę”. Uczę się ACT organizuje jako pomoc serię darmowych spotkań online, które mają pomóc wykorzystać książkę jak najlepiej – zapraszamy do udziału.


    Poniżej Hania wypoczywająca w objęciach teorii ACT 🙂

    Hania Es

    Pojawienie się badań nad terapią opartą na procesach: Powrót do korzeni

    Pojawienie się badań nad terapią opartą na procesach: Powrót do korzeni

    Autor: Kelly Wilson | Źródło
    Tłumaczenie: Bartosz Kleszcz

    Tłumaczenie rozdziału z: Wilson, K. G. (2019). The Rise of Process-Based Therapy Research: Returning to Our Roots. Forward to appear in Innovations in Acceptance and Commitment Therapy, M. Levin, J. Krafft, & M. Twohig (Eds.). Oakland, CA: New Harbinger Press.


    Na pierwszy rzut oka książka ta wydaje się być eksploracją zastosowań konkretnego modelu terapeutycznego. Kryje się za tym jednak więcej niż może się wydawać. Zrozumienie wagi tej książki wymaga spojrzenia z historycznej perspektywy na to, jak dziedzina ta dotąd się rozwijała, a także na niektóre z sił wpływających na kształtowanie się toku tego rozwoju.

    W latach 70. XX wieku National Institute of Mental Health (NIMH, amerykański NFZ będący jednocześnie największą instytucją grantową na świecie – BK) doświadczał coraz więcej presji, aby okazać ilościowe wyniki badań naukowych związanych ze skutecznością psychoterapii (efficacy, czyli skutecznością demonstrowaną w idealnych warunkach, w przeciwieństwie do effectiveness, gdzie bada się skuteczność w warunkach naturalnych – BK). Zaistniała presja prawna, aby przekształcić NIMH w pewnego rodzaju odpowiednik Food and Drug Administration (organ rządowy zajmujący się dopuszczaniem do obiegu w USA jedzenia oraz leków – BK) dla psychoterapii (Wolfe, komunikacja osobista, 1997). W ramach badań farmaceutycznych badania z losowym doborem do próby (RCT, randomized-control trial) są wykorzystywane, aby badać skuteczność (efficacy) różnorodnych leków służących leczeniu chorób. NIMH zaczął więc poszukiwać odpowiednika tego podejścia w metaforycznej analogii lek/choroba właśnie poprzez RCT stosowane do pomiaru skuteczności psychoterapii.

    Przed latami 70. badania nad psychoterapią koncentrowały się głównie na terapii psychodynamicznej. Stosowany przez psychodynamicznych badaczy model oparty na procesach oraz historycznie ukształtowany rozwój tej dziedziny przez analizę narracyjną studiów przypadku nie dawał się jednak łatwo przekształcić w eksperymentalny model badań. Naukowcy psychodynamiczni po prostu nie pisali podań o takie granty, które wpasowałyby się w nowe eksperymentalne cele NIMH (zob. wspaniały rozdział Rosner, 2005), wskutek czego ich programy badawcze – z kilkoma wyjątkami – obumarły. Podobnie pierwsze dwie edycje psychiatrycznych Diagnostic and Statistical Manual (DSM; American Psychiatric Association [APA], 1952, 1968) cierpiały na notorycznie niską rzetelność (reliability; powtarzalność i stabilność pomiaru w czasie i pomiędzy badanymi – BK; e.g., Rosenhan, 1973).

    Aby pójść do przodu w szukaniu psychoterapeutycznego ekwiwalentu farmaceutycznych RCT, naukowcy potrzebowali odpowiedników zarówno leku, jak i leczonej choroby. Publikacja DSM-III (APA, 1980) w 1980 zbiegła się z finansowymi priorytetami NIMH w do tego stopnia, że ostatecznie zmianie uległ obraz badań nad psychoterapią i psychopatologią. Nowy DSM-III, na ogół oczyszczony z psychodynamicznej teorii, dostarczył przynajmniej jakiejś ilości rzetelnie określalnych syndromów. Syndromy te widziano jako ścieżkę wiodącą do rozpoznania choroby psychicznej. W połowie lat 80. NIMH uległ procesowi decentralizacji i reorganizacji właśnie wokół tych syndromalnych klastrów, co z kolei przygotowało grunt pod współczesną erę RCT. Wysoko wyspecjalizowane protokoły zaczęto traktować jako odpowiednich statycznych farmaceutycznych cząsteczek chemicznych, a syndromy DSM zaczęto traktować tak, jakby były prawdziwymi chorobami.

    Ta zbieżność okoliczności wywarła ogromną presję selekcyjną na to, które teorie były faworyzowane poprzez przyznanie rządowych dolarów na badania. Oczywiście teorie biologiczne, związane z nowymi lekami farmaceutycznymi, prosperowały. Pośród teorii psychologicznych te, które dało się przenieść na obszar praktycznych zastosowań oraz gromadzenia dowodów, zaczęły pochłaniać zdecydowaną większość badawczych środków (Rosner, 2005). Odkładając na chwilę farmakoterapię na bok, dwie przepastne i często nachodzące na siebie postawy teoretyczne zaczęły dominować nad krajobrazem badawczym począwszy od połowy lat 80. aż po dziś dzień. Terapia poznawcza, terapia behawioralna i liczne kombinacje terapii poznawczo-behawioralnych generowały zdecydowanie więcej dowodów niż wszystkie pozostałe teorie razem wzięte. Tak opisuje w elokwentny sposób swe cele w Terapii poznawczej i zaburzeniach emocjonalnych Beck:

    Nim zaczniemy oceniać psychoterapie, powinniśmy znaleźć rozróżnienie między systemem psychoterapii a zwykłym zbiorem technik. System psychoterapii dostarcza zarówno ram dla rozumienia zaburzeń psychologicznych, które ten zakłada, że leczy, jak i jasnego obrazu ogólnych zasad i konkretnych procedur terapii. Dobrze rozwinięty system dostarcza (a) wyczerpującej teorii lub modelu psychopatologii, jak i (b) szczegółowego opisu i przewodnika po technikach terapeutycznych związanych z tym modelem (1976, s. 278).

    Beckowski (1976) model oparty na procesach podpowiada pewną ilość konkretnych sposobów empirycznej weryfikacji. Jeśli nietrafne dane poznawcze miałyby być głównym winnym, badania pomiarowe powinny być w stanie zebrać dane na temat rozpowszechnienia tego rodzaju patogennego myślenia, jak i możliwych do przeprowadzenia interwencji, aby te schematy myślenia zmienić. Beck sugerował eksperymentalne badania psychologiczne jako dodatkowy sposób na przetestowanie modelu opartego na procesach. Nie oferował jednak metody terapii dla konkretnych chorób psychiatrycznych. Zamiast tego zaoferował strategiczny dokument skupiony na opartym na procesach podejściu do rozumienia, prowadzenia i oceny skuteczności psychoterapii.

    Także behawioryści wszystkich maści byli w dobrej pozycji, aby wkroczyć w świat wymagających eksperymentalnej weryfikacji świat badań nad psychoterapią. Większość behawiorystów albo była już jedną nogą w laboratorium, albo była szkolona przez ośrodki prowadzone przez naukowców głęboko zanurzonych w badaniach podstawowych. Więzi między laboratoriami badającymi podstawowe procesy behawioralne a kliniką miały wtedy już wiele czasu, aby dobrze się zakorzenić. Pierwsza publikacja na temat terapii ekspozycyjnej została opublikowana przez Mary Cover Jones w 1924. Jones, w owym czasie studentka, odwróciła sławny eksperyment nad małym Albertem, przeprowadzony przez Johna B. Watsona. Watson pokazał, że pieczołowicie dobrane pary bodźców w laboratorium były w stanie wytworzyć pełne lęku unikanie w obecności nieszkodliwych małych zwierzątek. Jones (1924), matka terapii behawioralnej, pokazała z kolei, że można te same zasady modyfikacji zachowania pokierować w kierunku odwrócenia lękliwego unikania. Dwadzieścia pięć lat później osoby pokroju Ogdena Lindsleya, Murraya Sidmana, Josepha Wolpe oraz Arnolda Lazarusa, by wymienić tylko kilku z tłumu, stworzyły podwaliny pod początki nowoczesnej stosowanej psychologii behawioralnej. Te teorie behawioralne, zrodzone w laboratorium, całkiem dobre pasowały do wymogów ilościowego określenia efektów, co przełożyło się na postępujące sukcesy w kolekcjonowaniu grantów badawczych od NIMH. Ale jako że NIMH zorganizował się wokół terapii diagnoz psychiatrycznych, przyszło tym badaczom zapłacić pewną cenę. Zarówno od naukowców behawioralnych i poznawczych coraz częściej wymagano, aby skupiać swój projekt rozwoju terapii wokół konkretnych syndromów.

    Mimo że książka ta nie jest na temat diagnozy lub klasyfikacji rodzajów cierpienia ludzkiego, stanowi ona jednak częściową odpowiedź na zgubne skutki trzech dekad organizacji nauk psychologicznych wokół klasyfikacji syndromalnej. DSM-III w rękach NIMH zawłaszczył sobie rozwój obiecujących terapii skupionych na procesach psychologicznych. Barry Wolfe, cytowany poniżej, jest źródłem studium przypadku wciskania psychologii w szablon leków na choroby psychiatryczne:

    W krótkim czasie stało się praktycznie niemożliwym, aby otrzymać grant w sferze psychoterapii, zwłaszcza w rejonie badań nad ich wynikami, jeśli nie był on skupiony na DSM. Musieliśmy w istocie przekazywać potencjalnym grantobiorcom, których nie interesowały konkretne kategorie DSM, że będą musieli przesunąć nieco punkt skupienia ich badań. (…) Marsha Linehan rozpoczęła swój dwunastotygodniowy program badawczy nad terapią behawioralną skierowany dla, jak ona to określała, kobiet z tendencjami parasamobójczymi. Były to osoby, które dość często miały co najmniej pewne próby lub przynajmniej okazywały samobójcze gesty. Marsha Linehan była trenowana jako behawiorystka i jako taka nie darzyła kategorii diagnostycznych żadnym zainteresowaniem. Spotkaliśmy się z nią, znów około roku 1980, i powiedzieliśmy „Zobacz, te osoby bardzo przypominają Borderline, więc prawdopodobnie wyjdziesz na tym lepiej, jeśli zaczniesz nazywać je Borderlinami.” (Barry Wolfe, cytowany przez Rosner, 2005)

    Ta reorganizacja wokół syndromów miała nadzwyczajny, błyskawiczny i szeroko zakrojony wpływ. W latach 90. wydziały poradnictwa psychologicznego, pracy społecznej i psychologii jako typowa oferta zaczęły szkolić jednoznacznie w ramach diagnoz DSM, a zwroty kosztów za profesjonalną opiekę coraz częściej wiązały się z tymi kategoriami diagnostycznymi. Podręczniki nad psychologią nie-normalności, sekcje badawcze National Institutes of Health (inna rządowa instytucja grantowa w USA – BK), organizacje zajmujące się profesjonalnymi i naukowymi specjalizacjami, nazwy naszych czasopism, nazwy i cele instrumentów pomiarowych oraz pola specjalizacji i subspecjalizacji naszych najlepszych i najbystrzejszych badaczy, wliczając w to ekspertów od psychopatologii eksperymentalnej oraz badań klinicznych, stawały się w coraz większym zakresie organizowane wokół syndromów DSM.

    Imitowanie badań farmakologicznych nosi w sobie dwa założenia. Pierwsze – że psychospołeczne metody terapii to statyczne byty, pełniące w tej wstrętnej metaforze odpowiednik cząsteczek chemicznych. Drugie – że diagnozy reprezentują osobne chorobowe jednostki, tak jak rak, świnka czy odra, albo przynajmniej reprezentują markery ukrytych pod tymi objawami stanów chorobowych. Oba z tych założeń są głęboko problematyczne, nawet z punktu widzenia niektórych projektantów DSM. Podczas ostatniej z rewizji, liderzy oddziału specjalnego ds. DSM wyłożyli jasno ciągnącą przez dekady porażkę syndromalnych klasyfikacji w doprowadzeniu do rozpoznania jakiejkolwiek choroby:

    Podczas ponad trzydziestu lat od czasu wprowadzenia kryteriów Feighnera przez Robina i Guze, które ostatecznie doprowadziły do powstania DSM-III, cel uprawomocnienia tych syndromów i odkrycia wspólny ich etiologii pozostał czymś znajdującym się na dalekim horyzoncie. (…) Nie udało się znaleźć ani jednego laboratoryjnego markera, który mógłby wiązać się w jednoznaczny sposób z jakimkolwiek z definiowanych przez DSM syndromów. (…) Badania epidemiologiczne i kliniczne ujawniły ekstremalnie wysoki poziom współwystępowania między zaburzeniami, poważając hipotezę, że syndromy te miałyby reprezentować oddzielne etiologie. (…) Jeśli chodzi o terapię, brak swoistości jest zasadą, zamiast być wyjątkiem. (…) Zmiana pozycji DSM-IV w realne byty, do tego stopnia, że uważa się je za równe chorobom, niesie w sobie większe prawdopodobieństwo zaburzenia interpretacji wyników badawczych, zamiast ułatwiać ich wyjaśnianie. (…) Wszystkie te ograniczenia aktualnego paradygmatu diagnostycznego wskazują na to, że badania skupione wyłącznie na dopieszczaniu zdefiniowanych przez DSM syndromów mogą nigdy nie doprowadzić do odkrycia etiologii u podstaw tych problemów. Aby mogło mieć to miejsce, być może dopiero będzie musiała nastąpić, nieznana nam jeszcze, zmiana paradygmatu. (Kupfer, First, & Regier, 2002, s. xviii–xix)

    Niezależnie od intencji, zmiana paradygmatu nie nastąpiła wraz z opublikowaniem DSM-5 (APA, 2013). Zamiast tego DSM-5 przejawiał żałosną rzetelność w badaniach w terenie (field experiments), gdzie popularne diagnozy jak epizod depresyjny większy oscylowały w okolicy .28, spadając czasem aż do .13 (Regier i in., 2013). Mimo tego, zmiana paradygmatu być już na horyzoncie. Zmiana ta wiąże się z drugim z wadliwych założeń farmaceutycznej metafory RCT – iż sposoby interwencji psychospołecznej można uczynić czymś tak stabilnym jak cząsteczki chemiczne w testach farmaceutycznych. Nawet kiedy protokoły zostają bardzo konkretnie dookreślone, kiedy stosuje się je z wielką pieczołowitością pod względem sprawdzania zgodności dostarczonej interwencji z jej projektem (adherence), napotykamy problemy, które ukrywane są głęboko między zbitymi razem danymi badań nad wynikami terapii. Przykładowo, badania regularnie pokazują większą różnicę w efektach między terapeutami stosującymi tę samą metodą w tej samej grupie badawczej niż między porównywanymi grupami stosującymi osobne metody (Miller, Hubble, Chow i Seidel, 2013). Nawet kiedy jesteśmy w stanie wymusić bardzo dokładną zbieżność stosowanej interwencji z opisującym ją protokołem, nie jest to w żaden sposób na empirycznym gruncie jasne, że wpłynie to na poprawę wyników.

    Istnieje wobec tego wszystkiego alternatywa. Możemy porzucić dwa krańce modelu chorobowego – syndromu jako choroby i podręcznika terapii jako testowanego związku chemicznego. Sugestia porzucenia DSM wywołuje czasem reakcję „Ale musimy polegać na czymś!” Jak się okazuje – mamy już coś. I to coś było obecne przez całą tę drogę, choć nie skupiało na sobie uwagi wielu z naszych najważniejszych instytucji edukacyjnych i badawczych. Tym czymś jest powrót do bliskiego przyjrzenia się procesom zmiany, a także uznanie, że terapeuta jest w każdej części elementem procesu terapii – a nie tylko statycznym pojemnikiem na stosowane protokoły. Właśnie taka szczegółowa analiza procesów zmiany, zarówno w klinice, jak w wypadku Becka, jak i w laboratorium, stworzonym w ramach tradycji behawioralnej, zaskutkowała powstaniem naszych najlepiej ugruntowanych metod terapii.

    Dodatkowa zmiana, jaka zachodzi wraz z przejściem do RCT bazujących na protokołach i syndromach, to przejście w kierunku wysoce zagregowanych danych jako centrum uwagi wiedzy klinicznej. Projekty badań grupowych często jednak ukrywają istotną i interesującą różnorodność wyników. Tymczasem – oczywiście – nasze najlepiej ugruntowane badania mają swój rodowód właśnie w badaniach nad osobami, a nie grupami osób. Pochodzą z analizy reakcji jednej osoby na daną interwencję, a nie z analizy średniej reakcji grupy, która może zupełnie nie odzwierciedlać reakcji jakiejkolwiek osoby będącej częścią tej grupy. Współczesna moc obliczeniowa, metody zbierania i analizy danych oferują możliwości niedostępne w przeszłych dekadach (np. Kurz, Johnson, Kellum i Wilson, 2019). Może być tak, że jesteśmy właśnie świadkami zmiany tak istotnej jak ta, która zaszła w latach 80. Hoffmann i Hayes prezentują wizję tego, jak ma ta zmiana paradygmatu wyglądać:

    Może stać się tak, że nauki kliniczne staną się świadkami upadku nazwanych terapii, definiowanych przez zbiór technologii, upadek szeroko pojętych szkół, a zamiast tego ujrzą rozwój testowalnych modeli terapii, rozwój badań nad mediacją i moderacją, wyłonienie się nowych sposobów diagnozy bazującej na analizie funkcjonalnej, przejście z podejść nomotetycznych w stronę idiograficznych, a także przejście w kierunku procesów psychologicznych pomagających wskazać podatne na zmianę elementy. Zmiany te mogą pomóc zintegrować czy zbudować mosty między różnymi orientacjami terapeutycznymi, uwarunkowaniami czy nawet kulturami. (2018, p. 37)

    (…)

    Zmiana ta nie jest na temat porzucenia czegokolwiek, czego już zdążyliśmy się nauczyć. Raczej jest ona przykładem rozległego, zorientowanego na proces rozwoju psychoterapii. Model ten reprezentuje mile widziany powrót do samych korzeni naszych najlepiej udowodnionych terapii. Skupiały się one właśnie na procesach zmiany, a nie na diagnozach. Oprócz tego, rozwój terapii bardziej skupiony na procesach daje możliwość także naukowcom skupionym wokół modeli psychodynamicznych i wspólnych czynników (common factors), którzy cierpieli wskutek dominacji aktualnego modelu chorób i protokołów RCT. Proces zawsze był w centrum ich uwagi. Ponowne zorientowanie się w stronę procesów będzie kierować te często skłócone ze sobą stronnictwa w stronę tej samej strategii badawczej. Możemy zacieśnić nasze więzi przez systematyczne, empiryczne testowanie odpowiedzi na pytanie kliniczne Gordona Paula (1969): „Jaki rodzaj terapii, dostarczany przez kogo, jest najbardziej skuteczny dla tej osoby z tym konkretnym problemem, w jakich okolicznościach i w jaki sposób?” (s. 44)

    Era sztywnych protokołów połączonych ze paskudnymi diagnozami DSM dobiega swego końca. To bardzo dobre wieści. To dobre wieści dla progresywnych psychologicznych nauk, zarówno na poziomie badań podstawowych, jak i stosowanych, a ostateczne także dobre wieści dla wszystkich konsumentów stosowanej nauki.

    Bibliografia

    • American Psychiatric Association. (1952). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (1st ed.). Washington, DC: Author.
    • American Psychiatric Association. (1968). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (2nd ed.). Washington, DC: Author.
    • American Psychiatric Association. (1980). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (3rd ed.). Arlington, VA: Author.
    • American Psychiatric Association. (2013). Diagnostic and statistical manual of mental disorders (5th ed.). Arlington, VA: Author.
    • Beck, A. T. (1976). Cognitive therapy and the emotional disorders. New York, NY: Penguin.
    • Hofmann, S. G., & Hayes, S. C. (2018). The Future of Intervention Science: Process-Based Therapy. Clinical Psychological Science, 7, 37–50.
    • Jones, M. C. (1924). A laboratory study of fear. The case of Peter. Pedagogical Seminary, 31, 308–315.
    • Kupfer, D. J., First, M. B., & Regier, D. A. (2002). A research agenda for DSM-V. Arlington, VA: American Psychiatric Association.
    • Kurz, A. S., Johnson, Y., Kellum, K. K., & Wilson, K. G. (2019). How can process-based researchers bridge the gap between individuals and groups? Discover the dynamic p technique. Journal of Contextual Behavioral Science, 13, 60–65.
    • Miller, S. D., Hubble, M. A., Chow, D. L., & Seidel, J. A. (2013). The outcome of psychotherapy: Yesterday, today, and tomorrow. Psychotherapy, 50, 88–97.
    • Paul, G. L. (1969). Behavior modification research: Design and practice. In C. M. Franks (Ed.), Behavior therapy: Appraisal and status. New York, NY: McGraw-Hill.
    • Regier, D. A., Narrow, W. E., Clarke, D. E., Kraemer, H. C., Kuramoto, S. J., Kuhl, E. A., & Kupfer, D. J. (2013). DSM-5 field trials in the United States and Canada, Part II: Testretest reliability of selected categorical diagnoses. American Journal of Psychiatry, 170, 59–70.
    • Rosenhan, D. L. (1973). On being sane in insane places. Science, 179, 250–258.
    • Rosner, R. I. (2005). Psychotherapy research and the National Institute of Mental Health, 19481980. In W. E. Pickren, Jr., & S. F. Schneider (Eds.), Psychology and the National Institute of Mental Health: A historical analysis of science, practice, and policy (pp. 113– 150). Washington, D. C.: American Psychological Association.
    Kelly Wilson
    Kelly Wilson

    Ustalenie planu sesji ACT

    Jak skutecznie zaplanować pracę z klientem i dlaczego przemyślany plan sesji ACT jest tak ważny w terapii akceptacji i zaangażowania? Poniższy tekst autorstwa Russa Harrisa wyjaśnia krok po kroku, jak ustrukturyzować spotkanie, by przyniosło optymalne rezultaty terapeutyczne.

    Dlaczego warto mieć plan sesji ACT?

    Ustalenie planu sesji ACT

    Autor: Russ Harris | Źródło
    Tłumaczenie: Bartosz Kleszcz

    Ustrukturyzowanie sesji

    Nie istnieje jedyna właściwa formuła lub struktura sesji ACT. Masz wolną rękę do stworzenia swojej własnej, robiąc ACT tak, jak będzie ci odpowiadać. Osobiście jestem bardzo elastyczny podczas mojej własnej praktyki. Wobec niektórych klientów są bardzo ustrukturyzowane, wobec innych – swobodnie płynące. Jednakże im bardziej klient jest chaotyczny, nieskoncentrowany, rozkojarzony, zdemotywowany lub im mocniej utknął, tym więcej struktury wprowadzam podczas sesji. Ten rodzaj klientów potrzebuje struktury – i tak samo potrzebuje jej terapeuta, jeśli tylko ma pracować z nimi efektywnie. Jeśli utkniesz w pracy z klientem, jeśli postęp nie przychodzi, wprowadzenie większej struktury powinno być pierwszym krokiem, jaki uczynisz.

    Jeden z możliwych pomysłów na strukturę

    Przeważnie korzystam z następującego formatu:

    • Rozpoczynam od krótkiego ćwiczenia mindfulness, trwającego do 5 minut, zwykle mniej. Nie nakładam na to dużego ciśnienia – jeśli klient nie ma na to ochoty, pomijam ten element.
    • Szybkie dopytanie na temat pracy własnej z ostatniej sesji i jakichkolwiek zmian spomiędzy naszych spotkań. Także zwykle do 5 minut. Jeśli były jakieś trudności, staje się to elementem planu naszej sesji.
    • Ustalenie planu sesji – zwykle do 5 minut.
    • Przejście przez tyle pozycji tego planu, ile możliwe, jeśli tylko to możliwe.
    • Zakończenie ustaleniem „pracy domowej” – zwykle do 5 minut.

    Ważne. Nie jest to „oficjalne” lub „standardowe” ustrukturyzowanie sesji ACT. To po prostu pewien sposób robienia tego, a ja sam mam tendencję do bardzo swobodnego aplikowania powyższych elementów.

    Ustalenie planu sesji

    Niektórzy klienci będą bardzo skupieni, zmotywowani i przyjdą na każdą sesję z bardzo konkretnym planem tego, na czym chcą się skupić. To czyni naszą pracę wiele łatwiejszą. Jednakże nie jest tak w przypadku wielu osób korzystających z pomocy. Z tymi, którzy mają niejasne cele lub „nie mają pojęcia”, na czym chcą pracować, użyteczne jest spędzić kilka minut ustalając plan sesji ACT. Ja docieram do tego punktu zwykle w okolicy dziesiątej minuty spotkania, po krótkim ćwiczeniu uważności oraz dowiedzeniu się, jak poszła praca własna oraz czy między sesjami zaszły jakieś zmiany. Czasem jednak przechodzę do tego na samym starcie.

    Jasne ustalenie planu sesji będzie bardzo pomocne w pracy z tymi klientami, którzy po prostu chcą spuścić trochę pary, ruminować lub martwić się, czyli tych, którzy skupiają się na mówieniu o tym, co ich trapi, o problemach, uczuciach, tym jak złe jest życie i jak źle się czują – sesja po sesji, bez jasno określonego celu takiej rozmowy, bez żadnych znaczących zmian w zachowaniu między sesjami.

    Podobnie dla klienta z wieloma problemami jednocześnie, który przeskakuje od problemu do problemu przez całą długość sesji, nie przechodząc nigdy do konstruktywnego planu działania.

    Plan sesji często działa także dla klientów ze sfer korporacyjnych lub mundurowych, którzy mogą lubić strukturę oraz poczucie wydajności i przewidywalności, jaką ona wprowadza.

    Oto przykładowy skrypt, który możesz dowolnie modyfikować:

    Czy to w porządku dla ciebie, jeśli poświęcimy kilka minut na starcie każdej z sesji, aby za każdym razem ustalić jej plan? Aby wybrać jeden ważny problem lub sferę życia, którą moglibyśmy poprawić, uczynić głównym punktem naszej pracy podczas danej sesji?

    Powód jest prosty: to czyni naszą pracę wiele bardziej wydajną. Jeśli mielibyśmy stawiać czoła kilku trudnym problemom jednocześnie, to byłoby bardzo trudne osiągnąć cokolwiek.”

    Często klienci odpowiadają bardzo pozytywnie, ale jeśli brzmią niepewnie lub reagują negatywnie, musimy wyjaśnić, w jaki sposób ustalenie planu sesji uczyni je bardziej wydajnymi.

    Przykładowo: „Jeśli mielibyśmy stawiać czoła kilku trudnym problemom jednocześnie, to byłoby to bardzo trudne cokolwiek osiągnąć. Czy możemy skupić się tylko na jednym z nich, by zostać z tym tematem na tyle długo, aż dotrzemy do jakiegoś konstruktywnego planu działania?

    Albo: „Jeśli nie będziemy mieć jasnego planu na sesję – jeśli nie ustalimy jasno, co chcemy z niej wyciągnąć – wówczas jej efekt będzie prawdopodobnie podobny do ostatniej. Będziemy dużo rozmawiać, ale nie opuścisz tego miejsca z niczym praktycznym, co miałoby uczynić twoje życie lepszym.”

    Jak tylko klient się zgodzi, ustalcie wspólnie treść planu. Możesz skorzystać z kwestionariusza „Tarcza do rzutek” i wybrać z niego jakąś sferę życia. Możesz także poprosić klienta, aby wybrać jeden problem, cel czy aspekt życia, na którym miałby się skupić, albo w niektórych wypadkach konkretną umiejętność, jaką chciałby rozwijać.

    Priorytety

    Zazwyczaj nadaję problemom na sesji następujący priorytet (ale oczywiście możesz swobodnie to modyfikować, jako że nie ma tutaj żadnego oficjalnego lub standardowego protokołu ACT).

    1. Zachowania samobójcze. Jeśli klient odznacza się ryzykiem samobójstwa, w oczywisty sposób musi to stać się nadrzędnym tematem sesji.
    2. Przeszkody w prowadzeniu terapii podczas samej sesji. Czy klient robi coś, co staje na drodze terapii, przykładowo okazuje tobie agresję, doświadcza poważnych dysocjacji?
    3. Kontynuacja zaangażowania z ostatniej sesji. Do czego klient się zobowiązał podczas ostatniej terapii? Czy to uczynił? Jeśli tak, to co zaszło, zarówno pod względem pozytywnych konsekwencji, jak i negatywnych? Zwykle poświęcam co najmniej 5 minut, aby przyjrzeć się temu, co zaszło między sesjami, zanim w ogóle przejdziemy do ustalania planu – przeważnie po otwierającym ćwiczeniu mindfulness. Jeśli zaszły tutaj jakieś trudności, ustalamy wspólnie, że stanie się to częścią planu.
    4. Przeszkody do pozytywnych zmian między sesjami. Jeśli klient nie zrealizował tego, co ustaliliście, co jego lub ją przed tym powstrzymało? Przejdź przez jakieś narzędzie diagnostyczne ACT, aby rozpoznać przeszkody i na nie odpowiedzieć.
    5. Główny temat na dziś. Jeśli zostanie na to czas po powyższych punktach.
    6. Dodatkowe tematy na dziś. Jeśli i na nie zostanie czas.

    Darmowe materiały dra Russa Harrisa po polsku

    10 kroków dla każdego dylematu

    Rozwijanie autentycznej pewności siebie

    Checklista wartości

    Metafory umysłu jaskiniowca (ebook)

    Pomaganie klientom w defuzji wobec własnych przeszkód w terapii (ebook)

    Szkolenia na żądanie Russa Harrisa

    Terapia ACT w pracy z traumą

    Zderzenie z rzeczywistością, czyli jak radzić sobie z kryzysem, stratą lub traumą (polskojęzyczny)

    Reality slap or how to deal with a crisis, loss or trauma (anglojęzyczny)

    Russ Harris - wskazówki jak ustalić plan sesji ACT

    Russ Harris

    Stosunek do cierpienia ludzkiego a psychopatologia z punktu widzenia terapii akceptacji i zaangażowania (ACT)

    Stosunek do cierpienia ludzkiego a psychopatologia z punktu widzenia terapii akceptacji i zaangażowania (ACT)

    Autor: Bartosz Kleszcz

    W kwietniu miałem okazję gościć na konferencji organizowanej przez Medycynę Praktyczną, gdzie po raz pierwszy dla mnie główną publicznością byli nie psychologowie, a psychiatrzy. W przeciwieństwie do klasycznej terapii poznawczo-behawioralnej, która poprzez przyjęcie diagnozy DSM oraz redukcyjnego stosunku do objawów psychicznych w bezbolesny sposób dopasowuje się do celów farmakoterapii, ACT przyjmuje zgoła inny punkt widzenia na procesy wiodące do zdrowia psychicznego. Na szczęście tytułem konferencji było „Kontrowersje w psychiatrii”, stąd miałem dobry powód, aby rozwinąć skrzydła.

    W ciągu czterdziestu minut uczestnicy mieli okazję dowiedzieć się o:

    • Bazie empirycznej ACT
    • Kontrowersyjnym statusie diagnozy objawowej
    • Dwóch problematycznych z punktu widzenia ACT procesach – unikaniu doświadczania i fuzji poznawczej
    • Różnicy między brudnym a czystym cierpieniem
    • Funkcjonalnych klasach zachowania
    • Tym, jak funkcjonalne rozumienie trudności może ten sam objaw klasyfikować jako pomocny („zdrowy”) lub niepomocny („psychopatologiczny”)

    Ku mojemu zaskoczeniu, trochę niekompatybilny z popularnym medycznym rozumieniem zdrowia przekaz i późniejszy warsztat ACT spotkał z pozytywnym przyjęciem – cytującą jedną panią psychiatrę, którą spotkałem w hotelowej windzie, „ci pacjenci to tylko by chcieli redukować objawy, a przecież to nie tylko o to chodzi”. A dzięki profesjonalnej obsłudze konferencji otrzymałem z niego wideo, którym się dzielę – miłego oglądania.

    Obejrzyj wideo z wystąpienia na YouTube


    Bartosz Kleszcz - zdjęcie

    Bartosz Kleszcz

    Praca ze wspomnieniami w ACT

    Skuteczna praca ze wspomnieniami w terapii ACT (Acceptance and Commitment Therapy) pozwala na zmianę relacji z bolesną przeszłością i odzyskanie sprawczości w teraźniejszości.

    Dlaczego praca ze wspomnieniami w terapii ACT jest istotna?

    Praca ze wspomnieniami w ACT

    Autor Russ Harris | Źródło
    Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

    Tak jak przy każdym trudnym wewnętrznym doświadczeniu, chcemy dowiedzieć się najpierw, w jaki sposób te wspomnienia stają się problematyczne dla klienta (pomijając oczywisty ich aspekt, że są nieprzyjemne). Chcemy dowiedzieć się, jakim ważnym aspektom życia tej osoby stają te wspomnienia na drodze. Technicznie ujmując temat – chcemy poznać funkcję tych wspomnień, ich wpływ na zachowanie klienta.

    Wiedza na ten temat pozwoli nam:

    • motywować klienta, aby uczył się umiejętności związanych z defuzją i akceptacją, aby radzić sobie z tymi wspomnieniami,
    • dostarczyć sensownego wyjaśnienia dla naszej pracy.

    W związku z tym chcemy zadać klientowi te fundamentalne dla terapii pytania – gdyby te wspomnienia nie były już dla ciebie problemem:

    • Co przestałabyś robić lub zaczęłabyś robić, czego byś robiła więcej lub mniej?
    • Jak byś inaczej traktował siebie, innych, życie, świat?
    • Jakie cele byś realizowała?
    • Jakie aktywności byś rozpoczął lub wznowił?
    • Z jakimi osobami, miejscami, wydarzeniami, aktywnościami, wyzwaniami byś zacieśniła kontakt, nawiązała go, gdzie byś spędzała czas lub do czego byś wróciła – zamiast unikać, rezygnować lub wycofywać się?

    Istnieje wiele opcji pracy z bolesnymi obrazami

    Istnieje wiele opcji

    Jest wiele, wiele sposobów, na jakie możemy w ramach modelu ACT pracować z bolesnymi wspomnieniami. Jak ze wszystkim w ACT, warto być kreatywnym i elastycznym w ramach stosowanych metod, zatem adaptuj je i modyfikuj, aby w efekcie wyszło coś skrojonego na miarę klienta.

    Warto dmuchać na zimne – jeśli podejrzewasz, że dana metoda lub technika może nie przynieść rezultatów, zdecyduj się na inną.

    Przykładowe sposoby pracy

    Opuszczenie kotwicy / poszerzenie pola świadomości. Potężny pierwszy krok w ramach pracy z silnym wpływem wspomnień. Naciśnij stopami mocno na podłogę (lub skorzystaj z innej strategii zakotwiczania np. oddychania przeponowego), zauważaj obecność wspomnienia, ale także swoje ciało, a oprócz tego zauważaj, co widzisz, słyszysz, dotykasz, smakujesz, czujesz nosem itd.

    Dostrzeganie i nazywanie. „Zauważam…”, „Mam wspomnienie na temat tego, że…” Musi być to nazywanie nieoceniające. Idealne by było, aby nazywanie lokowało wspomnienie w ramach jakiejś szerszej historycznej narracji np. „wspomnienie wojny, wspomnienie molestowania seksualnego w dzieciństwie, wspomnienie ojca znęcającego się nade mną.”

    Nowa narracja wokół wspomnienia. Nadanie sensu lub szukanie sensu i znaczenia w jego ramach np. Co to wspomnienie mówi ci na temat tego, co jest dla Ciebie naprawdę ważne?

    Ja jako kontekst. Obserwowanie wspomnień w „przestrzeni” obserwującego ja.

    „Nadaj kształt” wspomnieniu. Wyobraź sobie je jako przedmiot – jego kształt, kolor, rozmiar, temperaturę, ruch, wagę itd. Zlokalizuj je w ciele lub „połóż” ją gdzieś w pokoju.

    Akceptacja. „Siedzenie z” wspomnieniem i tworzenie miejsca dla niego, jak i dla myśli i uczuć, które mu towarzyszą.

    Liście na strumieniu (lub podobne). Kładzenie wizualnych wspomnień na liściach (lub na chmurach na niebie itd.)

    Uważny ruch fizyczny. Szczególnie pomocne, gdy klienci „zastygają” lub przyjmują postawy powiązane z „wyłączeniem się” lub „odcinaniem”. W obecności wspomnienia praktykuj uważne rozciąganie się, chodzenie, picie, poruszanie się, zmianę postaw, poruszanie głową lub ramionami, uderzanie stopą o ziemie, ściskanie razem nadgarstków itd.

    Troska o siebie. Uznanie obecności wspomnienia oraz tego, jak bolesne ono jest. Uprawomocnienie i zaakceptowanie wspomnienia oraz bólu emocjonalnego, który mu towarzyszy. Praktykowanie życzliwości wobec siebie poprzez słowa, czyny, gesty, wyobrażenia oraz wewnętrzny dialog, a także defuzja od nieczułego sposobu rozmawiania ze sobą, zwłaszcza wywołujących wstyd ocen na swój temat.

    Dekonstrukcja wspomnienia. Uważne zauważanie, nazywanie i uznawanie obecności różnorodnych „elementów” wspomnienia, wliczając w to wyobrażenia, dźwięki, zapach, smak, dotyk zawarty „wewnątrz” wspomnienia, a także różnorodne uczucia, emocje, myśli, wrażenia cielesne oraz zmiany w postawie ciała, które pojawiają się w związku ze wspomnieniem. Po kontakcie z każdym „elementem” kieruj w stronę akceptacji.

    Pisanie. Spisz to wspomnienie – szczegółowy, skupiony na zmysłach, krok po kroku opis tego, co się wydarzyło. Spisz wspomnienie i przeprowadź rescripting. Napisz na temat różnorodnych sposobów, na jaki rozwinęłaś się wskutek wydarzeń zawartych we wspomnieniu. Napisz do siebie list z przyszłości, który opisuje, jak wróciłaś do siebie po traumie i sprawiłaś, że prowadzisz dobre życie.

    Dotyk. Praktykuj uważny, życzliwy dotyk skierowany do siebie in obecności wspomnienia np. przytulenie siebie, położenie dłoni na sercu lub w miejscu bólu, masowanie skroni.

    Opisywanie wspomnienia. Przeprowadzenie narracji z traumatycznych wydarzeń, zachowując szczegóły związane z emocjami i zmysłami, nie oceniając ich.

    Wyobrażeniowy rescripting. Wyobraź sobie dorosłą wersję siebie wracającą w czasie, aby pomóc młodszej wersji siebie ze wspomnienia. Dorosła wersja siebie może pocieszać, próbować ukoić, wesprzeć, doradzić, zainterweniować, uratować, pomóc młodszej wersji siebie zrozumieć, co stało się i dlaczego.

    Połączenie między ciałem a wspomnieniami. Eksploruj uważnie, co dzieje się w różnych częściach ciała w obecności wspomnienia – w sferze wrażeń, postawy, działań, ruchów, uczuć. Eksperymentuj z nowymi reakcjami na te fizyczne zdarzenia np. czuły dotyk, okazanie troski, ruch fizyczny, inny rytm oddechu itd.

    Poszerzanie wspomnienia. Włącz pozytywne lub neutralne wydarzenia, które wydarzyły się natychmiast przed lub po i przejdź ponownie przez wspomnienie, włączywszy te wydarzenia (ze szczególnym naciskiem na mocne strony klientki).

    Sztuka. Rysowanie, malowanie, rzeźbienie wspomnienia.

    Ekspozycja z wykorzystaniem wyobrażonego ekranu TV lub komputera. Najbezpieczniej zostawić to na późniejszą fazę terapii, po wykorzystaniu innych technik. Zwizualizuj swe wspomnienie wyświetlane na ekranie i pobaw się nim trochę – zbliż lub oddal jego poszczególne części, zmień kontrast i kolor, ostrość i jasność, głośność i dźwięki, dostrzegaj tło, dodaj nieoceniające, odnoszące się do faktów napisy, spójrz na obraz jak reżyser i zauważaj takie szczegóły, jak cienie, oświetlenie, kolory, powierzchnię przedmiotów.

    Wspomnienia a flashbacki

    Możemy myśleć o flashbackach jako o ekstremalnym poziomie fuzji z danym wspomnieniem. Klient staje się tak bardzo złączony ze wspomnieniem, że traci prawie lub zupełnie poczucie tego, że to powtórka z przeszłości. Jest niewiele lub zero poczucia „ja” zauważającego wspomnienie. Zamiast tego to tak, jakby wydarzenie zachodziło w rzeczywistości, właśnie tu i teraz. Jakiekolwiek poczucie „ja” znika, jakiekolwiek poczucie historycznej narracji z tym związane staje się nieobecne.

    Opuszczenie kotwicy /poszerzenie pola świadomości będzie bardzo dobrym pierwszym krokiem i w obliczu flashbacków, i przytłaczających wspomnień:

    Naciśnij stopami mocno na podłogę (albo skorzystaj z innej strategii zakotwiczania jak oddychanie przeponowe lub rozciąganie się) i… zauważ wspomnienie… i… także zauważaj swoje ciało… i… także zauważaj, co widzisz… słyszysz… dotykasz… smakujesz… czujesz węchem… i co robisz… itd.

    Wspomnienia a ruch

    Uważny fizyczny ruch także jest dobrym punktem do startu w obliczu flashbacków i przytłaczających wspomnień. Jest szczególnie pożyteczny, kiedy klient „zastyga” lub przyjmuje postawy związane z „wyłączeniem się” lub „odcięciem się”.

    W obecności wspomnienia praktykuj uważne rozciąganie się, uważne chodzenie, uważne picie, uważne poruszanie się, uważne zmienianie pozy, uważne uderzanie stopą o podłogę, uważne przyciskanie nadgarstków do siebie itd.

    Te ćwiczenia oczywiście nachodzą lub łatwo prowadzą w stronę opuszczania kotwicy / poszerzania pola świadomości.

    Zauważanie i nazywanie

    Tak jak przy jakimkolwiek trudnym prywatnym przeżyciu, Zauważanie i nazywanie stanowić będzie zazwyczaj pierwsze kroki w stronę defuzji czy akceptacji.

    „Zauważam wspomnienie X”, „Mam teraz wspomnienie związane z tym X”, „Oto wspomnienie na temat X”, „Mój umysł przypomina mi o X”, „Oto kolejny flashback wracający do X”.

    Ważne: nazywanie wspomnienia musi być nieoceniające. Idealnie by było, gdyby nazywanie danego wspomnienia lokowało je w pewnej historycznej narracji np. „wspomnienie wojny”, „wspomnienie molestowania seksualnego w dzieciństwie”, ”wspomnienie, jak mój ojciec mnie bił” (w kontraście do oceniającego nazywania, takiego jak „wspomnienie na temat tego skurwysyna rujnującego moje życie”).

    Darmowe materiały i szkolenia

    Darmowe materiały dra Russa Harrisa po polsku:

    Szkolenia na żądanie Russa Harrisa:

    Spojrzenie emocjom pod maskę

    Świadoma i skuteczna praca z emocjami wymaga zajrzenia pod powierzchnię naszych codziennych reakcji, aby dostrzec to, co naprawdę czujemy.

    Praca z emocjami – spojrzenie emocjom pod maskę

    Autor: Russ Harris | Źródło
    Tłumaczenie: Bartosz Kleszcz

    Co spoczywa pod danym uczuciem?

    Często pomocne jest, aby korzystać z metafory „powierzchni i głębi” w kontakcie z pewnymi uczuciami, wrażeniami, emocjami. Ma to zwłaszcza znaczenie w wypadku złości i odrętwienia.

    Złość jest zazwyczaj (ale nie zawsze) emocją drugiego rzędu – reakcją na bardziej bolesną pierwszorzędną emocję, jak wstyd, poczucie winy, zawstydzenie, strach itd. Z kolei odrętwienie zazwyczaj oznacza dysocjacyjną reakcję na jakąś bolesną emocję pierwszego rzędu.

    Jest zatem z klinicznego punktu widzenia użyteczne, aby mówić o złości i odrętwieniu jako „będącymi na powierzchni” – i by „wybrać się na eksplorację”, aby zobaczyć, czy jest coś „głębiej” lub „pod nimi.”

    Eksploracja

    Pamiętaj, eksplorujemy. Zachęcam w związku z tym do „ciekawości i otwartości”, jako że nie wiemy tak naprawdę, na co trafimy. Często pomocne jest powiedzenie o tym prosto z mostu – na przykład coś takiego:

    „Możemy po prostu trafić na więcej odrętwienia” albo „Trafimy zwyczajnie na więcej złości.” Wyruszając z tego punktu, korzystam z wielu metod opisanych poniżej.

    Pierwsze kroki podczas eksploracji

    Pierwszym krokiem podczas „eksplorowania” jest dowolna emocja, uczucie, wrażenie fizyczne, które znajdziemy „na powierzchni”. Możemy spytać klientów:

    • Gdzie znajduje się ona w ciele?
    • Jaki ma rozmiar, kształt, zarys, temperaturę?
    • Czy jest „na powierzchni”, czy „głębiej w środku”?
    • Czy porusza się lub czy jest nieruchoma?
    • Czy w jakikolwiek sposób zmienia się, czy zmienia swoją lokalizację?
    • Czy są jakieś skupienia ciepła lub zimna, wibracje, pulsowanie?
    • Na skali od 0 do 10, jak silna jest teraz?
    • Jak byś nazwała tę emocję/to uczucie?

    Akceptacja

    Możemy potem przejść dalej w stronę akceptacji czegokolwiek, co napotkamy „na powierzchni”. Pozwalamy temu wrażeniu być w chwili obecnej bez walki z naszej strony, a także bez pozwalania mu, by kontrolowało nasze działania.

    Możemy:

    • Oddychać w jego kierunku,
    • Robić na nie miejsce,
    • Delikatnie je trzymać,
    • Pozwalać mu być tutaj,
    • Pozwalać mu przychodzić, zostawać i odchodzić w swoim własnym czasie.

    Możemy skorzystać z jakiejkolwiek techniki akceptacji, jaka nam pasuje, wliczając w to „nadanie kształtu”, gdzie wyobrażamy sobie impuls jako obiekt fizyczny w ciele – jaki ma kształt, kolor, powierzchnię, temperaturę, wagę itd.?

    Dalsza eksploracja

    Możemy następnie eksplorować dalej – aby zobaczyć, czy jest coś „pod” lub „głębiej” lub „kryjącego się poniżej” złości czy odrętwienia lub innych „emocji z powierzchni”.

    Możemy zaprosić klientkę, aby eksplorować z ciekawością, aby „delikatnie obierać jej warstwy”, by „zobaczyć, czy jest coś poniżej”, aby „siedzieć z nią i zobaczyć, czy coś wynurzy się na powierzchnię”.

    Złość i odrętwienie mogą być porównane do twardej warstwy ochronnej lub pełnej zbroi albo kamizelki kuloodpornej – i możemy zapraszać klientów do „delikatnego ściągania” tego.

    Ja jako kontekst

    Podczas tego rodzaju pracy może być użyteczne, aby wprowadzić pracę opartą na procesie ja jako kontekstu. Możemy spytać klienta, aby ten skorzystał z obserwującej części siebie, aby uczynić krok do tyłu i obserwować cokolwiek, co pojawi się, wynurzy, wyjdzie z głębszych warstw itd.

    Możemy dołączyć tego rodzaju wypowiedź: „I zobacz – twoje uczucia i wrażenia zmieniają się cały czas, są ich warstwy na warstwie. Ciągle zmieniają się i przechodzą jedna w drugą. Ale jest ta część ciebie, która zauważa, nie zmienia się, jest zawsze tutaj, jest zawsze dostępna – jest w stanie zauważać każdą zmianę, jaka zachodzi.”

    Troska o siebie

    Częstokroć tym, co „wynurza się z głębi” złości lub odrętwienia, będzie bardzo bolesna emocja – wstyd, wina, smutek, strach, samotność itd. W takich sytuacjach pomocna jest praca z troską o siebie.

    Możemy pomóc naszym klientom, aby realizować jakąkolwiek lub wszystkie propozycje z następujących:

    • Uznać obecność bólu
    • Uprawomocnić ból
    • Zrobić na ból miejsce
    • Zejść z haczyka ostrego samokrytycyzmu
    • Traktować się życzliwie
    • Doświadczyć więzi z innymi.

    Russ Harris

    Przesadne skupienie się na celach u klienta

    Skuteczna praca z celami w terapii ACT (Terapii Akceptacji i Zaangażowania) wymaga zachowania odpowiedniego balansu pomiędzy dążeniem do zamierzonej zmiany, a akceptacją obecnej rzeczywistości i czerpaniem z niej na co dzień. Poniższy materiał wyjaśnia, w jaki sposób poprowadzić proces, gdy klient jest zbytnio zafiksowany na odległych wynikach.

    Jak wygląda praca z celami w terapii ACT?

    Przesadne skupienie się na celach u klienta

    Autor: Russ Harris | Źródło

    Tłumaczenie: Bartosz Kleszcz

    Niektórzy klienci przychodzą na terapię lub coaching nadmiernie skupieni na osiąganiu celów:

    • Muszę… znaleźć partnera lub partnerkę, wyjść za mąż lub ożenić się, mieć dzieci, dobrą pracę, kupić mieszkanie, stracić tyle a tyle z wagi itd.
    • Kiedy osiągnę te cele, WÓWCZAS będę szczęśliwy. Ale póki to się nie stanie, będę czuć się BEZNADZIEJNIE.

    Dwa elementy naszej pracy

    Jak tylko zapoznamy się z celami klienta, możemy powiedzieć coś w rodzaju:

    Wygląda na to, że mamy przed nami dwie elementy do zrealizowania. Jeden z nich to skupić się na tych celach po kolei i skonstruować taki plan działania dla każdego z nich, abyśmy mieli pewność, że robisz wszystko, co tylko możliwe, aby zmaksymalizować szanse na sukces. Częścią tej pracy będzie nauka, jak radzić sobie z jakimikolwiek trudnymi myślami i uczuciami, które stają ci na drodze – lękiem, strachem przed porażką i tymi wszystkimi myślami na temat tego, że to zbyt trudne lub czemu to się nie uda.

    Wygląda też na to, że inną częścią naszej pracy będzie zadbać też o to, byś prowadził najlepsze możliwe życie już dziś, nawet kiedy te cele nie zostały jeszcze zrealizowane. Ponieważ, wiesz, nie mamy tak naprawdę pojęcia, ile zajmie realizowanie tych celów, prawda? Może zająć bardzo długo. Nie ma tu żadnych gwarancji, co nie?

    Chciałbym się zatem ciebie zapytać, czy możemy w tej drugiej części pracy skupić się na sposobach na to, by poprawić swoje życie na co dzień. Tak, abyś mógł prowadzić jak najpełniejsze życie tu i teraz, nawet jeśli niektóre z tych celów będą dość odległe. Czy to dla ciebie w porządku?

    Plan działania

    Definiując cele i rozkładając je na konkretny plan działania, będziemy potrzebować skupić się na określeniu wartości, co ma zapewnić odpowiednią motywację oraz autentyczność wybranych celów.

    Jak tylko pojawią się te wszystkie trudne myśli i emocje, zwłaszcza związane z wymówkami – wszystkie powody, dla których nie mogę tego zrobić, nie powinienem lub nie powinienem musieć tego robić – konieczna stanie się z kolei praca nad defuzją i akceptacją.

    Szukanie wymówek

    Kiedy klient zaczyna dzielić się wymówkami, dobrym pomysłem będzie spisać wszystkie te „powody”, abyście oboje mogli jasno zobaczyć każdą myśl, która pełni funkcję przeszkody do działania.

    Terapeuta: Oto wszystkie sposoby, na jakie twój umysł będzie próbować zniechęcić cię do podejmowania działania. Czy jesteś w stanie podjąć te działania tak czy inaczej, nawet jeśli twój umysł mówi takie rzeczy?

    Jeśli klient odpowie twierdząco – rewelacyjnie. Jeśli odpowie, że nie…

    Terapeuta: Ok. Wygląda na to, że pomocne będzie w ramach naszej pracy nauczyć się, jak odebrać tym myślom moc, aby nie kontrolowały ciebie aż w takim stopniu.

    Tego typu wypowiedź zwraca terapię w kierunku defuzji poznawczej.

    Ale naprawdę nie ma na to szans!

    Jeśli klient nalega „Ale naprawdę nie ma na to szans. Nie ma sposobu, by to osiągnąć.”

    Terapeuta: Cóż, mamy tutaj dwie opcje. Pierwsza to możemy potraktować tę myśl jako WYROK OSTATECZNY – i jeśli tak, to poddajemy się z tym celem i ustalamy następny. Druga, to że pozwolimy twojemu umysłowi założyć, że to beznadziejna sprawa, ale będziemy też kontynuować pracę nad tym celem tak czy inaczej – i zobaczymy, co się stanie. Którą opcję wolisz?

    Rozdźwięk między marzeniami a rzeczywistością

    Jak tylko ustali się cele i klient podejmie działania zgodne z wartościami, to pomocne wprowadzić ideę rozdźwięku między marzeniami a rzeczywistością.

    Terapeuta: Mamy tutaj duży rozdźwięk między twoimi marzeniami a rzeczywistością. Naprawdę chcesz XYZ, ale nie masz tego teraz. Podejmujesz działania, ale nawet nie wiesz, czy kiedykolwiek osiągniesz XYZ, a jeśli jednak tak, to jak długo to zajmie. Naturalnie to bardzo bolesny stan. Wiesz, gdyby ktoś inny był w twojej sytuacji, to co byś oczekiwał, że ta osoba będzie czuć stawiając czoła temu rozdźwiękowi?

    Życie dziś

    Ostatecznie, wracamy do idei, że cele są w przyszłości, ale że życie odbywa się tu i teraz.

    Terapeuta: Zatem robisz wszystko, co możliwe, aby maksymalizować szanse sukcesu w ramach celów, które sobie postawiłeś, tak? Ten temat mamy więc pod kontrolą. Czy możemy skupić się w związku z tym na wyciągnięciu jak najwięcej z życia, które masz tu i teraz? Jak byś chciał spędzić swój czas każdego dnia, nawet kiedy skupiasz się na realizowaniu tych celów?

    To z kolei prowadzi nas w stronę określenia wartości.

    Darmowe materiały dra Russa Harrisa po polsku:

    10 kroków dla każdego dylematu

    Rozwijanie autentycznej pewności siebie

    Checklista wartości

    Metafory umysłu jaskiniowca (ebook)

    Pomaganie klientom w defuzji wobec własnych przeszkód w terapii (ebook)

    Szkolenia na żądanie Russa Harrisa:

    Terapia ACT w pracy z traumą

    Zderzenie z rzeczywistością, czyli jak radzić sobie z kryzysem, stratą lub traumą (polskojęzyczny)

    Reality slap or how to deal with a crisis, loss or trauma (anglojęzyczny)

    Portret Russa Harrisa - praca z celami w terapii ACT

    Russ Harris

    Czy klienci MUSZĄ rozmawiać na temat swojej traumy?

    Wielu terapeutów zastanawia się, czy rozmowa o traumie w terapii jest bezwzględnie konieczna do osiągnięcia postępów i poprawy stanu pacjenta. Poniższy artykuł, oparty na podejściu Russa Harrisa, wyjaśnia, jak terapia ACT traktuje pracę z trudnymi wspomnieniami i dlaczego zmuszanie klienta do konfrontacji z przeszłością może czasem przynieść więcej szkody niż pożytku.

    Czy rozmowa o traumie w terapii jest obowiązkowa?

    Czy klienci muszą rozmawiać na temat swojej traumy?

    Autor: Russ Harris | Źródło
    Tłumaczenie: Bartosz Kleszcz

    Jeśli klient nie ma ochoty rozmawiać na temat traumatycznych wydarzeń z przeszłości, to nie powinno się go zmuszać. Jeśli terapeutka będzie próbować wymusić na nim to wbrew woli, może to łatwo doprowadzić do pogorszenia relacji terapeutycznej i/lub uczynić samą terapię czymś zagrażającym i niebezpiecznym z perspektywy klienta.

    Pamiętaj: klient może wynieść ogromne korzyści ze stosowania ACT w codziennym życiu, nawet jeśli nigdy nie poruszy tematyki traumy podczas terapii.

    Może także nauczyć się wszystkich kluczowych umiejętności, jakich uczy terapia ACT, bez rozmawiania bezpośrednio o traumie. To bardzo dobre wieści, jako że niektórzy z klientów nie będą nawet tej traumy pamiętać.

    Kiedy mówienie o traumie może być pomocne?

    Rozmowa na temat traumy często będzie pomocna i uzdrawiająca dla wielu osób, pod następującymi warunkami:

    • Będzie prowadzona dobrowolnie, z gotowością ze strony klienta.
    • Z dużą ilością troski, empatii i uprawomocnienia ze strony terapeuty.
    • Połączy się ją z aktywnym rozwojem umiejętności psychologicznych.

    Ale nawet biorąc pod uwagę wszystkie te zalecenia, rozmowa o traumie nie zawsze będzie pomagać. Niektórzy odkryją, że samo poruszanie tematu jeszcze tylko pogorszy ich stan. Na szczęście dyskutowanie na temat traumatycznego doświadczenia zdecydowanie NIE jest konieczne dla poprawy stanu klienta – nie powinniśmy zatem nigdy zmuszać nikogo do poruszania tego tematu, jeśli praca z traumą ma przynieść pozytywne efekty.

    Rozmowa o traumie jako forma ekspozycji

    Oczywiście, rozmowa o traumie może także działać jako forma, którą jest ekspozycja interoceptywna. Jej prosta definicja to „zorganizowany kontakt z zawężającymi repertuar bodźcami, celem zwiększenia elastyczności psychologicznej.”

    „Zawężającymi repertuar” oznacza, że zachowanie w odpowiedzi na dany bodziec jest sztywne i nieelastyczne, ograniczając i zawężając zakres własnych reakcji. „Interoceptywna” oznacza odniesienie się do bodźców wewnątrz ciała: wspomnień, myśli, uczuć, impulsów, wrażeń itd.

    Jeśli terapeutka chce efektywnie wykorzystać „rozmawianie na temat traumy” jako formę ekspozycji, powinna regularnie włączać uważność w terapii w obliczu zawężających repertuar bodźców, które mogą się pojawiać podczas rozmowy z klientem.

    Przykładowo, podczas rozmowy terapeutka będzie regularnie prosić klienta, aby zauważać (z ciekawością i otwartością) różnorodne trudne myśli, uczucia, emocje, wspomnienia, wrażenia, impulsy, obrazy, jakie pojawiają się – i jednocześnie pomagać będzie klientowi pozostać stabilnie zakorzenionym w tu i teraz. To jedno z wielu oblicz tego, co nazywamy uważnością. Tego rodzaju praca może wydarzyć się na dowolnym etapie terapii – na początku, w środku lub pod koniec.

    W razie niechęci, daję swoim klientom wolną rękę w tym, aby wycofać się z rozmowy o traumie. Moje założenie jest takie, że kiedy klient będzie na to gotów, bez mojego przymuszania, to wtedy będzie dla niego właściwy czas. To decyzja klienta, a nie moja. Także podczas procesu odmowy możemy pomagać klientowi kształtować procesy związane z uważnością, nawet jeśli nie usłyszymy od niego wiele na temat samej historii doświadczeń.

    Darmowe materiały i szkolenia na żądanie

    Darmowe materiały dra Russa Harrisa po polsku

    10 kroków dla każdego dylematu

    Rozwijanie autentycznej pewności siebie

    Checklista wartości

    Metafory umysłu jaskiniowca (ebook)

    Pomaganie klientom w defuzji wobec własnych przeszkód w terapii (ebook)

    Szkolenia na żądanie Russa Harrisa

    Terapia ACT w pracy z traumą

    Zderzenie z rzeczywistością, czyli jak radzić sobie z kryzysem, stratą lub traumą (polskojęzyczny)

    Reality slap or how to deal with a crisis, loss or trauma (anglojęzyczny)

    Ukierunkowywanie gadatliwego klienta podczas terapii grupowej

    Ukierunkowywanie gadatliwego klienta podczas terapii grupowej

    Autor Darrah Westrup | Źródło
    Tłumaczenie Bartosz Kleszcz

    Aktywny udział stanowi jedno z głównych założeń terapii grupowej. Ale co z ludźmi, którzy wnoszą na terapię zbyt wiele? Jaka jest najlepsza metoda pracy z gadatliwymi klientami – osobami, które korzystają z sesji, aby raczyć nas opowieściami na temat swój i swego życia. Kluczem jest kontekst. Dzięki właściwiej ocenie funkcji opowiadania historii o sobie u takiego klienta, terapeuta będzie wiedzieć, jak zareagować. Musimy brać tu pod uwagę nie tylko rolę takich wypowiedzi u samego opowiadacza, ale także rolę tego zachowania dla innych członków grupy oraz w odniesieniu do ogólnych celów terapii.

    Przykładowo, weźmy na warsztat członka grupy, który spędził ostatnie 10 minut opowiadając historię o czymś, czego doświadczył w przeszłości. Wyobraźmy sobie, że to w ogóle pierwszy raz, kiedy ta osoba podzieliła się czymś osobistym na forum. A teraz, że ten ktoś podzielił się dokładnie tym samym nie raz, ale dwa razy. Mamy tutaj różnicę w kontekście. Może i już się nią raz dzielił, ale tu i teraz będzie ona doskonałym przykładem, aby zilustrować coś, na czym skupia się grupa. Albo może opowieść jest króciutka i nowa, ale jej funkcją było odwrócić uwagę od czegoś ważnego, co właśnie ma miejsce. To tylko kilka możliwości, a każda z nich sugeruje odmienne reakcje terapeutki.

    Zatem jak podejść do członka grupy, który regularnie popada w opowiadanie o sobie w taki sposób, który jest problematyczny, i dla jego własnego rozwoju, i dla ogólnego procesu grupowego? Warto od razu przejść do funkcji, jaką takie zachowanie pełni:

    Terapeutka: (przerywając „Karolowi” opowieść na temat czegoś, co doświadczył podczas wojny) Przepraszam, że przerywam tobie, ale wydaje mi się, że to ważne, aby o coś cię spytać. (Karol pauzuje.) Chciałabym wiedzieć więcej na temat tego, dlaczego chcesz opowiedzieć o tym grupie w tej chwili. Co chcesz, aby oni poznali?

    Tego rodzaju interwencja zaprasza Karola, aby sam ocenił funkcję tego, co właśnie robi. Częstokroć członek grupy postawiony w tej roli zawaha się trochę, będąc wyciągniętym w jakimś stopniu z opowieści, którą jego umysł mu podsuwa.

    Karol: (wahając się) Nie jestem pewien…

    Terapeutka: Krzysztof podzielił się właśnie tym, że oglądany przez niego w weekend film zdenerwował go, a następnie ty zacząłeś się dzielić, jak raz dałeś w twarz komoś, kto cię zaskoczył –

    Karol: A tak. Ten gość zaszedł mnie od tyłu bez żadnego ostrzeżenia, wiecie? A ja –

    Terapeutka: Pozwól, że przerwam ci tutaj – to bardzo ważne. Czy mógłbyś powiedzieć, dlaczego chciałbyś podzielić się tym teraz z grupą?

    Karol: (trochę niezadowolony, ale też zamyślony) Wydaje mi się… wydaje mi się, że mogę zrozumieć to, jak Krzysiek się czuł.

    Terapeutka: O, rozumiem teraz. Zatem dzielenie się tą opowieścią to sposób, aby poinformować Krzysztofa, że możesz jakoś odnieść się do jego doświadczeń. (Karol kiwa głową potwierdzająco.) Jakie konkretne emocje pojawiły się zatem u ciebie w związku z tą sytuacją?

    I teraz właśnie wracamy do teraźniejszości oraz budowania kluczowych umiejętności związanych z terapią akceptacji i zaangażowania – kontaktowania się z chwilą obecną, defuzji, gotowości, ja jako kontekstu. Możesz nawet odwołać się do wartości, zwracając uwagę, że więź z innymi wydaje się być czymś ważnym dla Karola. Sednem tej interwencji było odciągnięcie uwagi od treści historii i w kierunku tego, co dzieje się w ramach grupy w chwili obecnej na poziomie emocji.

    Kluczem do tego wszystkiego jest oko terapeutyczne skoncentrowane na procesie. Nie chodzi o to, co powiedziano, ale dlaczego powiedziano. Co dzieje się w tym pomieszczeniu? Pamiętaj, że możesz rozważenie tego tematu skierować także w stronę całej grupy. Co dzieje się w tej chwili? Co nie jest powiedziane? Dlaczego robimy to, co robimy? Jaki jest cel tej historii, tu i teraz? Czego potrzebujesz lub potrzebujecie? Innymi słowy, zwracaj uwagę na funkcję oraz pozwalaj swej grupie wykonywać pracę.

    Darrah Westrup

    Darrah Westrup

    Jak rozumieć i pracować z problematyczną relacją z sobą samym wedle terapii akceptacji i zaangażowania?

    Napisał Bartosz Kleszcz

    Bardzo dziękuję za pomoc wszystkim, którzy przyczynili się do finalnej wersji tekstu.

    Poniższy artykuł zaznajomi czytelnika z jednym z kluczowych terminów w terapii ACT – skonceptualizowanym ja. Czytelnik pozna, jaki wpływ na życie osoby może mieć schematyczne myślenie na swój temat, a także jak ACT stara się te sztywne schematy poluzować.

    Jaki wpływ na zachowanie ma skonceptualizowane ja?

    Skonceptualizowane ja to poczucie siebie ujęte w koncepcje, czyli statyczne pojęcia, schematyczne sposoby myślenia oraz skoordynowane z tym działania. Nabywamy je w ciągu naszego życia wskutek socjalizacji – od rodziców, rówieśników, innych znaczących osób – i jako wnioski wyciągnięte z życiowych sytuacji, zwłaszcza jeśli te sytuacje były trudne lub pozwalały uciec przed jakimś trudem psychicznym. Czy posiadanie swojej własnej konceptualizacji jest obiektywnie złe, błędne i niepomocne? Nie i nie ma od nich ucieczki – każdy z nas jakoś się definiuje i próbuje znaleźć sposób na trzymanie się jak najdalej od cierpienia. Natomiast nasza relacja z tymi definicjami siebie może być albo swobodna i inspirująca, albo sztywna, brutalna i tłamsząca. Jakkolwiek także terapeuta może mieć albo swobodną, albo tłamszącą relację z samym sobą, poniższy tekst skupi się na przykładach takich trudności u klienta.

    Podczas psychoterapii, jako że będziemy pracować z osobami, które mają za sobą przeważnie historię ciężkich doświadczeń i braku wsparcia, będziemy nieraz natrafiać na konceptualizację ja w formie uwewnętrznionej listy mniej lub bardziej sztywnych nakazów, zakazów i ocen siebie. Popularne przykłady to perfekcjonizm, narcyzm, samokrytycyzm. Terapeuta szybko wyłapie ślady większych całości w mowie klienta, powtarzającego, że „jestem głupi”, „nie wolno mi bawić się, jeśli nie skończyłam listy celów”, że „powinienem schudnąć, by być godnym miłości”, będącego rozczarowanym, że „zrobił tylko 20%” (komunikuje wtedy domyślny i mierzalny punkt odniesienia do jego wartości) lub starającego się być kimś doskonałym, sumiennym i bezproblemowym dla terapeuty.

    Skonceptualizowane ja, do którego klient nie ma dystansu, w języku ACT nazywa się fuzją ze skonceptualizowanym ja. Fuzja to inaczej połączenie – w tym wypadku zachowania, myślenia i czucia się z wyrażonym w postaci „muszę”, „powinienem”, „nie mogę”, „jestem” kodu psychicznego. By zobrazować to klientowi, biorę komórkę i mówię coś w stylu:

    Tutaj widzisz wyświetlający się obraz. Jego wyświetlanie jest uzależnione od linijek kodu, które kontrolują to, co się pokaże. Kod jest inny niż to, co na ekranie. Tak samo u ciebie za tym zachowaniem mogą stać pewne myśli, przekonania, wspomnienia. Chciałbym, byśmy mogli je poznać, aby lepiej widzieć, co stoi za tym, co robisz.

    Bez dodatkowej pracy, fuzja ze skonceptualizowanym pojmowaniem siebie funkcjonuje w sposób nieuświadomiony. Kod źródłowy w w głowie klienta staje się automatycznie wykonywany. Osoba w fuzji widzi w ograniczonym stopniu lub wcale, że kierują nią powinności, wewnętrzne oczekiwania, które są tylko myślami. Zamiast tego traktuje to, co mówi jej umysł, jako rzeczywistość. Tak samo, jak zimowe niebo jest szare, a śnieg zimny w dotyku, tak ona widzi siebie jako kogoś obiektywnie beznadziejnego i wierzy, że inni widzą ją tak samo – i że rozwiązanie tego stanu, to realizować wszystkie pomysły krytycznego umysłu, aby taką osobą nie być.

    Skonceptualizowane ja nakłada dodatkową warstwę problemów na naturalne cyrkulacje nastroju i warunków życiowych. Zarówno na emocjonalnej górze, jak i w emocjonalnym dole, filozofia podejścia do siebie będzie niezmieniona. Niezależnie, czy realizuje swój schemat, czy nie, są pewne warunki, od których zależy poczucie wartości mającej je osoby. Czyni to akceptację zależną od tego, czy akurat w danym dniu realizujemy powinności wynikające z wewnętrznego „muszę”, „powinienem” oraz „nie wolno mi” lub czy ktoś z zewnątrz nas w tym wesprze. Nie możemy stabilnie polegać na takiej filozofii, więc z czasem rośnie życiowy bagaż porażek w tej syzyfowej pracy, co następnie tworzy samospełniającą się przepowiednię. Te myśli muszą być naprawdę słuszne, przecież w moim życiu są liczne przykłady na to!

    W takich warunkach człowiek próbuje uciekać przed swoim własnym piekiełkiem, starając się sprostać jasno określonym wewnętrznym wymaganiom. Tworzy to niestety następne problemy. Są dni, tygodnie czy miesiące, kiedy udaje się je pomyślnie realizować np. ktoś czyta mnóstwo książek, by „być mądrym” zamiast „być głupim”. Można mieć wtedy poczucie, że rozwiązuje się fundamentalny problem z samym sobą, że oto znalazło się sposób na rozwiązanie samego siebie. Staje się to wówczas kuszącym źródłem ekscytującego haju emocjonalnego. Na jakiś czas można uniknąć poczucia kryzysu, gorszości, niezadowolenia z siebie.

    Z drugiej strony, zasady werbalne są tradycyjnie dość oporne wobec dosłownej zmiany na lepszy model i mają sens z perspektywy tego, czego nauczył się o sobie i życiu klient. Dramatyczne sytuacje w życiu klienta, jak wyboista relacja z rodzicami powtarzającymi, że nic się ich synowi lub córce nie uda, strata kogoś bliskiego, porażka w istotnej dziedzinie życia, były sygnałem, aby wypracować sobie sensowny model świata na ich podstawie. To nie jest choroba, to naturalny proces związany z tym, jak działa analityczny, rozwiązujący problemy jak zadania matematyczne z x i y do podstawienia umysł.

     

    • Straciłem miłość życia? Coś musiało być ze mną nie tak. Jak być kochanym? Kiedy byłem w związku, to ważyłem 10 kg mniej i ubierałem się wiele modniej. Teraz czuję się samotny? Powinienem naprawić swoje ciało i szukać sposobów, aby zwracać na siebie uwagę.
    • Mój rodzic powtarza mi, że jestem niewdzięcznym skurwysynem, bo mam złe oceny w szkole? To pewnie oznacza, że muszę być głupi, leniwy i niewdzięczny. Jak być kimś lepszym? Kiedy udawało mi się mieć dobre oceny, otrzymywałem pochwały, nie byłem bity i wyzywany w domu, czułem ulgę i trochę bezpieczeństwa. Teraz sam myślę o sobie w krytyczny sposób? Powinienem bardziej się postarać.

    Historycznie zatem funkcją warunkowego traktowania się jest chronić nas przed sytuacjami, które wiązały się z bolesnymi doświadczeniami. Mają sens z perspektywy przeżyć klienta. Nie oparzę się ponownie, jeśli będę w określony sposób chodzić wokół rozgrzanego pieca. W teraźniejszym życiu natomiast konceptualizacja ja staje się źródłem ciągłego stresu, bo krytyk lub kryzysowa sytuacja nie jest na zewnątrz, ale już wewnątrz osoby, jako wyuczony sposób odnoszenia się do siebie i łączenia faktów. Skonceptualizowane ja nie będzie już osobą, którą można przekonać do innej opinii, lub wydarzającą się tu i teraz sytuacją, na którą można wpłynąć. To zbiór myśli, wobec których nie ma przycisku „usuń”, i których bardzo trudno unikać 24 godziny na dobę.

    Nie zdziwi zatem, że posiadanie takich myśli wyczula na przykłady z otoczenia podważające własną wartość. Im bardziej ktoś będzie się starać, by nie być nieodpowiednim pod jakimś względem, tym bardziej będzie żyć w relacji do tych myśli. Wzmacnia to sam ten punkt odniesienia i zachęca do unikania ryzyka. Perfekcjonistyczne skonceptualizowane ja sprawi, że osoba chętniej będzie unikać sytuacji, które wrażliwą samoocenę mogą wystawić na niepewność. A kiedy niechybnie przychodzi kryzys, ta sama warunkowa miłość będzie przyczynkiem do kopania siebie-leżącego, przygniecionego własnymi wymaganiami. Wówczas osoba się wypala i coraz mniej jej zależy na następnych dietach, szkoleniach, zwycięstwach i związkach, a jednocześnie widzi diety, szkolenia, zwycięstwa i związki jako jedyny sposób, aby kochać samego siebie choć przez chwilę.

    Typowy klient z silnym skonceptualizowanym ja będzie zatem mieć tendencję do skoków z nastrojem w górę, bo wprawdzie traktuje siebie jako problem do rozwiązania, ale jednak coś rozwiązuje ze sobą i płynie na fali. Potem, z każdym wypalającym obrotem błędnego koła, będzie z tej górki spadał – kiedy nie spełni wymagań krytyka, nie uzyska zewnętrznego potwierdzenia swojej wartości w gorszy dzień, gdy nie będzie osób, które akurat można doraźnie użyć na rzecz tego, by lepiej się czuć.

    Przy silnej fuzji zniknie spontaniczność, wejdzie na jej miejsce rutyna związana z przewidywalnymi wymaganiami, z których można wydedukować, jak powinna wyglądać reszta życia danej osoby. Zniknie otwartość i gotowość do zdrowego ryzyka, przyjdzie na to miejsce dodatkowy lęk, związany z oparciem własnej stabilności na kruchym lodzie warunkowej miłości, nie łamiącym się tylko w szczególnie pomyślnym środowisku. Znikną relacje międzyludzkie mogące być celem samym w sobie, będzie traktowanie innych osób jako środka do celu i zależność od nich, gdyż może wystarczająco atrakcyjny, mądry lub przedsiębiorczy partner, znajomy czy wspólnik załata nasze poczucie niedostatecznej wartości. Zniknie wolny wybór ścieżki życiowej, odkrywanie i realizowane własnego sensu, zamiast tego do działania (de)motywuje wewnętrzny przymus i język kar.

     

    Skonceptualizowane ja a zaangażowane działanie

    Podczas psychoterapii silna fuzja ze skonceptualizowanym ja może być powodem, dla którego nie działa stymulowanie do zaangażowanego działania w zgodzie z indywidualnymi wartościami, składowymi dobrowolnie wybranego sensu życia, co jest ostatecznym celem ACT.

    Moje pierwsze kroki w psychoterapii stawiałem korzystając z aktywacji zachowania (behavioral activation) – bardzo mocno ustrukturyzowanego, opartego na badaniach ilościowych protokołu do problemów depresyjnych (Lejuez et al., 2011). Składając się w zasadzie z trzech rzeczy, jest najprostszym opartym na dowodach protokołem, jaki w życiu widziałem. Terapeuta zaczyna od pracy z wartościami, przechodzi do stawiania celów zgodnych z nimi i w trakcie pomaga śledzić, jak zmiana zachowania wpływa na nastrój i poczucie sensu w życiu. Był to dla mnie wtedy konkret – i wciąż jest. Terapia, która opiera się absolutnie wyłącznie na wglądzie i interpretacji, może coś uwolnić u niektórych klientów. U wielu z nich niestety wnioski zostają wyłącznie w głowie, nie stają się częścią życia. Jednym z powodów takiego stanu może być niedostateczny nacisk w psychoterapii na systematyczną pracę nad zmianą zachowania, nad innym podejściem w obliczu starych przeszkód i utrwalonych nawyków. Niektórzy klienci zgłaszają się właśnie z takim doświadczeniem, mówiąc na pierwszej sesji przeważnie coś w tym stylu: „Po 1-2 latach terapii z dużą ilością analizy przeszłości, ale bez przełożenia tego na życie, postanowiłem ją zakończyć i szukać takiej, która pomoże mi przetłumaczyć te wnioski na czyny. Aktualnie dużo wiem, ale na zewnątrz wciąż jest podobnie.”

    Pracując jako początkujący terapeuta z moim bardzo konkretnym protokołem, obserwowałem u niektórych z kolei ślepy punkt czystej aktywacji zachowania. Po pierwszych sesjach, w których klient działał coraz lepiej i lepiej, nadchodził kryzys. Może się coś wydarzało trudnego w ich życiu, co zachwiało poczuciem stabilności. Może obudzili się w takim stanie, nie wiedząc, dlaczego coś się wewnątrz przełączyło. Może zrobili, co planowali, ale postawione cele nie przyniosły oczekiwanego efektu rozwiązania problemu własnego ja, więc ich krytyk zaczął ich znów „motywować”. Koniec końców na terapię przychodziła osoba, która miała poczucie, że wróciła do punktu startu. Towarzyszy temu rozczarowanie, brak nadziei. Odpowiedzią aktywacji zachowania na takie sytuacje jest „Masz trudne myśli i emocje? Może rozważysz zrobienie czegoś pomocnego w ich obecności, aby wrócić na właściwy szlak?” Czasem jest to dobra propozycja. Okresowe kryzysy nie powinny zniechęcać żadnego terapeuty przed tym, aby motywować klienta do wartościowych działań właśnie wtedy, kiedy jest źle – inaczej sam będzie w fuzji z opowieścią w głowie osoby, z którą pracuje. Kiedy emocje i myśli nie są radosną cheerleaderką, zaangażowanie się mimo ich obecności w coś, czego unikaliśmy, może stworzyć warunki do pozytywnej zmiany. Jeśli klient będzie czekać, aż czarne myśli i trudne emocje przejdą same z siebie, to będzie czekać bardzo długo. Jest to pułapka, w którą wpada wiele osób, a z której terapeuta może pomóc wyjść.

    Problem podczas zachęcania do nowych zachowań powstaje, gdy konceptualizacja ja u klienta powoduje, że wprowadzane podczas sesji zachowania, teoretycznie pożądane i długoterminowo pomocne, zaczynają być źródłem kar i prowadzić ostatecznie do nawrotu.

    Kara to konsekwencja zachowania powodująca, że to zachowanie staje się mniej częste w przyszłości. Przykładowo, podczas konfrontacji z lękiem społecznym perfekcjonistyczny i samokrytyczny klient może być karany przez własne myślenie podczas prób nawiązania kontaktu z nowymi osobami. Za mało się starasz! Mówisz niewyraźnie! Jesteś beznadziejny, nikt się nie śmiał z twojego żartu albo udawali. Najpierw schudnij, zrobisz lepsze wrażenie, znajdziesz lepszego partnera, nadaje umysł w drodze przez mękę, aby – poprzez absolutne zawyżenie oczekiwań – odważnie chronić swego właściciela przed jakimkolwiek ryzykiem odrzucenia i porażki. Trudno w takich warunkach czerpać przyjemność i spełnienie.

    Jeśli natomiast ów klient podczas swej drogi krzyżowej lub zawczasu się wycofa, będzie to negatywnie wzmocnione. Negatywne wzmocnienie to konsekwencja zachowania, gdzie owe zachowanie w przyszłości będzie bardziej prawdopodobne, ponieważ czegoś się pozbyliśmy. Popularnym źródłem negatywnych wzmocnień jest unikowa postawa wobec własnego życia psychicznego. Pierwszą konsekwencją bierności lub ucieczki będzie nieraz wyciszenie krytycyzmu, mniejszy lęk, magiczny koniec pocenia się dłoni i bicia serca – a my jako ludzie jesteśmy z natury mocniej dostrojeni do bezpośrednich odczuć, zwracając mniejszą uwagę na długoterminowe skutki działania.

    Silne trzymanie się skonceptualizowanego ja może zatem sprawiać, że zamiast pozytywnego wzmocnienia wskutek życia w zgodzie z własnymi wartościami, klient otrzyma mnóstwo bezproduktywnego bólu psychicznego oraz ulgę od niego tuż po powrocie do punktu wyjścia, bogatszy o jedno smutne doświadczenie. W języku behawioryzmu powiemy, że zachowanie takiej osoby jest pod awersyjną kontrolą – motywacją jest wycofanie się, a nie dążenie ku czemuś.

    Z powyższej perspektywy, zarówno terapia prowadzona wyłącznie na wglądzie może napotkać u niektórych ograniczone efekty, jak i taka, która skupia się tylko i wyłącznie motywowaniu do działania między sesjami. Osoba mająca wyłącznie wgląd będzie dalej żyć w swojej głowie, tylko trochę mądrzej. Osoba tylko motywowana do działania będzie jeździć po tym samym życiowym rondzie, tylko że częściej i szybciej.

     

    Elastyczny kontakt ze skonceptualizowanym ja

    Wiele terapii podchodzi do problemu stosunku do siebie na różne sposoby. Odpowiedź ACT na schematyczność w myśleniu, czuciu i działaniu to nauka elastycznej zmiany perspektywy bez prób zmiany treści samych przeszkadzających myśli. Zamiast starać się bić głową w mur, przekonując na próżno krytyka uległym zachowaniem, aby na zawsze się zamknął, nie próbujemy ani zmienić treści myśli, ani ich zaspokajać, ani stosować podnoszących samoocenę afirmacji, ani przekonywać klienta, że się myli i że wcale nie jest beznadziejny. Wszystko to bywa tylko kolejną formą unikania – często także bezradności ze strony terapeuty. Zamiast tego wypracowujemy bardziej zdrową, pomocną, świadomą relację wobec automatyzmów, które podaje nam nasz umysł i które są zrozumiałym echem naszej przeszłości. W ACT nazywamy tę umiejętność elastycznością psychologiczną.

    Wysoka elastyczność psychologiczna pozwala reagować na własne emocje, myśli, wrażenia z ciała na więcej niż jeden silnie skoordynowany z nimi sposób. Odpowiedź będzie bazować nie na nawyku wiodącym w fuzję i unikanie, ale na tym, co akurat powiedzie w pomocnym kierunku. Prawda, czasem pomocne jest w obliczu lęku uciekać, w obliczu złości krzyczeć, a w obliczu samokrytycyzmu wyciągnąć konieczne wnioski. Bardzo często jednak krok w stronę życia zgodnego z indywidualnymi wartościami wiedzie temu na przekór. Elastyczna psychologicznie osoba może czuć się bezpieczniej w kontakcie ze swoim wewnętrznym światem, także tą bolesną częścią, ponieważ pojawienie się krytycznych, wymagających czy poniżających myśli nie jest już wyrokiem kształtującym resztę dnia. Osoba jest w stanie przyjąć perspektywę świadomego obserwatora własnego życia psychicznego, zamiast zależnego uczestnika.

    Esencją ACTowej pracy z myślami będzie taka wypowiedź terapeuty:

    Twój krytyk mówi ci takie a takie rzeczy. Czy mogłabyś to zapisać? To twoje menu. Co do menu dokładają twoje wartości? Co z tego chciałabyś wybrać? Która z tych rad jest czymś pomocnym, a którą tylko warto zauważyć, ale nie iść za nią?

    Praca nad większą elastycznością w obliczu własnych konceptualizacji to zatem praca nad zarzuceniem wewnętrznej walki i nad poszerzeniem życiowego menu, aby osoba mogła z awersyjnej kontroli zachowania przejść do apetytywnej – zamiast żyć próbując uciec od czegoś okropnego, pomagamy tworzyć życie na rzecz czegoś ważnego, nawet i zwłaszcza w obliczu wewnętrznych przeszkód.

     

    Pytania o skonceptualizowane ja

    Muszę przyznać, że nie od razu w swojej karierze zawodowej byłem fanem dobrych pytań. Behawioryzm przyciągnął mnie w pierwszej kolejności dobrymi odpowiedziami, czego dowodem jest choćby start od wspomnianego protokołu aktywacji zachowania. Jednakże najcenniejszym ćwiczeniem, które wyniosłem z majowej konferencji ACT organizowanej przez ACBS Polska w Poznaniu, była lista pytań na temat skonceptualizowanego ja z warsztatu Jacqueline A-Tjak, na którym razem z Pawłem Dybernym pracowaliśmy jako tłumacze. Oprócz Jacqueline autorami pytań są Joe Oliver, David Gillanders, Graciela Rovner i Louise McHugh. Cenię je za kompleksowość oraz częstość w doprowadzaniu do reakcji “ciekawe, nie widziałam tego tak”, co jest jednym z cenniejszych wniosków z każdej terapii.

    Oto ich lista:

    • Kiedy zacząłeś, zaczęłaś myśleć o sobie w ten sposób?
    • Jak często w swej głowie patrzysz na siebie z tej perspektywy?
    • Jak często ukrywasz przed innymi to, co ta część ciebie o tobie mówi?
    • Czy to jest to, kim jesteś?
    • Jak by to było zachowywać się przez cały czas w przeciwny sposób do tej części ciebie? Czy coś byś stracił, straciła zachowując się przez cały czas w przeciwny do niej sposób?
    • Czy jesteś tym, co ta część ciebie o tobie mówi?
    • Gdyby postawić tę część ciebie przed tobą, jak by wyglądała?
    • W jaki sposób trzymanie się takiego myślenia o sobie powstrzymuje cię przed robieniem tego, na czym ci zależy?
    • Czy myślenie o sobie w ten sposób jest w jakikolwiek sposób pomocne?
    • Czy jest to prawda na twój temat?
    • Czy ktoś, kto cię kocha, myślałby o tobie w ten sposób?
    • Czy te myśli pojawiają się w pewnych sytuacjach, czy są zawsze obecne?
    • Czy w swoim życiu trafiłeś lub trafiłaś na kogoś, kto powiedział te rzeczy lub je zasugerował?
    • Od jakiego czasu nosisz te myśli ze sobą?
    • Gdyby było ci dane mieć wybór, jak myśleć na swój temat, czy wybrałbyś, wybrałabyś ten sposób?
    • Jakie części ciebie pozostają ukryte, kiedy skupiasz się na tym aspekcie ciebie?
    • Jak by wyglądało twoje życie, gdyby tej części nie było?
    • Co to mówi na temat tego, jak chcesz żyć?
    • Czy ktoś czerpie korzyść z tego, że myślisz o sobie w ten sposób?
    • Czy mając te myśli na swój temat, stajesz się lepszą osobą?
    • Jakie to uczucie myśleć o sobie w ten sposób w tej chwili?
    • Czy możesz widzieć te myśli po prostu jako myśli?

    Zacząłem wprowadzać tę listę przeważnie po dookreśleniu, z jakich „muszę”, „powinienem”, „nie mogę / nie wolno mi” oraz „jestem” składa się konceptualizacja klienta, oraz po znalezieniu dla niej wspólnej nazwy, która by uchwyciła jej esencję. Niektórzy klienci nazywają ją „mój krytyk”, czy „perfekcjonista”, inni „moja matka”, „wymagająca część mnie”, czy nawet „M. Night Shyamalan” lub „chuj”. Dowolna nazwa jest użyteczna tak długo, jak długo ma sens dla klienta i pozwala wspólnie odnosić się do interesującej nas klasy zjawisk w taki sposób, który tworzy grunt pod pomocny dystans.

    Wprowadzając ćwiczenie, wyjaśniam klientowi, że teraz przyjrzymy się jego schematom pod różnym kątem. Będzie mógł je lepiej poznać i zobaczyć, czy pozwolą mu one spojrzeć na siebie pod innym kątem lub czy go do czegoś zainspirują. Informuję, że będę czytać pytanie po pytaniu z ok. 30 sekundową przerwą pomiędzy. Podczas ćwiczenia nie musi mi nic mówić, niech tylko ma zamknięte oczy i obserwuje swoje odpowiedzi. Porozmawiamy o nich po danej serii. Zwykle dzielę czytanie na 2 lub 3 serie, zależnie od tego, ile mamy czasu podczas sesji. Na koniec wprowadzenia proszę także, by przez minutę tylko obserwował swoje ciało i myśli, pozwalając tym doświadczeniom płynąć, aby zrobić warunki pod swobodną obserwację. Przeważnie na tym etapie terapii robiliśmy już wcześniej jakiekolwiek ćwiczenie na akceptację i kontakt z tu i teraz, aby klient był w stanie zrealizować to polecenie. Po upływie minuty zaczynam czytanie pytań.

    Podczas rozmowy po danej serii próbuję dowiedzieć się, czy klient wyciągnął z tego coś nowego, ciekawego czy pomocnego dla siebie. Staram się nie mieć silnych założeń, które kazałyby mi przeć w jakimś konkretnym kierunku modelu ACT. Zamiast tego podejmuję te aspekty, które klient uznał za szczególnie ciekawe, starając się po drodze wspierać elastyczność. Zakładam tutaj, że każde z pytań pełni jakąś rolę, więc gdziekolwiek pójdziemy, ma to potencjał, by być pomocne w pogłębieniu i uelastycznieniu kontaktu ze skonceptualizowanym ja. Często swobodnie z tej rozmowy wynika potencjalny temat na pracę własną – zachować się na przekór schematowi, obserwować się w określonych momentach i wykonać wtedy ćwiczenie na akceptację i uważność, zamiast płynąć z nawykiem, rozpisać czynniki, które mogły wpłynąć na jego ukształtowanie. Grunt, aby w obliczu starych bodźców wiodących do starych zachowań pojawiło się w to miejsce coś nowego, bardziej pomocnego. Wówczas wgląd łączy się z pracą nad zaangażowaniem się w swoje życie w inny, nieraz zupełnie nowy sposób.

    Zawsze chętnie wysyłam też klientowi na maila pytania w formie audio, aby sam w domu mógł kontynuować pracę. Zalecam, aby słuchał nagrania co 2-3 dni, by sprawdzić, czy pojawią się nowe informacje lub czy to zainspiruje go do czegoś nowego, idącego na przekór dotychczasowym przyzwyczajeniom. Możesz ich posłuchać na dole artykułu, aby dowiedzieć się więcej na temat własnej relacji ze swoim skonceptualizowanym ja.

     

    Bibliografia

    Lejuez, C. W., Hopko, D. R., Acierno, R., Daughters, S. B., & Pagoto, S. L. (2011). Ten year revision of the brief behavioral activation treatment for depression: revised treatment manual. Behavior modification35(2), 111-161.